BLOG

wedrowycz banner1

Porozumienie misjonarzy z ludożercami...?

                Zwarto podobno porozumienie – ale podpisane zostanie o 11-tej. Negocjowano je całą noc – w tym przy udziale człowieka który robi u nas za ministra spraw zagranicznych (de facto „ministra spraw zagranicznych Rosji w Polsce”). Prezydent Janukowycz zgodził się łaskawie na ograniczenie swoich funkcji to ram określonych konstytucją z 2004 roku – i na razie niewiele więcej wiadomo…

                A jak powinno to wyglądać? Dla mnie jest oczywiste – aresztowanie i proces prezydenta oraz wszystkich odpowiedzialnych za resorty siłowe. Aresztowanie wszystkich funkcjonariuszy Berkutu biorących udział w tłumieniu zamieszek. Powołanie rządu tymczasowego pod kierownictwem kogoś doświadczonego apolitycznego i cieszącego się zaufaniem społeczeństwa (np. rektor uniwersytetu?) Być może czasowe wkroczenie na Ukrainę wojsk ONZ lub NATO – dla zabezpieczenia kraju od wschodu. Powołanie międzynarodowej speckomisji śledczej dla zbadania sytuacji. Rozpisanie przedterminowych wyborów – przy obecności obserwatorów międzynarodowych i z wykluczeniem partii regionów jako bezpośrednio odpowiedzialnej za zaistniały stan rzeczy.

                Gruntowne śledztwo w sprawie każdego przypadku morderstwa, tortur lub pobicia demonstrujących. Śledztwa w sprawie śmierci milicjantów. Zabezpieczenie wszelkich łusek i pocisków oraz broni do badań balistycznych. Kara śmierci dla każdego komu zostanie udowodnione wydawanie rozkazów lub strzelanie z ostrej amunicji do protestujących.

Mądra wypowiedź

Chciałem coś napisać - ale ubiegła mnie kobieta. Zatem oddam Jej głos. Z bloga p.Uli Ujejskiej 

*

Śp. Lech Kaczyński nie tylko miał odwagę nie milczeć, miał odwagę polecieć w sam środek wojny wraz z innymi odważnymi przywódcami, by stanąć w solidarności z narodem, któremu car ogniem i mieczem wskazywał miejsce w szeregu. Kto dzisiaj przypomni światu, że ustępstwa i paktowanie z oprawcami i imperialnymi dyktatorami prowadzi zawsze do kolejnych nieszczęść, wojen i zniewolenia narodów ? Historia zatacza koło. Żyją jeszcze ludzie którzy pamiętają jak dla świętego spokoju oddano oprawcom Austrię i Czechy. Pamiętamy jak najpierw nie chcieli umierać za Gdańsk, a później umierali milionami w obronie własnych krajów. Pamiętamy jak dla świętego spokoju sprzedano nas Stalinowi.

http://naszeblogi.pl/44466-ostrzegal-swiat-nam-mowiono-ze-mamy-okazje-milczec

*

Ten wpis też wart jest przestudiowania

http://naszeblogi.pl/44470-kameleony-europy-pofatygowaly-sie-ratowac-zgliszcza-ukrainy

+++ Bilans +++

Dzisejsze walki mogły pochłonąc nawet setkę ofiar. 

Parlament Ukrainy uchwalił ustawę o zakazie kontynuacji "operacji antyterrorystycznej" - wojsko i milicja wraca chwilowo do koszar. 

 

We Lwowie - działają.

