BLOG

wedrowycz banner1

O wolności

Jak społeczeństwa tracą wolność? Nie przez okupanta uzbrojonego w karabiny. Nie przez jego siepaczy. Aparat terroru to rzadko kiedy jeden promil populacji. Da się ich pozabijać. Nawet jeśli nie da się wywalić systemu da się zabić tylu by wymusić zmianę polityki.

W Wojsławiciach po wojnie działali "Wyklęci". Mój dziadek też Im parokrotnie pomagał. W naszej okolicy nie było przymusowego zapisywania do pegieerów. Komuniści nie odważyli się. Wystarczyło wystrzelać po lasach trochę ludzi w skórzanych kurtkach. Sypać komuchom w gardła ziemię i zboże aż się udławili tym czego pożądali - polskim zbożem i polską ziemią.

Niestety tych którzy strzelali do okupantów było po prostu za mało. Ale może i to by wystarczyło gdyby pomogli im ci którzy nie umieli wziąć karabinów.

Wolność traci się przez ludzi którzy się boją i zarażają lękiem innych. Którzy chowają się ze strachu we własne buty na samą myśl że ktoś robi coś, co potencjalnie może nie spodobać się władzy. Którzy zawsze wybiegają przed szereg by podlizywać się świniom, katom, oprawcom, okupantom.

Którzy nie mają własnego zdania tylko elastycznie dostosowują się do władzy. I którzy alergicznie reagują na każdy przejaw swobodnej myśli w swoim otoczeniu...

w skrócie

                Z ostatnich dni – prezydent i premier wygłosili przemówienia z okazji rocznicy wybuchu II wojny światowej. Prezydent nie użył słowa „niemcy” ani razu, premierowi wymsknęło się raz. Oj dostanie po uszach od pani kanclerz.

*

                Były premier miller oświadczył że SLD nie zawrze koalicji z PiS „nad grobem posłanki blidy”. Biedny staruszek – ma atak alzheimera? Nie to zwykła ludzka wdzięczność. Była minister była tak umoczona w aferę węglową, że samobójczym strzałem uchroniła partię przed kolejną megakompromitacją…

*

                MEN wywalił z listy lektur „Trylogię” i „Pana Tadeusza”. No cóż – przyznaję – skoro te lektury były za trudne dla mnie to tym bardziej są za trudne dla naszych ministrów...

*

                Panowie policjanci w ramach walki z kibolami rozebrali dwu szesnastolatków do naga i kazali im robić przysiady. Rozumiem że mamy tolerancję i homoseksualistom wolno służyć w Policji – ale czekam co na to poseł Biedroń – przecież stanowczo przekonywał że normalnym gejom nie po drodze z pedofilami.

*

                Rozpoczął się rok szkolny – w szkołach poniewierają się ulotki drukowane przez MEN przekonujące że nauczyciele są gotowi do pracy z sześciolatkami, a polska szkoła jest bezpieczna (7 miejsce w rankingu). W dodatku podobno 90% rodziców jest zadowolonych z tego że dzieci idą wcześniej do szkoły. Osiągamy powoli stan z lat 80-tych. Już tylko kompletni idioci wierzą w rządową propagandę…

*

                Rząd PO zlikwidował w ciągu 6 lat 2500 szkół. (w gminie Wojsławice trzeba było zamknąć dwie w tym zbudowaną w 1936 roku w czynie społecznym piękną szkołę z tradycjami na Majdanie Ostrowskim ) Pracę straciło w skali kraju kilkadziesiąt tysięcy belfrów. Podobno to dla tego, że jest niż demograficzny. Gdy byłem mały szkoły były przeładowane - klasy liczyły po 30-35 dzieciaków. Już wtedy mówiło się że optymalna liczba to 15-18 uczniów. Dziś moglibyśmy to bez trudu osiągnąć... Pieniądze? Przecież jesteśmy bogatym krajem – bez mrugnięcia okiem wywaliliśmy w błoto 96 miliadów zł na igrzyska piłki kopanej.

