woń łajna...

                Dobiegła końca II wojna światowa. W niemczech przeprowadzono pobieżną i powierzchowną denazyfikację. RFN jeśli spojrzymy na skład władz i korpusu urzędniczego bardzo szybko stał się IV rzeszą. W 1965 roku Bundestag usiłował przegłosować przedawnienie wszystkich zbrodni nazistowskich. Dr. Mengele mógłby wtedy spakować walizkę i spokojnie wrócić do domu… Na szczęście zdecydowana postawa ambasadora sowieckiego ukróciła te pomysły.

                We Włoszech dokręcono śrubę byłym zwolennikom Mussoliniego. We Francji też było coś podobnego – choć wiele nie dało się zdziałać gdyż kolaboracja była tam tak masowa i powszechna że gdyby robić to na poważnie trzeba byłoby zamknąć niemal wszystkich artystów i 2/3 społeczeństwa.

                W Polsce i dalej na wschód poszło trochę ostrzej. Tu pamięć zbrodni i potrzeba wymierzenia sprawiedliwości były silniejsze. Represjonowano na różne sposoby większość volksdeustchów którzy nie zwiali. Najbardziej umoczeni w kolaborację zostali straceni lub przekazani NKWD. Społeczeństwo wykazało się też inicjatywą oddolną – wiele drobnych pluskiewek zlikwidowali po wsiach chłopi widłami. Przetrwała garstka konfidentów gestapo którzy pospiesznie zgłosili się na służbę do ubecji (np. Kalkstein). Nie ograniczaliśmy się do tropienia niemców. Jeszcze w latach 60-tych przed sądem stanął sotenny UPA – rozpoznany przypadkiem przez jedną ze swoich ofiar gdy handlował pamiątkami znad morza na straganie w Słupsku. Niestety po 1989-tym roku zabrakło nam podobnej determinacji w ściganiu komuchów.

                Egzamin z denazyfikacji wzorowo zdała Norwegia. Norweski pisarz, laureat Nagrody Nobla – Knut Hamsun swoją miłość do nazimu przypłacił konfiskatą całego majątku, a ponieważ to go nie otrzeźwiło był przez kilka lat leczony psychiatrycznie… Ustalono listę kilkunastu tysięcy zdrajców Ojczyzny. Ci ludzie stracili wszelkie prawa. Ich dzieci i wnuki nie mogą pełnić żadnych funkcji obieralnych – nie mogą być burmistrzami, posłami, urzędnikami. Mają zamkniętą drogę do zawodów zaufania społecznego – nie mogą być prawnikami, sędziami, nauczycielami, lekarzami, listonoszami(!). Przepisy te obowiązują po dziś dzień.

                Z tego co słyszałem w latach 70-tych grupa działaczy powiązanych z ROBCiO i KPN przystąpiła do sporządzania analogicznej listy prominentnych funkcjonariuszy Polski Ludowej. Projekt jednak zarzucono w imię „wyższych wartości humanistycznych”. Gdy dziś czytamy książkę „Resortowe dzieci”, gdy patrzymy jakie kariery porobiły rozmaite kreatury i potomstwo największych kanalii minionej epoki mimo woli pukamy się w głowę. Jak do dziś dławi nas woń łajna które sowieci przynieśli na butach w 1944-tym roku...

                Jak inaczej wyglądałaby dziś Polska gdyby na pocz. lat 90-tych przyjąć wobec komuchów i ich rodzin norweskie ustawodawstwo?