Nieprzyzwoity produkt przyzwoitych czasów...?

Uważam że w wielu przypadkach w ogóle nie należy dyskutować.

Po prostu są ludzie do których nie dotrze nic. Za głupi by dotarła logika, zbyt zimni by dotarła empatia, zbyt cyniczni aby przebiła się jakaś emocja. Zbyt pyszni i zadufani by dopuścić myśl że ten drugi może mieć rację bo ma wykształcenie, inteligencję, obycie.

A czasem trafią się typki stanowiący kompilację tych cech: głupoty, zimna, pychy i cynizmu. Odporni na argumenty, sprawdzalne dane, liczby. Albo tacy którzy domyślają się swojej słabości ale głupotę, niewiedzę, ubóstwo intelektualne pokrywają butą, chamstwem i agresją.

Czy nasza cywilizacja choruje bo na jakimś etapie elity zaczęły dyskutować ze świrami zamiast walić nahajką przez łeb...?
Tak mi się wydawało. Myślałem że dawny świat był wewnętrznie poukładany a skarlenie ducha nastąpiło w chwili gdy rozmaita ludzka mierzwa została skutkiem demokracji zalegalizowana jako pełnoprawny uczestnik dyskusji.

Ale chyba nie...

Zwróćcie uwagę: wojny totalne okraszone licznymi ohydnymi zbrodniami były dziełem ludzi cywilizowanych, kulturalnych, wykształconych i wychowanych wedle "sprawdzonych" konserwatywnych wzorców.

Rzezie w Alzacji, Zbrodnie anglików w Chinach i RPA. Ludobójstwo w Kongo Belgijskim, I wojna św, Wojna polsko-sowiecka, II wojna św. Wszystkie były dziełem ludzi którzy z mojego punktu widzenia wychowywali się w czasach NORMALNYCH. Którym wpajano kindersztubę, uczono katechizmu, którzy w szkole czytali klasyków greckich i rzymskich...

Zbrodni dokonywały głównie masy złożone z ciemnoty ale rozkazy popełniania zbrodni wydawali ci od których mielibyśmy prawo wymagać zachowań honorowych i po ludzku przyzwoitych...