*

                Biskupi wystosowali list w którym przypominają rodzicom o ich prawach do interwencji w sprawach programów nauczania. Z całym szacunkiem – uważam że biskupi powinni wykazać się większym realizmem i raczej wystosować okólnik do proboszczów o udostępnianie dawnych salek katechetycznych n tajne komplety z historii i języka Polskiego…

*

                Dożynam VI zbiorek opowiadań bezjakubowych. Trochę mi jeszcze zejdzie ale postaram się wrzucać komentarze już bardziej regularnie.

Ekowytresowana Ikea

                Kupiłem sobie w Ikei lampkę coby doświetlić kąt koło sofy. Niestety po zamontowaniu i wkręceniu żarówki 60 wat oprawka zaczęła się przypalać. Zbadałem ją i stwierdziłem że tak marnego jakościowo plastiku nie widziałem jeszcze w urządzeniu elektrycznym. Zbadałem instrukcję – ale nigdzie nie nadmieniono że w lampie należy stosować żarówki „zimne” – diodowe. Prawdopodobnie za zachodzie po eko-tresurze ze strony eko-nazistów jest to już tak „oczywiste” że nie warto nawet pisać…

O Afganistanie

W Afganistanie poległ nasz 41 żołnierz. Powiem tak – biorąc od uwagę że stale przebywa tam kontyngent ponad tysiąca naszych i że siedzą tam już z dziesięć lat – straty te są niskie. Świadczy to zapewne tak o dobrym wyszkoleniu, jak i o przynajmniej częściowym opanowaniu sytuacji w tym kraju.

Martwi mnie jednak fakt że po każdej informacji o śmierci któregoś z naszych żołnierzy internetowo gówinarstwo zaczyna ujadać jak w czasach mojej młodości pseudopacyfiści na żołdzie ZSRR. Jeśli my nie będziemy szanować naszych żołnierzy – kto poszanuje nas?

Zatem: Po co nasi tam pojechali?

Po pierwsze: wkopać talibom.

Zwisa mi przy tym i powiewa czy to talibowi rozwalili WTC. Talibowie to swołocz. Gdy rządzili Afganistanem zabraniali posyłać dziewczynki do szkoły, zmuszali 10-12 latki do zawierania małżeństw, zabraniali słuchać muzyki (elektryczność w ogóle była źle widziana), za pójście do fryzjera kobieta mogła zostać rozstrzelana na ulicy. Były szalone problemy z elementarną pomocą medyczną – bowiem lekarz mężczyzna nie miał prawa dotknąć kobiety, lekarki wykształcone przed wojną w większości wymordowano, a nowych nie było bo kobietom zakazano studiować. Do tego talibowie zniszczyli nieprawdopodobną liczbę „nieprawomyślnych” cennych dzieł sztuki – m.in. kolosalne posągi Buddy w Bamijan. Zatem nasi są tam po to by dziewczyny mogły chodzić do szkoły i do lekarza oraz żeby ukrócić niszczycielskie zapędy ortodoksyjnych muzułmanów.

Po drugie:

Nasi żołnierze zdobywają tam doświadczenie bojowe. Jeżdżą, strzelają. Są ostrzeliwani. Rozbrajają miny. Robią to wszystko co robi się na prawdziwej wojnie. Po powrocie do kraju mogą przekazać te umiejętności tym którzy się do misji zagranicznych nie załapali. W razie konfliktu z Rosją stanowią najcenniejszą kadrę – na nich spoczną najpoważniejsze zadania związane z obroną kraju. Problem tylko że postpeerelowskie trepy, zasiedzieli w kraju dekownicy, cholernie nie lubią „frontowców” i jak mogą utrudniają im życie po powrocie…

Po trzecie:

Walka „za wolność naszą i waszą” jest integralną częscią tradycji naszego oręża.

*

Co ciekawe internetowe trole ujadając pomijają starannie fakt że A.Kwaśniewski i L.Miller podejmując decyzję o wysłaniu kontyngentu naszych prawdopodobnie złamali prawo międzynarodowe i konstytucję RP.

Wiktor Zin

                Doczytałem na raty „Piękno utracone” profesora Wiktora Zina. Fajne – ale trochę niekonkretne. To eseje – ciekawe – ale oczekiwałem jakby czegoś innego. Pozostaje wrażenie zagubienia – jakby nie bardzo potrafił swoje genialne wystąpienia z cyklu „Piórkiem i Węglem” przelać na papier.

