BLOG

wedrowycz banner1

O flakach

Normalne kraje mają Elity. Gorsze kraje mają elyty. My mamy u władzy florę jelitową…

Taki sobie projekt

                Pamiętam głębokie zdumienie które przeżyłem w 1999-tym roku. Odwiedziłem z Ojcem Norwegię. Trasa naszej podróży zahaczyła oczywiście o Oslo. Jak Oslo to oczywiście muzeum statków Wikingów. A że bilety autobusowe sakramencko drogie a my w kieszeniach mieliśmy głównie płótno z półwyspu Bydgoy do miasta poszliśmy „z buta”. Po drodze nadłożyliśmy ciut drogi by trafić na park rzeźb Vingelanda.

                Miejsce to jest „fajne okrutnie” na powierzchni ok 3 hektarów ustawiono kilkadziesiąt rzeźb w granicie i brązie, oraz mostki, fontanny kute ogrodzenia i kolumnę na pagórku. Sam Gustaw Vingeland rzeźbił to wszystko malutkie, a jego uczniowie powielali w szlachetniejszych surowcach i w odpowiednim powiększeniu. Całe założenie ukończono w trzy lata. Polecam każdemu zainteresowanie tematem, a jeśli droga zawiedzie do Oslo – warto obejrzeć to na własne oczy.

                I tu naszła mnie refleksja. Park ten odwiedzają setki tysięcy turystów rocznie. Dzięki temu nazwisko mało znanego rzeźbiarza z „prowincjonalniej” Norwegii zasłynęło na cały świat. A my? Jak zwykle sto lat w tyle za murzynami…

                A gdyby tak urządzić gdzieś w Warszawie podobne założenie? Mamy jednego rzeźbiarza o światowej renomie i niezwykle bogatym różnorodnym dorobku – Stanisława Szukalskiego. Wiele jego rzeźb przepadło w czasie wojny, ale myślę że to nie jest wielki problem. Zachowały się zdjęcia rysunki i innego rodzaju dokumentacja. Można wykonać kopie. Mussolini upozowany na wilczycę kapitolińską. Jan Paweł II jako nagi kulturysta z cepem… Park rzeźb Szukalskiego z pewnością przyciągnąłby znacznie liczniejsze rzesze turystów niż park Vingelanda.

Dziś o pomnikach

Ponieważ przyśniło mi się że oglądam rzeźby St.Szukalskiego dziś będzie o pomnikach.

                Nie milkną burze wokół pomnika Czterech Śpiących – monumentu upamiętniającego polsko-radzieckie braterstwo broni a stojącego dawniej na placu koło dworca Warszawa-Wileńska. Hania-nasza-kochana prezydent Warszawy wyłożyła ciepłą rączką 2 miliony złotych na jego konserwację.

                Sprawa jest kontrowersyjna na bardzo wielu płaszczyznach. Po pierwsze bohaterscy sowieci stali na …ukradzionym postumencie. Cokół z czerwonego Trawertynu był bowiem przygotowany przed wojna pod pomnik ks. Ignacego Skorupki – bohaterskiego kapelana poległego w 1920-tym pod Ossowem. Po drugie – nie bardzo wiadomo kto go wyrzeźbił przez długie lata jako autorów podawano zespół: dwu rzeźbiarzy sowieckich miało zaprojektować całość a grupa polskich rzeźbiarzy – wykonać. Na pocz. lat 90-tych do autorstwa rzeźby przyznał się Stefan Momot – „nasz człowiek”, ukrywający się podczas wojny w Wojsławicach, partyzant z Uchań. Po trzecie pomnik miał być zburzony już w 1992-gim roku – wybroniono go wówczas… Ciekawy jest też materiał z którego odlano figury – brąz pozyskano bowiem z zapalników niemieckiej amunicji przywiezionych z Berlina.

                Obecnie pojawił się szereg inicjatyw co dalej z tym zrobić. Co do cokołu różne grupy postulują by oddać go „prawowitemu właścicielowi” – tzn. postument wróci na miejsce a na nim stanie pomnik ks. Skorupki. Są też tacy którzy chcieliby umieścić na nim bohaterską „Inkę” – Danutę Siedzikównę. Rzeźby sowietów trafiłyby w tym przypadku do muzeum komunizmu w Kozłówce.

