Raport z północy - recenzja

„Raport z północy” to szczególny rodzaj przewodnika turystycznego, który nie jest przewodnikiem. To opowieść snuta przez autora o odwiedzanych miejscach i własnych przeżyciach. Niezwykle osobista rzecz. Wiemy już, skąd w twórczości Andrzeja Pilipiuka tyle nawiązań do Skandynawii.

To także przeżycie pokoleniowe – wszyscy Polacy w wieku 40+ pamiętają dobrze realia życia w systemie socjalistycznym... No, może nie wszyscy, bo byli równiejsi... W tej książce znajdujemy NASZE dziecięce i młodzieńcze tęsknoty za normalnością, za dostępem do podstawowych rzeczy, praw i możliwości, które w innych krajach, nie dotkniętych czerwoną zarazą, były tak bardzo na porządku dziennym, że ich obywatele nawet ich nie zauważali. Może dlatego współczesnym zachodnim lewakom tak trudno załapać, że to jest naprawdę chory system...

Ta książka wyrosła z tęsknoty małego chłopca z socjalistycznej Polski za innym, lepszym światem. Pokazuje też determinację w dążeniu do tej normalności, która u nas często jeszcze jest uważana za luksus. Optymizmem napawa, że – często wbrew wszystkiemu – udało się spełnić marzenia. Przynajmniej ich większość.

Obrazki z ciekawych miejsc Szwecji i Norwegii wzbogacone są – jak dobry świąteczny keks bakaliami – ciekawostkami. I tak, odwiedziwszy muzeum poświęcone trądowi, Pilipiuk zasypuje nas informacjami: o tej chorobie dawniej i dziś, o ludziach, którzy z nią walczyli, o ich przyjaciołach, znajomych itp. Dowiadujemy się też m.in. wielu rzeczy, niedostępnych w szkole, o Astrid Lindgren, Selmie Lagerlof czy Knucie Hamsunie. Historyczne postacie, jak Nansen, niestety już zapominany w Polsce, ożywają na kartach... Wszystko to smakowicie podane, z przemyśleniami Autora. Wiadomości historyczne, archeologiczne, obyczajowe – sprawiają, że książka jest nader smakowitym prezentem pod choinkę.

Wspomniałam wyżej, że to bardzo osobista książka. Dotyczy to także światopoglądu Autora. Czytelnicy Pilipiuka znają go dobrze, więc wiele przemyśleń nie stanowi zaskoczenia. Zresztą Autor lojalnie uprzedza, kiedy zaczyna „smęcenie” i sam proponuje przewrócić kilka kartek, by wrócić do opisu podróży.

Kilka wypraw Pilipiuka do Skandynawii zaowocowało nie tylko „Raportem z północy”. Autor odsłonił też nieco swój warsztat pisarski. To, czego się dowiedział, stając z historią „oko w oko” w muzeach czy wyszukując informacje w Internecie, wykorzystał w swoich książkach. A ja mam nadzieję, że jeszcze parę ich powstanie.

Podesłała Agnieszka - dziękuję.