                Rozdział o żydowskim Hrubieszowie jako żywo przypomniał mi unsere sztelt - Wojsławice

Będę złośliwy

                Syn następcy tronu Anglii księcia Karola – Harry służył w Afganistanie. Dlaczego Donald tusk nie wysłała swojego syna na misję do tego kraju? Powody są dwa:

1) Nie latają tam linie olt-expres

2) Nie ma tam przedstawicielstwa Amber Gold

o wyzysku

Wyimek z dyskusji na forum farenheita

 

wyzysk jest decyzją pracownika.

Kalkulujesz czy ci się opłaca.
możesz pracować albo nie pracować.

jednemu się opłaca tyrać za taką stawkę innemu nie.
Jeśli stawka nikogo nie zadowala to potencjalny wyzyskiwacz musi ją podnieść.

Tyle teorii.
Oczywiście w praktyce trzeba uwzględnić:

a) sztucznie utrzymywane wysokie bezrobocie które zmusza ludzi do pracy za psie pieniądze.

b) bezrobocie strukturalne - jak w regionie jest niewiele roboty to trzeba łapać co tylko się da.

c) "łamistrajków" czyli idiotów którzy godzą się na dziadowskie stawki (i np odbijają sobie "straty" wynosząc z firmy wszystko co nie jest trwale przybite gwoździami...)

d) matołów którzy potulnie godzą się na wszystko bo nie mają jaj by uwiecznić polecenia szefa za pomocą kamerki wbudowanej w długopis albo zrobić kierownikowi "psikusa" i z kibla zadzwonić anonimowo do państwowej inspekcji pracy ;)

Co do punktu "c" - swego czasu zadzwoniła do mnie dziunia w niedzielę o 16-tej z jakąś reklamą. Wsiadłem na nią ostro. Wyrąbałem jej że zakłóca mi czas przeznaczony na odpoczynek z rodziną a godząc się na pracę o tej porze niszczy rynek pracy.

Podobnie jest zresztą z tym legendarnym molestowaniem seksualnym.

Po pierwsze zaczepiana dziewczyna powinna publicznie wytrzaskać zaczepiającego po gębie. Jakby dostał w ryj od trzeciej to by się zastanowił.

Po drugie zaczepiający powinien się liczyć z tym że gdy wyjdzie z roboty będą już na niego przed bramą czekali bracia kuzyni i przyjaciele zaczepionej.

Po trzecie zestaw "mały michnik" i odpowiednia sędzina feministka pragnąca odreagować własne urazy ;)

*

Życie jest proste. Tylko oduczyliśmy się używać wobec chamstwa nahajki...

 

To było tak: Scytowie wyruszyli na wyprawę wojenną. Zostawili swoje żony i niewolników. gdy wrócili przekonali się że niewolnicy uwiedli ich żony. Rzucili się na nich z mieczami ale niewolnicy też porwali miecze i stawili im czoła.

I wtedy stary scytyjski mędrzec powiedział: tak nie wygramy. Odłóżcie miecze i weźcie w dłonie baty. Gdy Scytowie walczyli z niewolnikami przy użyciu mieczy nie mogli dać im rady. Ale na widok batów niewolnicy się poddali.

Nasz problem polega na tym że traktujemy różne mendy jak równych sobie. I nie dajemy im rady. Weźmy do ręki baty.

o "wykluczonych" magistrach

Wyimek z dyskusji na forum farenheita

*

Kim są ci mityczni wykluczeni?

Czy chodzi Ci o pseudowykształconych absolwentów naszych pseudouniwersytetów którzy maja dyplom np. z politologii a nie umieją pomachać pędzlem na budowie? Bo przez 20 ostatnich lat naprodukowaliśmy gigantycznym kosztem ludzi którzy de facto nie umieją nic. Magistrów czegośtam których znajomość wyuczonego pseudofachu to 4 miesiące praktyk (mój przypadek) albo jeszcze mniej. Albo np. absolwentów dziennikarstwa którzy nigdy nie napisali artykułu. Przeważnie jedyną protezą intelektualną tych ludzi jest przeświadczenie o tym że mają wyższe wykształcenie - podczas gdy ich zasób wiedzy nie sięga poziomu przedwojennego maturzysty a inteligencja i erudycja sprowadzają się do bezrefleksyjnego powtarzania bełkotu z mediów.