                Doceniając tak walory artystyczne pomnika, jak i ofiarę życia różnych nieszczęsnych sołdatów poległych na naszej ziemi w walce z niemcami, uważam że dobrym rozwiązaniem pośrednim byłoby umieszczenie figur na cmentarzu-mauzoleum żołnierzy Armii Czerwonej przy ul. Żwirki i Wigury.

                Na zwolnionym cokole wedle pierwotnego projektu widziałbym bohaterskiego kapelana, a „Ince” pomnik też postawić trzeba – placów i skwerów w Warszawie na szczęście dostatek.

Doradzając USA

                Przede wszystkim amerykanie to DURNIE. Obecnie prowadzone wojny kosztują ich niewyobrażalne kwoty. Finansują to z rezerw, deficytów i co gorsza podatków. Gospodarka dostała już ostrej zadyszki rośnie bezrobocie – ale nikt w Pentagonie nie powie wprost że kraju na wojnę już nie stać. Że kosztuje ona za drogo.

                Ja bym na miejscu prezydenta USA powiedział wprost: mamy zbyteczny kontenerek - 20 milionów dolarów w używanych banknotach - i chętnie wręczymy go nieznajomemu przyjacielowi za dostarczenie osamy/fidela castro/kim-dong-któregośtam pod wskazany adres. Sorry - nie możemy dać zaliczki. Jasne - tysiąc "nieznanych przyjaciół" spoczęłoby w nieznanych mogiłach próbując - ale ten tysiąc pierwszy zadanie by wykonał. A jaka oszczędność kasy, organizacji i zapewne czasu

                Podobnie - zamiast wysyłać armię - co kosztuje krocie - wysyłać kontenery pieniądzorków. Za 1% tego co kosztuje wysłanie wojska znajdą się na miejscu chętni by wieszać władze na latarniach. Tylko trzeba dobrze wybrać komu kaskę przekazać - żeby nie było jak z osamą którego najpierw szkolili, wyposażali i opłacali a potem musieli rozpętać wojnę żeby to odkręcić.

*

                Zadłużenie to jest problem. ja na miejscu USA zrobiłbym tak: puściłbym maszyny drukarskie na 3 zmiany nadrukował dolarów ile wlezie, spłacił nimi od ręki wszystkie długi, wykupił wszystkie obligacje i zrobił z nich ognisko. Do tego zapisany w konstytucji zakaz zadłużania się państwa i jego agend. A od pierwszego kolejnego miesiąca do obiegu weszłyby nowe dolary. Oparte na historycznym parytecie 20 dolarów - uncja złota pr. 900. Oczywiście do obiegu przywracamy wszystkie złote monety wybite przed 1933 rokiem. Do tego bezwzględny zakaz druku banknotów. I pozamiatane. A jak komu się za granicą nie podoba obskoczy atomówą po łbie.

*

                Oczywiście w Polsce to się nie uda... Po pierwsze nasze rezerwy złota są za małe po drugie przechowujemy je w ...Anglii. Po trzecie nie wiadomo czy one tam jeszcze są, po czwarte nie wiadomo czy nie podmienili ich na bloczki wolframu zatopione w kruszcu… A o złocie to jeszcze napiszę. 

O nauce

Stan polskiej nauki jest fatalny z kilku powodów. Po pierwsze kadra. Powiem brutalnie: Spory odsetek moich wykładowców z archeologii powinien kopać rowy a nie stanowiska archeologiczne.

                Drugi powód to materiał ludzki - ergo studenci. Powinny być drakońskie egzaminy wstępne, także ze znajomości języków obcych. Jesteś za głupi - spaaaadaj. Przyjmiemy 10 najlepszych z rocznika. 50 osób na miejsce? Ok. a potem egzaminy co semestr. Z limitami - dalej przechodzi np. 8 którzy zdadzą najlepiej. Aż zostaną ci którym naprawdę zależy. I ci którzy popchną daną naukę do przodu. Brak znajomości języków obcych był dla mnie straszną bolączką na studiach a jednocześnie – mimo tak ewidentnych braków udało mi się je ukończyć.

               Powód trzeci to kasa – ale nim zajmiemy się dokładniej kiedy indziej.

*

                Co z tego że będziemy mieli jak ZSRR milion uczonych (mam tak albumik z 1979-tego gdzie się chwalą ze tylu mają "wuzowców"). Mieli. Cool. I nie byli to głupi ludzie. Tyko nie uczono ich języków a w bibliotekach brakowało zachodniej literatury naukowej. I nauka ZSRR dublowała ogromna masę rozwiązań zachodnich (albo kradła technologie jeśli szpiedzy się przyłożyli do roboty). Liczy się jakość a nie ilość. lepiej mieć 1000 prawdziwych uczonych niż pół miliona nieprawdziwych.

