POżegnanie z OFE?

Władza głosi że OFE nie sprawdziły się. Trudno nie przyznać tu racji. Fundusze to jeden wielki przekręt. Z drugiej strony czy mogły sprawdzić się lepiej? Zanalizujmy. Fundusze działać musiały w ściśle określony sposób – wyznaczono wprost za ile procent pieniędzy mają obowiązek kupować obligacje naszego hłe hłe skarbu państwa, ile muszą ulokować w akcjach naszych dziadowskich firm… Tym samym OFE nie mogły zarobić ani na skoku cen nieruchomości, ani na wzroście cen złota… Na gorączce budowlanej w Polsce zarobiły więc fundusze inwestycyjne z Hiszpanii.

                III filar podobnie zawiódł oczekiwania. Przyrost pieniędzy w lepszych latach nieznacznie przekraczał poziom inflacji. W praktyce – zyski towarzystw oscylują w okolicach oprocentowania obligacji, jedyną korzyścią jest ubezpieczenie na życie (pochłaniające część składki). A o emeryturze pod palmami możemy sobie pomarzyć.

                Przypuszczam że w ciągu najbliższych miesięcy będziemy regularnie bombardowani informacjami o katastrofalnej sytuacji finansowej II filaru, o groszowych emeryturach etc. Nie łudźmy się. Władza informuje nas nie dla naszego dobra ale by zyskać legitymację społeczną do rabunku zgromadzonych pieniędzy.

                Czy mamy bronić OFE? To dobre pytanie. Wydaje mi się że mimo wszystko tak. To co zdołaliśmy tam uciułać jest przynajmniej de jure nasze. Dostaniemy to po osiągnięciu wieku emerytalnego (pewnie nie wszystko i w ratach i dodatkowo opodatkowane). Jak na razie środki te nadal podlegają dziedziczeniu przez nasze dzieci czy współmałżonków (pewnie i tu coś wykombinują, np. kolejny spec-podatek…). Jednak mamy jakieś tam prawa do tych pieniędzy. To co trafi do ZUS szybko znajdzie się poza jakąkolwiek naszą kontrolą.