BLOG

wedrowycz banner1

Dlaczego mi smutno.

                W 2005-tym byłem optymistą. Pisałem książki. Sprzedawały się nieźle. Rynek rósł. Praktycznie wszyscy moi znajomi mieli pracę. Zmieniłem mieszkanie na ciut większe. Rosły nakłady i zarobki. Myślałem że w kilka lat uda się odłożyć parę groszy i wspólnie z różnymi znajomymi rozkręcimy kilka przedsięwzięć niezbyt dochodowych, ale pożytecznych dla środowiska. Szkołę pisarzy, mini wytwórnię filmową, etc. Było już dobrze. Nie zachodziła potrzeba poprawiania państwa, należało tylko utrzymać kurs. Nie przeszkadzać ludziom.

                Przyszły wybory. Obiecano „cuda”. Obiecano przyspieszenie rozwoju. Obiecano ułatwienia dla przedsiębiorców. Obiecano obniżkę podatków – słynne 3 x 15% (15% pit, 15% cit, 15% vat). Motłoch uwierzył. Został parszywie okłamany. Ale uwierzył po raz drugi. Znowu poparł tych samych wielokrotnie skompromitowanych po-lityków. Zamiast przyspieszenia zdarto z ludzi i wywalono w błoto 96 miliardów złotych na igrzyska piłki kopanej. Kazdemu zagranicznemu kibolowi daliśmy prezent dopłacając do biletu ok 16 tyś zł. To się nazywa gest - zważywszy że ponoć 800 tyś polskich dzieci niedojada... 

                Od siedmiu lat patrzę za smutkiem jak wszystko zwija się i gaśnie. Jak rośnie zdzierstwo, jak mnożone są przepisy, jak rośnie buta i arogancja władzy. Jak co i rusz dowiaduję się że ktoś z moich znajomych stracił pracę, albo jest utratą pracy zagrożony. Widzę jak niewiele zdołałem zdziałać, jak niewiele projektów doprowadziłem do końca i jak niewiele zdołałem uciułać. Inwestycje odłożone ad acta... A kiedy niby mam je przerowadzić? Planowałem teraz. Już nie planuję... 

                Mam prawie 40 lat. Przede mną może 40 lat aktywnego życia. Może mniej. Jeszcze przez jakiś czas dam radę żyć i pracować na zwiększonych obrotach. Pisać w wariackim tempie. Potem z roku na rok sił będzie ubywało. Mijająca dekada miała ugruntować moją pozycję i zapewnić lepszy start w kolejne lata. To się nie udało. Jestem w punkcie wyjścia tam gdzie byłem w roku 2007. Sukces polega na tym że nie jest mi gorzej. Coraz cięższa harówka pozwoliła tylko nie stracić pozycji w peletonie wyścigu. Nie tak miało być. Raz jeszcze sproboję się odgryźć. A jak się nie uda? Ile razy jeszcze spróbuję poderwać się do lotu? 

Pęka bańka

                Wieści z Polski niewiele lepsze. Po pierwsze był na głównej stornie WP artykuł o planowanym przejęciu składek OFE przez ZUS. Na razie mówiono tylko o przejęciu składek bieżących. Komentarze internautów wieszczyły rychłą konfiskatę samych kont. Nie wczytałem się dokładnie – a tu „figiel”. Pewnie ktoś wykonał „telefon do przyjaciela” bo tekst wyparował.

         Gdy wprowadzano OFE reklamy czarowały nas widokiem rajskich plaży i plam. Na razie pod palmami mieszka tylko były minister rządu który nam to obiecywał, a z kasą u niego tak krucho że jego żona musi kraść futra.

                Po drugie na Onecie informacja o nowej inicjatywie ZUS – wymyślili sobie platformę informatyczną i usprawnienie całego systemu elektronicznej obsługi petentów za bagatela …18 miliardów złotych. A razie jednak wydadzą tylko 800 milionów na aktualizację obecnego oprogramowania… Jakiej wysokości będą legalne premie dla urzędasów i prezesów firm przyznawane za zawarcie kontraktów na 800 milionów? Ile przepłynie „pod stołem”?

