O złodzieju II

W 2011 roku wprowadzono vat na książki. W tym okresie lawinowo rosło bezrobocie - co powodowało znaczne ograniczenie siły nabywczej społeczeństwa. Wrost obciążeń podatkowych, zamrożenie części kaptału obrotowego, wzrost obiążeń księgowych dały efekt przewidywalny. Nastapiła totalna demolka rynku. Pożar stepu... 

*

Instytut Książki alarmował że wzrost cen spowoduje znaczny spadek czytelnicwa - władza kompletnie zignorowała ostrzeżenia. Środowiska akademickie apelowały o stawkę 0% na niskonakładowe publikacje naukowe oraz wydawnictwa specjalistyczne - olano ich. Branża internetowa apelowała o zerową stawkę na e-booki - ten rynek dopiero raczkował - ale przywalono od razu 22%. Efektem było niemal zrównanie ceny e-booka i książki papierowej co zaowocowało masowym piractwem.  

Bibliotekarze apelowali by część zebranego podatku przeznaczyć na wsparcie zakupów książek dla bibliotek - te prośby także zignorowano. 

Władza po prostu zabrała pieniądze. Nie otrzymaliśmy nic w zamian. 

*

Być może gdyby zebrać po księgarniach i bibiotekach z milion podpisów dało by się to zablokować? 

*

Władza zakładała że vat przyniesie 350 milionów zł rocznie - dla budżetu państwa to kwota niezauważalna (nieco ponad 1 promil!). Tego planu nawet nie zrealizowano - sprzedaż książek spadła o ponad 30%. W szybkim tempie padła także połowa księgarni. (już wcześniej mieliśmy ich skandalicznie mało).

Zadzialał efekt domina - mniej drukowano i sprzedawano książek - więc mniejsze były wpływy podatkowe z drukarni, hurtowni, papierni... W efekcie straty w budżecie na podatku PIT, CIT i składkach ZUS wielokrotnie przewyższyły ściąganą kwotę.   

*

Powstaje pytanie - jaki był właściwie cel całej operacji. Czy tylko chęć kolejnego podlizania się UE i pokazania że wbrew interesom ekonomicznym  wdraża się ich debilne dyrektywy? Czy może chodziło - jak podejrzewam - o ograniczenie czytelnicta i uderzenie w pisarzy - zwłaszcza tych spoza wysługującego się władzy środowiska głównego nurtu?   

Media - telewizja, radio, ogromna część prasy - są opanowane przez lewicę - często bardzo agresywną i toksyczną światopoglądowo. Książki stanowią odskocznię od zalewającego nas syfu "nowoczesności". Czytanie rozwija intelektualnie, zwiększa zasób słownicwa, poprawia zdolność komunikacji i formułowania myśli.

Dla władzy bawiącej się w lewacką inżynierię społeczną książka to zagrożenie. Czy tuskowi i jego bandzie chodziło o uderzenie w konkretne środowiska i radykalne zredukowanie liczby czytelników pozycji nieprawomyślnych? Wiele poszlak na to wskazuje.   

*

Dodam od siebie: trzeba być niespełna rozumu by dopuścić do władzy w Polsce wnuka hitlerowca. 

*

Kolejne lata po wejściu vat to była rozpaczliwa szarpanina by utrzmać się na powierzchni.  Nie była to walka o utrzymanie  poziomu dochodów czy nakładu - to była walka o choć częściowe ograniczenie strat.

Wydawnicta "okopały się". Nie podejmowano ryzykownych decyzji. Stawiano na "pewniaków", ograniczano niemal do zera liczbę debiutów. Naciskano na najlepszych autorów a jednocześnie wygaszano deficytowe serie. Starzy wyjadacze jakoś przędli ale wielu początkujących autorów pożegnało się z myślami o pisaniu zawodowym. Wiele książek nie ukazało się, wiele pozostało w fazie planów - nie było szans ich wydać, więc nie zostały nawet napisane.

Wystraczy porównać te dwa okresy 2001-2011 i 2011-2020 by zobaczyć obraz i skalę zniszczeń...    

Mamy rok 2019. Wreszcie zarabiam porównywalnie do tego co przed vat. (ceny zwłaszcza żywności wzrosły dramatycznie...). Tymczasem mam na rynku 16 książek więcej - prawie podwoiłem pulę tytułów.

Nowości znów sprzedają się porównywalnie do tego jak sprzedawały się przed wejściem vat. Ale patrzac obiektywnie: po 8 latach takiej harówki, zakładając wzrost liczby czytelników o skromne 7-8% rocznie - powinny sprzedawać się dwa razy lepiej.

De facto straciłem te 8 lat. 

*

Gdyby nie podatek vat na ksiązki i totalne zdemolowanie rynku pewnie teraz kończyłbym spłacać kredyt za własny dom... Zapewne dysponując nieco większymi środkami zdołałbym znacząco popchnąc inne pojekty - leżące na razie na półce... 

*

Nie rozumiem ludzi głosujących na tuska i jego bandę. (Czyli de facto nie rozumiem 1/4 społeczeństwa). PiS przy wszystkich swoich wadach, zaniechaniach, kuriozalnych błędach i głupocie nigdy nie okradł mnie, ani nie skrzywdził tak jak to zrobiło PO.