BLOG

wedrowycz banner1

O ustrojach

1) Ustroje poznajemy po owocach. Lepsze rodzą lepsze owoce. gorsze rodzą gorsze. Są też ustroje które rodzą od razu zgniłki. Są ustroje które rodzą owoce dobre i złe - wtedy liczy się bilans. Praktycznie żaden ustrój nie zakładał że powstaną wyłącznie zgniłki ani że zgniłki są oczekiwanym celem. Socjalizm jest wyjątkiem.

2) marks od strony ideologicznej nie wymyślił niczego nowego - podobne pomysły udupiania ludzi były wcześniej w Tawantinsuju Inków, u greckich filozofów, w premarksistowskich dziełach pierwszych utopistów. On to zebrał i skodyfikował. Złożył do kupy w toksyczną instrukcję w miarę zrozumiałą nawet dla totalnych głąbów.

3) Jedynym nowum było to że zazwyczaj dawni despoci tworzyli systemy w których komuś było dobrze kosztem kogoś innego. Marksizm to udupienie totalne wszystkich i na zawsze, łącznie z wodzem, jego rodziną i najwierniejszymi przydupasami.

4) Socjalizm był upiorą ideą która zwyrodniała - na szczęście! - spiżowy monolit trochę zardzewiał. Dzięki temu ludzkość choć zatruta, kaleka i chora przetrwała.

Alkoholowe dziedzictwo Ariów

Wedle ukraińskiego badacza  Tarasa Kaliandruka najczystsza krew aryjska występowała u Kozaków na Zaporożu a dziś występuje u Ukraińców. Skąd to wiemy?

Gdy zwykły nie-aryjczyk opije się alkoholu to jest po prostu pijany.
Gdy czysty aryjczyk napije się alkoholu w jego żyłach zamienia się on w czystą energię życiową vis-vitalis, vis-prana.

Gdy aryjczyk jest trochę skundlony to nie cały alkohol zmienia się w energię - jest wiec trochę pijany a trochę nieśmiertelny.

Na brzegu rzeki Chrotycia był kanion w wapiennych skałach. Nad nim leżało powalone drzewo. Kandydat na kozaka przechodził tam test czystości rasowej. Nie mierzono mu oczywiście czaszki - to naziolskie bzdury. Dawano mu do wypicia kwartę wódy (chodzi o kwartę staropolską czyli ok 1 litr (ale ta wódka miała wówczas 25-30%). (dwa jabole powiedzmy) i musiał przejść po kłodzie.

Jak był w miarę czystej krwi aryjskiej to alkohol go tylko uskrzydlał. Natomiast jeśli był nazbyt skundlony to spadał i się zabijał.

Dobra kozacka krew aryjska przetrwała w postaci narodu ukraińskiego. Hitler mordował Ukraińców właśnie dlatego że byli bardziej aryjscy od esesmanów. A on nie chciał konkurentów do dziedzictwa Ariów.

Autor tych odkryć (jak kto ciekaw polecam dzieła: Загадки козацьких характерників i Таємниці бойових мистецтв України), był jednym z ideologów UNSO - najbardziej radykalnej neobanderowskiej jaczejki.

Niestety po opublikowaniu zaledwie dwu tomów tych genialnych przemyśleń ciemniaki z UNSO porażone blaskiem intelektualnego przesłania dzieł wylały go z posady.

Dlaczego mi smutno.

                W 2005-tym byłem optymistą. Pisałem książki. Sprzedawały się nieźle. Rynek rósł. Praktycznie wszyscy moi znajomi mieli pracę. Zmieniłem mieszkanie na ciut większe. Rosły nakłady i zarobki. Myślałem że w kilka lat uda się odłożyć parę groszy i wspólnie z różnymi znajomymi rozkręcimy kilka przedsięwzięć niezbyt dochodowych, ale pożytecznych dla środowiska. Szkołę pisarzy, mini wytwórnię filmową, etc. Było już dobrze. Nie zachodziła potrzeba poprawiania państwa, należało tylko utrzymać kurs. Nie przeszkadzać ludziom.