                Jakby tego było mało pękła „bomba” – z tymi miliardami eurosów wynegocjowanymi przez tuska w Brukseli też nie do końca jest tak jak piszą gazety – niemiaszki coś tam właśnie ręcznie skorygowały i eurokasy dostaniemy znacznie mniej i pod ostrzejszymi warunkami.

                Tak czy inaczej widać gołym okiem że wszystko się sypie na potęgę. Zastanawiam się czy w tej sytuacji nie zlikwidować konta i nie odzyskać tych groszaków które mam na III filarze. Może lepiej kupić za to kilka carskich „świnek” zawinąć w szmatkę i zakopać?

Czerwony sztandar nad Cyprem

UE postanowiło ratować bankrutujący Cypr. Obiecało 10 miliardów euro ale pod pewnym zaskakującym warunkiem – władza ma nałożyć specjalny jednorazowy podatek na pieniądze …gromadzone na kontach bankowych!!! Do kwoty 100 tyś euro ma to być 6,5% powyżej 9,9%. Prawdopodobne wpływy wyniosą ok 5,6 miliarda euro. W dodatku próby wypłacenia pieniędzy za pomocą bankomatów nie powiodły się – kwoty już zablokowano.

                Przyznam że jestem w ciężkim szoku. Przed dwiema dekadami zaczęto łamać tabu tajemnicy bankowej. Potem zaczęto rąbać podatki od zysków z oszczędności (w Polsce tzw. Belkowe). Dziś na naszych oczach kraj należący teoretycznie do cywilizowanych, pod naciskiem eurokratów dla pokrycia własnych długów dokonał szaleńczego bezprecedensowego zamachu na własność prywatną swoich obywateli. Najbardziej poszkodowani będą oczywiście ludzie oszczędni i pracowici – ci którzy coś tam sobie uskładali…

                Przypominają mi się zarządzenia bolszewickie te które obszernie cytował Igor Bunicz w swojej pracy „Złoto dla partii” – konfiskata depozytów bankowych, obowiązkowe przeglądy zawartości skrytek, przymusowe wymiany pieniędzy, zakazy posiadania złota. Dziś to na Cyprze załopotały czerwone flagi. Śladem bolszewików po 20 latach poszli naziści sięgając po majątki najpierw Żydów, potem podbitych ludów, wreszcie po oszczędności własnych lojalnych obywateli. Nasz kraj też jest de facto bankrutem.

Iluzja edukacji

Żyjemy w warunkach iluzji edukacyjnej młody człowiek słyszy na każdym kroku mantrę:

Skończ liceum bo bez matury będziesz nikim

Tymczasem liceum wypluwa 19-to latków z bardzo ogólnikową wiedzą a za to bez znajomości jakiegokolwiek zawodu...

Maturzysta słyszy zatem radę: Skończ studia bo bez dyplomu będziesz nikim. 

Tymczasem absolwenci w trakcie studiów mieli zazwyczaj najwyżej kilka tygodni praktyk wakacyjnych a ich widza teoretyczna jest często przestażała o całe dekady... 

Czy należy się dziwić że potem słyszymy: weź tę robotę w biedronce magistrze bo bez 1200 netto miesięcznie dopiero poczujesz co to znaczy być nikim. 

A dobry szewc czy stolarz który ma roboty na pół roku naprzód nie może znaleźć uczniów bo zawodówki wypluwają często sam żużel...