               I z drugiej strony - kształcenie studentów - nawet na tak skrajnie dziadowskim poziomie jak dziś kosztuje. Może zatem pieniądze te przekazać na badania, zakup literatury, sprzętu, etc. Wykształcić 20 uczonych zamiast 500, ale za to takich którzy będą potem pracować w zawodzie a nie na kasie w tesco. Powiedzcie mi proszę: Po cholerę nam np. 150 magistrów archeologii rocznie jeśli robota jest dla 1-2 czasem 3. Czy nie lepiej byłoby wyszkolić 3 archeologów i 147 dajmy na to szewców?

                Europa stawia na masowość edukacji. Dlaczego? Bo zainfekowała się bakcylem egalitaryzmu. Równość jest cool, powszechny dostęp do studiów jest cool - tylko że dziwnym trafem dzisiejsza magisterka znaczy mniej niż przed wojną matura. A tzw. brać studencka to coraz częściej kompletne bydło. Gdy ja studiowałem zaczynały się na uniwersytecie kradzieże - wcześniej absolutny ewenement...

                Przedwojenny maturzysta miał 18 lat a dzisiejszy magister 24. Żeby cokolwiek znaczyć w nauce i mieć szanse na pracę w większości zawodów trzeba mieć doktorat - zatem nauka do 30-tego roku życia…? Wtopiona państwowa kasa, zmarnowany czas wykładowców, zmarnowane lata życia ludzi którzy gdyby siedli na kasie mając 16 lat to w wieku 24 mogliby być już kierownikami zmiany w markecie. Kształćmy najlepszych a za 20 lat będziemy mieli prawdziwe elity.

*

                Do tego masa ludzi nie idzie do pracy tylko "studiuje" - żyjąc na garnuszku rodziców, biorąc stypendia etc. A przypomnę ze w Polsce nadal brakuje 3 miliony mieszkań. w "kaczystowskim" programie "rodzina na swoim" zbudowano tylko 150 tyś. Program "kaczorów" - uwłaszczenie działkowiczów i automatyczne odrolnienie wszystkich gruntów w obrębie granic administracyjnych miast - przepadł w Sejmie.

                Może zatem przeszkolić niedoszłych studentów w machaniu kielnią i posłać ich do roboty na budowy?

Wybite zęby Cejrowskiego

Rusza nowy program Wojciech Cejrowskiego – „Po mojemu” ma być poświęcony rodzinie i wychowaniu dzieci. Khm… z całym szacunkiem: Małżeństwo pana Wojciecha się rozleciało z hukiem, a dzieci własnych z tego co wiadomo nie posiada.

Pamiętam WC-kwadrans – program niezwykle błyskotliwy gdzie W.C. walił w komuchów aż wióry leciały, ale nie przekraczając subtelnej granicy dobrego smaku. Wydaje mi się że dostał od naszych mediów parę razy za dużo po głowie – programy które robi obecnie to marny cień tamtego. Wybili mu zęby i spiłowali pazury. Przegrał i został zmielony.  Próbuje się odgzyzać - ale to już nie to. Nie on jeden został tak zniszczony…Błyskotliwość zamieniła się w paskudny cynizm… Szkoda.

w nocy wymyślone

Bajka o szafie

Była sobie szafa gdańska która postanowiła zostać polskim szlachcicem.
-Mam do tego pełne prawo - mawiała. - Mieszczę więcej flasz wina niż on.

Żywioły

Kapitalizm jest jak ogień. Może być siłą twórczą albo destrukcyjną.

Socjalizm jest jak błoto. Wszystko brudzi, wszystko niszczy i można w nim utonąć… 

Tożsamość

Jak być Polakiem – czyli definicja tożsamości narodowej. Po mojemu powinno to wglądać mniej więcej tak:


1) Język - to oczywiste - trzeba język znać by się do danego narodu zapisać. Tymczasem to kuleje - widać to wszędzie - w necie, w prasie, w czasie konkursów literackich... Poprawna polszczyzna zanika. Mowa potoczna zaśmiecona jest masą anglicyzmów, wulgaryzmów, kolokwializmów. Panuje powszechnie przyzwolenie na byle jakość, bełkotliwość wypowiedzi i szerokie wprowadzanie slangu a nawet błatu przestępczego..