                Lwów wypowiedział posłuszeństwo władzom centralnym stając się chwilowo miastem autonomicznym pod władzą mera. Znającym ukraiński wklejam link. Jak ktoś zna polski i rosyjski – też od biedy zrozumie.

 https://www.youtube.com/watch?v=5KtWhzFbKys&list=UUyGpKcmrdqXQLQ3OL5TGSpQ&feature=c4-overview

Przemawia Andrij Sadowy – obecnie poniekąd głowa sąsiadującego z Polską niezależnego państewka. Treść jest zasadniczo taka:

                W Kijowie doszło do ludobójstwa, przekroczenia wszelkich norm regulowanych przez prawa człowieka i porządek prawny Ukrainy. We Lwowie struktury państwa odpowiedzialne za bezpieczeństwo znalazły się w stanie rozsypki a z ich magazynów wykradano broń.

                Za pierwsze zadanie mer uznał zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom Lwowa. Z sytuacji mogły skorzystać elementy kryminalne, chuligani i prowokatorzy. W tym celu:

-Powołano sztab bezpieczeństwa którego działania w imieniu rady miasta koordynuje generał armii. Wołodymyr Szewczuk

-Powołuje się drużyny do których będą wstępowali przedstawiciele przedsiębiorstw miejskich (chodzi o duże zakłady pracy – w tym chyba głównie przemysłowe), grup samoobrony, klubów sportowych, automajdamu (patrole samochodowe), deputaci rady, inspektorzy dzielnicowi milicji, i ochotnicy gotowi pracować dla społeczności. Na kierownika wyznaczono pułkownika Ihora Tichonowa.

-Ochotnicy wstępujący do drużyn miejskich będą umundurowani w żółte kamizelki odblaskowe z herbem miasta z przodu i napisem „Ochrona miasta Lwowa” – z tyłu. Ludzie ci nie będą mieli wprawdzie uprawnień milicji – ale mer prosi aby udzielić im wszelkiej możliwej pomocy w pełnieniu funkcji.

-nie działa telefon alarmowy 102, podają nowe numery – gorąca linia rady miasta.

-proszą o zachowanie maksymalnego rozsądku i szczególne dopilnowanie dzieci.

-wprowadza się prohibicję po godź 22-giej.

-proszą o powstrzymanie się od samosądów – prawo będzie stosowane zgodnie ze standardami europejskiej przyszłości Ukrainy.

-okażmy gotowość do odpowiedzialności

-Sława Ukrainie, sława bohaterom (hasło niegdyś banderowskie, ale obecnie używają go wszyscy).

*

                Obecnie Lwów patroluje ok 3 tyś ochotników. Udaremniane są ekscesy i burdy wszczynane przez przyjezdnych „tituszków”.

                Przyjęto poszkodowanych z Kijowa – udzielono im pomocy ambulatoryjnych. Szkoły pracują, zapewnione będzie bezpieczeństwo funkcjonowania większych sklepów i innych instytucji niezbędnych dla normalnego życia mieszkańców. Rada miasta prosi wszystkie organizacje o współpracę

Ergo: Rada miasta czuwa, armia, zorganizowani ochotnicy i odpowiedzialni milicjanci pomagają utrzymać porządek. Sytuacja jest trudna - ale chwilowo opanowana.   

*

W ślad Lwowa poszło Zakarpacie (Użhorod) – tam także wypowiedzieli posłuszeństwo władzom centralnym.

+++Z Kijowa+++

Zidentyfikowano 58 zabitych podczas walk w Kijowie

Tylko w Lwowie...

We Lwowie bunt – miejscowy Berkut przeszedł podobno na stronę rewolucji. Jednak są też informacje że płoną koszary tej formacji. Oddział wojskowe obłasti odmówiły wyruszenia na odsiecz Kijowowi argumentując to …brakiem paliwa. W nocy zrabowano magazyny milicji zabierając kaski, tarcze, kamizelki i pałki – miały zostać zwrócone po wygaśnięciu konfliktu „o ile milicja będzie grzeczna” – obecnie milicja melduje o odzyskaniu połowy sprzętu (zapewne odzyskali w wyniku negocjacji). Wedle niektórych polskich źródeł władze miasta oficjalnie wypowiedziały posłuszeństwo rządowi w Kijowie – nie udało mi się tego potwierdzić.