Życiorysy asymetryczne

Jan Kobylański – w czasie wojny więzień Auschwitz, przeżył
marsz śmierci – „ewakuację” więźniów zdolnych do pracy.
Wyzwolony z obozu przez Amerykanów zdecydował się pozostać na zachodzie
– cała rodzina zginęła. Po kilku latach pobytu we Francji emigrował
dalej – do Ameryki Południowej. Przez wiele lat ciężkiej pracy
dorobił się kilku firm. Zebrane pieniądze przeznaczył na działalność
społeczną – m.in. wykupił poważnie zadłużone budynki kilku
organizacji polonijnych i reanimował życie kulturalne Polaków na
obczyźnie. Został honorowym konsulem polski w Urugwaju. Był tez
sponsorem radia Maryja. Wszedł w konflikt z obsadą kilku naszych ambasad
– oczekiwał że polscy dyplomaci wspierać będą działania Polonii.
wypowiedział wówczas opinię że skierowani do pracy w dyplomacji
osobnicy pochodzenia żydowskiego nie dbają należycie o polskie interesy.
W Kraju rozpętano histeryczną nagonkę zarzucając że posługuje się
fałszywą tożsamością i w rzeczywistości jest Januszem Kobylańskim
– domniemanym szmalcownikiem zaginionym jeszcze podczas wojny. (pisze
domniemanym bowiem tenże Janusz zarządzał budynkami pożydowskimi –
nie ma twardych dowodów ze przyczynił się do „zniknięcia” ich
mieszkańców. W efekcie nagonki człowiekowi niezwykle zasłużonemu dla
ratowania kultury Polskiej odebrano konsulat honorowy. Kobylański
próbował pozwać michnika o oszczerstwo – ale sąd odrzucił wniosek.

Stefan michnik – stalinowski „sędzia” którego sumienie (czy w
ogóle wie co to takiego?) obciąża kilkanaście mordów sądowych.
Posyłając ludzi na śmierć miał 22-24 lata. Przez cały okres pracy w
sądownictwie był jednocześnie agentem UB. Nigdy nie ukończył studiów
prawniczych. Uznany przez tzw. Komisję Mazura za osobnika łamiącego
nawet stalinowskie prawo(!). W 1968-mym wyjechał do Szwecji „uciekając
przed polskim antysemityzmem” uzyskał tam azyl. Szwecja odmówiła jego
ekstradycji uważając zbrodnie komunistyczne za przedawnione...

Pomówienie o współpracę z nazizmem powoduje utratę pełnionej przez
wiele lat zaszczytnej funkcji.
Wielokrotny udowodniony mord popełniony na najlepszych polskich patriotach
pozostaje kompletnie bezkarny.

Ta asymetria będzie trwać dopóki nie odbędą się publiczne procesy
komuchów – odpowiednik powojennych Procesów Norymberskich.

Asymetria

                Papieżem został znany konserwatysta, zdecydowany przeciwnik adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Dziennikarze oczywiście poczuli się w obowiązku natychmiast skopać Go i opluć. Pogrzebali w życiorysie i co znaleźli? Jeszcze jako biskup ostro sprzeciwiał się teologii wyzwolenia a jako kardynał podobno kilku „wyzwolicieli” zakapował juncie rządzącej wówczas Argentyną. Piszę podobno – bo dowodów na to nie ma żadnych. I po prawdzie nie musiał na nikogo donosić bo junta miała własny wywiad i słuchała kazań…

                Teologia wyzwolenia - księża-bandyci zdrajcy i heretycy wyznawcy marksa i lenina, znajdują legiony obrońców. Przeciwstawienie się lewicowym terrorystom, uzbrojonym w kałachy, mordercom kobiet i dzieci w oczach lewicowych mediów jest czym niewyobrażalnym. Wytresowane pospólstwo gotowe jest kąsać – czego dowody widać i w dyskusjach na polskich forach. Rzucona na papieża plota już zatacza coraz szersze kręgi.

                Asymetria… - to słowo nasuwa mi się ile razy stykam się z wykwitami medialnej propagandy. Najmniejsze posądzenie osoby publicznej o sympatie nazistowskie, faszystowskie, rasizm, nacjonalizm czy choćby naturalną dla większości ludzi ksenofobię potrafi zrujnować karierę. Naziści, neonaziści etc. Zostali całkowicie wykluczeni ze sfery publicznej, odebrano im wszelkie możliwości funkcjonowania w społeczeństwie demokratycznym. Jednocześnie bliźniaczy do nazizmu socjalizm postleninowski, choć co najmniej równie zbrodniczy cieszy się wszelkimi możliwymi swobodami ekspresji i ekspansji a jego przeciwnicy są natychmiast sekowani.

                Z punktu widzenia normalnego człowieka marksizm jest złem. Rewolucjoniści spod znaku sierpa i młota popełnili w Ameryce Łacińskiej niewyobrażalne zbrodnie. Gdyby kardynał faktycznie wystawił juncie na odstrzał księży którzy poparli czerwone ludobójstwo widziałbym w tym raczej zasługę a nie powód do hańby.

