Nasi prześladowani...

Zastanawiam się nad problemem literatów służących reżimom i tych którzy się stawiali... 

Czy w PRL-u doby Jaruzelskiego znajdziemy wybitnych literatów którzy otwarcie powiedzieli: "NIE"? A może znajdziemy polskich pisarzy którzy wydali coś w drugim obiegu albo na zachodzie i zostali za to ukarani odsiadką?

Nie przchodzą mi do głowy żadne nazwiska... ŻADNE. Ci "wielcy" po prostu wysługiwali się jaruzelowi i jego huncie. Ci "mniejsi"  czasem potrafili... Poetka Barbara Sadowska paroktotnie dotkliwie pobita przez tzw. "nieznanych sprawców". Pnadto - zakatowano jej syna Grzegorza Przemyka - choć nie jest do końca jasne czy milicja zrobiła to w związku z działanością matki... 

Ale pobito Ją nie za Jej poezje tylko za pracę dla podziemnej solidarności i komitetu prymasowskiego... 

*

Na pocz. lat 90-tych zlikwidowano cenzurę. Wolno już było opublikować wszystko. Na logikę: nasi literaci powinni wydobyć z szuflad cyzelowane latami rękopisy i wydać antykomunistyczne powieści-arcydzieła. Nasi reżyserzy powinni wygrzebać ukrywane pod deską podłogi scenariusze i na ich podstawie nakręcić olśniewające filmy.

A tu figa... 

 Pieszczoszki reżimu były po prostu pieszczoszkami reżimu. Nikt z nich nie pozwolił sobie na nieprawomyslność nawet taką malutką - prywatną, w zaciszu domowym, bez świadków. Polscy literaci w chwili próby zdradzili naród. Sprzedali się czerwonym do końca. Nawet gdy czerwoni odeszli nikt z "pierwszej ligi polskiej literatury" nie kopnął ich na dowidzenia...