BLOG

wedrowycz banner1

O otwartości & tolerancji

Zasadniczo jestem za otwartością i tolerancją, problem w tym że zbyt często chcą na tym skorzystać ludzie wobec których nie należy być ani otwartym ani tolerancyjnym...

Kinematografia polonijna...

                Zastanawiam się dlaczego na emigracji nie powstawały polskie filmy fabularne. W krajach wolnego świata żyło kilka milionów Polaków i kilkanaście milionów osób polskiego pochodzenia. Funkcjonowali w innej rzeczywistości finansowej. Zakup kamery nie był tam jakimś specjalnym wyczynem. Zebranie kilkunastu – kilkudziesięciu tyś. dolarów datków – też nie.

                I można było kręcić – np. filmy o partyzantach z AK, albo pokazujące gehennę Polaków deportowanych do ZSRR – lasy wszędzie są podobne… Do tego filmy dokumentalne, choćby wywiady z ludźmi którzy wyrwali się z piekła sowieckich łagrów – przecież żyły tam tysiące naocznych świadków. Gotowe dzieła można byłoby przemycać do kraju na kasetach DVD.

Odsiecz ze Skierniewic

                Jedną z głównych bolączek schyłkowego okresu komuny tak 1981-87 był chroniczny brak owoców cytrusowych. (z owocami krajowymi bywało różnie – np. arbuzy były ale drogie jak piorun - uchodziły za przekąskę ekskluzywną). Nieco lepiej bywało przed świętami kiedy to pojawiały się w handlu homeopatyczne ilości pomarańczy i grejpfrutów. Część pomarańczy docierała do nas z bratniej Kuby – przypuszczam że mogły to być odmiany pastewne/przemysłowe bowiem charakteryzowały się zieloną, ściśle przylegającą skórką, oraz kwaśnym miąższem. W handlu trafiał się także „Dżem z dyni o smaku pomarańczowym”. W Warszawie mandarynki w zasadzie nie występowały. Banany – tylko w pewexach. Od połowy lat 80-tych pojawiły się nagle ananasy w kompocie – w słoikach. Z wycieczki do NRD przywiozłem wiosną 1986 kilo pomarańczy i chyba 2 kg. limonek (przekonany że to jakaś odmiana cytryn).

                W „Świecie Młodych” gazecie teoretycznie dla harcerzy (ukazywała się w poniedziałki środy i piątki) był kącik „Zielono nam” – z poradami uprawy kwiatków i giełdą wymienną egzotycznych nasion. Masa młodych ludzi podejmowała próby uzyskania egzotycznych owoców …drogą uprawy! Sadzono pestki z daktyli, pomarańczy czy grejpfrutów. Widziałem wyhodowane w ten sposób całkiem spore drzewka. Władza też o ludzi dbała. Otóż w kwiaciarniach pojawiły się sadzonki w doniczkach – pomysł prof.Pieniążka - cytryny skierniewickie. Były to faktycznie krzaczki cytryn do samodzielnej uprawy na parapecie. Nie mam pojęcia czy komukolwiek udało się uzyskać z tego owoce. Pod sam koniec komuny ofertę rozszerzono jeszcze o krzaczki kawy i herbaty. Herbaciany mieliśmy w domu – ale coś zmarniał…

hmmm...

                W Krakowie uchwalono zakaz palenia węglem i drewnem. Ne znalazłem informacji o vacatio legis – domniemuję jednak że będzie jakiś okres przejściowy - na wymianę pieców i instalacji… Widzę w tej decyzji kilka pozytywów – powietrze będzie czystsze, smog wystąpi rzadziej, mniej ludzi wykończy się na choroby płuc, nie będę musiał tak często myć okien…

                Z drugiej strony wyobrażam sobie niebagatelne koszta wymiany pieców na gazowe lub olejowe oraz jak z dnia na dzień skoczą ich ceny. Na złom pójdą instalacje i piece niekiedy prawie fabrycznie nowe – zainstalowane niedawno. Węgiel czy drewno miały też podstawową zaletę – opalanie nimi było ZNACZNIE TAŃSZE. A nie jesteśmy bogatym społeczeństwem. W ankiecie internetowej 65% było przeciw zakazowi.

Nekrokracja Polska...

                Chodzą po naszym kraju polityczne trupy. Osobniki totalnie skompromitowane. Większość nie jest świadoma swego stanu. Niestety są ciągle ludzie którzy oddają na nich głos. Ludzie którzy nie czują odoru rozkładu…Ludzie normalni czują. Ilekroć właczą telewizor czują lęk, obrzydzenie i straszliwą bezsilność...

