w oczekiwaniu na cios maczugą

Rząd uzyskał skromną nadwyżkę budżetową - 3,8 miliarda złotych. Jest szansa że po raz pierwszy od czasów rządów mec. Olszewskiego zamkniemy rok bez deficytu. Oficjalne stanowisko wiąże ten sukces z ograniczeniem zbędnych wydatków oraz poprawą w ściągalności podatków – zwłaszcza zaś w ukróceniu działań mafii vatowskich.

Problem w tym że władza działa w okresie  koniunktury – gdy wszystko jest łatwiejsze. Koniunktura potrwa 2-3 lata (chyba że załamie się wcześniej). W tym momencie trzeba budować mocne podwaliny która pozwolą nam gładko przetrwać kolejny kryzys. Np. ja haruję jak wariat pisząc dwie kolejne książki – bo wzrost sprzedaży nie potrwa wiecznie. Jak nie zarobię i nie uciułam teraz - to na kolejną szansą przyjdzie poczekać całe lata…

Władza niestety upaja się sukcesem. Oczywiście – jest się z czego cieszyć – ale trzeba zdawać sobie sprawę że ten sukces jest przejściowy. Pryśnie i to szybciej niż sobie z tego zdajemy sprawę.

Trzeba wykorzystać nadwyżki do obniżeń podatków. Trzeba ciąć zbędne etaty urzędnicze. Trzeba obniżyć składkę ZUS i uszczelnić ten system. Weryfikować fałszywych rencistów. Przyjrzeć się wydatkom opieki społecznej. Zbadać co się dzieje z setkami tyś. mieszkań socjalnych i komunalnych – jak są wykorzystywane. Trzeba też pozwolić działać ludziom. Dać ulgi inwestycyjne małym firmom. Sformułować czytelną ofertę dla emigracji – np. kilkuletnie ulgi podatkowe dla powracających i inwestujących uciułany za granicą kapitał. Tego wszystkiego brak. Nadal nie ma też obiecanego 15% CIT dla małych firm, ani niskiej stawki ZUS dla mikroprzedsiębiorstw.

Kryzys przyjdzie. Możemy być na niego przygotowani, a może nas walnąć znienacka jak maczugą w łeb. Zaniedbania dziś sprawią że cios będzie mocniejszy.