BLOG

wedrowycz banner1

Doradzając USA

                Przede wszystkim amerykanie to DURNIE. Obecnie prowadzone wojny kosztują ich niewyobrażalne kwoty. Finansują to z rezerw, deficytów i co gorsza podatków. Gospodarka dostała już ostrej zadyszki rośnie bezrobocie – ale nikt w Pentagonie nie powie wprost że kraju na wojnę już nie stać. Że kosztuje ona za drogo.

                Ja bym na miejscu prezydenta USA powiedział wprost: mamy zbyteczny kontenerek - 20 milionów dolarów w używanych banknotach - i chętnie wręczymy go nieznajomemu przyjacielowi za dostarczenie osamy/fidela castro/kim-dong-któregośtam pod wskazany adres. Sorry - nie możemy dać zaliczki. Jasne - tysiąc "nieznanych przyjaciół" spoczęłoby w nieznanych mogiłach próbując - ale ten tysiąc pierwszy zadanie by wykonał. A jaka oszczędność kasy, organizacji i zapewne czasu

                Podobnie - zamiast wysyłać armię - co kosztuje krocie - wysyłać kontenery pieniądzorków. Za 1% tego co kosztuje wysłanie wojska znajdą się na miejscu chętni by wieszać władze na latarniach. Tylko trzeba dobrze wybrać komu kaskę przekazać - żeby nie było jak z osamą którego najpierw szkolili, wyposażali i opłacali a potem musieli rozpętać wojnę żeby to odkręcić.

*

                Zadłużenie to jest problem. ja na miejscu USA zrobiłbym tak: puściłbym maszyny drukarskie na 3 zmiany nadrukował dolarów ile wlezie, spłacił nimi od ręki wszystkie długi, wykupił wszystkie obligacje i zrobił z nich ognisko. Do tego zapisany w konstytucji zakaz zadłużania się państwa i jego agend. A od pierwszego kolejnego miesiąca do obiegu weszłyby nowe dolary. Oparte na historycznym parytecie 20 dolarów - uncja złota pr. 900. Oczywiście do obiegu przywracamy wszystkie złote monety wybite przed 1933 rokiem. Do tego bezwzględny zakaz druku banknotów. I pozamiatane. A jak komu się za granicą nie podoba obskoczy atomówą po łbie.

*

                Oczywiście w Polsce to się nie uda... Po pierwsze nasze rezerwy złota są za małe po drugie przechowujemy je w ...Anglii. Po trzecie nie wiadomo czy one tam jeszcze są, po czwarte nie wiadomo czy nie podmienili ich na bloczki wolframu zatopione w kruszcu… A o złocie to jeszcze napiszę. 

O nauce

Stan polskiej nauki jest fatalny z kilku powodów. Po pierwsze kadra. Powiem brutalnie: Spory odsetek moich wykładowców z archeologii powinien kopać rowy a nie stanowiska archeologiczne.

                Drugi powód to materiał ludzki - ergo studenci. Powinny być drakońskie egzaminy wstępne, także ze znajomości języków obcych. Jesteś za głupi - spaaaadaj. Przyjmiemy 10 najlepszych z rocznika. 50 osób na miejsce? Ok. a potem egzaminy co semestr. Z limitami - dalej przechodzi np. 8 którzy zdadzą najlepiej. Aż zostaną ci którym naprawdę zależy. I ci którzy popchną daną naukę do przodu. Brak znajomości języków obcych był dla mnie straszną bolączką na studiach a jednocześnie – mimo tak ewidentnych braków udało mi się je ukończyć.

               Powód trzeci to kasa – ale nim zajmiemy się dokładniej kiedy indziej.

*

                Co z tego że będziemy mieli jak ZSRR milion uczonych (mam tak albumik z 1979-tego gdzie się chwalą ze tylu mają "wuzowców"). Mieli. Cool. I nie byli to głupi ludzie. Tyko nie uczono ich języków a w bibliotekach brakowało zachodniej literatury naukowej. I nauka ZSRR dublowała ogromna masę rozwiązań zachodnich (albo kradła technologie jeśli szpiedzy się przyłożyli do roboty). Liczy się jakość a nie ilość. lepiej mieć 1000 prawdziwych uczonych niż pół miliona nieprawdziwych.

               I z drugiej strony - kształcenie studentów - nawet na tak skrajnie dziadowskim poziomie jak dziś kosztuje. Może zatem pieniądze te przekazać na badania, zakup literatury, sprzętu, etc. Wykształcić 20 uczonych zamiast 500, ale za to takich którzy będą potem pracować w zawodzie a nie na kasie w tesco. Powiedzcie mi proszę: Po cholerę nam np. 150 magistrów archeologii rocznie jeśli robota jest dla 1-2 czasem 3. Czy nie lepiej byłoby wyszkolić 3 archeologów i 147 dajmy na to szewców?