Słowa z Tbilisi

Z przemówienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego - 12 sierpnia 2008 Tbilisi.

 

*

Szanowni Państwo!

Jesteśmy tutaj, żeby wyrazić całkowitą solidarność. Jesteśmy prezydentami pięciu państw: Polski, Ukrainy, Estonii, Łotwy i Litwy. Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi z północy, dla nas także z północy, ze wschodu, pokazali twarz, którą znamy od setek lat.

Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy nie! Ten kraj to Rosja. Ten kraj uważa, że dawne czasy upadłego, niecałe 20 lat temu, imperium wracają. Że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Otóż nie będzie. Te czasy się skończyły raz na zawsze. Nie na dwadzieścia, trzydzieści, czy pięćdziesiąt lat!

Wszyscy w tym samym okresie, lub w okresach nieco innych poznaliśmy tą dominację. To nieszczęście dla całej Europy. To łamanie ludzkich charakterów, to narzucanie obcego ustroju, to narzucanie obcego języka. Ale czym się różni sytuacja dzisiaj od tej sprzed wielu lat? Dziś jesteśmy tu razem. Dziś świat musiał zareagować, nawet jeżeli był tej reakcji niechętny. I my jesteśmy tutaj po to, żeby ten świat reagował jeszcze mocniej. W szczególności Unia Europejska i NATO.

Gdy zainicjowałem ten przyjazd niektórzy sądzili, że prezydenci będą się obawiać. Nikt się nie obawiał. Wszyscy przyjechali, bo Środkowa Europa ma odważnych przywódców. I chciałbym to powiedzieć nie tylko Wam, chciałbym to powiedzieć również tym z naszej wspólnej Unii Europejskiej, że Europa Środkowa, Gruzja, że cały nasz region będzie się liczył, że jesteśmy podmiotem. I my też wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!

Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd. Ale potrafimy się temu przeciwstawić, jeżeli te wartości, o które miałaby się Europa opierać mają jakiekolwiek znacznie w praktyce. Jeżeli mają mieć znaczenie, to my musimy być tu, cała Europa powinna być tutaj. Tu są cztery państwa należące do NATO. Jest Ukraina, wielkie państwo.

Jest pan prezydent Sarkozy, w tej chwili przewodniczący Rady Europejskiej, ale powinno tu być ich 27. Wierzymy, że Europa zrozumie Wasze prawo do wolności i zrozumie też swoje interesy. Zrozumie, że bez Gruzji Rosja przywróci swoje imperium, a to nie jest w niczyim interesie.

Dlatego jesteśmy tutaj!"

+++Z Kijowa+++

O 16.45 słuzby medyczne Majdanu szacowały liczbę zabitych dziś na 70-100 ludzi. 

Ministerstwo spraw wewnętrznych Ukrainy podało oficjalnie 67 zabitych - wciagu ostatnich 3 dni - tyle ciał rannych zmarłych w szpitalach przekazano do kostnic. 

Demonstranci przetrzymują ok 67 milicjantów jako "zakladników" - nie wysunęli jednach żadnych żądań. Milicja zapowiedziała że użyje broni ostrej w celu ich odbicia - ale zdaje się nie bardzo wie gdzie ich szukać. 

Portale chrześcijańsie wzywają do postu i modlitwy w intencji Ukrainy. 

Do Kijowa pojechał polski minister S.Z. radek sikorski. Podziwiamy ten bohaterski gest - musial aż przerwać urlop... Ma tam coś doradzać. (może serwilizm wobec rosji? - w tym jest niezły...) W Polsce zaktywizowały się platforma, europa plus i palikociarnia - usiłują się lansować na tle tragedi sąsiadów - ale wygląda to żałośnie i obrzydliwie.   

