BLOG

wedrowycz banner1

Przekop

http://niezalezna.pl/forum/206317-przekop-przez-mierzeje-wislana-w-nowym-swiecie

O przkopaniu Mierzei Wiślanej słyszałem jeszcze na pocz. lat 90-tych. Pomył zasadniczo jest bardzo dobry - odblokwałby możliwości rozwojowe kilku powiatów, port w Elblagu znów stałby się portem morskim... Żegluga pomiędzy Bałtykiem a Zalewem stałaby się całkowicie niezalezna od humrów rosjan kontrolujących cieśninę. 

Problem w tym że gdy czytamy o tym jak to ma być zrobione łapiemy się na mysli że chyba komuś z kregów decyzyjnych kociołek nie gotuje...

Jednostki o zanurzeniu do 4 metrów!? Czyli kanał będzie obsługiwał kutry rybackie i co mniejsze jachty?   

7 lat później

http://niezalezna.pl/206279-probki-z-ekshumacji-i-sekcji-ofiar-katastrofy-smolenskiej-trafily-do-irlandzkich-ekspertow-rozpoczynaja-sie-analizy

Obawiam się że prawdy o tym czy w Smolensku doszło do zamachu możemy nie poznać już nigdy. Działania podjęete zostały o wiele za późno. Tusk i jego mafia tę wojnę wygrali. 

Nadal nie wiadomo czy komisja Macierewicza dokonała analizy rzeczy osobiśtych i ubran ofiar - a jeśli tak to co znaleziono.

statystyki

Jak podał Główny Urząd Statystyczny (GUS) we wrześniu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wzrosło w ujęciu rok do roku aż o 6% i wyniosło 4 473, 06 zł brutto.

Wysoki wzrost wynagrodzeń w gospodarce utrzymuje się już od kilku miesięcy, w sierpniu w ujęciu rok do roku, ten wzrost był jeszcze wyższy i wyniósł 6.6%, co więcej płace pracowników rosną nie w wybranych przedsiębiorstwach, ale wręcz powszechnie.

 http://www.fronda.pl/a/za-rzadow-pis-place-ida-wyraznie-w-gore,101184.html

***

Moim zdaniem to kompletna bzdura. Błąd (a raczej zamierzone fałszerstwo) tkwi w przyjętej metodzie. 

Średnia de facto nic nam nie mówi. Statystycznie co piąty człowiek jest Chińczykiem...

Należy skupić się nie na średniej ale na przeciętnej wysokości zarobków (medianie). I zestawić ją z koszykiem dóbr i usług - by móc ocenić siłę nabywczą przeciętego Polaka. Wtedy poznamy prawdę o poziomie życia w naszym kraju. 

****

Podobnie wygląda problem z bezrobociem. W Krakowie widać masę kartek "pracownika poszukuję" są na sklepach, są na restauracjach. Kiepska praca za dziadowską płacę jest do zdobycia od ręki dla każdego kto posiada choćby niewielkie predyspozycje. Podobnie jest w Warszawie. A na prowincji przeważnie widać tablice "sprzedam" dom/działkę/mieszkanie. 

Ergo: praca występuje punktowo. Na prowincji pracy nie ma. Przeniesienie się z mniejszych ośrodków do większych nie zawsze jest możliwe. W wielu przypadkach jest kompletnie niewykonalne. 

By obliczyć faktyczne bezrobocie trzeba zrobić to inaczej. Policzyć ilu mamy w Polsce ludzi w wieku produkcyjnym nie będących jednocześnie właścicielami gospodarstw rolnych o powierzchni minimum 30 h. Od tej liczby odjąć liczbę zatrudnionych.

(trzeba tylko pomyśleć czy uwzgędniamy ludzi pracujących na niepełnym etacie i śmieciówkach czy nie). 

 

do M.G.

W dużych miastach jest inaczej. Na prowincji stawki były są i zapewne będą dziadowskie.

I nie każdy ma  możliwość przeniesienia się do dużego miasta czy wyjazdu na zachód.  

Wiele rzeczy wiąże człowieka z miejscem zamieszkania. 

O społeczeństwie

Generalnie uważam że państwo i zamieszkujące je społeczeństwo utożsamiane z narodem to wartości w pewien sposób nadrzędne w stosunku do losu pojedynczego człowieka.

Mamy bardzo złe doświadczenia z czasów gdy byliśmy pod obcą dominacją. Borykamy się do dziś z tragiczną spuścizną wojen, okupacji, celowej demoralizacji narodu zadekretowanej przez państwa zaborcze i wdrażanej często przez kolaborantów. skutki okupacji są gorsze niż skutki wojny.

wojna to wojna. My zabijamy ich oni nas. Przykre ale po wojnie urodzą się nowe dzieci, a poległych zastąpią w pracy i na roli ich synowie. Zazwyczaj coś nam przy okazji rozwalą - to się po wojnie odbuduje. Czytelne relacje. Trzeba walić w łeb żeby ich zginęło odpowiednio więcej niż nas. I tyle. (problemem jest niestety wojna totalna gdzie morduje się cywilów kobiety i dzieci). Okupacja niesie wspomnianą demoralizację i kolaborację.

Irlandczycy nie mówią dziś po irlandzku. Gruziński usiany jest rosyjskimi słowami. Na wschodzie Ukrainy żyją ludzie którzy języka swojego kraju musieli się wyuczyć.

Widzimy że inne kraje i narody poddane obcej dominacji poniosły podobne straty jak my a wiele słabszych zostało po prostu unicestwionych.

Trzeba mieć własne państwo. Trzeba znać historię, dbać o własne tradycje i język ojczysty. I warto nauczyć się strzelać - na wszelki wypadek.

Dbanie o własny język to także używanie słów bez oglądania się na mody. Jak kolo ma czarną skórę to mówimy Murzyn. A jak jest śniady to mówimy Cygan. Bez kaleczenia ojczystej mowy potworkami językowymi.

***

Fajnie jest mieć państwo w którym wszystko jest na swoim miejscu.
I w którym każdy ma swoje miejsce i mniej więcej wie gdzie jego miejsce.

W którym większość nie depcze mniejszości a mniejszość nie podgryza większości.

Gdzie każdy przedstawiciel legalnej religii może się w swojej świątyni modlić jak chce, do czego chce i kiedy chce.
(obrzezania i ubój rytualny to kwesta do rozważenia).