Tacy spece od pedagogiki, socjologii, historii, archeologii, bibliotekoznastwa, w większości nadają się wyłącznie do siedzenia na kasie w biedronce i im prędzej to zrozumieją tym mniej się wykluczą. Problem w tym że niektórzy dostają etaty na uczelniach i blokują drogę naprawdę zdolnym jednostkom...

Jesli ktoś mając 18 lat nie posiada żadnego fachu - to po prostu sam pracuje na swoje wykluczenie.

A taka jest większość naszej młodzieży. Gardzą dziadkiem rolnikiem, ojcem murarzem, matką fryzjerką. Gardzą do tego stopnia że rwą się w górę - by zdyskontować osiągnięcia poprzedniego pokolenia. A uczelnie zaspokaja ich ambicje dając g... warte dyplomy. Rwanie w górę jest zasadniczo objawem zdrowym i pożytecznym - ale od tego są egzaminy wstępne by 90% maturzystów uświadomić że jednak się na uniwerek nie nadają.

Ludziska - nie czarujmy się - jesli ja jestem magistrem archeologii to każdy w tym kraju może zostać magistrem archeologii. Jeśli z takim poziomem wiedzy i umiejętności zawodowych mam dyplom - to ten dyplom jest niewiele wart. Moja praca magisterska to zestawienie wybranych danych z ok 400 artykułów o ukraińskiej archeologii napisanych na przestrzeni ok 50 lat. Przyczynkowość. Z naukowego punktu widzenia - BEZ WARTOŚCI. Inni pisali np. analizy zabytków (czytaj skorup) pozyskanych na danym stanowisku. De facto to nie badania naukowe tylko dokumentacja znalezisk - tego powinniśmy się uczyć na pierwszym roku. I takich prac jest większość. Nie tylko na archeologii. W jednej na sto jest jakieś ciekawe odkrycie - bo student wyciągnął wnioski. Reszta to pseudoanalizy tego co wcześniej napisano.

Wykluczeni z dyplomami niepotrzebnie uwierzyli że te dyplomy nadają się do czegoś poza podtarciem tyłków.

W naszym kraju istnieje też bezrobocie strukturalne - tzn. są regiony w których nic się nie produkuje, gdzie nie docierają turyści a gleby są liche. Owszem - tam jest 30% bezrobocia i mieszkający tam nawet jak ma dwa fakultety wyżej )*( nie podskoczy bo nawet jak stanie na rzęsach i zbuduje fabryczkę czegoś przydatnego (nie jakiś wielki przemysł - dajmy na to powidła w słoikach) to ludzie w okolicy nie mają kasy by kupować jego towar w ilościach pozwalających na rentowność firmy.

Tam nawet jak ktoś ma fach w ręku, jest budowlancem, cieślą, fryzjerem, umie prowadzić traktor etc. to przeżyje wyłącznie kosztem cieżkiej harówy. I de facto powinien poszukać roboty gdzie indziej. Gdzieś gdzie jego ręce i głowa będą wykorzystane pełniej. Bo są regiony gdzie o robotę znacznie łatwiej - ale tam z reguły wynajęcie mieszkania jest zbyt drogie by się to kalkulowało...

*

Analizując:

1) trzeba zapewnić ludziom możliwości zdobycia konkretnych zawodów. Jak nawet nie przydadzą się tu to dobry cieśla znajdzie robotę w Norwegii czy Anglii. Zerwać z debilnym pędem ku dyplomom, przesunąć maturę na 16-ty rok życia. Kto się nie nadaje do szkoły won i krzyżyk na drogę. Na studiach hobbystycznych - opłaty za naukę. Kto studiuje dla przyjemności na kierunku nie dającym nic - niech buli.

2) trzeba zwiększyć mobilność ludzi - pozwolić na tworzenie podmiejskich osiedli przyczep kempingowych jak w USA czy RFN. Tworzyć na bazie istniejącej infrastruktury kolejki dojazdowe - by robole mogli szybko dostać się do miejsca pracy. Niech ludzie migrują za pracą - a niektóre wioski można zaorać.