                Przyszły wybory. Obiecano „cuda”. Obiecano przyspieszenie rozwoju. Obiecano ułatwienia dla przedsiębiorców. Obiecano obniżkę podatków – słynne 3 x 15% (15% pit, 15% cit, 15% vat). Motłoch uwierzył. Został parszywie okłamany. Ale uwierzył po raz drugi. Znowu poparł tych samych wielokrotnie skompromitowanych po-lityków. Zamiast przyspieszenia zdarto z ludzi i wywalono w błoto 96 miliardów złotych na igrzyska piłki kopanej. Kazdemu zagranicznemu kibolowi daliśmy prezent dopłacając do biletu ok 16 tyś zł. To się nazywa gest - zważywszy że ponoć 800 tyś polskich dzieci niedojada... 

                Od siedmiu lat patrzę za smutkiem jak wszystko zwija się i gaśnie. Jak rośnie zdzierstwo, jak mnożone są przepisy, jak rośnie buta i arogancja władzy. Jak co i rusz dowiaduję się że ktoś z moich znajomych stracił pracę, albo jest utratą pracy zagrożony. Widzę jak niewiele zdołałem zdziałać, jak niewiele projektów doprowadziłem do końca i jak niewiele zdołałem uciułać. Inwestycje odłożone ad acta... A kiedy niby mam je przerowadzić? Planowałem teraz. Już nie planuję... 

                Mam prawie 40 lat. Przede mną może 40 lat aktywnego życia. Może mniej. Jeszcze przez jakiś czas dam radę żyć i pracować na zwiększonych obrotach. Pisać w wariackim tempie. Potem z roku na rok sił będzie ubywało. Mijająca dekada miała ugruntować moją pozycję i zapewnić lepszy start w kolejne lata. To się nie udało. Jestem w punkcie wyjścia tam gdzie byłem w roku 2007. Sukces polega na tym że nie jest mi gorzej. Coraz cięższa harówka pozwoliła tylko nie stracić pozycji w peletonie wyścigu. Nie tak miało być. Raz jeszcze sproboję się odgryźć. A jak się nie uda? Ile razy jeszcze spróbuję poderwać się do lotu? 

Pęka bańka

                Wieści z Polski niewiele lepsze. Po pierwsze był na głównej stornie WP artykuł o planowanym przejęciu składek OFE przez ZUS. Na razie mówiono tylko o przejęciu składek bieżących. Komentarze internautów wieszczyły rychłą konfiskatę samych kont. Nie wczytałem się dokładnie – a tu „figiel”. Pewnie ktoś wykonał „telefon do przyjaciela” bo tekst wyparował.

         Gdy wprowadzano OFE reklamy czarowały nas widokiem rajskich plaży i plam. Na razie pod palmami mieszka tylko były minister rządu który nam to obiecywał, a z kasą u niego tak krucho że jego żona musi kraść futra.

                Po drugie na Onecie informacja o nowej inicjatywie ZUS – wymyślili sobie platformę informatyczną i usprawnienie całego systemu elektronicznej obsługi petentów za bagatela …18 miliardów złotych. A razie jednak wydadzą tylko 800 milionów na aktualizację obecnego oprogramowania… Jakiej wysokości będą legalne premie dla urzędasów i prezesów firm przyznawane za zawarcie kontraktów na 800 milionów? Ile przepłynie „pod stołem”?

                Jakby tego było mało pękła „bomba” – z tymi miliardami eurosów wynegocjowanymi przez tuska w Brukseli też nie do końca jest tak jak piszą gazety – niemiaszki coś tam właśnie ręcznie skorygowały i eurokasy dostaniemy znacznie mniej i pod ostrzejszymi warunkami.

                Tak czy inaczej widać gołym okiem że wszystko się sypie na potęgę. Zastanawiam się czy w tej sytuacji nie zlikwidować konta i nie odzyskać tych groszaków które mam na III filarze. Może lepiej kupić za to kilka carskich „świnek” zawinąć w szmatkę i zakopać?

Czerwony sztandar nad Cyprem

UE postanowiło ratować bankrutujący Cypr. Obiecało 10 miliardów euro ale pod pewnym zaskakującym warunkiem – władza ma nałożyć specjalny jednorazowy podatek na pieniądze …gromadzone na kontach bankowych!!! Do kwoty 100 tyś euro ma to być 6,5% powyżej 9,9%. Prawdopodobne wpływy wyniosą ok 5,6 miliarda euro. W dodatku próby wypłacenia pieniędzy za pomocą bankomatów nie powiodły się – kwoty już zablokowano.