Kraj w którym dajmy na to geje mogą sobie urządzić zamknięty kongres w ośrodku wczasowym i zarazem kraj gdzie homoseksualista wie że jak będzie zbyt długo stał przy płocie szkolnego boiska to dostanie wpierdol pałami od policji i założą mu kartę obserwacji.

Kraj w którym potomkowie nazistów, komuchów i banderowców zanim nabędą jakichkolwiek praw będą musieli pracą na rzecz wspólnoty udowodnić ze są tych praw choć w minimalnym stopniu godni.

A ci na świeczniku - prawa powinni mieć identyczna a drobne przywileje powinny być niebudzącym zastrzeżeń społecznych dowodem uznania dla ich pracy. Ergo: żeby każdy kto się dowie że podseł bilet na pendolino ma gratis mógł powiedzieć "a nich się cieszy, tyra chłop dla dobra nasz wszystkich - zasłużył sobie".

***

W obronie kraju, narodu, społeczeństwa czasem trzeba sięgnąć o adekwatne środki. Prawo powinno to dopuszczać i regulować. Bo czasem trzeba powiesić bandytę czy pedofila. Wykastrować gwałciciela. Powiedzieć temu i owemu by wrócił do kraju pochodzenia i więcej nie przyjeżdżał. Powinno być też prawo pozbawienia obywatelstwa stosowane wobec zdrajców. niech ich przygarnie kraj którego polecenia były dla nich ważniejsze niż interes własnej Ojczyzny.

Powinny istnieć regulacje uniemożliwiające działanie organizacji antypaństwowych lub realizujących programy destrukcyjne społecznie. (niemcy po latach chowania głowy w piasek zdelegalizowali organizacje propedofilskie). Powinny być regulacje umożliwiające odbieranie koncesji mediom działającym w obcym interesie - jeśli ten interes jest sprzeczny z naszymi interesami.

W uzasadnionych przypadkach państwo powinno mieć prawo do ściągnięcia podwyższonych danin czy wprost - sięgnięcia po mienie obywatela. Ale znowu to powinno być uzasadnione, pokwitowane i w miarę możliwości wynagrodzone. Gdy w sierpniu 1939 przyszli po konie dla wojska chłopi klęli ale oddawali - bo wiedzieli że trzeba. Dawali lepsze uzdy, cugle, kto miał dawał siodło - wojsko tego nie zażądało ale ludzie wiedzieli że to się żołnierzom przyda. Nie znam w Wojsławicach przypadku żeby ktoś konia schował czy żeby trzeba było zabierać siłą.

Gdy tusk zajumał nasze oszczędności z II filara nie wiem czy ktokolwiek w Polsce uznał że sytuacja kraju jest taka że trzeba kasę oddać. Zabrał na chama bo mógł zabrać - ale nikt nie powiedział sobie "tak trzeba - dla Polski, dla narodu, dla dobra kraju i społeczeństwa".

***

W dobrym państwie urzędnik nosi orzełka na czapce. On odpowiada za swoje decyzje. Państwo odpowiada za to że temu właśnie człowiekowi udzieliło odrobinę władzy.

Trafiają się sytuacje nadrzędne. W uzasadnionych przypadkach policja czasem musi strzelać. Czasem niestety nawet na oślep. I czasem trzeba wsolić demonstrantom pałami na odlew - jak inaczej się nie da. Czasem trzeba wywalić z technikum samochodowego dzieciaka po którym widać że uczy się tylko po to by skuteczniej kraść samochody. Czasem trzeba kogoś wywłaszczyć by zbudować drogę. Czasem trzeba wysadzić wał przeciwpowodziowy by puścić wodę w bok. By zniszczyć 3 wioski ale uratować Wrocław.

dlaczego nie uratowano Wrocławia? Bo ludzie wiedzieli że stracą dorobek całego życia a państwo im tego w żaden sposób nie zrefunduje. Że urzędnik który stoi na wale i obiecuje odszkodowania prawdopodobnie kłamie. I że państwo nie weźmie odpowiedzialności za realizację obietnic które ten człowiek składa w jego imieniu. Że się wypnie.

Smutne to... Okupacji już nie ma - ale mentalność kolaborantów pozostała...

O społeczeństwie

Generalnie uważam że państwo i zamieszkujące je społeczeństwo utożsamiane z narodem to wartości w pewien sposób nadrzędne w stosunku do losu pojedynczego człowieka.

Mamy bardzo złe doświadczenia z czasów gdy byliśmy pod obcą dominacją. Borykamy się do dziś z tragiczną spuścizną wojen, okupacji, celowej demoralizacji narodu zadekretowanej przez państwa zaborcze i wdrażanej często przez kolaborantów. skutki okupacji są gorsze niż skutki wojny.

wojna to wojna. My zabijamy ich oni nas. Przykre ale po wojnie urodzą się nowe dzieci, a poległych zastąpią w pracy i na roli ich synowie. Zazwyczaj coś nam przy okazji rozwalą - to się po wojnie odbuduje. Czytelne relacje. Trzeba walić w łeb żeby ich zginęło odpowiednio więcej niż nas. I tyle. (problemem jest niestety wojna totalna gdzie morduje się cywilów kobiety i dzieci). Okupacja niesie wspomnianą demoralizację i kolaborację.

Irlandczycy nie mówią dziś po irlandzku. Gruziński usiany jest rosyjskimi słowami. Na wschodzie Ukrainy żyją ludzie którzy języka swojego kraju musieli się wyuczyć.

Widzimy że inne kraje i narody poddane obcej dominacji poniosły podobne straty jak my a wiele słabszych zostało po prostu unicestwionych.

Trzeba mieć własne państwo. Trzeba znać historię, dbać o własne tradycje i język ojczysty. I warto nauczyć się strzelać - na wszelki wypadek.

Dbanie o własny język to także używanie słów bez oglądania się na mody. Jak kolo ma czarną skórę to mówimy Murzyn. A jak jest śniady to mówimy Cygan. Bez kaleczenia ojczystej mowy potworkami językowymi.

***

Fajnie jest mieć państwo w którym wszystko jest na swoim miejscu.
I w którym każdy ma swoje miejsce i mniej więcej wie gdzie jego miejsce.

W którym większość nie depcze mniejszości a mniejszość nie podgryza większości.

Gdzie każdy przedstawiciel legalnej religii może się w swojej świątyni modlić jak chce, do czego chce i kiedy chce.
(obrzezania i ubój rytualny to kwesta do rozważenia).

