BLOG

wedrowycz banner1

O wojnie...

Kobieta z Wojsławic którą poznałem – dziś 90-letnia – to modelowy przykład tego co z ludźmi zrobiła wojna. Co nam Polakom zrobili niemcy. Przed wojną – zwyczajna rodzina. Ojciec oficer WP, matka jeździła konno w kadrze narodowej. Mieszkali w Toruniu z babcią. Mieli dochodzącą służącą. Raz pojechali na wakacje do Bułgarii. Raz wypuścili się nawet do Egiptu.  

Przyszła wojna. Dziewczynka z mamą i babcią zdołały przedostać się do Wojsławic i tam przeczekać wojnę. Ociec zdołał przedostać się do Anglii niestety w czasie szkolenia odezwała się wada serca i zmarł w Szkocji. Okupacja zabrała dziewczynce dwu wujków. Także kuzyn – będący trochę jak starszy brat zachorował na gruźlicę. W warunkach okupacyjnej biedy leczenie było bardzo utrudnione – zmarł. Cały świat – poukładany, spokojny dostatni stłukł się jak szklanka.

Po wojnie nie było do czego wracać. Mieszkanie w kolonii oficerskiej - skonfiskowane na potrzeby „ludowego” wojska. Wszystkiego trzeba było dobijać się od zera. Matka już nigdy nie siadła na konia. Dziewczynka dorosła, mimo „burżujskiego” pochodzenia skończyła jakoś tam studia. Ale paszportów nie dawano, pieniędzy też nie było. Nigdy nie miały okazji pojechać do Szkocji i zapalić świeczki na grobie męża i ojca.  

Takich rodzin było w Polsce setki tysięcy. Reparacje? Szwaby NIGDY nie wypłacą się za to co nam zrobiły. 

Sztormy które nadejdą

Obecne władze przy wszystkich swoich wadach pewne sprawy stawiają jasno:

-Ukrócono możliwości wyłudzeń vat, (tj. ukrócono rzecz jasna częściowo – bo na razie mało kto poszedł siedzieć, o odzyskaniu sum wyłudzonych w latach ubiegłych możemy sobie pomarzyć – ale i tak oszczędności są miliardowe).

-Bada się sprawy firm które podatki płacą za granicą.

-Przypomniano niemcom o niezapłaconych reparacjach wojennych. Skończyła się wszechobecna pedagogika wstydu – młode pokolenie coraz lepiej zna swoją historię, znajduje w niej Polskich bohaterów godnych upamiętnienia, potencjalnie godnych naśladowania…

-Mówi się  konieczności ustawowych ograniczeń własnościowych w mediach – które obecnie opanowane są przez kapitał niemiecki.

-Polska stawia się w sprawie drugiej nitki gazociągu po dnie Bałtyku.

-Nie przyjmujemy dziesiątek tysięcy imigrantów, zbędnych przy budowie niemieckiej gospodarki (starych, chorych, bez zawodu, analfabetów, leni) a których niemcy chcieli by nam wepchnąć.

Wszystkie te działania w pierwszej kolejności biją w interesy niemców lub są dla Niemców baaaardzo kłopotliwe. Rzecz jasna koniec niemieckiej kolonizacji Polski jeszcze nawet nie majaczy na horyzoncie ale już ich mafie, banki i firmy ponoszą wielomiliardowe straty. Efekt? Kurs na zderzenie… Oni nie odpuszczą.

Nie wyszło z KOD. Opozycja okazała się bandą kompletnych ćwoków. Co gorsza na liderów protestów namaszczono kryminalistów. Tego niemieccy sponsorzy zadym nie zamawiali i tego się chyba kompletnie nie spodziewali. Po lewej stronie sceny politycznej nie ma wodza zdolnego zebrać „antykaczystów” do kupy pod jednym szandarem i poprowadzić , nie ma sensownej programu będącego alternatywą dla PiS, nie ma ludzi. Opozycja poza hasłem „przecz z PiS” nie sformułowała żadnych postulatów. Protesty się wypalają. Z dziesiątek tysięcy ludzi została garstka.  Co więcej byli uczestnicy zadym coraz częściej zdają sobie sprawę jak złej sprawie i jak złym ludziom służyli. Nawet zdeklarowani „antykaczyści” zwyczajnie nie chcą by ich nazwiska były kojarzone ze złodziejami,  mordercami i alfonsami…

