Ekumenizm okiem historyka

W Łodzi w tym roku nie będzie ekumenicznej drogi krzyżowej. Na poprzednie zapraszano duchownych innych wyznań chrześcijańskich pozwalając im zabrać głos i przedstawić swoje rozważania. Obecni byli przedstawiciele kościołów ewangelicko-augsburskiego (luteranie), ewangelicko-reformowanego (kalwini), metodystycznego, mariawickiego i polskokatolickiego.

Rozumiem odwoływanie się do wspólnych korzeni, współpracę, wspólne pilnowanie (każdy na własnym odcinku) by społeczeństwo nie bydlęciało. Myślę jednak o historii. Luteranie – to ci którzy rozpętali w Europie pierwszy holokaust Żydów. Kalwini – to wyznawcy tej doktryny u samych narodzin swojego ruchu rewidowali dom po domu i mordowali w razie znalezienia różańców lub innych przedmiotów i ksiąg „zakazanych”. Mariawici – natchnieni przez schizofreniczkę stworzyli sektę w ramach której duchowni  płodzili z zakonnicami dzieci „poczęte z ducha świętego”, wreszcie kościół polsko katolicki którego duchowy przywódca był agentem UB i układał po wojnie doktrynę wspólnie z czerwonymi bandziorami z pionu do walki z religią.

Oczywiście każdy popełnia błędy i katolicyzm też ma swoje za uszami, a jego tak wyznawcy jak i przywódcy niejednokrotnie splamili się czynami niegodziwymi. Przyganiał kocioł garnkowi? Upłynęło wiele czasu. I oni i my się zmieniliśmy.  Może zatem patrzę zbyt ostro? Ich przodkowie odeszli, zerwali z nami, zerwali z tradycją, podnieśli ręce na relikiwie naszych świetych. Oni nie wracją. Wolą stać z boku. Różnimy się. W wielu kwestiach nie dogadamy się nigdy. Może zatem dość już rozmydlania kwesti zasadniczych? Broniąc swojej prawdy nie możemy zgodzić się na kompromisy. Bo jednak to święto jest nasze...