Kraj w którym dajmy na to geje mogą sobie urządzić zamknięty kongres w ośrodku wczasowym i zarazem kraj gdzie homoseksualista wie że jak będzie zbyt długo stał przy płocie szkolnego boiska to dostanie wpierdol pałami od policji i założą mu kartę obserwacji.

Kraj w którym potomkowie nazistów, komuchów i banderowców zanim nabędą jakichkolwiek praw będą musieli pracą na rzecz wspólnoty udowodnić ze są tych praw choć w minimalnym stopniu godni.

A ci na świeczniku - prawa powinni mieć identyczna a drobne przywileje powinny być niebudzącym zastrzeżeń społecznych dowodem uznania dla ich pracy. Ergo: żeby każdy kto się dowie że podseł bilet na pendolino ma gratis mógł powiedzieć "a nich się cieszy, tyra chłop dla dobra nasz wszystkich - zasłużył sobie".

***

W obronie kraju, narodu, społeczeństwa czasem trzeba sięgnąć o adekwatne środki. Prawo powinno to dopuszczać i regulować. Bo czasem trzeba powiesić bandytę czy pedofila. Wykastrować gwałciciela. Powiedzieć temu i owemu by wrócił do kraju pochodzenia i więcej nie przyjeżdżał. Powinno być też prawo pozbawienia obywatelstwa stosowane wobec zdrajców. niech ich przygarnie kraj którego polecenia były dla nich ważniejsze niż interes własnej Ojczyzny.

Powinny istnieć regulacje uniemożliwiające działanie organizacji antypaństwowych lub realizujących programy destrukcyjne społecznie. (niemcy po latach chowania głowy w piasek zdelegalizowali organizacje propedofilskie). Powinny być regulacje umożliwiające odbieranie koncesji mediom działającym w obcym interesie - jeśli ten interes jest sprzeczny z naszymi interesami.

W uzasadnionych przypadkach państwo powinno mieć prawo do ściągnięcia podwyższonych danin czy wprost - sięgnięcia po mienie obywatela. Ale znowu to powinno być uzasadnione, pokwitowane i w miarę możliwości wynagrodzone. Gdy w sierpniu 1939 przyszli po konie dla wojska chłopi klęli ale oddawali - bo wiedzieli że trzeba. Dawali lepsze uzdy, cugle, kto miał dawał siodło - wojsko tego nie zażądało ale ludzie wiedzieli że to się żołnierzom przyda. Nie znam w Wojsławicach przypadku żeby ktoś konia schował czy żeby trzeba było zabierać siłą.

Gdy tusk zajumał nasze oszczędności z II filara nie wiem czy ktokolwiek w Polsce uznał że sytuacja kraju jest taka że trzeba kasę oddać. Zabrał na chama bo mógł zabrać - ale nikt nie powiedział sobie "tak trzeba - dla Polski, dla narodu, dla dobra kraju i społeczeństwa".

***

W dobrym państwie urzędnik nosi orzełka na czapce. On odpowiada za swoje decyzje. Państwo odpowiada za to że temu właśnie człowiekowi udzieliło odrobinę władzy.

Trafiają się sytuacje nadrzędne. W uzasadnionych przypadkach policja czasem musi strzelać. Czasem niestety nawet na oślep. I czasem trzeba wsolić demonstrantom pałami na odlew - jak inaczej się nie da. Czasem trzeba wywalić z technikum samochodowego dzieciaka po którym widać że uczy się tylko po to by skuteczniej kraść samochody. Czasem trzeba kogoś wywłaszczyć by zbudować drogę. Czasem trzeba wysadzić wał przeciwpowodziowy by puścić wodę w bok. By zniszczyć 3 wioski ale uratować Wrocław.

dlaczego nie uratowano Wrocławia? Bo ludzie wiedzieli że stracą dorobek całego życia a państwo im tego w żaden sposób nie zrefunduje. Że urzędnik który stoi na wale i obiecuje odszkodowania prawdopodobnie kłamie. I że państwo nie weźmie odpowiedzialności za realizację obietnic które ten człowiek składa w jego imieniu. Że się wypnie.

Smutne to... Okupacji już nie ma - ale mentalność kolaborantów pozostała...

jeszcze o misji

Mamy dwie możliwości – albo dopuszczamy inżynierię społeczną – albo uważamy ze społeczeństwo rozwijać się będzie samo.
Jeśli zakładamy istnienie inżynierii społecznej pojawia się pytanie – kto będzie się tym zajmował, jaką ma wizję, dokąd chce nas zaprowadzić. Jeśli zajmuje się tym bandyta albo moralny śmieć – efekty mogą być bardzo poważne. Część z nich obserwujemy za oknem. Pewien procent tego zezwierzęcenia i zbydlęcenia odziedziczyliśmy w spadku po komunie, część to produkt obecnych czasów, a część dostaliśmy w pakiecie z dotacjami i normami od UE.

***

Inżynieria społeczna de facto stosowana jest od zawsze. Propagandę sukcesu stosowali już egipscy faraonowie – kując na murach świątyń sceny z nie swoich zwycięstw odniesionych na wojnach których nawet nie było. Albo ołtarz Pergamoński którego wewnętrzny dziedziniec ukazywał zmitologizowane sceny z dziejów panującej dynastii…
Rola wdrażania inżynierii społecznej spoczywała z reguły na kapłanach. Ci przekazywali ludziom pewne wzorce zachowań. Społeczeństwa których religie opierały się na podobnym do naszego systemie wartości przetrwały. Społeczności które wyzwały wartości oparte na prymitywnej przemocy aprobowanej przez bogów upadły. Niektóre miały swoje 5 minut nim sczezły.
Wedle prof. Niwinskiego podobieństwa religii egipskiej i naszej są dość uderzające. Nie milei wprawdzie 10 przykazań – ale ogromna masa prac teologicznych okresu nowego państwa idzie podobnymi ścieżkami jakimi 1500 lat później poszło chrześcijaństwo. Religia egipska przetrwała 3500 lat. A ile czasu przetrwała Fenicja ze swoim Baalem i ofiarami z dzieci? Ile czasu przetrwały imperia inków i Azteków? Ile czasu przetrwały kraje programowo ateistyczne? Co zostało ze Sparty? Kupka kamieni i trochę legend. Nie mieli nawet własnych pisarzy którzy głosiliby chwałę ich oręża… Nie mieli rzeźbiarzy którzy wykuliby zwycięskich wodzów w marmurze.
Poszukiwanie dobra, prawdy, piękna, wiara w dobrych bogów którzy karzą zło a nagradzają dobre uczynki okazała się cywilizacyjnie wyższa. Sztuka ukazująca bohaterów oparta na kanonach piękna okazała się ponadczasowa.

