Jak działa mafia...

W necie krąży informacja że arcybiskup Paetz robił karierę w Watykanie, ale przeniesiono go do Polski. Komentujący zazwyczaj sądzą że trafił do nas bo chciano się go pozbyć albo wręcz "za karę"  (w domyśle - zobaczono co to za ptaszek...)

Biskup - późnejszy arcybiskup - trafił do nas w połowie lat 80-tych. Jeśli faktycznie w Watykanie wiedziano o jego skłonnościach - to popełniono dwa fatalne błędy:

Po pierwsze nie został natychmiast usunięty ze stanu kapłańskiego. Tu niestety zaważył zapewne prąd modernistyczny - W latach 70-tych i 80-tych na skłoności homoseksualne  patrzono w KK już bardzo przez palce - czego smutnym pokłosiem jest obecnie tzw. "lewendowa mafia" i afery pedofilskie.  

Po drugie - wysłano go do kraju gdzie ubecja infiltrowała kościół bardzo odkładnie (ks. Isakowicz-Zaleski podejrzewa że nawet ok. 10% księży dało się złamać i zostało TW). Było zatem oczywiste że skłonności biskupa nie tylko zostaną odkryte bardzo szybko ale też że ubecja zdobędzie solidnego "haka".   

(teraz pytanie: co ubecja robiła z tą wiedzą? Czy biskup był szantażowany? a jeśli tak - to co uzyskano?)

Zakładając że biskup faktycznie był homoseksualistą możemy dopuścić jeszcze jedną możliwość: Watykan nie jest wolny od intrygatów. Być może ktoś chciał nam zaszkodzić? Polski kościół był ważnym zapleczem dla Jana Pawła II - z Polski pochodziło bardzo wielu jego współpracowników.  

Tak czy inaczej sprawę należałoby gruntownie wyjaśnić.