                Przyznam że jestem w ciężkim szoku. Przed dwiema dekadami zaczęto łamać tabu tajemnicy bankowej. Potem zaczęto rąbać podatki od zysków z oszczędności (w Polsce tzw. Belkowe). Dziś na naszych oczach kraj należący teoretycznie do cywilizowanych, pod naciskiem eurokratów dla pokrycia własnych długów dokonał szaleńczego bezprecedensowego zamachu na własność prywatną swoich obywateli. Najbardziej poszkodowani będą oczywiście ludzie oszczędni i pracowici – ci którzy coś tam sobie uskładali…

                Przypominają mi się zarządzenia bolszewickie te które obszernie cytował Igor Bunicz w swojej pracy „Złoto dla partii” – konfiskata depozytów bankowych, obowiązkowe przeglądy zawartości skrytek, przymusowe wymiany pieniędzy, zakazy posiadania złota. Dziś to na Cyprze załopotały czerwone flagi. Śladem bolszewików po 20 latach poszli naziści sięgając po majątki najpierw Żydów, potem podbitych ludów, wreszcie po oszczędności własnych lojalnych obywateli. Nasz kraj też jest de facto bankrutem.

Iluzja edukacji

Żyjemy w warunkach iluzji edukacyjnej młody człowiek słyszy na każdym kroku mantrę:

Skończ liceum bo bez matury będziesz nikim

Tymczasem liceum wypluwa 19-to latków z bardzo ogólnikową wiedzą a za to bez znajomości jakiegokolwiek zawodu...

Maturzysta słyszy zatem radę: Skończ studia bo bez dyplomu będziesz nikim. 

Tymczasem absolwenci w trakcie studiów mieli zazwyczaj najwyżej kilka tygodni praktyk wakacyjnych a ich widza teoretyczna jest często przestażała o całe dekady... 

Czy należy się dziwić że potem słyszymy: weź tę robotę w biedronce magistrze bo bez 1200 netto miesięcznie dopiero poczujesz co to znaczy być nikim. 

A dobry szewc czy stolarz który ma roboty na pół roku naprzód nie może znaleźć uczniów bo zawodówki wypluwają często sam żużel...

Życiorysy asymetryczne

Jan Kobylański – w czasie wojny więzień Auschwitz, przeżył
marsz śmierci – „ewakuację” więźniów zdolnych do pracy.
Wyzwolony z obozu przez Amerykanów zdecydował się pozostać na zachodzie
– cała rodzina zginęła. Po kilku latach pobytu we Francji emigrował
dalej – do Ameryki Południowej. Przez wiele lat ciężkiej pracy
dorobił się kilku firm. Zebrane pieniądze przeznaczył na działalność
społeczną – m.in. wykupił poważnie zadłużone budynki kilku
organizacji polonijnych i reanimował życie kulturalne Polaków na
obczyźnie. Został honorowym konsulem polski w Urugwaju. Był tez
sponsorem radia Maryja. Wszedł w konflikt z obsadą kilku naszych ambasad
– oczekiwał że polscy dyplomaci wspierać będą działania Polonii.
wypowiedział wówczas opinię że skierowani do pracy w dyplomacji
osobnicy pochodzenia żydowskiego nie dbają należycie o polskie interesy.
W Kraju rozpętano histeryczną nagonkę zarzucając że posługuje się
fałszywą tożsamością i w rzeczywistości jest Januszem Kobylańskim
– domniemanym szmalcownikiem zaginionym jeszcze podczas wojny. (pisze
domniemanym bowiem tenże Janusz zarządzał budynkami pożydowskimi –
nie ma twardych dowodów ze przyczynił się do „zniknięcia” ich
mieszkańców. W efekcie nagonki człowiekowi niezwykle zasłużonemu dla
ratowania kultury Polskiej odebrano konsulat honorowy. Kobylański
próbował pozwać michnika o oszczerstwo – ale sąd odrzucił wniosek.