***

Inżynieria społeczna obecnie znajduje się w znaczniej mierze w łapach postmarksistów. I opiera się w znacznej mierze na prymitywnej destrukcji i negacji wszystkiego co wypracowała nasza cywilizacja przez tysiąclecia. Cała postmodernistyczna pleśń opiera się „nowych odczytaniach” i konwergencji mitów i wzorów kultury - czyli na powolnym trawieniu tego co wypracowały poprzednie pokolenia…
Z teologicznego punktu widzenia – marksizm jest odmianą satanizmu – typowy kult zła, destrukcji i chaosu. To siłą rzeczy nie będzie twórcze gdyż diabeł nie posiada mocy kreacji. Umie tworzyć tylko karykatury…
Przemiany zachodzące w dzisiejszym świecie niepokoją. A część jest w ogóle odrażająca.

***

Cenzura teoretycznie nie istnieje. To nie oznacza że nie prowadzone są działania cenzorskie. Są i to na ogromną skalę. Dziennikarz związany przed laty z „Najwyższym czasem” wspominał mi że w czasopiśmie nie mieli reklam. Jeździł po firmach ludzi otwarcie sympatyzujących z UPR i wszędzie słyszał to samo: dam wam reklamę to będą kłopoty. Kontrole, kontrolne spisy towarów etc.
To przykład cenzury w postaci ofensywnej. Zazwyczaj stosowano bardziej miękkie środki. Np. zbiorowe napiętnowanie kogoś jako faszysty, rasisty, antysemity etc. Przez lata monopol decydowania co jest „zacofaniem & obciachem” a co „piękne & postępowe” miała wybiórcza. Doskonale opisał te mechanizmy D.Wildstein w książce „Dolina nicości”.

Tą metodą końcu lat 90-tych przeczołgano Cejrowskiego. (przypuszczam że wtedy zwariował). Stracił swój program w TV. Skala hejtu przeciw niemu była ogromna. W czasopismach wiedzieli – tego pana się nie drukuje - bo nie dość że wyleją na nas wiadra pomyj to jeszcze nawet czytelnikom się to nie spodoba. Artykuły podróżnicze musiał publikować pod pseudonimem.
Nawet dziś łatwo udupić niepokornego pisarza czy publicystę. Przede wszystkim – po wejściu vat na książki branża cieniej przędzie. Nakłady spadły drastycznie – ale – być może znów w ramach inżynierii społecznej biblioteki dostały zastrzyk pieniędzy na zakupy książek i na spotkania autorskie. Korzystam i jeżdżę gdzie zaproszą bo zawsze to parę groszy ekstra. Wyobraźmy sobie jednak sytuację gdy dyrektor biblioteki powiatowej spotyka się na bankiecie z okazji lokalnej rocznicy czegoś z urzędnikiem który rozdziela pieniądze na kulturę. I urzędnik mimochodem wyraża zaniepokojenie „kogo wy tam do biblioteki zapraszacie na spotkania”. Bibliotekarz jako odwieczny petent w urzędzie wie że musi z nimi dobrze żyć. Wie z jakiej są opcji i tym samym kogo nie lubią…
Ten kto daje kasiorę ma swoje oczekiwania. Jeśli kasiorę daje bydlę to siłą rzeczy nie będą to oczekiwania generujące dobro i piękno tylko jakby wręcz przeciwnie…

Jeśli dana opcja trzyma kasę na kulturę na poziomie lokalnym ale w skali całego kraju, to na pewne rzeczy pieniędzy nie będzie. Np. praktycznie wcale nie było obchodów okrągłej rocznicy powstania styczniowego. Nie było obchodów centralnych, a lokalne skromniutko i po cichu. U nas w Wojsławicach konkurs piosenki powstańczej…
To też inżynieria społeczna.

Ale literaci i tak obrywają przez grubą poduszkę. Wydawnictwa dostają forsę za to że sprzedają książki. Branża filmowa jest kompletnie deficytowa. Wiszące na niej pijawki muszą ssać państwową kasę. I tu twórców mamy do wyboru i do koloru. Za głupi milion złotych nakręcą co sobie urzędnik zażyczy. Te wszystkie „Idy”, „Pokłosia”, „Pokoty” powstały za nasze pieniądze. Był urzędnik gotów dać kasę na plucie Polakom w twarz i byli ludzie gotowi merdać ogonkami by ją na ten cel dostać.
Fantastyka w ogóle ma idealne warunki rozwoju – urzędasy uważają nas za świrów i w ogóle nie wpadli na pomysł by nas kupować. Bo jakby wpadli to myślę że niejeden sensowny twórca obudziłby w swojej duszy szczura…

***

Mając środki i widząc konkretne potrzeby można prowadzić inżynierię społeczną. Można dość łatwo zmieniać nastawienie ludzi do pewnych spraw. Np. chcemy tolerancji dla gejów – idzie forsa na seriale i filmy pokazujące ich w pozytywnym świetle, dofinansowuje się homopublikacje, rozdaje granty naukowcom i nagłaśnia wyniki ich badań. Odbywają się debaty telewizyjne i temu podobne. Da się to zrobić szybko i w miarę tanio. Za tym idzie czasem wprowadzanie nowych przepisów czasem reinterpretacja starych. I po 10 latach miękkich oddziaływań geje z pogardzanej grupy ściąganej przez milicję i słusznie podejrzewanej o nadmierne zainteresowanie młodymi chłopcami nagle awansują do poziomu świętych krów.

Oczywiście trzeba do takich zadań mieć swoich ludzi. Najlepiej takich którzy w daną bzdurę wierzą. Jak jeszcze dostaną kasę będą stawali na rzęsach by wykonać zadanie. Można też kupić twórców bezideowych – którzy będą wiernie służyli za kasę. Którzy za kasę rzucą się na tego kogo sponsor wskaże brudnym paluchem. Wystarczy dać czytelny sygnał – karaluchy wypełzną z każdej dziury.
Do tego każdy kto kwestionuje zalecany dogmat szybko wypada z obiegu. Nie trzeba dawać u w łeb – wystarczy naukowca przyzwyczajonego do pewnych rzeczy nagle przestać zapraszać do telewizji jako eksperta. Seksuolog Lew Starowicz nie wahał się pisać o homoseksualizmie jako o zboczeniu i o sposobach terapii tej choroby. Amen – w latach 80-tych był ekspertem. A potem przestał być. Dla decydujących o kasie na cele i zadania to już nie był „swój człowiek”.