Nie udało się obalić rządów PiS „od wewnątrz”. Podejmowane są więc próby wyizolowania i poniżenia Polski na arenie międzynarodowej oraz przy okazji maksymalnego rozwalenia naszej gospodarki. Temu służy nieustanne grzania tematu rzekomej polskiej odpowiedzialności za shoah, temu służy nagła aktywizacja „przedsiębiorstwa holocaust” w USA. Myślę ze nadchodzące tygodnie przyniosą nam kolejne mniejsze i większe burze… 

i znów o górach...

Odpowiadając Bartoszowi:

 

tego co mówi Revol - nie kupuję. Baba łże i to nieudolnie, plącząc się w zeznaniach. 

Moim zdaniiem wybiela się. 

Raz twierdzi że z Mackiewiczem nie było kontaktu, raz że obiecywała mu iż przyleci po niego helikopter. 

Raz że został w namiocie, innym razem że w śnieżnej jamie, jeszcze innym że w szczelinie sklanej.

Miała kontakt z ekipą organizującą ratunek. Cool. 

Kazali jej zostawić chorego człowieka samego i schodzić w dół? PO CO? Skoro po niego planowali przylecieć helikopterem to czemu nie mogliby zabrać wtedy obojga? A łatwiej byłoby podjąć chorego gdyby na miejscu był ktoś przytomny. Choćby po to żeby pomachać ręką i wskazać kryjókę. 

Czy są nagrania tych rozmów? 

Podziękowania dla Pakistańczyków? kHm... Za wielogodzinne targowanie się o kasę, za ogromne opóźnienie bo "czekali na potwerdzenie przelewu". 

*

Moim zdaniem cała ta sprawa to dno i metr mułu... 

Kończąc temat akcji ratunkowej

Ostatnie wieści i ja też nie chcę wracać do tematu: 

-Fancuzka alpinistka pozostawiła Tomasza Maciewicza nie w namiocie, ale w szczelinie skalnej. 

-Aktualnie obrywa się jej za to solidnie we francuskiej części netu. 

-Akcję ratunkową sfinansował ...polski MSZ. 

 

Nie jestem w stanie ocenić - ale tak na chłopski rozum:

 

-Dwójka ludzi zdobywała śmiertelnie gorźną górę "na wariata", samotnie, bez tlenu, bez grupy asekuracji zejścia, bez ubezpiecznia, bez rezerw finansowych.

-Gdy powinęła im się noga - koledzy pomogli - ale kasy nie mieli i musiało ją wysupłać państwo...

-Kumpel oślepł to kobieta go porzuciła w jakiejś dziurze. 

-Poslizg finansowy spowodował drastyczne opóźnenie co mogło oznaczać wyrok na T.Mackiewiczu...  

 

 

Czytelnikom Raportu z Północy

dla chwili zadumy nad życiem...

Felicia Peterson... 

https://www.youtube.com/watch?v=Ok5LtiSVLmQ

mój poradniczek

z roku 2014 - jak robiłęm notes 

http://pilipiuk.com/index.php/blog/1403-poradnik

program pozytywny...

Tu można obejrzeć zdjęcia kapilicy pamięci którą o.Rydzyk stworzył by upamiętnić Polaków ratujących Żydów. 

http://kaplica-pamieci.pl/#MainStage 

O alkoholu

Szykuje się zaostrzenie przepisów dotyczących sprzedaży i spożycia alkoholu „w plenerze”.  Dla mnie to kompletna bzdura. Przepisy tworzone są tak by straż miejska i policja nie przemęczyły się  ganiając pijaków ale żeby mogły nakładać wyższe mandaty i w większej ilości np. młodzieży siedzącej z gitarami (i winem) nad Wisłą pod Wawelem.