Gdy czerwony kogoś rabuje lub morduje jest to usprawiedliwiona okolicznościami walka klasowa. Gdy ktoś próbuje chćby napiętnować zbrodnicze działania lewaków z miejsca dostaje łatkę faszysty i jeśli ma pecha zostaje strącony w polityczny niebyt.    

Świat utracił niewinność... 

Ile to trwa

Tzn. Ile czasu zajmuje i jak wygląda "wyprodukowanie" książki - mój tekst z portalu weryfikatorium.

*

Zasadniczo wygląda to tak.

1) Piszemy książkę.

2) Wykonujemy redakcję autorską (tzn. czytamy i poprawiamy wszystko co sknociliśmy przy pisaniu...)

3) Wysyłamy.

4) Ktoś to czyta.

5) Dają znać że biorą i przekazują jakiemuś swojemu redaktorowi.

6) Redaktor redaguje czasem wypisując meile z zapytaniem "co pisarz miał na myśli w miejscach gdzie nie wynika to z tekstu"

7) Książka po redakcji wraca do autora celem drugiej redakcji autorskiej - przeglada się wszystkie uwagi redaktora i poprawia to co jest źle a tam gdzie redaktorowi się wydawało że jest źle tłumaczy się dlaczego jednak jest dobrze.

8) książka wraca do redaktora aby przejrzał uwagi autora. Czasem siada do tego jeszcze drugi redaktor by sprawdzić czy pierwszy czegoś nie przepuścił.

9) książka trafia do korekty gdzie wyłapywane są ostatnie błędy, braki przecinków etc.

10) po korekcie ksiązka może wrócić do autora celem ostatecznego zatwierdzenia

11) książka trafia do składu komputerowego.

12) ktoś sczytuje szczotkę - czyli wydruk próbny książki po składzie.

13) książka trafia na maszyny - czyli do druku.

14) gdzieś w międzyczasie ktoś robi ilustracje okładkę etc.

15) czasami ksiazka trafia jeszcze (wcześniej) do oceny merytorycznej gdzie sprawdza się czy autor nie skopał czegoś jeśli chodzi np o prawa fizyki.

16) drukarnia przesyła dzieło do dystrubucji a dystrybucja do księgarń.

17) kiedyś tam - znaczy po kilku miesiącach księgarnie przyznają się że jednak sprzedały i dopiero wtedy są z tego jakieś pieniądze.

Zasadniczo nad jedną ksiazką pracuje sztab ludzi:

1) autor

2) redakcja merytoryczna (nie zawsze)

3) redaktor

4) drugi redaktor (czasem)

5) korektor

6) składacz.

w kiepskich wydawnictwach nad ksiażką pracuje mniejsze grono - np tylko autor i składacz - ale brak redkacji i korekty jest potem widoczny i ludzie na forach się wyzłośliwiają...

Czas... Zasadniczo wymyślenie książki trwa kilka miesięcy. Jesli pisze się coś osadzonego w jakichś realiach należy posprawdzać szczegóły techniczne lub historyczne. Potem trzeba to wklepać w komuter, poprawić etc.

liczmy nie mniej niż 6 miesiecy jeśli ma sie to nadawać do czytania. jeśli pracuje się "na zakladkę" teoretycznie możliwe jest napisanie w ciągu roku 3-4 książek - ale do tego trzeba wprawy i potwornej samodyscypliny.

Człowieczeństwo i góry

W necie nie milkną echa tragedii na Broad Peak. Na forum onetu skupiającym wszelakie nastoletnie bydełko pojawiają się liczne wpisy budzące głębokie zdumienie. Ogromny odsetek użytkowników uważa mianowicie że „himalaizm to nie taternictwo” w związku z czym wolno porzucać uczestników wyprawy na pewną śmierć, wspinaczka na szczyt to wyścig szczurów odbywający się po trupach, a kto się decyduje na ten sport musi się z tym liczyć. Ci którzy zeszli żywi są w oczach masy gówniarstwa czyści jak łza.