Rzecz jasna ten kto u żłoba decyduje o przepływach pieniędzy. Dlatego janda dostawała od PO 2 miliony złotych rocznie na prywatny teatr. Była „swoim człowiekiem”. Nowa władza uznała że „to nie jest nasz człowiek” a zarazem uznała że całkiem zabrać kasę to jednak obciach więc dała jej „tylko” 200 tysięcy. Ja osobiście dałbym jej bilet w jedną stronę za granicę, ale nie ja decyduję.
Czasem jednak trafia kosa na kamień – jak w przypadku Owsiaka. Lansowano go latami. A on umiał się odwdzięczyć. Ale wystarczyło że przyszedł znikąd jeden Wielgucki i legenda „wielkiego filantropa” mocno się posypała. WOŚP to tez element inżynierii społecznej. Podobnie jak patriotyczny zwrot który reorganizuje środowiska kibolskie – z bezrozumnej tłuszczy tworząc stopniowo tłuszczę nadal niezbyt lotną intelektualnie ale zainteresowaną przeszłością, bohaterami, Polską. Ktoś to dobrze wymyślił.

**

Podstawowe zadanie społeczeństwa polega na tym by tam u koryta i w miejscach gdzie dzieli się pieniądze na różne projekty byli ludzie z głową na karku i wyznający poglądy które nie będą dla społeczeństwa trucizną.
Podstawowe zadanie ludzi to uzyskanie maksymalnej niezależności finansowej. Jak wejdzie nieoficjalny zakaz zapraszania mnie na spotkania autorskie to wzruszę ramionami. Po prostu uciułam mniej. Jak wlepią mi zakaz druku to kupię maszyny i będę szył torebki w oborze u kuzyna.

Ale są pisarze którzy sprzedają rocznie mniej książek i dla nich jak pojadą gdzieś raz na miesiąc to znaczące podreperowanie budżetu… Każde zniewolenie, każdy kompromis, każde uwikłanie bierze się z braku kasy. Dziewczyna pracująca w markecie daje się obmacywać kierownikowi zmiany bo boi się stracić robotę. Ludzie na budowach robią po 12 godzin za psie pieniądze – bo wiedzą że na ich miejsce w każdej chwili można przyjąć kogoś nowego. Urzędnik wspiera swojego patrona w podkładaniu świni innym bo wie że jak ten co nad nim poleci to i dla niego nie będzie miejsca…

Szczur płodzący antypolskie paszkwile też łasi się do sponsorów bo wie bez nich nie istnieje.
Dla fundacji k.Jandy brak tych 2 milionów zł w ok 5 milionowym budżecie to było bolesne zacięcie batem…

***

Niestety bywa tak że sensowni ludzie pewnych rzeczy nie dostrzegają. PiS lekceważy sprawy kultury. Pierwszą decyzją tego powinno być zniesienie vat na książki.

***

Twórca – dajmy to literat – ma w każdym ustroju i systemie trzy drogi.

Po pierwsze: Może iść do kolesi d/s kultury pomerdać ogonkiem, połasić się, przekonać ich że jest „swój” a potem pisać produkcyjniaki po linii partii/władzy. Takich sprzedajnych literatów mieliśmy w historii na pęczki.

Po drugie: może iść na przeczekanie – pisać rzeczy neutralne licząc że dla władzy będzie „przeźroczysty”. Tylko w takim przypadku konfitur w postaci zamówień, grantów, stypendiów, szmalcownych nagród etc. nie dostanie. Ale na spotkania jeszcze pewnie pojeździ.

Po trzecie: może iść na udry – pisać jak mu w duszy gra – choć władza każe myśleć inaczej. Pisać po swojemu dla sobie podobnych „moherów”, „faszystów” etc. To już droga trudniejsza – bo można i w łeb dostać i zakaz druku i inne przykrości mogą człowieka spotkać. Poczytajcie jak komuchy po wojnie udupili Kornela Makuszyńskiego albo jak skończył Aleksander Grin gdy odmówił zwalczania religii piórem.

Pisałem po swojemu zawsze. Raz próbowano mnie kupić. Konfitur nie dostałem nigdy choć popierałem PiS zanim stało się to modne ???? i nie oczekuję. Gdy PiS straci władzę nie wydaje mi się by kolejna ekipa zechciała mnie jakoś „skarcić”.

***

Tu widzę misję – gdy robimy to co uważamy za słuszne a nie mamy konfitur i ryzykujemy że dostaniemy po uszach. Gdy piszemy ukazując świat naszych wartości a tu zewsząd wali się na nas fala hejtu. Gdy dla niektórych ludzi znajomość z nami staje się obciachem.
Mówi się że wilka nie obchodzi co myślą o nim barany. Ale z drugiej strony – tysiąc baranów stratuje nie tyko wilka ale nawet lwa… trzeba mieć cholerną odporność na krytykę. Trzeba wierzyć w to w co się wierzy by wytrzymać miesiące i lata tratowania przez barany. By wytrzymać nieustanne szydzenie z nas i z wartości które przekazujemy w naszych książkach.

By powiedzieć krytykom że ma się ich w )*(

***

Wpływ pisarzy na obecne społeczeństwo nie jest duży. Widzę jednak szansę w tym że pisarze wpłyną na elity które czytają książki. W szkole czyta regularnie ok 10% dzieciaków – i to one będą tu za 20-30 lat rządzić. To jest ten moment w którym pisarz zaczyna coś znaczyć w wielkiej machinie inżynierii społecznej. W którym dla pewnych zjawisk jest trybikiem popychającym wajche w dobrym kierunku, a dla innych zjawisk ziarenkiem piasku w trybach.