Problemem dla mnie nie jest to że ktoś wypije piwo siedząc na brzegu rzeki problemem jest ilość, kultura spożycia i co człowiek nawywija po spożyciu.

Albowiem spożycie pod chmurką legalne nie jest – ale łażenie po mieście po pijanemu i psucie krajobrazu – już tak.

Proponowałbym raczej wprowadzić ostre kary za awantury, dewastację mienia i darcie ryja po spożyciu alkoholu – wielotysięczne mandaty, oraz obligatoryjne informowanie miejsca pracy/szkoły/uczelni. (w USA informują też ubezpieczyciela – ten sobie zbiera dossier analizuje i pijak szybko dostaje znaczne podwyżki wszystkich stawek ubezpieczenia…). Dla cudzoziemców – zatrzymanie w areszcie deportacyjnym do czasu gdy rodzina wpłaci karę. A gdy ktoś zostałby złapany po raz trzeci – obligatoryjne zaszycie esperalu. 

Teoria spiskowa?

Elie (Lazar) Wiesel – „twórca” słowa holocaust, laureat nagrody nobla…

Z postacią tą wiążą się pewne khm.. wątpliwości. Po pierwsze człowiek ten nie miał obozowego numeru wytatuowanego na ręce – twierdził że go usunął po wojnie.

Po drugie – numer który podał z pamięci sprawdzono w ocalałej części archiwum – okazało się że należał do kogo innego. Nie zgadzały się też data urodzenia Lazara Wiesela i ta którą podawał Elie Wiesel.

Po trzecie – w 1986 Wiesel spotkał w Sztokholmie Miklosa Gruenera węgierskiego Żyda który znał go z Oświęcimia – tyle tylko że po spotkaniu Miklos wydał oświadczenie że nie jest to człowiek z którym mieszkał wiele tygodni w jednym baraku.

Po czwarte – jak się okazało choć Wiesel jest węgierskim Żydem który mieszkał w rumuńskim Siedmiogrodzie nie włada ani węgierskim ani rumuńskim, a w jidysz ledwo dukał…  za to biegle zna francuski. (ale jest też relacja że wygłosił przemówienie w węgierskim parlamencie - po wgiersku).

*

Wysnuwano teorię że człowiek ten kilka lat po wojnie przejął tożsamość i rękopis wspomnień prawdziwego  Lazara Wiesela i zaczął robić karierę jako „literat którzy przeżył piekło Auschwitz”.

*

Problem widzę jeden – krytyka źródeł… Informacje o tych kontrowersjach i podejrzeniach powielają strony antysemickie i khm… nazwijmy to „semitosceptyczne” - a takim jakoś szczególnie bym nie ufał. 

Shoah w Wojsławicach

O shoah z punktu widzenia „małego żydowskiego miasteczka”. Moje rodzinne Wojsławice przed wojną były typowym „unsere sztetl” – Żydzi stanowili ok ¼ ludności gminy, przy czym ok ¾ ludności samych Wojsławic.

Żydzi zajmowali się handlem, rzemiosłem, lichwą, wyszynkiem, mieli też rzeźnię, garbarnię i piekarnię. W obrębie Rynku było ok 100 domów. Niemal w każdym na parterze był sklepik albo warsztacik.

Nieliczni byli w miarę zamożni, uboga większość prowadziła „kopiejkowe” interesiki. Wśród rzemieślników byli nieliczni fachowcy oraz duża ilość tzw. „partaczy”. Kiepsko wyglądała sytuacja jeśli chodzi o narzędzia. Używali prostych – często robionych własnoręcznie. Na kilkunastu żydowskich szewców przypadała jedna maszyna - łaciarka.

Gdy do Wojsławic wkroczyli sowieci – Żydzi liczyli najwyraźniej na przyłączenie tych ziem do ZSRR. Nieliczni cieszyli się z upadku Polski, część była obojętna, część bała się nowej władzy. Sklepikarze wykazali się rozsądkiem i  poukrywali towar. Sowieci – w literaturze często występujący jako przychylni Żydom u nas potraktowali ich per noga - odebrali im synagogę i zrobili w niej magazyn łupów. W październiku 1939 teren zajęli Niemcy. Najpierw nakazali żydom otworzyć sklepy. Potem dopiero wraz zaostrzeniem przepisów zabronili im handlować żywnością.