                Premier nadal w żaden sposób nie skomentował zdjęć ze Smoleńska...

Milczenie owiec na patelni...

                Z myślą o gościach na niedzielnym obiedzie kupiłem mieloną jagnięcinę. Usmażyłem, skosztowałem… Mięso było świeże. Nie mogę mu nic zarzucić. Kłopot w charakterystycznym dla baraniny posmaku i sposobie w jaki tężeje wytopiony tłuszcz. Przypomniała mi się komuna. Pierogi z mięsem i tego typu garmażerka nagminnie faszerowane były baraniną.

                Jadło się to, podobnie jak jadło się koninę – bo człowiek rozpaczliwie chciał mięsa… Jednocześnie smak ten utrwalił mi się w mózgu jako smutny synonim nędzy tamtych czasów… Na szczęście było dość czasu by wyciągnąć i wrzucić do piekarnika coś innego.

Nowe fotki "naszego" premiera...

                Tygodnik „Do rzeczy” opublikował w necie całą serię zdjęć uhecowanego tuska z uhecowanym putinem, gawędzących sobie wesoło po katastrofie Smoleńskiej. (ewidentnie jest to kontynuacja zdjęcia z czasopisma „W sieci”, które miało być wedle lemingów „podłością” i „złośliwym fotomontażem”) Jak na razie ze strony premiera, jego kancelarii czy rzecznika rządu – wyniosłe milczenie. Główne portale internetowe też udają że sprawy nie ma. Zobaczymy co przyniesie jutro.

                Szczerze mówiąc liczyłem na jakieś oświadczenie, próbę tłumaczenia się, dymisję… Oczywiście jak zwykle liczyłem na zbyt wiele. Ci ludzie nie mają honoru nawet tyle co brudu za paznokciem… Mam nadzieję że – o ile nadchodzące lata Polska przetrwa jako suwerenny byt – że Polacy nauczą się wreszcie by nie oddawać władzy nad krajem w ręce cwaniaczków, aferzystów i przestępców. Może za rok o tej porze pan premier będzie już osądzony?

Komercha europoprawna..

                Wysypało w księgarni Thorgalami – aż dwa nowe zeszyty dwu różnych serii. Sentyment sprzed lat nieomal 30-tu sprawił że sobie nabyłem. No cóż – historia od dawna już straciła spójność i logikę, od dawna autorzy pokazali, że nie będą się trzymali absolutnie żadnych realiów geograficznych ani historycznych. Teraz dodatkowo odeszli od dawnych wartości, na rzecz postępowego eurolibertynizmu – pod nogami bohaterom plączą się nieślubne dzieci, a skoki w bok i lesbijskie przygody bohaterek, oraz ilustrujące je kadry barwy cielistej stają się nieodłączną częścią fabuły. Komercha… Brak już tylko tego by Thorgal okazał się gejem…

W dyby...

                Gazeta „wybiórcza” oświecała swoich czytelników że „Ukraina wymyka się unii europejskiej”. Coś mi się zdaje że eurokraci za bardzo przywykli do tego że politycy z naszej części kontynentu traktują ich słowa jak rozkazy obozowego kapo… Ukraina wierzgnęła domagając się po pierwsze poszanowania suwerenności swojego sądownictwa (czytaj kumpela jednego z euro-wysłanników ma swoje w pierdlu odsiedzieć zgodnie z wyrokiem), po drugie o czym mówi się mało – politycy z Kijowa głupi nie są i poprosili UE o refundację nieuniknionych strat gdy wkurzona Rosja zamknie granice celne. Tyle że UE uważa podbijany kraj za swoją nową kolonię i rynek zbytu, zatem nie chce wpuścić ukraińskich towarów na swój rynek…  

                W Krakowie ok. 200 ukraińskich studentów i pracowników demonstrowało pod hasłem Ukrainy w UE. Gdybym wiedział wcześniej pewnie też bym poszedł... Z dwojga złego chyba lepiej Ukraińcom będzie w europejskich dybach niż pod Rosyjskim knutem…

Imladris 2013

                W Krakowie dobiegł końca kolejny konwent – Imladris. Dowlokłem się tam dosłownie resztkami sił, ale potrójna kawa (raz jeszcze dziękuję organizatorom) postawiła mnie na nogi na tyle że i prelekcję wygłosiłem i na swoim spotkaniu autorskim nie zasnąłem. W sumie spędziłem na imprezie trzy godziny. Wyszedłem z naładowanymi bateriami. To jest mój świat…