                Europa stawia na masowość edukacji. Dlaczego? Bo zainfekowała się bakcylem egalitaryzmu. Równość jest cool, powszechny dostęp do studiów jest cool - tylko że dziwnym trafem dzisiejsza magisterka znaczy mniej niż przed wojną matura. A tzw. brać studencka to coraz częściej kompletne bydło. Gdy ja studiowałem zaczynały się na uniwersytecie kradzieże - wcześniej absolutny ewenement...

                Przedwojenny maturzysta miał 18 lat a dzisiejszy magister 24. Żeby cokolwiek znaczyć w nauce i mieć szanse na pracę w większości zawodów trzeba mieć doktorat - zatem nauka do 30-tego roku życia…? Wtopiona państwowa kasa, zmarnowany czas wykładowców, zmarnowane lata życia ludzi którzy gdyby siedli na kasie mając 16 lat to w wieku 24 mogliby być już kierownikami zmiany w markecie. Kształćmy najlepszych a za 20 lat będziemy mieli prawdziwe elity.

*

                Do tego masa ludzi nie idzie do pracy tylko "studiuje" - żyjąc na garnuszku rodziców, biorąc stypendia etc. A przypomnę ze w Polsce nadal brakuje 3 miliony mieszkań. w "kaczystowskim" programie "rodzina na swoim" zbudowano tylko 150 tyś. Program "kaczorów" - uwłaszczenie działkowiczów i automatyczne odrolnienie wszystkich gruntów w obrębie granic administracyjnych miast - przepadł w Sejmie.

                Może zatem przeszkolić niedoszłych studentów w machaniu kielnią i posłać ich do roboty na budowy?

Wybite zęby Cejrowskiego

Rusza nowy program Wojciech Cejrowskiego – „Po mojemu” ma być poświęcony rodzinie i wychowaniu dzieci. Khm… z całym szacunkiem: Małżeństwo pana Wojciecha się rozleciało z hukiem, a dzieci własnych z tego co wiadomo nie posiada.

Pamiętam WC-kwadrans – program niezwykle błyskotliwy gdzie W.C. walił w komuchów aż wióry leciały, ale nie przekraczając subtelnej granicy dobrego smaku. Wydaje mi się że dostał od naszych mediów parę razy za dużo po głowie – programy które robi obecnie to marny cień tamtego. Wybili mu zęby i spiłowali pazury. Przegrał i został zmielony.  Próbuje się odgzyzać - ale to już nie to. Nie on jeden został tak zniszczony…Błyskotliwość zamieniła się w paskudny cynizm… Szkoda.

w nocy wymyślone

Bajka o szafie

Była sobie szafa gdańska która postanowiła zostać polskim szlachcicem.
-Mam do tego pełne prawo - mawiała. - Mieszczę więcej flasz wina niż on.

Żywioły

Kapitalizm jest jak ogień. Może być siłą twórczą albo destrukcyjną.

Socjalizm jest jak błoto. Wszystko brudzi, wszystko niszczy i można w nim utonąć… 

Tożsamość

Jak być Polakiem – czyli definicja tożsamości narodowej. Po mojemu powinno to wglądać mniej więcej tak:


1) Język - to oczywiste - trzeba język znać by się do danego narodu zapisać. Tymczasem to kuleje - widać to wszędzie - w necie, w prasie, w czasie konkursów literackich... Poprawna polszczyzna zanika. Mowa potoczna zaśmiecona jest masą anglicyzmów, wulgaryzmów, kolokwializmów. Panuje powszechnie przyzwolenie na byle jakość, bełkotliwość wypowiedzi i szerokie wprowadzanie slangu a nawet błatu przestępczego..


2) Znajomość podstaw kultury - tu leżymy i kwiczymy... Totalnie. Co wiemy na temat kultury Polskiej? Jakieś okruchy polonistyczne wbite nam do głowy w liceum. Z niezwykłego bogactwa polskiej literatury XIX wiecznej i międzywojennej kołaczą nam się pojedyncze nazwiska i pojedyncze tytuły. Dorobek pisarzy emigracyjnych to – poza jednym rodzynkiem Gombrowiczem - terra incognita. Ilu potrafimy wymienić wybitnych malarzy z XIX wieku? 3-4-5? Znajomość ich dorobku jest nader skromniuchna. Masa ludzi nawet nie słyszała o „Hołdzie Ruskim” J.Matejki. A co z dorobkiem kompozytorów? Która z dziewcząt zagra na pianinie "modlitwę dziewicy"?