Pozytywne zmiany widać już dziś. Odeszło pokolenie dla którego Michnik był geniuszem i arbitrem elegantiarum.

jeszcze o misji

Mamy dwie możliwości – albo dopuszczamy inżynierię społeczną – albo uważamy ze społeczeństwo rozwijać się będzie samo.
Jeśli zakładamy istnienie inżynierii społecznej pojawia się pytanie – kto będzie się tym zajmował, jaką ma wizję, dokąd chce nas zaprowadzić. Jeśli zajmuje się tym bandyta albo moralny śmieć – efekty mogą być bardzo poważne. Część z nich obserwujemy za oknem. Pewien procent tego zezwierzęcenia i zbydlęcenia odziedziczyliśmy w spadku po komunie, część to produkt obecnych czasów, a część dostaliśmy w pakiecie z dotacjami i normami od UE.

***

Inżynieria społeczna de facto stosowana jest od zawsze. Propagandę sukcesu stosowali już egipscy faraonowie – kując na murach świątyń sceny z nie swoich zwycięstw odniesionych na wojnach których nawet nie było. Albo ołtarz Pergamoński którego wewnętrzny dziedziniec ukazywał zmitologizowane sceny z dziejów panującej dynastii…
Rola wdrażania inżynierii społecznej spoczywała z reguły na kapłanach. Ci przekazywali ludziom pewne wzorce zachowań. Społeczeństwa których religie opierały się na podobnym do naszego systemie wartości przetrwały. Społeczności które wyzwały wartości oparte na prymitywnej przemocy aprobowanej przez bogów upadły. Niektóre miały swoje 5 minut nim sczezły.
Wedle prof. Niwinskiego podobieństwa religii egipskiej i naszej są dość uderzające. Nie milei wprawdzie 10 przykazań – ale ogromna masa prac teologicznych okresu nowego państwa idzie podobnymi ścieżkami jakimi 1500 lat później poszło chrześcijaństwo. Religia egipska przetrwała 3500 lat. A ile czasu przetrwała Fenicja ze swoim Baalem i ofiarami z dzieci? Ile czasu przetrwały imperia inków i Azteków? Ile czasu przetrwały kraje programowo ateistyczne? Co zostało ze Sparty? Kupka kamieni i trochę legend. Nie mieli nawet własnych pisarzy którzy głosiliby chwałę ich oręża… Nie mieli rzeźbiarzy którzy wykuliby zwycięskich wodzów w marmurze.
Poszukiwanie dobra, prawdy, piękna, wiara w dobrych bogów którzy karzą zło a nagradzają dobre uczynki okazała się cywilizacyjnie wyższa. Sztuka ukazująca bohaterów oparta na kanonach piękna okazała się ponadczasowa.

***

Inżynieria społeczna obecnie znajduje się w znaczniej mierze w łapach postmarksistów. I opiera się w znacznej mierze na prymitywnej destrukcji i negacji wszystkiego co wypracowała nasza cywilizacja przez tysiąclecia. Cała postmodernistyczna pleśń opiera się „nowych odczytaniach” i konwergencji mitów i wzorów kultury - czyli na powolnym trawieniu tego co wypracowały poprzednie pokolenia…
Z teologicznego punktu widzenia – marksizm jest odmianą satanizmu – typowy kult zła, destrukcji i chaosu. To siłą rzeczy nie będzie twórcze gdyż diabeł nie posiada mocy kreacji. Umie tworzyć tylko karykatury…
Przemiany zachodzące w dzisiejszym świecie niepokoją. A część jest w ogóle odrażająca.

***

Cenzura teoretycznie nie istnieje. To nie oznacza że nie prowadzone są działania cenzorskie. Są i to na ogromną skalę. Dziennikarz związany przed laty z „Najwyższym czasem” wspominał mi że w czasopiśmie nie mieli reklam. Jeździł po firmach ludzi otwarcie sympatyzujących z UPR i wszędzie słyszał to samo: dam wam reklamę to będą kłopoty. Kontrole, kontrolne spisy towarów etc.
To przykład cenzury w postaci ofensywnej. Zazwyczaj stosowano bardziej miękkie środki. Np. zbiorowe napiętnowanie kogoś jako faszysty, rasisty, antysemity etc. Przez lata monopol decydowania co jest „zacofaniem & obciachem” a co „piękne & postępowe” miała wybiórcza. Doskonale opisał te mechanizmy D.Wildstein w książce „Dolina nicości”.

Tą metodą końcu lat 90-tych przeczołgano Cejrowskiego. (przypuszczam że wtedy zwariował). Stracił swój program w TV. Skala hejtu przeciw niemu była ogromna. W czasopismach wiedzieli – tego pana się nie drukuje - bo nie dość że wyleją na nas wiadra pomyj to jeszcze nawet czytelnikom się to nie spodoba. Artykuły podróżnicze musiał publikować pod pseudonimem.
Nawet dziś łatwo udupić niepokornego pisarza czy publicystę. Przede wszystkim – po wejściu vat na książki branża cieniej przędzie. Nakłady spadły drastycznie – ale – być może znów w ramach inżynierii społecznej biblioteki dostały zastrzyk pieniędzy na zakupy książek i na spotkania autorskie. Korzystam i jeżdżę gdzie zaproszą bo zawsze to parę groszy ekstra. Wyobraźmy sobie jednak sytuację gdy dyrektor biblioteki powiatowej spotyka się na bankiecie z okazji lokalnej rocznicy czegoś z urzędnikiem który rozdziela pieniądze na kulturę. I urzędnik mimochodem wyraża zaniepokojenie „kogo wy tam do biblioteki zapraszacie na spotkania”. Bibliotekarz jako odwieczny petent w urzędzie wie że musi z nimi dobrze żyć. Wie z jakiej są opcji i tym samym kogo nie lubią…
Ten kto daje kasiorę ma swoje oczekiwania. Jeśli kasiorę daje bydlę to siłą rzeczy nie będą to oczekiwania generujące dobro i piękno tylko jakby wręcz przeciwnie…

Jeśli dana opcja trzyma kasę na kulturę na poziomie lokalnym ale w skali całego kraju, to na pewne rzeczy pieniędzy nie będzie. Np. praktycznie wcale nie było obchodów okrągłej rocznicy powstania styczniowego. Nie było obchodów centralnych, a lokalne skromniutko i po cichu. U nas w Wojsławicach konkurs piosenki powstańczej…
To też inżynieria społeczna.