Stefan michnik – stalinowski „sędzia” którego sumienie (czy w
ogóle wie co to takiego?) obciąża kilkanaście mordów sądowych.
Posyłając ludzi na śmierć miał 22-24 lata. Przez cały okres pracy w
sądownictwie był jednocześnie agentem UB. Nigdy nie ukończył studiów
prawniczych. Uznany przez tzw. Komisję Mazura za osobnika łamiącego
nawet stalinowskie prawo(!). W 1968-mym wyjechał do Szwecji „uciekając
przed polskim antysemityzmem” uzyskał tam azyl. Szwecja odmówiła jego
ekstradycji uważając zbrodnie komunistyczne za przedawnione...

Pomówienie o współpracę z nazizmem powoduje utratę pełnionej przez
wiele lat zaszczytnej funkcji.
Wielokrotny udowodniony mord popełniony na najlepszych polskich patriotach
pozostaje kompletnie bezkarny.

Ta asymetria będzie trwać dopóki nie odbędą się publiczne procesy
komuchów – odpowiednik powojennych Procesów Norymberskich.

Asymetria

                Papieżem został znany konserwatysta, zdecydowany przeciwnik adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Dziennikarze oczywiście poczuli się w obowiązku natychmiast skopać Go i opluć. Pogrzebali w życiorysie i co znaleźli? Jeszcze jako biskup ostro sprzeciwiał się teologii wyzwolenia a jako kardynał podobno kilku „wyzwolicieli” zakapował juncie rządzącej wówczas Argentyną. Piszę podobno – bo dowodów na to nie ma żadnych. I po prawdzie nie musiał na nikogo donosić bo junta miała własny wywiad i słuchała kazań…

                Teologia wyzwolenia - księża-bandyci zdrajcy i heretycy wyznawcy marksa i lenina, znajdują legiony obrońców. Przeciwstawienie się lewicowym terrorystom, uzbrojonym w kałachy, mordercom kobiet i dzieci w oczach lewicowych mediów jest czym niewyobrażalnym. Wytresowane pospólstwo gotowe jest kąsać – czego dowody widać i w dyskusjach na polskich forach. Rzucona na papieża plota już zatacza coraz szersze kręgi.

                Asymetria… - to słowo nasuwa mi się ile razy stykam się z wykwitami medialnej propagandy. Najmniejsze posądzenie osoby publicznej o sympatie nazistowskie, faszystowskie, rasizm, nacjonalizm czy choćby naturalną dla większości ludzi ksenofobię potrafi zrujnować karierę. Naziści, neonaziści etc. Zostali całkowicie wykluczeni ze sfery publicznej, odebrano im wszelkie możliwości funkcjonowania w społeczeństwie demokratycznym. Jednocześnie bliźniaczy do nazizmu socjalizm postleninowski, choć co najmniej równie zbrodniczy cieszy się wszelkimi możliwymi swobodami ekspresji i ekspansji a jego przeciwnicy są natychmiast sekowani.

                Z punktu widzenia normalnego człowieka marksizm jest złem. Rewolucjoniści spod znaku sierpa i młota popełnili w Ameryce Łacińskiej niewyobrażalne zbrodnie. Gdyby kardynał faktycznie wystawił juncie na odstrzał księży którzy poparli czerwone ludobójstwo widziałbym w tym raczej zasługę a nie powód do hańby.

Gdy czerwony kogoś rabuje lub morduje jest to usprawiedliwiona okolicznościami walka klasowa. Gdy ktoś próbuje chćby napiętnować zbrodnicze działania lewaków z miejsca dostaje łatkę faszysty i jeśli ma pecha zostaje strącony w polityczny niebyt.    

Świat utracił niewinność... 

Ile to trwa

Tzn. Ile czasu zajmuje i jak wygląda "wyprodukowanie" książki - mój tekst z portalu weryfikatorium.

*

Zasadniczo wygląda to tak.

1) Piszemy książkę.

2) Wykonujemy redakcję autorską (tzn. czytamy i poprawiamy wszystko co sknociliśmy przy pisaniu...)

3) Wysyłamy.

4) Ktoś to czyta.

5) Dają znać że biorą i przekazują jakiemuś swojemu redaktorowi.

6) Redaktor redaguje czasem wypisując meile z zapytaniem "co pisarz miał na myśli w miejscach gdzie nie wynika to z tekstu"

7) Książka po redakcji wraca do autora celem drugiej redakcji autorskiej - przeglada się wszystkie uwagi redaktora i poprawia to co jest źle a tam gdzie redaktorowi się wydawało że jest źle tłumaczy się dlaczego jednak jest dobrze.