 3) Poczucie wspólnoty narodowej. W latach międzywojennych konsolidacja międzyludzka była tak rozwinięta że polscy studenci z własnych składek i własnymi rękami budowali sobie akademiki. Działały dziesiątki mniejszy i większych spółdzielni rolniczych, rzemieślniczych, mieszkaniowych. Przynależność do stowarzyszeń była powszechna. Jeszcze za komuny w Polsce było ponad 2 miliony harcerzy i harcerek. Dziś pozostało ok 140 tyś – grubo mniej niż w II RP…


4) Nasza Ojczyzna i nasza Mała Ojczyzna. Ilu jest wśród nad regionalistów grzebiących w historii swojej okolicy? Czy wiemy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, co poprzednie pokolenia „miejscowych” często naszych krewnych i przodków zrobiły dla wioski, dla regionu, dla kraju? Jad dbamy o dorobek tych poprzednich pokoleń? O zabytki? Jak dbamy o upamiętnienie ofiary lokalnych bohaterów? Jak wyglądają ich groby? Pomniki? Patriotyzm ogólnopolski bez oparcia się na patriotyzmie lokalnym będzie frazesem.

5) Gorset Moralny. Prawdziwy Polak wie co to jest honor. Nie kradnie i nie żebrze. Pracuje na swoje potrzeby. Uczy się, zajmuje pracą samokształceniową, doskonali umiejętności zawodowe.



Dwa oblicza kapitalizmu

W kapitalizmie funkcjonują dwa modele działań. Twórczy i kanibalistyczny. Obydwa opierają się na konsumpcji. W tym pierwszym konsumuje się owoce rozwoju, w tym drugim następuje konsumpcja posiadanych zasobów.

W modelu twórczym pieniądze nakręcają rozwój. Ktoś coś wymyśla, tworzy ulepsza. Powstają nowe towary, nowe usługi, następuje przepływ wzajemnych korzyści. Zachodzi naturalna ewolucja: praca, akumulacja pierwotna, koncentracja kapitału i proces inwestycyjny. Z konkurentami trzeba się ścigać. Jest to jednak honorowa i pokojowa rywalizacja. Są pieniądze? To świetnie. Puszcza się je w ruch. Inwestuje w nowe projekty. Czasem ryzykuje wtopienie ich w projekty zupełnie szalone które otwierają nowe drogi rozwoju. Wypłaca premie robolom by kochali firmę. W rezultacie bogacą się wszyscy, w obiegu jest coraz więcej dóbr, podnosi się średni poziom a na jałowej teksańskiej prerii wyrastają nowe miasta… Bogacą się wszyscy - każdy na miarę swoich talentów.

Można tez odwrotnie. Oprzeć się nie na rozwoju ale na przejadaniu zasobów. W modelu kanibalistycznym rynek się zwija. Tort do podziału staje się coraz mniejszy – silniejsi gracze usiłują wyrwać dla siebie jak najwięcej. Konkurentów się likwiduje. Niszczy. Przejmuje rynki, monopolizuje gałęzi produkcji. Pojawia się recesja. Nowe towary mają poprawić pozycję firmy, pozwolić wyrzucić z rynku innych zawodników. Przejmuje się lub wykupuje cudze interesy by je zniszczyć i otwierać drogę swoim towarom. Wyzyskuje ludzi. Przepływ pieniądza zaś jest jednostronny – z rynku do kabzy najsilniejszych graczy. Z portfela ginących do kasy pancernej zwycięzców. Wzbogacić można się tylko czyimś kosztem.

Model twórczy to okres gdy rozwijają skrzydła najbardziej utalentowani. Czas kanibali promuje zupełnie inne jednostki…

Ruch patriotyczno-budowlny

Sytuacja obecna przypomina jako żywo wiek XIX. Wówczas 3% mieszkańców kraju – elita intelektualna i ziemiaństwo wzięło udział w powstaniu. Masy chłopskie nastawione wrogo do „pańskich fanaberii” wolały raczej powstańców wyłapywać i mordować lub wydawać w ręce carskich siepaczy. Po 50 latach ciężkiej pracy u podstaw rozbudzono w masach świadomość narodową do tego stopnia że powiodła się ciężka i wymagająca wielu ofiar wojna o niepodległość. Na masowy udział chłopów w rozbrajaniu niemców pracowały dwa pokolenia.