Ale literaci i tak obrywają przez grubą poduszkę. Wydawnictwa dostają forsę za to że sprzedają książki. Branża filmowa jest kompletnie deficytowa. Wiszące na niej pijawki muszą ssać państwową kasę. I tu twórców mamy do wyboru i do koloru. Za głupi milion złotych nakręcą co sobie urzędnik zażyczy. Te wszystkie „Idy”, „Pokłosia”, „Pokoty” powstały za nasze pieniądze. Był urzędnik gotów dać kasę na plucie Polakom w twarz i byli ludzie gotowi merdać ogonkami by ją na ten cel dostać.
Fantastyka w ogóle ma idealne warunki rozwoju – urzędasy uważają nas za świrów i w ogóle nie wpadli na pomysł by nas kupować. Bo jakby wpadli to myślę że niejeden sensowny twórca obudziłby w swojej duszy szczura…

***

Mając środki i widząc konkretne potrzeby można prowadzić inżynierię społeczną. Można dość łatwo zmieniać nastawienie ludzi do pewnych spraw. Np. chcemy tolerancji dla gejów – idzie forsa na seriale i filmy pokazujące ich w pozytywnym świetle, dofinansowuje się homopublikacje, rozdaje granty naukowcom i nagłaśnia wyniki ich badań. Odbywają się debaty telewizyjne i temu podobne. Da się to zrobić szybko i w miarę tanio. Za tym idzie czasem wprowadzanie nowych przepisów czasem reinterpretacja starych. I po 10 latach miękkich oddziaływań geje z pogardzanej grupy ściąganej przez milicję i słusznie podejrzewanej o nadmierne zainteresowanie młodymi chłopcami nagle awansują do poziomu świętych krów.

Oczywiście trzeba do takich zadań mieć swoich ludzi. Najlepiej takich którzy w daną bzdurę wierzą. Jak jeszcze dostaną kasę będą stawali na rzęsach by wykonać zadanie. Można też kupić twórców bezideowych – którzy będą wiernie służyli za kasę. Którzy za kasę rzucą się na tego kogo sponsor wskaże brudnym paluchem. Wystarczy dać czytelny sygnał – karaluchy wypełzną z każdej dziury.
Do tego każdy kto kwestionuje zalecany dogmat szybko wypada z obiegu. Nie trzeba dawać u w łeb – wystarczy naukowca przyzwyczajonego do pewnych rzeczy nagle przestać zapraszać do telewizji jako eksperta. Seksuolog Lew Starowicz nie wahał się pisać o homoseksualizmie jako o zboczeniu i o sposobach terapii tej choroby. Amen – w latach 80-tych był ekspertem. A potem przestał być. Dla decydujących o kasie na cele i zadania to już nie był „swój człowiek”.


Rzecz jasna ten kto u żłoba decyduje o przepływach pieniędzy. Dlatego janda dostawała od PO 2 miliony złotych rocznie na prywatny teatr. Była „swoim człowiekiem”. Nowa władza uznała że „to nie jest nasz człowiek” a zarazem uznała że całkiem zabrać kasę to jednak obciach więc dała jej „tylko” 200 tysięcy. Ja osobiście dałbym jej bilet w jedną stronę za granicę, ale nie ja decyduję.
Czasem jednak trafia kosa na kamień – jak w przypadku Owsiaka. Lansowano go latami. A on umiał się odwdzięczyć. Ale wystarczyło że przyszedł znikąd jeden Wielgucki i legenda „wielkiego filantropa” mocno się posypała. WOŚP to tez element inżynierii społecznej. Podobnie jak patriotyczny zwrot który reorganizuje środowiska kibolskie – z bezrozumnej tłuszczy tworząc stopniowo tłuszczę nadal niezbyt lotną intelektualnie ale zainteresowaną przeszłością, bohaterami, Polską. Ktoś to dobrze wymyślił.

**

Podstawowe zadanie społeczeństwa polega na tym by tam u koryta i w miejscach gdzie dzieli się pieniądze na różne projekty byli ludzie z głową na karku i wyznający poglądy które nie będą dla społeczeństwa trucizną.
Podstawowe zadanie ludzi to uzyskanie maksymalnej niezależności finansowej. Jak wejdzie nieoficjalny zakaz zapraszania mnie na spotkania autorskie to wzruszę ramionami. Po prostu uciułam mniej. Jak wlepią mi zakaz druku to kupię maszyny i będę szył torebki w oborze u kuzyna.

Ale są pisarze którzy sprzedają rocznie mniej książek i dla nich jak pojadą gdzieś raz na miesiąc to znaczące podreperowanie budżetu… Każde zniewolenie, każdy kompromis, każde uwikłanie bierze się z braku kasy. Dziewczyna pracująca w markecie daje się obmacywać kierownikowi zmiany bo boi się stracić robotę. Ludzie na budowach robią po 12 godzin za psie pieniądze – bo wiedzą że na ich miejsce w każdej chwili można przyjąć kogoś nowego. Urzędnik wspiera swojego patrona w podkładaniu świni innym bo wie że jak ten co nad nim poleci to i dla niego nie będzie miejsca…

Szczur płodzący antypolskie paszkwile też łasi się do sponsorów bo wie bez nich nie istnieje.
Dla fundacji k.Jandy brak tych 2 milionów zł w ok 5 milionowym budżecie to było bolesne zacięcie batem…

***

Niestety bywa tak że sensowni ludzie pewnych rzeczy nie dostrzegają. PiS lekceważy sprawy kultury. Pierwszą decyzją tego powinno być zniesienie vat na książki.

***

Twórca – dajmy to literat – ma w każdym ustroju i systemie trzy drogi.

Po pierwsze: Może iść do kolesi d/s kultury pomerdać ogonkiem, połasić się, przekonać ich że jest „swój” a potem pisać produkcyjniaki po linii partii/władzy. Takich sprzedajnych literatów mieliśmy w historii na pęczki.

Po drugie: może iść na przeczekanie – pisać rzeczy neutralne licząc że dla władzy będzie „przeźroczysty”. Tylko w takim przypadku konfitur w postaci zamówień, grantów, stypendiów, szmalcownych nagród etc. nie dostanie. Ale na spotkania jeszcze pewnie pojeździ.

Po trzecie: może iść na udry – pisać jak mu w duszy gra – choć władza każe myśleć inaczej. Pisać po swojemu dla sobie podobnych „moherów”, „faszystów” etc. To już droga trudniejsza – bo można i w łeb dostać i zakaz druku i inne przykrości mogą człowieka spotkać. Poczytajcie jak komuchy po wojnie udupili Kornela Makuszyńskiego albo jak skończył Aleksander Grin gdy odmówił zwalczania religii piórem.