                Smutne. Obok wpisów imbecyli jest trochę głosów rozsądku. Postawiono niewygodne pytania: dlaczego biorąc pod uwagę ekstremalność wyprawy nie przygotowano zawczasu grupy asekurującej zejście. Dlaczego nasza wyprawa nie miała w obozie ludzi gotowych podjąć natychmiastową akcję ratunkową? Dlaczego na przełęczy nie było przygotowanego awaryjnego schronienia na wypadek załamania pogody? Dlaczego doświadczony kierownik ekspedycji dopuścił do takich zaniedbań.

                Inną kwestią jest problem ciał. Standardem polskiego taternictwa od czasów J.Żuławskiego i gen. Zaruskiego jest zasada że koledzy wracają w dolinę – żyli lub nie. Tymczasem tylko wokół Mt.Everestu znajduje się około 200 ciał alpinistów. Pozostawiono je tam – w strefie śmierci.

Link dość przerażający:

http://sometimes-interesting.com/2011/06/29/over-200-dead-bodies-on-mount-everest/

                I znowu ktoś zadaje pytania – czemu kolejne ekspedycje nie zadbały by zwłoki poprzedników choćby nakryć kamieniami? Czemu nie dokonano ich identyfikacji nie ustawiono choćby tabliczek z nazwiskami? Smutne to pytania – drążące same podstawy naszego człowieczeństwa. Co gorsza wygląda na to że himalaiści w realizacji swojej pasji zapomnieli chyba o czymś bardzo ważnym…

Tekst z 2010-tego

ale nadal aktualny. Ukazał się na portalu weryfikatorium jako kontrapunkt dyskusji o tym że być pisarzem w Polsce to tragedia i trzeba zacząc od publikacji w USA

*

Ja to widzę tak: te wszystkie dyskusje o wydawaniu za granicą sprawdzają się do jednego:

                Siada sobie gostek lub koleżanka i zaczyna biadać pt. "jak mi potwornie źle że mieszkam w Polsce", "A jakbym się urodziła w USA to wtedy..." tak jak nasze aktoreczki co nie umieją zagrać, a chcą do hollywood.

               Mnie to wkurza bo najczęściej ci co najgłośniej skamlają mają zerowe sukcesy zawodowe. I wyjazd do USA w niczym by im nie pomógł.

                Całe to pieprzenie o USA to samo usprawiedliwianie się i nic więcej. Marudzicie zamiast pracować. a ja tracę czas by próbować Wami trochę potrząsnąć. Był tu wątek zatytułowany "parę groszy" czy jakoś tak. Dawałem radę jak zacząć zarabiać artykułami. Minęły ze dwa miesiące chyba albo i lepiej. Czy ktoś z wielbicieli amerykańskiego rynku wydawniczego może mi podesłać skan pierwszej zarobionej pisaniem stówki?

                Kupa Polaków pojechała pracować na zachodzie. Kto coś umiał w Polsce jakoś się tam zaczepił, porobił za połowę stawki tubylca i wraca z kasą. Większość nie umiała nic, porobiła byle co, albo nie znalazła żadnej roboty, i wraca marudząc że kapitalizm jest zły. Kupa pojechała do Anglii nie znając nawet angielskiego pomieszkała pod mostem i wraca na koszt konsulatu.

                Ludzie to jak z biznesem. Siedzi banda idiotów i marudzi że nie ma pieniędzy na początek. Ale jakby przypadkiem je dostali to by je rozpieprzyli. (vide mój kumpel co jak sie wreszcie dorwał to kasy to wtopił 40 tyś bo mu się wydawało że da sie na czymś zarobić a tu się okazało że jednak się nie da).

                Jeśli ktoś się do czegoś nadaje to pieniądze ma. Pracuje odkłada, inwestuje, pomnaża, w międzyczasie zdobywa doświadczenia które pozwalają zrobić krok do przodu. Czasem ma za mało by rozkręcić interes od razu - ale stopniowo w kilka lat dochodzi tam gdzie chciał, albo bierze kredyt i robi duży skok do przodu - bo wie jak coś zrobić i na ile może zaryzykować. Jak ktoś zaczyna od kredytu to zostanie z długami. Sorry. Życie.