Gdy z kilkutygodniowym poślizgiem uruchomiono szkołę żydowscy uczniowie już do niej nie chodzili. Nie mam informacji czy Niemcy zabronili – ludzie z którymi rozmawiałem – sami wówczas bardzo młodzi - nie wiedzieli jak to dokładnie było.

Do miasteczka Niemcy dokwaterowali też żydów z innych regionów – sytuacja przesiedleńców była bardzo zła – przybyli doszczętnie ograbieni, nie mieli tu krewnych ani znajomych. Wzięła ich na utrzymanie gmina żydowska - miejscowi Polacy i Ukraińcy jakoś tam ich dożywiali – słyszałem kilka relacji.

Sytuacja pogarszała się stopniowo. W Wojsławicach Niemcy zostawili kilku swoich urzędników – ale nie było w nich stałej obsady wojska ani żandarmerii. Porządku pilnowała „granatowa policja” – czyli zmobilizowani pod przymusem przedwojenni policjanci polscy. To byli „nasi” gliniarze - patrzyli na wiele rzeczy przez palce. Podobnie przewodniczący gminy – Szenk. Był to nas lokalny wojsławicki Niemiec – potomek osadników. Był wielkim koneserem samogonu i skrzętnie tę jego słabość wykorzystywano.

Od 1940 roku Wojsławice położone opodal granicy z ZSRR stały się zapleczem przyszłego frontu. Niemców pojawiło się więcej był też stały posterunek wojskowy. Z relacji ustnych wiem że Niemcy w okresach gdy kwaterowali w miasteczku od czasu do czasu organizowali nocne wyprawy „na żydów” – wdzierali się do upatrzonych domów i okradali, zabierali zapasy alkoholu, czasem gwałcili dziewczęta i kobiety. Z reguły dawali się jednak przekupić – złotem. Nie mam informacji żeby kogoś przy okazji zabili.

W 1942 żydów z Wojsławic i sąsiednich miejscowości wysiedlono. Oficjalnie do getta w Chełmie – ale słyszałem że trafili od razu na rampę kolejową i pojechali do Treblinki – na śmierć… Deportacja nie była dla miejscowych żydów zaskoczeniem – spodziewali się takiego scenariusza – i przynajmniej część na różne sposoby starła się przed takim scenariuszem zabezpieczyć. Niektórzy mieli skrytki wykonane w swoich domach – ale  Niemcy dysponujący psami tropiącymi powywlekali ich z zakamarków i pozabijali na rynku. Zamordowano kilkanaście – kilkadziesiąt osób. (świadkiem był granatowy policjant p.Byk.). W trakcie marszu kolumny wysiedleńców przez las – kilka osób podjęło próby ucieczki niemcy zastrzelili opodal leśniczówki lokalnego meszugene Icka. (zdaje się choć wariat był na tyle rozsądny by wiedzieć że trzeba próbować zwiać…)

Co najmniej kilkadziesiąt osób zdołało w porę zbiec z miasteczka i ukryć się w okolicznych lasach – przy czym przynajmniej niektórzy zajęli pobudowane zawczasu kryjówki. Część pobudowała szałasy lub wykopała prymitywne ziemianki. Tropieniem zbiegów zajmował się Ukrainiec leśniczy – obcy w naszych stronach. Na pewno schwytał co najmniej dwójkę żydowskich dzieci – rozstrzelanych później za pocztą. Przypuszczalnie jego konto obciąża znacznie więcej ofiar. Miejscowi partyzanci kilka razy próbowali go zlikwidować.

Polski leśniczy Żydom pomagał, a wielu rzeczy "nie zauważał". Lasy Wojsławickie nie były dobrym miejscem na kryjówkę - przede wszystkim nie były wystarczająco gęste ani rozległe. Z drugiej strony - sa pocięte wąwozami lessowymi - less jest dośc spoisty - to ułatwiało drążenie nor i innych kryjówek podziemnych.  

