BLOG

wedrowycz banner1

Bezkarność...

                Poplecznicy peło w Warszawie odtrąbili uroczyście „zwycięstwo”. Moim zdaniem prawdziwe zwycięstwo odnieśliby gdyby ich zwolennicy poszli na referendum i tam „skopali tyłki pisowcom”… nie mniej jednak dla tak skompromitowanej osoby jak HGW utrzymanie się na stołku to i tak ogromny sukces. Ciekawe czy straż miejska zabierze się teraz z pieśnią na ustach do odrabiania strat na polu zamandatowania warszawskich kierowców.

                Swoją drogą przed dwoma laty w bagażniku samochodu wysokiej rangi warszawskiego policjanta znaleziono znaczne ilości kart do głosowania z wyborów prezydenckich. Jakoś nie słyszałem by kogokolwiek poniósł za to konsekwencje… A bezkarność rozzuchwala… I ewentualnych fałszerzy i samą "hanię"...

Polecam

Ciekawy reportaż o rosyjskiej rodzinie starowierców która przeżyła 40 lat w Tajdze...

 

http://www.kresy.pl/publicystyka,reportaze?zobacz%2Frosyjska-rodzina-przez-40-lat-zyla-w-tajdze-odcieta-od-swiata

"Hania" zostaje...

                W Warszawie odbyło się referendum. "Gazeta wyborcza" w odczuciu wielu publicystów złamała ciszę przedwyborczą strasząc lemingi PiSem i nawołując do bojkotu. Ok 93% biorących udział było za odwołaniem „bufetowej” – jednak ok 2% głosów zabrakło by referendum uznać za ważne. Nie da się wykluczyć że do rana gdy wyniki zostaną zsumowane okaże się że liczby były trochę inne. Ale nie liczę na cud. Przecież znowu może się okazać że brakujące karty do głosowania znajdą się „przypadkiem” w bagażniku samochodu jakiegoś pana policjanta – Warszawa dwa lata temu widziała już podobny przypadek!

                Niestety wynik ten pokazuje że PiS żyje trochę w szklanej klatce swoich pobożnych życzeń. Mają bardzo zwarty i zmobilizowany elektorat, to pomaga – ale ten wynik oznacza że poparcie nie jest wysokie. Szacuję że zwolennikami PiS jest ok 20% populacji. PO traci poparcie – ale rozczarowani nie przechodzą pod sztandary „kaczyzmu”. Szkoda – zwłaszcza gdy pomyśli się pod czyimi sztandarami mogą się znaleźć… A do wyborów nie zostało wiele czasu. 

                Żyjemy w pięknych czasach. Dziś by wygrać z wrogiem, by wyeliminować i rozliczyć zdrajców, by pchnąć miasto lub kraj na lepsze tory, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej rodzinie nie trzeba brać karabinu do ręki. Wystarczy skreślić krzyżyk na kartce i wrzucić ją do urny.

                Czemuś biedny Polaku? BOŚ GŁUPI I LENIWY.

Narodowcom pod rozwagę

 W latach ubiegłych obchody rocznicy odzyskania niepodległości przebiegały pod znakiem starć z lewackimi bojówkami i policyjnych prowokacji. W tym roku będzie znacznie gorzej. Do Warszawy ściągną anarchiści z całej Europy (i spoza niej). Premier już zapowiedział że do interewencji poza policją przygotowuje się wojsko.

Przeciwdziałanie prowokacjom będzie wymagało przygotowania i przeszkolenia zawczasu grupy co najmniej kilkudzieisęciu osób. 

Bezpieczeństwo.

Wszystkie marsze i wiece powinny mieć potrójne zabezpieczenie. Po pierwsze powinni brać w nich udział wyraźnie oznaczeni „porządkowi” – ich zadaniem będzie odstraszanie zadymiarzy i prowokatorów. Po drugie w tłumie powinno być 2-3 razy więcej „tajniaków” – dopiero w razie zadymy wyjmujących identyfikatory i biorących się do pracy. Interweniujący powinni być wyposażeni w paralizatory elektryczne – użycie gazów łzawiących w tłumie jest niewskazane.

Wszyscy „nasi” muszą być obligatoryjnie wyposażeni w sprzęt do rejestracji obrazu – np. minikamerki ukryte w długopisach – koszt – kilkaset zł. Każda interwencja będzie dzięki temu filmowana z kilku ujęć. Filmy analizowane po imprezie pozwolą zidentyfikować prowokatorów. Prowokatorów i zadymiarzy należy bez żanady obezwładniać, kuć i legitymować – wolno to zrobić w ramach tzw „zatrzymania obywatelskiego”. Podobnie każdy świadek przestępstwa ma prawo dokonywać jego rejestracji.