               Na szczęście większość wiecznych malkontentów kredytu nie dostanie. Banki chroniąc swój interes przy okazji ratują różnych frajerów przed upadkiem...

                Maszynopisy to Wasz kapitał. Przy odrobinie szczęścia wymienicie je na pieniądze. Może kiedyś wymienicie je na dolary.

                Jak ktoś umie pisać to pisze i wydaje. Tu w Polsce. Sprawdza się. Uczy się nowych technik. Zdobywa doświadczenie. Zdobywa umiejętności. I z czasem jest gotów zrobić krok dalej. Albo tu albo gdzie indziej.

                Na naszym forum siedzi banda i skamle "jest nam źle bo nie mieszkamy w USA". Dobra. ja też nie mieszkam w USA. I...? Ok. W USA może zarobiłbym dziesięć-dwadzieścia razy więcej. Albo by przyszła wściekła feministka z karabinem i wywaliła mi dziurę w czole za łamanie zasad politycznej poprawności.

                Przyjmijmy że za pięć-dziesięć-piętnaście lat otworzy się możliwość wydawania w USA. Z moich 20-30-40 książek będę mógł wybrać 2-3-4 najlepsze i sprzedać im prawa. Przyjmijmy że na gwałt zechcą wydawać Polaków. Co wtedy zrobią? popatrzą co się w Polsce najlepiej sprzedaje. Jest szansa że moje książki będą na tyle wysoko w rankingach że zostaną zauważone.

                A wasze? Czy będą już w ogóle napisane?

               W przypadku wielu użytkowników tego forum będzie to wyglądało inaczej: jest szansa - w USA zaczęli publikować Polaków. Hurrra. To ja siadam i piszę... Eeee... Tak właściwie jak sie to robi? Ok. już po dwu latach mam napisaną powieść. Hurra. o jak to już moda minęła? I pojawi się kolejne samousprawiedliwienie: "to wszystko wina tych wrednych Pilipiuka-Sapkowsiego-Dardy to przez ich wypociny nie miałem szansy z moim dziełem..."

                Sądzicie że z amerykańcami będzie łatwo? Czy sami przyjdą (wątpię). czy do nich się pójdzie trzeba mieć argument. Jakikolwiek argument. 10 wydanych tytułów. Wysoki nakład. Tłumaczenie na języki krajów regionu. etc.

                Może być inna możliwość. Może szansa wydania w USA nie pojawi się nigdy. Co wtedy? Ja będę sobie wydawał książki w Polsce, Czechach, Rosji, może i Bułgarii. Będę z tego żył, kiedyś postawię dom, jak zechcę popływać jachtem to sobie kupię lub wyczarteruję.

                90% użytkowników tego forum będzie w tym czasie siedzieć na kasie w biedronce i pielęgnować w sobie poczucie straszliwej krzywdy spowodowane tym że nie zostali pisarzami bo nie mieszkają w USA. Potem będzie to już tylko poczucie krzywdy spowodowane tym że nie siedzą na kasie w USA. A potem zestarzeją się i umrą zostawiając wnukom teczkę z wydrukiem kawałka powieści której nigdy nie skończyli bo wredny świat nie pozwolił im rozwinąć skrzydeł...

               Miejsce zamieszkania niewiele zmienia. Tzn. jak się mieszka w Somalii to ma się przechlapane - ale pobudka - żyjemy w Polsce w najlepszym okresie historii naszego kraju. Żyjemy w świecie o którym 25 lat temu mogłem sobie pomarzyć. Rozumiecie? Rynek wydawniczy też mamy taki że 10 lat temu mogłem sobie o czymś podobnym pomarzyć.

               Gdzie tam... Nie rozumiecie. Większość z Was ma naście - dwadzieścia parę lat.

               Okres komuny to dla Was w najlepszym razie przedszkole. Nie wiecie jakie to uczucie nie mieć paszportu, i oglądać w Pewexie radiomagnetofon za 120 dolarów ze świadomością że taką Kwotę wasz Ojciec zarabia przez pół roku, albo zestaw klocków lego za 40 zielonych czyli dwa miesiące harówy z nadgodzinami i dyżurami. Jak potrzebujecie telefonu to go kupujecie w kiosku. bez czekania 20 lat i pisania podań do urzędasów. etc.