Fizyczne wymordowanie elit pokolenia dorastającego w II RP oraz 45 lat zadekretowanego internacjonalizmu cofnęły nas do punktu wyjścia. Znowu mamy 3% patriotów i znowu musimy od zera pracować nad resztą. Żyją bowiem obok nas ludzie którzy są Polakami bo od urodzenia mówią tym językiem, a są za głupi żeby nauczyć się języków obcych w stopniu umożliwiającym wynarodowienie. Co szczególnie smutne pozycja elit intelektualnych jest dziś o wiele gorsza niż w XIX wieku. Wówczas patrioci-inteligenci dysponowali majątkami ziemskimi, prowadzili interesy, lub jako cenieni fachowcy żyli wolni od poważniejszy trosk materialnych. Za cara lekarz, wiejski nauczyciel, urzędnik czy inżynier zatrudniali dziewczynę do dziecka, służącą, kucharkę – dysponowali też gotówkę którą mogli przeznaczyć na działalność bez drastycznych cięć w budżecie swojej rodziny. Oczywiście było ich też stać na 3-4-5 dzieci. Nie tylko mieli fundusze ale do walki poprowadzili po kilku synów.

Dziesiątki budynków towarzystwa gimnastycznego „Sokół” – pokazuje siłę ekonomiczną ówczesnych patriotów. Gdy zaszła potrzeba z miejsca znalazły się działki pod budowę, pieniądze na cegłę, stal i drewno. Często budowano w czynie społecznym zatrudniając mistrzów murarskich tylko do kierowania ochotnikami. Budowano w warunkach ścisłej kontroli i utrudnień ze strony wrogiego państwa zaborczego. W okresie międzywojennym nastąpił jakby drugi etap uchu budowlanego. Kraj szybko pokrył się siecią szkół – także budowanych ze składek. Szkoły wyposażono w biblioteki a środki na książki pozyskiwano drogą kwest na festynach ludowych…

Dziś kluby, stowarzyszenia i inne organizacje przeważnie nie dysponują żadnym majątkiem – korzystają z życzliwości instytucji państwowych i przedsiębiorców gotowych udostępnić lokal na zebranie. Dziś patrioci są biedni i postawienie budynku np. dla lokalnego klubu Gazety Polskiej czy zakup lokalu dla stowarzyszenia miłośników fantastyki znajdują się poza możliwościami finansowymi organizacji. Brak własnego lokalu utrudnia prowadzenie szkoleń, organizację odczytów, gromadzenie księgozbioru, tworzenie czytelni, składowanie materiałów i sprzętu, oraz temu podobną działalność. 

Gdyby zebrać setkę donatorów gotowych wyłożyć po 1000 zł miesięcznie w ciągu roku można by zebrać fundusze na zakup siedziby. Problem w tym że dziś inteligencja przeważnie z trudem wiąże koniec z końcem. Dla wielu ludzi nastawionych patriotycznie wygospodarowanie choćby 100 złotych miesięcznie stanowi już pewien problem. Do polskości garną się też młodzi ludzie – często pochodzący z rodzin biednych i też żyjących w warunkach ciągłego zagrożenia finansowego…

Może zatem trzeba zacząć od ekonomii?

Rasisci ze Stockholmu

Gazeta Wyborcza broni bohatersko demokracji i praw człowieka w każdym kraju poza Polską. Wczoraj argusowy wzrok michnikoidów spoczął na Szwecji. Doszło tam bowiem do przerażających wypadków będących w oczach redaktorów czystej wody nazizmem. Owoż szwedzcy policjanci zabrali się za wyłapywanie nielegalnych imigrantów. Wyłapują podejrzane osoby i legitymują. A typują do wylegitymowania na oko – kierując się kolorem skóry podejrzanych.

Cóż – to logiczne. Większość nielegalnych przybywa do Szwecji z Lewantu i Maghrebu oraz podobnych krain gdzie ludzie wprawdzie nadal zaliczają się do rasy białej aczkolwiek nieco mocniej łapią opaleniznę.

Pod artykułem piętnującym policjantów-rasistów masa komentarzy – co zdumiewające są to komentarze niezwykle jak na to forum trzeźwe. Jedne chwalą metodę typowania kontrolowanych. Inne sugerują że zabrano się za to 10 lat za późno. Wiele kwestionuje dogmat „islam religią pokoju”. 24 lata prania mózgów i wpajania nam miłości do „śniadych” nie przyniosło jakoś efektów. Nawet czytelnicy wybiórczej okazują się trzeźwymi ksenofobami.

Końska afera

Afera z dodawaniem koniny od naszych wędlin zatacza coraz szersze kręgi. W klopsikach z Ikei wykryto ślady końskiego DNA. Reakcją koncernu było wycofanie ich ze sprzedaży. Kompletnie tego nie rozumiem. JEŚLI W TYCH WYROBACH JEST DOMIESZKA KONINY TO DOBRZE. Konina to najzdrowsze i najbardziej wartościowe mięso na rynku. Każdy chłop to potwierdzi – krowa i świnia żrą wszystko co im się nawinie. Koń jest wybredny jak panienka – byle czego do pyska nie weźmie. Na całym świecie konina jest droższa niż wieprzowina czy wołowina i uchodzi za ceniony delikates.