W dniu deportacji mój Dziadek ukrył w skrytce w stodole 3 dzieci znajomego felczera. Przechował je przez kilkanaście dni – potem przekazał pod opiekę ich wujka ukrywającego się w bunkrze koło Starego Majdanu. Nie dożyły końca wojny – dziadek nigdy nie ubiegał się o żadne odznaczenie.   

Po deportacji opuszczone żydowskie domy były przetrząsane przez mieszkańców Wojsławic – nikt się na tym szabrze szczególnie nie obłowił – cenne przedmioty żydzi zabrali ze sobą. Poszukiwano też skarbów – nie mam relacji by ktokolwiek coś cennego znalazł. Łupem polskich sąsiadów padły głowine tekstylia - firanki, zasłony, makatki, narzędzia i sprzęty domowe. Przykra sprawa - ale zrozummy tych ludzi. Było to mienie porzucone (oficjalnie skonfiskowane przez III Rzeszę). Ludzie byli realistami i zdawali sobie sprawę że Żydzi prawdopodobnie nigdy po to nie wrócą. W warunkach wojennej nędzy były to rzeczy nie do pogardzenia. Słyszałem też że z jakichś pism liturgicznych pisanych na pergaminie kilku co głupszych miejscowych uszyło sobie portfele. Dużą ilość żydowskich książek spalono na rozkaz Niemców. Pożydowskie domy zasiedlono Ukraińcami (okupant ich faworyzował) a te gorsze dostali Polacy - zwłaszcza poszkodowani w pożarze który strawił zabudowę za zachód od centrum aż do krzyżówek. Ci ludzie po wojnie już tam zostali. Nie było spadkobierców roszczących prawa do tych nieruchomości.     

Ukrywający się po lasach byli w ścisłej tajemnicy dożywiani przez mieszkańców Wojsławic i Witoldowa. Wedle relacji mojego Ojca - ukrywający się Żydzi kilka razy odwiedzali nocą mojego Dziadka (a mieszkał na krzyżówkach - nie było to łatwe) – oraz prawdopodobnie innych zaprzyjaźnionych Polaków. Wspominał że byli w marnym stanie psychicznym i fizycznym, brudni, obdarci, wygłodzeni, przerażeni – budzili w nim – wówczas małym dzieciaku – strach. Dziadek parokrotnie woził też zaopatrzenie dla ukrywających się -  pod pozorem prac w swoim lesie na Białej Górze. Ojciec zapamiętał z tych wypraw spotkanie z kompletnie obłąkanymi żydowskimi kobietami. Być może były to matki rozstrzelanych za pocztą dzieci.  

Żydowską dziewczynkę przechowywało małżeństwo w Witoldowa – podawali ją za kuzynkę z Warszawy. Szyte było to baaardzo grubymi nićmi – bo masa ludzi znała ją przecież z widzenia – ale nikt nie podkablował.  Po latach gospodarze dostali tytuły „sprawiedliwych”. Są to jedyne takie tytuły nadane mieszkańcom naszej gminy – choć w pewnością kandydatów byłoby więcej. 

Największy „bunkier” znajdował się w lasach w okolicy Starego Majdanu, wedle relacji naszych regionalistów ukrywało się w nim ok 46. osób! Bunkier został wykryty przez wspomnianego leśniczego na pocz. 1944 roku – a wszyscy ukrywający – rozstrzelani przez Niemców na łące za cerkwią. (planowana jest budowa w tym miejscu pomnika). Ukrywających się z pewnością wspierali i dożywiali mieszkańcy Starego Majdanu i Tróścianki – na szczęście niemcy „nie drążyli tematu”, nie przeprowadzili śledztwa ani i nie dokonali pacyfikacji wsi.

Spisy ocalonych obejmują 28 osób narodowości żydowskiej z terenu naszej gminy. Nie wiem czy wszyscy przetrwali w naszej okolicy. Z tego co wiem nikt z mieszkańców Wojsławic nie był po wojnie oskarżany ani sądzony za szmalcownictwo.