Atom w Korei?

Korea Północna, ostatni matecznik prawdziwego komunizmu, prawdopodobnie przeprowadziła dziś rano próbę jądrową. Piszę prawdopodobnie – gdyż nie mam na to dowodów poza odnotowanym wstrząsem sejsmicznym i buńczucznym oświadczeniem władz republiki. Ujmę to tak – głęboka sztolnia, kilka tysięcy ton trotylu ułożonych w stożek by uzyskać efekt ładunku kumulacyjnego. Trzęsienie ziemi będzie jak złoto, da się nawet wyliczyć moc ładunku… Po co taka mistyfikacja? Bo własna atomowa to straszak na południowych sąsiadów i resztę świata.

Kilka lat temu było jakby na odwrót – satelity zaobserwowały siny rozbłysk i chmurę w kształcie grzyba. Eksplozja nie była jednak zbyt silna – być może bomba była wadliwie skonstruowana i reakcji uległa tylko niewielka część materiału rozszczepialnego? Władze Korei na zapytania wspólnoty międzynarodowej odpowiedziały w stylu: „nie było żadnego wybuchu a w USA biją murzynów”.

Na dwoje zatem babka wróżyła. Mogą to draństwo mieć. Niestety w razie wojny Korea Południowa będzie miała jeden potworny problem. Jej stolica – Seul – dziesięciomilionowa metropolia leży bardzo blisko granicy. Głowicę atomową na taką odległość przeniesie nawet prymitywna rakieta scud.

Swoją drogą żałuję często że nasz kraj nie dysponuje taką bronią. Doświadczenia ostatnich lat wskazują niestety dobitnie że polityka wygrażania szabelką mimo swoich wad była o wiele skutecniejsza niż obecna „polityka uśmiechu & wazeliny”. Może zatem pota poszukać odpowiednio głębokiej sztolni, napchać ją trotylem, zdetonować i wystosować paranoiczne ultimatum do niektórych naszych sąsiadów?

  Gdy miałęm jakieś 10 lat mój wujek powiedział bardzo mądre zdanie. brzmiał oz grubsza tak:  "Chwała Bogu za bombę atomową. Dzięki niej następny hitler trzy razy się zastanowi" 

Coś w tym jest... Pod warunkiem że bomby tej nie zdobędzie mały skośnooki hitlerek z dalekiego kraju...