BLOG

wedrowycz banner1

Zagadka z minionej epoki

                Gryzie mnie pytanie: Dlaczego 13 grudnia 81 nie było „Teleranka”? Wiadomo ogłoszono stan wojenny. Generał kilka razy wygłaszał w tv swoje orędzie. Ale… Co im szkodziło? Przecież „Teleranek” trwał bodaj 30 minut (+film). Jakby zachodziła potrzeba można go było przerwać. Nie szedł na żywo – to nie była przecież epoka telewizji śniadaniowej. Nagrywali go wcześniej, zatwierdzali etc. Wojsko miało budynek pod kontrolą. Pilnowali pracowników. Wystarczyło wyjąć odpowiednią taśmę beta z półki i wsadzić do maszynki… Jakiś mundurowy mógł siedzieć z automatem przy monitorach i pilnować czy leci na pewno teleranek a nie dajmy na to „Piątek z Pankracym”.

Cytacik smakowity

„Nigdy nie dopuściłem do tego, aby szkoła przeszkadzała mi w kształceniu się.” Jack London

a ja niestety dopuściłęm...

ech

        Obejrzałem do końca "Casa Muda". Rozczarowanie pełne. Film stracił resztę sensu… Jeśli pozostałe dzieła kina urugwajskiego prezentują zbliżony poziom to nie wróży to dobrze…

a tu to dopiero chwalą!

http://efantastyka.pl/art_wampir-z-mo-andrzej-pilipiuk

Jeszcze o Karakorum

                Coś się gmatwa w kwestii tragedii na Broad Peak – z wczorajszej wypowiedzi kierownika wynika że była grupa asekuracji zejścia – stanowili ją …ci dwaj którzy zginęli. Tzn. Mieli czekać na zejście kumpli w umówionym miejscu - ale poniosła ich fantazja i zaatakowali szczyt. Tylże że za późno i nie zdążyli zejść na czas…

                Albo faktycznie tak było albo prokuratura dobiera mu się do tyłka…A na onecie znowu dyskutuje nastoletnie gówniarstwo o tym że w górach wolno porzucać kumpla na śmierć i że nie mają sensu żadne wyprawy ratunkowe bo i tak znajduje się tylko trupy. Pozostaje mieć tylko nadzieję że tacy jak oni nigdy nie wyjdą na szlak...

Długie ręce ubecji...

                Przy okazji „nocy teczek” wraca wspomnienie innej ohydnej sprawy. Ubecja na początku lat 90-tych była jeszcze przerażająco silna. Przypominam sobie sprawę ucieczki Moniki Kern i to jak wykorzystano naiwną nastolatkę by zniszczyć karierę polityczną jej ojca – powszechnie szanowanego, zasłużonego opozycjonisty, obrońcy w procesach politycznych, wicemarszałka sejmu, mecenasa Andrzeja Kerna.

Pamiętam też rolę jaką odegrali w tej akcji cynlge z "wybiórczej"

Smutna rocznica

                Nadeszła kolejna rocznica „nocy teczek” vel „nocnej zmiany” – bezprecedensowego zamachu na legalnie działający rząd… Obudziłem się rano nieświadomy tego że nocą coś się stało. W wybiórczej tego ranka był jakiś bełkotliwy artykuł o uniknięciu destabilizacji. W warunkach totalnej kontroli mediów, przy braku internetu, nastolatek taki jak ja wówczas nie wiedział nawet że ubecka agentura dokonała nocą zamachu stanu… Książki „Przerwana Premiera”, „Lewy czerwcowy” i film „Nocna Zmiana” pojawiły się zbyt późno a ich odziaływanie było zbyt słabe. To co najbardziej mnie zdumiewa to dwa fakty.

                Po pierwsze narada nad obaleniem rządu była zupełnie otwarcie filmowana. Ci ludzie nie wstydzili się tego co robią. Nie zadbali nawet by nagranie nie wyciekło.

                Po drugie – w każdym normalnym kraju każdy z polityków zamieszanych w taką akcję były dożywotnio skończony. U nas jeden z siedzących przy tamtym stole jest obecnie premierem.

Podzwonne dla Beginaży

                Parę miesięcy temu zmarła ostatnia na świecie beginka. Tym samym na naszych oczach umarła tradycja licząca sobie 700 lat. Osobom niezorientowanym wyjaśniam że ruch beginek było to żeńskie stowarzyszenie skupiające kobiety samotne i wdowy – przeważnie starsze wiekiem. Beginki zamieszkiwały razem, składały śluby czystości ubóstwa i posłuszeństwa, nosiły też specjalne stroje – nie były jednak siostrami zakonnymi. Mogły opuścić zgromadzenie czy np. ponownie wyjść za mąż. Zajmowały się modlitwą ale też pomagały w różnych dziełach miłosierdzia, opiekowały się ubogimi, tkały i haftowały czym zarabiały na swoje utrzymanie i kontynuowanie misji. Reguła panująca w beginażach była znacznie luźniejsza niż zakonna.

                Tak na logikę w dzisiejszych czasach ruch beginek powinien przeżywać rozkwit. Starszych pań owdowiałych lub samotnych, a przy tym pobożnych niekiedy do przesady mamy nieprzeliczone mrowie. Nie wszystkie słuchaczki Radia Maryja mają ochotę od razu wstępować o klasztorów – luźniejsza reguła zgromadzeń, z jednoczesnym zapewnieniem opieki duszpasterskiej wielu by odpowiadała. Beginaże funkcjonowały na zasadach podobnych co dziś wspólnoty mieszkaniowe. Wspólne zamieszkanie –– zapewniłoby znacznie niższe koszta utrzymania, co przy żałośnie niskich emeryturach nie jest bez znaczenia… Działalność charytatywna też pozwoliłaby zabić nudę emeryckiego życia – i to z większym pożytkiem niż robi to telewizor…

I nawet tu chwalą...

http://fantasybook.idl.pl/modules.php?name=Reviews&rop=showcontent&id=710

Tu też chwalą...

http://trojmiasto.miastokultury.pl/22,2062,275,,trojmiasto-gdansk-wampir-w-prl-u-wampir-z-mo-andrzeja-pilipiuka.html