 

+++Kolejne ofiary w Kijowie+++

                Władze w Kijowie zerwały nocą rozejm, od rana trwają walki uliczne. Spalono 15 samochodów (robota "tituszek") Dziennikarze ukraińscy podają że od kul snajperów zginęło około 25-40 uczestników protestów. Dziennikarze Reutersa widzieli na własne oczy kilkanaście ciał leżących na ulicach. Serwi Ukraińska Prawda podawał ze 11 ciał leży na Majdanie.  

 

We Lwowie wojsko podobno przeszło na stronę opozycji. Łącznie protesty pociągnęły już więcej ofiar niż stan wojenny w Polsce.

Wyimek o pisanu

Też z 2007-mego. 

*

Jak napisać żeby wyjść na intelektualistę...

                Powiem to tak: poziom szczegółowości opisu rzeczywistości trzeba sobie wypracować samemu. To pewna granica - nie wszystko da się ubrać w definicje - niektóre rzeczy trzeba robić na wyczucie. Coś sobie odpuścić, coś pokazać szczegółowo. Zasadniczo to co jest pokazane szczegółowo jest ważne. Jeśli opiszemy korytarz metr po metrze czytelnik do końca książki będzie czekał i dumał do czego ta informacje była potrzebna...

                Zagubiona scena. Nie wiadomo do czego potrzebna. To główna zmora prozy. Także mojej.

*

                Dużo zależy też od czytelnika. Zawsze opisując coś prawdziwego możemy zderzyć się z problemem braku źródeł. (jak ja – pisząc nie wiem czy wydarzenia w Bergen miały miejsce wiosną latem czy jesienią 1559 roku...)(mi cholera pasowała wyłącznie późna jesień)(miałem fart…). Zawsze może nam się trafić maniak który na co dzień czyta encyklopedię po flamandzku i wie jak miał na imię trzeci wnuk Breughla, albo robił pomiary na zamku w Malborku i ma w teczce brudnopis planu dwa raz dokładniejszy niż dostępny w publikacjach. I z tym się trzeba liczyć.

                Może też trafić się agresywny nieuk który sądzi że wie (słynna sprawa z kalibrem i liczbą kul w bębnie nagana) (w mojej książce jest 6 pocisków i kaliber 9, przeważnie było 7 i kaliber bodaj 7,62. Była seria pasująca do mojego opisu. Tylko że ja to wiedziałem - a adwersarz nie i się podjarał że "złapał pisarza na błędzie".

                I z drugiej strony - te nieszczęsne rosyjskie Zeppeliny co do których byłem przekonany że ich nie było ale ktoś się interesował i znalazł info że car jednak je miał - wszystkiego 4 sztuki...

                To są nasze granice. Mur z którym się człowiek zderza. Dowcip polega na tym by przesunąć ten mur poza zasięg 99% czytelniczej populacji w skrócie - żebyśmy to my odgrywali genialnych i wszechwiedzących - dysponując po prostu wiedzą której innym nie będzie się chciało zgłębiać jeszcze dokładniej niż nam...

                Jak dan brown ze swoim "Kodem Leonarda…". Popisał bzdury - ale 99% jego czytelników nie ma pojęcia o tych sprawach więc to łyknęła... Oczywiście namawiam tu raczej do używania prawdziwej tyle że mało dostępnej wiedzy a nie żerowania na masowym nieuctwie...

                I jeszcze od zupełnie innej strony. Są książki genialne gdzie autorowi nie podskoczymy choćbyśmy się skichali. Czytaliście cykl "wszystkie stworzenia małe i duże" Jamesa Heriotta? Polecam!!! Facet praktykował jako weterynarz przez 40 lat. A potem spisał niezwykle barwnie wspomnienia. Wybrał same ciekawostki z 40 lat kariery zawodowej i dorzucił masę anegdotek związanych ze stosowaniem różnych obecnie archaicznych metod weterynaryjnych. Jak podrobić coś takiego? Nie da się. Na napisanie takiej książki trzeba najpierw pracować całe życie.