Dodatkowym trzecim zabezpieczeniem powinni być „obserwatorzy” ulokowani na trasie pochodów w mieszkaniach zwolenników lub życzliwych mieszkańców których zadaniem będzie rejestracja przebiegu „z góry”. Przy użyciu lepszych kamer z dobrym zoomem. Rejestrowany obraz posłuży też do przygotowania materiałów do umieszczenia w necie.

Dodatkowy parasol ochronny powinni stanowić posłowie PiS – są chronieni immunitetem mogą natychmiast interweniować w przypadku prowokacji ze strony policji, wyłapywania nieletnich, zatrzymań małych grup zdążających na miejsca zbiórek, czy prób zablokowania trasy przemarszu.

Przydało by się trochę sympatyzujących z marszem policjantów po służbie, wojskowych i strażaków, możliwie wysokiej rangi, którzy w razie czego wyciągną legitymacje i zapytają konkretnie: imię nazwisko, numer służbowy i kto tu dowodzi.

Doświadczenie lat ubiegłych wskazuje że bardzo ciekawe rzeczy działy się opodal trasy przemarszu, gdzie np. policja udzielała ostatnich instrukcji ubranym po cywilnemu prowokatorom, oraz biła ludzi któzy oddalili się od grupy zorganizowanych.

Warto zatem umieścić obserwatorów także w promieniu kilkuset metrów od trasy. I najlepiej tak by nie rzucali się w oczy. 

Przekaz.

Media oczywiście staną na uszach by jak co roku przedstawić marsz niepodległości jako zjazd faszystów, a lewackie bojówki jako niewinne owieczki. Należy za wszelką cenę narzucić swoją narrację i pokazać prawdę. W tym celu przed marszem organizatorzy powinni mieć ugadanych co ważniejszych uczestników oraz dysponować kamerzystami którzy w odpowiedniej chwili podejdą i na gorąco zrobią krótki wywiad.

Na trasie przemarszu powinno być kilka umówionych lokali (mieszkania, zaprzyjaźnione sklepy) gdzie kamerzyści będą mogli szybko dostarczyć karty pamięci z nagranym materiałem – skąd przez internet trafi od razu do sieci. Wskazane jest zebranie w tych punktach ludzi władających językami obcymi i obeznanych ze sprzętem komputerowym. W miarę możliwości materiał trafiający do sieci powinien mieć angielskie podpisy. (a jeszcze lepiej podpisy w 4-5 wersjach językowych).

W ciągu kilku godzin po imprezie powinien być zgrany zmontowany i wyemitowany oficjalny materiał pokazujący przebieg imprezy ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich niepokojących incydentów i koniecznie z podpisami w obcych językach. Szczególnie ważne będzie pokazanie prowokacji policyjnych, działań lewicowych bojówek oraz bierności policji w przypadkach starć z lewakami.

Ważne by mateirał emitować na gorąco - nie bedzie to przekaz bezpośredni - ale w wielu przypadkach uda się wyprzedzić telewizję. 

Toną statki

                U wybrzeży Lampedusy zatonął statek którym nielegalni imigranci płynęli do Europy. Wyłowiono 339 ciał. W pobliży Sycylii kolejna tragedia – ok 40 ofiar. UE wzywa by wreszcie zacząć coś z tym problemem robić. Wymyślili po swojemu – statki przemycające ludzi będzie łapać straż przybrzeżna, nielegalni trafią do ośrodków deportacyjnych gdzie zbada się czy można ich deportować… (jeśli w ojczyźnie grozi im wojna domowa to nie można…)

                Lewicowych oszołomów pragnących przytulić do łona Europy każdego „uchodźcę” informuję: Nie mamy żadnych obowiązków moralnych by przyjmować imigrantów - muzułmanów. Jeśli w Czeczenii, Syrii lub Algierii trwa krwawa wojna domowa to niech uciekają do swojaków – niech ich biorą na garnuszek pobratymcy i bracia w wierze - bogaci szejkowie z Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej czy Omanu.

                Nasza chata z kraja – mamy w Europie gigantyczny kryzys. W dodatku mamy na utrzymaniu naszych meneli. A już przyjęci smagłolicy „goście” nie umieją się zachować. Podpalają samochody, mordują ludzi…Pora powiedzieć dość. 