8) książka wraca do redaktora aby przejrzał uwagi autora. Czasem siada do tego jeszcze drugi redaktor by sprawdzić czy pierwszy czegoś nie przepuścił.

9) książka trafia do korekty gdzie wyłapywane są ostatnie błędy, braki przecinków etc.

10) po korekcie ksiązka może wrócić do autora celem ostatecznego zatwierdzenia

11) książka trafia do składu komputerowego.

12) ktoś sczytuje szczotkę - czyli wydruk próbny książki po składzie.

13) książka trafia na maszyny - czyli do druku.

14) gdzieś w międzyczasie ktoś robi ilustracje okładkę etc.

15) czasami ksiazka trafia jeszcze (wcześniej) do oceny merytorycznej gdzie sprawdza się czy autor nie skopał czegoś jeśli chodzi np o prawa fizyki.

16) drukarnia przesyła dzieło do dystrubucji a dystrybucja do księgarń.

17) kiedyś tam - znaczy po kilku miesiącach księgarnie przyznają się że jednak sprzedały i dopiero wtedy są z tego jakieś pieniądze.

Zasadniczo nad jedną ksiazką pracuje sztab ludzi:

1) autor

2) redakcja merytoryczna (nie zawsze)

3) redaktor

4) drugi redaktor (czasem)

5) korektor

6) składacz.

w kiepskich wydawnictwach nad ksiażką pracuje mniejsze grono - np tylko autor i składacz - ale brak redkacji i korekty jest potem widoczny i ludzie na forach się wyzłośliwiają...

Czas... Zasadniczo wymyślenie książki trwa kilka miesięcy. Jesli pisze się coś osadzonego w jakichś realiach należy posprawdzać szczegóły techniczne lub historyczne. Potem trzeba to wklepać w komuter, poprawić etc.

liczmy nie mniej niż 6 miesiecy jeśli ma sie to nadawać do czytania. jeśli pracuje się "na zakladkę" teoretycznie możliwe jest napisanie w ciągu roku 3-4 książek - ale do tego trzeba wprawy i potwornej samodyscypliny.

Człowieczeństwo i góry

W necie nie milkną echa tragedii na Broad Peak. Na forum onetu skupiającym wszelakie nastoletnie bydełko pojawiają się liczne wpisy budzące głębokie zdumienie. Ogromny odsetek użytkowników uważa mianowicie że „himalaizm to nie taternictwo” w związku z czym wolno porzucać uczestników wyprawy na pewną śmierć, wspinaczka na szczyt to wyścig szczurów odbywający się po trupach, a kto się decyduje na ten sport musi się z tym liczyć. Ci którzy zeszli żywi są w oczach masy gówniarstwa czyści jak łza.

                Smutne. Obok wpisów imbecyli jest trochę głosów rozsądku. Postawiono niewygodne pytania: dlaczego biorąc pod uwagę ekstremalność wyprawy nie przygotowano zawczasu grupy asekurującej zejście. Dlaczego nasza wyprawa nie miała w obozie ludzi gotowych podjąć natychmiastową akcję ratunkową? Dlaczego na przełęczy nie było przygotowanego awaryjnego schronienia na wypadek załamania pogody? Dlaczego doświadczony kierownik ekspedycji dopuścił do takich zaniedbań.

                Inną kwestią jest problem ciał. Standardem polskiego taternictwa od czasów J.Żuławskiego i gen. Zaruskiego jest zasada że koledzy wracają w dolinę – żyli lub nie. Tymczasem tylko wokół Mt.Everestu znajduje się około 200 ciał alpinistów. Pozostawiono je tam – w strefie śmierci.

Link dość przerażający:

http://sometimes-interesting.com/2011/06/29/over-200-dead-bodies-on-mount-everest/

                I znowu ktoś zadaje pytania – czemu kolejne ekspedycje nie zadbały by zwłoki poprzedników choćby nakryć kamieniami? Czemu nie dokonano ich identyfikacji nie ustawiono choćby tabliczek z nazwiskami? Smutne to pytania – drążące same podstawy naszego człowieczeństwa. Co gorsza wygląda na to że himalaiści w realizacji swojej pasji zapomnieli chyba o czymś bardzo ważnym…