O elitach

Niemcy i sowieci podczas okupacji mordowali i pakowali do obozów koncentracyjnych naszą inteligencję. Polacy mieli być narodem niewolników – należało wyniszczyć elity. Na listy proskrypcyjne trafiła masa duchownych (zamordowano ok ¼ wszystkich księży) oraz nauczycieli. Z moich dociekań regionalistycznych rysuje się ciekawy obraz – gdy pytałem starych ludzi w Wojsławic o dawnych nauczycieli kilka nazwisk wybijało się natychmiast. „Pan Tałanda to był gość”. Rozwiązywały się supły pamięci. Legendarni przedwojenni nauczyciele… Elita osady - zaraz po księdzu i wójcie.

Patrzę na to z zadumą. Znałem w życiu masę nauczycieli – do elity i inteligencji zaliczyłbym poszczególne, nieliczne jednostki. Wybitnych – policzyłbym na palcach jednej ręki… Większość nie zapisała się w żaden sposób w mojej pamięci – byli to zwykli wyrobnicy, szarzy, niewyróżniający się. Zapamiętałem aż za dobrze kanalie i nieudaczników w których ręce wpadałem. Po wojnie szkoły przeorali komuniści – zapewne wywalili by na zieloną trawkę wszystkich przedwojennych belfrów – ale zwyczajnie brakowało im ludzi do obsadzenia etatów… Zadowolili się selekcją negatywną – zawód nauczyciela był marnie opłacany – efektem była totalna feminizacja, upadek etosu i sytuacja gdy praca w szkole stała się mało atrakcyjna, a etat szkolny wybierali in masse nieudacznicy i rozbitki życiowe. Niedobitki przedwojennych belfrów – uratowały wiele – ale już nie zaszczepiono etosu u nowego pokolenia „pracowników oświaty”. Potwierdzają to rozmowy z ludźmi pokolenia naszych rodziców. Zapamiętali starych nauczycieli, tych starej daty, przedwojennego chowu. Z powojennych – tylko nieliczne jednostki…

Patrzę na przaśne gębusie ćwoków z ZNP i słucham bełkotu który z siebie wylewają… Czytam o dokonaniach mierzwy która napachała się do zawodu. Jak wiele trzeba pracy by naprawić to co zniszczono… Najgorsze jest to że nawet tej naprawy nie zaczęliśmy. A bez dobrych nauczycieli nie będzie dobrego społeczeństwa.

ps. 

Uświadomiłem sobie właśnie ze spory odsetek naszych „legendarnych” wojsławickich belfrów nie miał wyższego wykształcenia. Byli to głównie absolwenci studium nauczycielskiego lub zgoła preparandy nauczycielskiej – przyspieszonego kursu. Resztą nadrabiali pracą samokształceniową. I reprezentowali poziom o niebo wyższy niż co po studiach którzy uczyli mnie… Masa uczonych przez nich dzieciaków z Wojsławic wyruszyła w świat, do szkół średnich, do szkół technicznych, na studia i jakoś sobie poradziła…