O kredkach

                Kredki dostałem w paczce że Szwecji. Przypuszczam że było to zimą 1982/83. Wcześniej byłem przyzwyczajony do istnienia kredek świecowych i ołówkowych. Te były inne – przypominały ołówki monolityczne które można dziś kupić w sklepach dla plastyków – składały się wyłącznie ze sprasowanego grafitu… Nikt inny takich nie miał – ani je nigdy potem już takich nie widziałem Oszczędzałem je jak mogłem. Z czasem jednak połamały się a kilka gdzieś wcięło – albo zgubiłem – albo rąbnęli mi je inni uczniowie spragnieni niezwykłości…

                Wczoraj udało mi się przypadkiem kupić podobne. Wracam pamięcią do tamtych sprzed 30 lat – do poczucia obcowania z niezwykłością …

Norweski Dziennik

Ha! Jeszcze komuś się podobało...

 

http://silesiacafe.eu/index.php/wspolpraca/kultura/311-recenzja-trylogii-norweski-dziennik

Diabeł w garnku

Przeczytałem skład sosu grzybowego w torebce. Borowików 2% ekstraktu z pieczarek 2% łącznie grzybów i ich pochodnych – 4% Ponieważ jestem katolikiem a mój kościół krzywo patrzy na homeopatię – czy mam szansę pozwać producenta o prześladowanie religijne?

Ustali sąd

                W mediach trwa bezpardonowa nagonka na kościół prowadzona pod płaszczykiem zwalczania „pedofilii”. Patrząc na popisy dziennikarzy mimowolnie podziwiam – wiją się jak piskorze by napiętnować księży dobierających się do ministrantów a jednocześnie ani słowem nie wspomnieć o homoseksualnej orientacji sprawców…

                A na razie nie wyjaśniło się nic. Nuncjusz na dywaniku w Watykanie. Ksiądz G. wolny w Polsce. Dominikańczycy przybyli z wizytą roboczą do naszych prokuratorów dostarczyli dowody – zawartość twardego dysku z komputera parafii oraz zdobyte zdjęcia poprzebieranych i porozbieranych nastolatków w sypialni na plebanii. Zdaje się jednak na żadnym nie ma księdza proboszcza ani części ciała które można by mu przypisać… Konkretniejsze są zeznania polskich ofiar. Może na placówce był ostrożniejszy? A może to wszystko prowokacja. Ustali sąd.

                Podstawowy problem kościoła to nieumiejętność wyciągania wniosków. Od dekady trwa momotematyczna nagonka. KK nie tylko nie zdołał oczyścić swoich szeregów z ewidentnych zboczeńców (na szczęście ilość ich w zestawieniu z liczebnością kleru jest nikła) ale też nie prowadził procedur utrudniających prowokacje… (np. Ogólnodostępny komputer na plebanii, nie zabezpieczony najprostszym hasłem…) Nie potrafiono też wypracować metod wymuszających pokazanie skali problemu zgodnie z prawdą (np. w USA zaledwie cztery promile księży padło ofiarą oskarżeń, stanowią oni 1% skazanych za przestępstwa seksualne). Nie umiano też przejść do kontrataku.

Eksmisyjna zagadka

                Dziwna sprawa w Szczecinie. Chora umysłowo kobieta sprzedała rodzinne mieszkanie w którym żyła z mężem i dwiema córkami. Podobno wzięła za nie 200 tyś zł – ale pieniędzy nikt na oczy nie widział. Nowy właściciel przystąpił do eksmisji lokatorów. Nasuwają się uzasadnione pytania:

-Jakim cudem jedno z małżonków mogło sprzedać nieruchomość będącą wspólnym dorobkiem obojga.

-Dlaczego notariusz przeprowadził transakcję widząc że kobieta nie bardzo kontaktuje.

-Dlaczego zawarto umowę mimo że w zaświadczeniu o zameldowaniu (które należy przedstawić obligatoryjnie) były wpisane inne osoby.

-Jakim cudem nowy właściciel uzyskał nakaz eksmisji gdy ci ludzie są tam zameldowani?

-Jakim cudem uzyskał eksmisję osoby chorej.

-Gdzie się podziały pieniądze – i czy w ogóle nabywca wpłacił/wręczył jakieś pieniądze?

Cała ta sprawa niewyobrażalnie śmierdzi…