3) trzeba ograniczyć pasożytnictwo i cwaniactwo. Mamy horrendalne idiotyczne narzuty na pracę - składka ZUS sięga 900 zł miesięcznie a jednocześnie cokolwiek na zus odprowadza tylko 60% ludzi w wieku produkcyjnym!!!

Ergo: kapitalizm i do roboty. za 20 lat mamy drugi Singapur.

seks na kartki

wyimek dyskusji na froum farenheita

 

Jako dzieciak byłem oczywiście socjalistą - jak każdy. Cieszyłem się że mieszkam w bloku, że jest co jeść, (a konina nawet bez kartek) i że nie spadają na nas imperialistyczne bomby.

Potem dowiedziałem się że można żyć inaczej - pełniej. Że są książki których nie tłumaczy się na nasz język. Że w innych krajach wyjazd za granicę nie jest niczym nadzwyczajnym.

Stałem się zwolennikiem dobrobytu i na tym zastał mnie rok 1989-ty. Oczywiście byłem całkowicie pewien że wyrównanie poziomu życia nastąpi w ciągu kilku lat i byłem pewien że jest to zasranym obowiązkiem władzy. Do tego liczyłem na sute dotacje zachodu na podnoszenie tego poziomu ze szczególnym uwzględnieniem mojej skromnej osoby.

Około 17-tego roku życia a więc ok. 1991-go zrozumiałem że *beeep* i nikt mi nic nie poniesie, a nawet jakby ktoś z zachodu chciał coś tu podnosić to przysłaną dla mnie kasę władza i tak ukradnie.

Zacząłem zastanawiać się na problemem: jak przy zerowych umiejętnościach i zerowym kapitale początkowym podnieść sobie poziom życia do takiego jaki bym chciał mieć. Wymyśliłem by skupić się na pisaniu, by wrócić do pisania po półroczne przerwie totalnej (bo sobie definitywnie odpuściłem...) i jak widać wymyśliłem to dobrze.

Lewakiem może być człowiek któremu odebrano wiarę we własne siły. Który wierzy że nie podskoczy a jedyne na co może realnie liczyć to pomoc urzędasów. Nawet to rozumiem - bo znam siłę uwodzenia mutacji marksizmu. Kto by nie chciał by inni zdjęli z niego ciężar decydowania o własnym losie i do tego zapewnili pełną michę?

*

Popatrzcie na pratrockistowskie państwo inków. Masz wyznaczoną przez urzędników robotę. (od piątego do 80-tego roku życia). Czasem jak się bardzo obijasz dostaniesz kijem od nadzorcy. Chata, ubranie i żarcie - do zapewnia państwo. Ubranie raz na parę miesięcy, żarcie regularnie - z głodu nie zdechniesz. Chałupy stawia się w ramach obowiązkowych prac społecznych. Nie musisz nawet się męczyć z szukaniem dziewczyny - gdy skończysz 15 lat wezwą cię na plac, postawią rzędem chłopaków i dziewczyny i ekspresowo udzielą ślubu. Może jakaś fajna laska się trafi? A jak nie fajna - to i tak do łóżka i gotowania się nada...

(kulawe, garbate, z downem etc. zostawały kapłankami boga pioruna - świątynia gromadziła wszystko co odbiegało do normy...)

Ograniczenia? Niewielkie. Brak wolności osobistej i urlopów (to jak obecnie na etacie). Najładniejsze dziewczyny trafiają do haremów ważnych urzędasów spokrewnionych w władcą. Kapłani mogą ci dzieciaka zabrać w góry i złożyć w ofierze bogom. No i czasem jest wojna więc możesz trafić do woja i zwiedzić kawałek Andów i jest ryzyko że dostaniesz w łeb.

Kupa ludzi by na to poszła...

PRL przegrał bo zaniedbał sektor dostarczania nastolatkom seksu (choćby i na kartki).

Recenzja

Obejrzałem bardzo na raty pierwszą część „Alien versus Predator” – nie rozumiem jak można było tak zarżnąć pomysł, tak beznadziejnie zmarnować budżet i tak niepotrzebnie wypaprać tyle taśmy filmowej…