                Część z Was zaczęła czytać książki już po rewolucji którą zrobiła Fabryka Słów.

                Od dekady mamy normalny rynek. Ja korzystam, wy marzycie o USA.

               Janusz A. Zajdel czekał 3-4 lata od napisania książki do jej wydania. dziś czeka się 3 miesiące. Nienacki - za komuny autor topbestselerów multimilioner miał na koncie ze 3 miliony złotych czyli w walucie wolnego świata jakieś - bu ha ha ha ...sześć tysięcy dolarów. I był farciarzem, władza wiedziała że nie ucieknie, dawała mu paszport na kraje kapitalistyczne więc sobie parę razy jeździł do Francji i RFN.

                Dziś żyjemy w wolnym kraju. A jak nam się nie podoba mamy paszporty w szufladach. I możemy napisać co chcemy i wydać gdzie chcemy bez konieczności kiwania smutnych panów z ulicy Mysiej i bez czekania latami na przydział papieru. Możemy napisać wszystko, dostać za to prawdziwe pieniądze, kupić co chcemy i pojechać gdzie chcemy.

                A wy marudzicie jakbyście mieszkali w jakiejś Somalii.

                USA daje większe możliwości? ok. A Polska daje większe możliwości niż Somalia. Ale jak ktoś jest cienias to czy w Somalii, czy w Polsce czy w USA będzie podobnie wegetował. A jak ktoś jest dobry to sobie poradzi i tu i tam a czasem jednocześnie i tu i tam.

               W Holywood pełno jest ludzi którzy przyjechali zostać aktorami i im się nie udało. Mieszkają w kanałach i wynajmują się do sprzątania ulic by zarobić na bilet z powrotem do domu. A przecież żyją w USA - w tym USA które Wam się śni po nocach.

               Ktoś tu chciał promować polską prozę na zachodzie? pisałem już o tym: żeby móc rozmawiać z zachodem trzeba mieć argumenty. Pokazać czarno na białym że maszynopis który się przyniosło to bestseler w pięciu krajach Europy Środkowej. a lepiej przynieść pulę bestselerów dziesięciu top-autorów.

                Jak się idzie do polskiego wydawcy to trzeba pokazać że ma się 15 opowiadań wydanych w czasopismach. Tak jest wszędzie. W każdej robocie. Tak działa świat. Jak się idzie pracować w stolarni to pokazuje się dyplom ukończenia zawodówki stolarskiej, opinie rzemieślnika u którego odbyło się staż, zdjęcia z własnych realizacji etc. jak się chce zostać piratem w Somalii też trzeba pokazać ze umie się walić z kałacha.

                Niedocenieni geniusze? Nie ma niedocenionych geniuszy. Sorry. no dobra może są - 1% pechowców potwierdzających regułę. Ale - z całym szacunkiem - to raczej nie Wy. Czasem trzeba obejść 15 wydawnictw jak Rowling. Czasem mieszka się parę lat w przyczepie kempingowej jak St.King. Ale wysiłek się akumuluje.

                London, King czy Dick się nie załamywali odmowami tylko pisali nowe rzeczy. Gdy pojawiły się opcje na druk po postu składali opowiadania w zbiory i puszczali. A wy? Jeśli zapali się światełko ile zbiorów opowiadań złożycie z tego co macie w szufladach?

               Gdy przyszli do mnie z Fabryki Słów miałem 1200 stron maszynopisu gotowe.

               12 lat temu robiłem awanturę w Fenixie bo spóźniali się z wypłatą honorarium a ja akurat podarłem ostatnie spodnie i potrzebowałem dwie dychy żeby kupić nowe u chińczyka. I nie było wówczas żadnych szans wydania książki. Ale pisałem na zapas. I gdy pojawiła się szansa capnąłem ją jak rotweiler. Bo miałem zęby. Wy w większości tracicie czas na dywagacje o straconych szansach. A macie w ogóle zęby by w razie czego szansę chapnąć?