Pisałem po swojemu zawsze. Raz próbowano mnie kupić. Konfitur nie dostałem nigdy choć popierałem PiS zanim stało się to modne ???? i nie oczekuję. Gdy PiS straci władzę nie wydaje mi się by kolejna ekipa zechciała mnie jakoś „skarcić”.

***

Tu widzę misję – gdy robimy to co uważamy za słuszne a nie mamy konfitur i ryzykujemy że dostaniemy po uszach. Gdy piszemy ukazując świat naszych wartości a tu zewsząd wali się na nas fala hejtu. Gdy dla niektórych ludzi znajomość z nami staje się obciachem.
Mówi się że wilka nie obchodzi co myślą o nim barany. Ale z drugiej strony – tysiąc baranów stratuje nie tyko wilka ale nawet lwa… trzeba mieć cholerną odporność na krytykę. Trzeba wierzyć w to w co się wierzy by wytrzymać miesiące i lata tratowania przez barany. By wytrzymać nieustanne szydzenie z nas i z wartości które przekazujemy w naszych książkach.

By powiedzieć krytykom że ma się ich w )*(

***

Wpływ pisarzy na obecne społeczeństwo nie jest duży. Widzę jednak szansę w tym że pisarze wpłyną na elity które czytają książki. W szkole czyta regularnie ok 10% dzieciaków – i to one będą tu za 20-30 lat rządzić. To jest ten moment w którym pisarz zaczyna coś znaczyć w wielkiej machinie inżynierii społecznej. W którym dla pewnych zjawisk jest trybikiem popychającym wajche w dobrym kierunku, a dla innych zjawisk ziarenkiem piasku w trybach.

Pozytywne zmiany widać już dziś. Odeszło pokolenie dla którego Michnik był geniuszem i arbitrem elegantiarum.

o katalonii

Powiem tak - do pewnego stopnia rozumiem Katalończyków. Mają odrębny język, mają swoje tradycje i mają swojego focha że do budżetu centralnego w Madrycie odprowadzają nadwyżki które chcieliby zagospodarować sami. Sytuacja trochę jak na Śląsku który uważa że Warsiaffka na nim żeruje, podobna jak w Szkocji która ssie coraz więcej ropy z szelfu a zyski inkasuje Londyn, i poniekąd podobna jak w Donbasie którego okręgi przemysłowe i kopalnie zaopatrywały większą część Ukrainy a silnie zrusyfikowana ludność nie czuła silnych związków z Kijowem. 

Co do rozsypania się większych państw na mniejsze - jest to proces bardzo korzystny dla kultury - popatrzcie na spuściznę w postaci dzieł sztuki jaką zostawiły po sobie dziesiątki niemieckich księstewek... albo okres rozdrobnienia Włoch. Lokalni książęta i bogaty patrycjat miast kupieckich dbali o maksymalną samowystarczalność co stymulowało rozwój rzemiosła, rolnictwa oraz sztuki. 

A w Polsce przedrozbiorowej? Króla generalnie olewano. A magnaci na prowincji żyli jak udzielni książęta a ich dwory gromadziły artystów... Łańcut, Nieborów etc. - to nędzne resztki tego co kwitło zanim kraj wzdłuż i w szerz przeorały zabory, powstania, wojny 

Bo niestety wiemy jak wszystko pięknie kwitło i wiemy jak szybko się to skończyło gdy caryca wysłała armię. W razie jakiegoś zagrożenia - duży może więcej. Duży może więcej niż sojusz małych. A u nas nawet tego sojuszu nie było... 

Istnieją też zadania infrastukturalne które wymagają finansowania centralnego. Najbogatszy region raczej nie zbuduje sam elektrowni atomowej... Albo autostrady. Jedno księstwo zbuduje swój odcinek, drugie oleje, trzecie uzna że potrzebuje nie wschód - zachód ale północ - południe... 

Interesujący byłby projekt zakładający istnienie wielu małych krajów połączonych uniami celnymi i walutowymi. Ale to też droga do nikąd. 

Powiedzmy tak - idzie chyba głównie o pieniądze. O to że ośrodki lokalne muszą się pod przymusem dokładać do budżetu centralnego. co gorsza spora część tych środków jest marnowana - co szczególnie boi tych co się dołożyli. Może też o skalę tej eksploatacji. Jak trzeba wysłać do stolicy 10% to ok. 30% to już problem, a jak stolica zażąda dla siebie 50% albo 70%?

Przykład? Modernizowano szosę Krasnystaw - Hrubieszów. Nagle modernizację wstrzymano. Dlaczego? Ścięto finansowanie projektu bo tusk potrzebował 96 miliardów na inwestycje związane z euro 2012. Mieszkaniec Wojsławic stracił szanse przejechania się porządną szosą do dwu sąsiednich miast. W zamian może sobie powiesić na ścianie fotkę stadionu. :roll: 

Grabież budzi opór. Grabież regularna i na dużą skalę powoduje że ludziom się odechciewa pracować - bo po co się męczyć jak "Oni" i tak zabiorą? To jeden z powodów dla których padały kołchozy w ZSRR, a niemal identycznie zorganizowane kibuce w Izraelu przetrwały znacznie dłużej. 

Tak to niestety działa. I w skali makro i w skali mikro. Ilu ludzi pozamykało firmy w Polsce i otworzyło ja na nowo w Anglii? 
Może po prostu katalończycy mają dość.

 

O e-bookach

Generalnie e-booki powinny być znacznie tańsze. Odpada koszt druku (ok 10% ceny okładkowej). Odpada koszt transportu, składowania, marża księgarska etc. To powinna być całkowicie zautomatyzowana  maszynka do zarabiaia przyzwoitych pieniędzy zarazem pozwaljąca czytelnikom na spore oszczędności... 

Niestety wysoką cene generuje kilka czynników.

Po pierwsze - platformy które zajmują się dystrybucją liczą sobie za tę usułgę sporo. Próby przełamania monopolu jak do tej pory nie przyniosły efektu. 

Po drugie - płatność z e-booki np. przy pomocy sms-ów to kolejny koszt, telefonie za taką możliwość liczą sobie spore prowizje. 

Po trzecie nasze złodziejskie państwo rąbie od ceny koncowej 23% vat.    

Efektem jest niestety masowe piractwo które rykoszetem uderza w sprzedaż książki papierowej...

*

Może to się kiedyś ucywilizuje... Na razie nie widzę nawet światełka w tunelu..