Asy w rękawie?

Zastanawiam się nad swoim poprzednim wpisem. Pamiętam że niebawem po Tragedii Smoleńskiej kupiłem sobie albumik (wydany bodaj przez „Fakt”) kilkadziesiąt stron na kredzie – w tym wiele zdjęć przedmiotów osobistych ofiar, zniszczone mundury gen. Błasika i adm. Karwety. Rzeczy utytłane w smoleńskim błocie, nadpalone, poszarpane… Te zdjęcia wykonano w Polsce. Coś z tego zestawu przekazano muzeum na Jasnej Górze.

Nasi śledczy nie dysponowali dostępem do wraku. Nie było dostępu do większości oryginałów nagrań rejestratorów. Władza zakazała otwierania trumien. W tej sytuacji byłem prawie pewien że komisja parlamentarna pod kierownictwem p. Macierewicza pójdzie tym właśnie tropem.

Było dla mnie oczywiste że ubrania i drobiazgi, praktycznie jedyny dostępny materiał pochodzący z wrakowiska, zostaną zbadane na obecność niedopalonych resztek materiałów wybuchowych. Na obecność węglowodorów nie pochodzących z paliwa lotniczego. Że wykonana zostanie analiza mechanoskopowa śladów na tkaninach – czy rozerwało je przeciążenie, fala uderzeniowa czy może poszarpały odłamki konstrukcji samolotu. Na tkaninie już po tragedii przez wiele godzin osiadał opadający z nieba pył – mogły więc zachować ślady substancji użytych do wytworzenia domniemanej sztucznej mgły.

Trop wydał mi się o tyle obiecujący że Rosjanie jeszcze w Moskwie nalegali na spopielenie ubrań. Niestety - komisja, w ogóle się nimi nie zajęła. A przecież są w kraju prywatne laboratoria analityczne. Można było fragmenty rozesłać do innych krajów – rozesłać przez podstawionych „słupów”, zatajając źródło i tym samym uzyskać dane całkowicie obiektywne.

Teraz dwa i pół roku po tragedii nagle wyszła sprawa trotylu. Jeśli wierzyć mediom znaleziono go na wraku i na pasie bezpieczeństwa pochodzącym z samolotu. Dlaczego trotyl? Nie wiem. Dlaczego dopiero teraz?

Dla PiS i komisji moment ataku jest idealny. Po ekshumacjach wiadomo już o zamianie i zbezczeszczeniu przynajmniej niektórych ciał. Na konferencji w ubiegłym tygodniu przedstawiono szereg dowodów eksplozji. W niewyjaśnionych okolicznościach zginął jeden z kluczowych świadków. Wy tym momencie wyłożenie na stół najmocniejszej karty – żelaznego dowodu pozyskanego z próbek tkanin mogłoby zdmuchnąć nie tylko rząd ale i całą PO… Czy tego dowodu brak czy komisja ukrywa asa w rękawie – a jeśli tak – czy ryzyko nie jest zbyt duże?

Car Aleksander II miał na biurku projekt konstytucji dla Imperium Rosyjskiego. Planował go podpisać i wprowadzić w życie. Odkładał to kilka dni. Wreszcie podjął decyzję: wieczorem! I pojechał na przejażdżkę z której już nie wrócił – zginął od bomby ziemlowolców. Nowym carem został prymitywny mięśniak – Aleksander III a konstytucję odłożono ad acta.

Tajny aneks do raportu o likwidacji WSI – dokument zawierający śmiertelnie niebezpieczne informacje – także został przetrzymany. Leżał w sejfie śp. Prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent wahał się czy ujawnić tę wiedzę. A potem zginął a władzę przejął człowiek będący być może głównym bohaterem opracowania.

Jeśli komisja ma w rękawie jakieś asy powinna je wyłożyć TERAZ. Chyba że nie ma…