               Przestańcie zatem pieprzyć farmazony tylko weźcie się do roboty. Wtedy jest szansa ze za 10 lat wydacie coś i w USA. A na razie spróbujcie coś opublikować "w tym małym parszywym kraiku gdzie mieszkamy". I cieszcie się ze nie jesteście pisarzami w Somalii.

Wizja

Każdy ma swoją wizję tego kraju.

Moja jest prosta - trzeba stworzyć fajne miejsce gdzie każdemu Polakowi będzie w miarę dobrze. Bez nadmiernego faworyzowania mniejszości narodowych.

Gdzie o wartości człowieka będzie decydowało o kim jest i czy umie pracować. (w granicach rozsądku nie wymagajmy od inwalidów by zasuwali przy kopaniu rowów jak zdrowi)

Gdzie cwaniactwo i pasożytnictwo będą się spotykać a automatycznym ostracyzmem. (coby kolo wyłudzający rentę albo zasiłek nie był postrzegany przez krewnych i znajomych jak człowiek sukcesu tylko jak leszcz i śmierdziel)

z normalną walutą opartą np. na złocie bez sztucznego zaniżania i ustalania kursów (wedle tzw. koszyka euro powinno kosztować max. 2 zł tylko że wtedy dupnie cały nasz eksport)

Bez dopłat do eksportu i dotowania obcych firm z budżetu!

z normalną gospodarką wolną od ograniczeń i koncesjonowania (w 1989-ty 4 koncesje, dziś ponad 300 - w tym wiele nieznanych nigdzie indziej na świecie).

Z wolnością religijną w granicach rozsądku. (islam i te sprawy)
Z obecnością religii tradycyjnych dla regionu w przestrzeni publicznej.
Z konkretnymi karami za bluźnierstwa (zamiast "obrazy uczuć" - co nie znaczy nic).

Z oparciem prawa karnego i administracyjnego o systemy wartości wywodzące się z tych religii. (np. penalizacja kazirodztwa)(i żadnych elementów szariatu).

Gdzie ad definitione mieszkańcom tego kraju będzie lepiej albo co najmniej tak samo dobrze jak cudzoziemcom. Albo chociaż nie gorzej niż obcym...

(mam na myśli m.in. te wszystkie zwolnienia podatkowe dla "inwestorów" dzięki którym siec zagranicznych sklepów wykańcza szybko sklepiki tubylców...)

z wykluczaniem kłamców z przestrzeni publicznej (np. greenpeace i inne eko-naziole)

z wykluczeniem chamów i chamskiego języka z życia publicznego.

z procedurą śmierci cywilnej dla urzędasów-przekrętasów i dziennikarzy-łgarzy (np. sprawa Jedwabnego)("Wprost" właśnie odkrył niemieckie łuski karabinowe o których było wiadomo od 2002-giego).

I gdzie agresywne mniejszości dostaną po uszach po równo. (tzn. komuszki będą miały przechlapane na równi z naziolami)

bez fetyszyzacji demokracji - bo uważam że głos profesora przy urnie powinien liczyć się bardziej niż głos licealisty (choć jak patrzę na środę i resztę tych od gender studies to mam wątpliwości...) a głos rzemieślnika bardziej niż głos urzędasa.

i gdzie prawa głosu nie mają kryminaliści i bezrobotne cwaniaczki. (chodzi o to żeby o wydawaniu pieniędzy decydowali ci którzy je wypracowali)

bez cenzury i bez procesów karnych za użycie własnych definicji zjawisk ("luksemburgizm") Ale jednocześnie by żaden leszczyk nie ośmielił się zakładać strony chwalącej NKWD za Mord Katyński nawet jak jest synalkiem pani marszałek sejmu

i z sukcesywnym rugowanie wszelkich układów z przestrzeni publicznej. Jeśli ktoś ma dziadków ubeków to do stołka powinien konkurować na równych prawach z tym kto miał po drugiej stronie barykady. (oczywiście jeśli dziadków chwali lub chroni to nie ma mowy o żadnych stołkach).

z ochroną dzieci i młodzieży przed demoralizacją. (np homopropaganda skierowana do nieletnich, ale też przyjrzenie się rozmaitym treściom w programach edukacyjnych).

Z surowym prawem i konkretnymi karami dla oszustów i bandziorów.