Złe prawo..

Art. 256. Kodeksu Karnego: Propagowanie faszyzmu lub totalitaryzmu

§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.

§ 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.

To typowy przykład złego prawa uchwalonego przez sejm kontrolowany przez postkomunistów.  

Po pierwsze w Polsce nie mamy problemów z faszystami – nie słyszałem NIGDY żeby ktoś chwalił Mussoliniego, nie widziałem żeby ktoś malował włoskie orły, topory czy rózgi liktorskie. W Polsce problem mamy (marginalny) z neo-nazistami -  spośród których mniejszość odwołuje się wprost do pomysłów hitlera i emblematów III Rzeszy a większość falsyfikuje przesłanie „Mein Kampf” wybierając sobie tylko niektóre elementy ideologii hitlerowskiej.   

Po drugie – „inny system totalitarny” – ustawodawcy nie odważyli się napisać wprost że chodzi o marksizm i jego mutacje – skutkiem czego mamy w kraju szereg grup odwołujących się do różnych prądów komunizmu (głównie neotrockistów). Grupy te bywają agresywne i nie kryją swoich ambicji politycznych.

Po trzecie „kto publicznie propaguje ustrój państwa” – z tego wynika że grupy neonazistowskie i neokomunistyczne teoretycznie mogą działać bezkarnie o ile nie deklarują chęci wprowadzenia swoich pomysłów na skalę całego kraju. (w praktyce oczywiście organizacja neonazistowska zostanie szybko zlikwidowana, a neokomunistyczna jeszcze dostanie dotacje…)

W CAŁYM TEKŚCIE ustawy NIE MA CZTELNEGO ZAKAZU EKSPONOWANIA EMBLEMATYKI KOMUNISTYCZNEJ LUB NAZISTOWSKIEJ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ. Ergo: koszulka z mordą hitlera czy swastyką – jest de jure równie legalna jak ta z sierpem i młotem oraz mordą Stalina. Problem może się pojawić  gdy ktoś zechce takowe takowe rozpowszechniać. Wykonywanie ich na użytek własny i noszenie nie pociąga za sobą żadnych sankcji – a powiedzmy sobie wprost: chyba powinno…

Paragraf 3 całkowicie rozbraja ustawę. Można urządzić happening „artystyczny” z rozdawaniem przechodniom swastyk… Można legalnie wydrukować i rozdawać Mein Kampf w celach edukacyjnych. Można rozdawać koszulki z Hitlerem. Wszystko można – póki nie znajdzie się krewki patriota i nie da naziście lub komuchowi w mordę. A dawanie w mordę legalne nie jest…   

Jak bym to widział?

Po pierwsze zakaz istnienia organizacji neonazistowskich i wszelkich klonów neomarksistowskich. Po drugie – całkowity zakaz eksponowania ich emblematów w przestrzeni publicznej z wyłączeniem ściśle uzasadnionych przypadków. Po trzecie zakaz propagowania trzech filarów nazizmu: rasizmu, aborcji, eugeniki. Trzeba też sformułować podobny zakaz bijący w podstawy ideologii komunistycznej.

Jednocześnie powinna być legalna uzasadniona i oparta na sprawdzalnych faktach krytyka innych narodów, kultur, obyczajów, tradycji i religii (oraz ateizmu). Musimy mieć prawo spokojnie głosić że obrzezanie kobiet (powszechne w islamie) jest odrażającym barbarzyństwem rodzącym poważne skutki psycho-fizyczne da okaleczonych. Powinniśmy móc za tę praktykę bardzo surowo karać. Powinniśmy mieć prawo krytykować Azjatów za spożywanie psów i małp – a Hindusom pozwalamy krytykować nas za zabijanie i spożywanie krów.

Przede wszystkim powinniśmy okazywać sobie wzajemne poszanowanie w granicach rozsądku. Jedziemy do Indii – nie jemy wołowiny,  jak jemy to mogą nas wsadzić. Chcemy jeść wołowinę – przecież nie ma przymusu jeżdżenia do Indii. Jeśli muzułmanin przyjeżdża do Europy z nieletnią żoną – to ich nie wpuszczamy, a jeśli jednak wjadą bzyknie ją na naszym terytorium pakujemy go do pierdla za pedofilię. I tyle. Nasz teren – nasze prawa. Obcy teren – obce prawa. Suwerenność w stanowieniu przepisów.

GOŚĆIE MUSZĄ SIĘ DOSTOSOWAĆ. Nie ważne czy przybywają jako turyści czy jako imigranci.