2) Znajomość podstaw kultury - tu leżymy i kwiczymy... Totalnie. Co wiemy na temat kultury Polskiej? Jakieś okruchy polonistyczne wbite nam do głowy w liceum. Z niezwykłego bogactwa polskiej literatury XIX wiecznej i międzywojennej kołaczą nam się pojedyncze nazwiska i pojedyncze tytuły. Dorobek pisarzy emigracyjnych to – poza jednym rodzynkiem Gombrowiczem - terra incognita. Ilu potrafimy wymienić wybitnych malarzy z XIX wieku? 3-4-5? Znajomość ich dorobku jest nader skromniuchna. Masa ludzi nawet nie słyszała o „Hołdzie Ruskim” J.Matejki. A co z dorobkiem kompozytorów? Która z dziewcząt zagra na pianinie "modlitwę dziewicy"?


 3) Poczucie wspólnoty narodowej. W latach międzywojennych konsolidacja międzyludzka była tak rozwinięta że polscy studenci z własnych składek i własnymi rękami budowali sobie akademiki. Działały dziesiątki mniejszy i większych spółdzielni rolniczych, rzemieślniczych, mieszkaniowych. Przynależność do stowarzyszeń była powszechna. Jeszcze za komuny w Polsce było ponad 2 miliony harcerzy i harcerek. Dziś pozostało ok 140 tyś – grubo mniej niż w II RP…


4) Nasza Ojczyzna i nasza Mała Ojczyzna. Ilu jest wśród nad regionalistów grzebiących w historii swojej okolicy? Czy wiemy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, co poprzednie pokolenia „miejscowych” często naszych krewnych i przodków zrobiły dla wioski, dla regionu, dla kraju? Jad dbamy o dorobek tych poprzednich pokoleń? O zabytki? Jak dbamy o upamiętnienie ofiary lokalnych bohaterów? Jak wyglądają ich groby? Pomniki? Patriotyzm ogólnopolski bez oparcia się na patriotyzmie lokalnym będzie frazesem.

5) Gorset Moralny. Prawdziwy Polak wie co to jest honor. Nie kradnie i nie żebrze. Pracuje na swoje potrzeby. Uczy się, zajmuje pracą samokształceniową, doskonali umiejętności zawodowe.



Dwa oblicza kapitalizmu

W kapitalizmie funkcjonują dwa modele działań. Twórczy i kanibalistyczny. Obydwa opierają się na konsumpcji. W tym pierwszym konsumuje się owoce rozwoju, w tym drugim następuje konsumpcja posiadanych zasobów.

W modelu twórczym pieniądze nakręcają rozwój. Ktoś coś wymyśla, tworzy ulepsza. Powstają nowe towary, nowe usługi, następuje przepływ wzajemnych korzyści. Zachodzi naturalna ewolucja: praca, akumulacja pierwotna, koncentracja kapitału i proces inwestycyjny. Z konkurentami trzeba się ścigać. Jest to jednak honorowa i pokojowa rywalizacja. Są pieniądze? To świetnie. Puszcza się je w ruch. Inwestuje w nowe projekty. Czasem ryzykuje wtopienie ich w projekty zupełnie szalone które otwierają nowe drogi rozwoju. Wypłaca premie robolom by kochali firmę. W rezultacie bogacą się wszyscy, w obiegu jest coraz więcej dóbr, podnosi się średni poziom a na jałowej teksańskiej prerii wyrastają nowe miasta… Bogacą się wszyscy - każdy na miarę swoich talentów.

Można tez odwrotnie. Oprzeć się nie na rozwoju ale na przejadaniu zasobów. W modelu kanibalistycznym rynek się zwija. Tort do podziału staje się coraz mniejszy – silniejsi gracze usiłują wyrwać dla siebie jak najwięcej. Konkurentów się likwiduje. Niszczy. Przejmuje rynki, monopolizuje gałęzi produkcji. Pojawia się recesja. Nowe towary mają poprawić pozycję firmy, pozwolić wyrzucić z rynku innych zawodników. Przejmuje się lub wykupuje cudze interesy by je zniszczyć i otwierać drogę swoim towarom. Wyzyskuje ludzi. Przepływ pieniądza zaś jest jednostronny – z rynku do kabzy najsilniejszych graczy. Z portfela ginących do kasy pancernej zwycięzców. Wzbogacić można się tylko czyimś kosztem.

Model twórczy to okres gdy rozwijają skrzydła najbardziej utalentowani. Czas kanibali promuje zupełnie inne jednostki…