BLOG

wedrowycz banner1

Wampir z MO - recenzja

Wampir z MO

Zbiorem opowiadań „Wampir z MO” Andrzej Pilipiuk wraca na hawirę warszawskiej nekroferajny. Tytuł sugerowałby, że nasze swojskie wampiry poszły na współpracę z władzą tzw. ludową, ale nie: nawet zagorzały komunista Igor aż tak nisko nie upadł. Tylko biedny ślusarz Marek padł ofiarą prowokacji. Autor ze swoistym, charakterystycznym dla swojej twórczości, ale też gorzko-ironicznym poczuciem humoru przypomina (młodszym czytelnikom: przedstawia) warunki życia w PRL. Polecam wszystkim miłośnikom pamiątek minionego (?) okresu do kolekcji: metody działania UB, sposoby przeprowadzania prowokacji z udziałem ZOMO, nieliczenie się ze zwykłym człowiekiem, pranie mózgu pokrętną dialektyką, nieustające braki w zaopatrzeniu… Rzecz jasna, tamte czasy przefiltrowane zostały przez konwencję fantastyki bliskiego zasięgu na wesoło, ale opisy dreszcz budzą. W takim świecie przedstawionym egzystują sobie (bo nie żyją…) spokojne, nikomu nie wadzące byty bionekrotyczne: arystokracja wśród umarlaków – wampiry (choć różnej kategorii, wieku i pochodzenia społecznego), zombiaki i – na doczepkę – wilkołak, choć ten akurat z grobu nie powstał. Znani z tomu „Wampir z M3” bohaterowie i w tym zbiorze muszą poradzić sobie z problemami, ogólnie rzecz biorąc, banalnymi, ale w tamtych nieodległych czasach prawie nierozwiązywalnymi. No bo jak przygotować uroczyste przyjęcie na cześć francuskiej wampirzej hrabiny, dysponując niedużym mieszkankiem o standardzie socjalistycznym i prawie żadną gotówką? Spiętrzenie absurdalnych problemów i – uwaga: modne słowo – kreatywnych sposobów ich rozwiązania to gotowy przepis na imprezę „zastaw się a postaw się” w czasach kryzysu. Obyśmy nie musieli traktować tej książki jako poradnika…

„Sąsiedzi” to z kolei sposób na niechcianych nowych lokatorów, konfidentów lub pracowników UB, zajmujących lokal po wysiedlonej starszej pani. W piersiach praskich wampirów biją… no dobrze, tkwią miękkie serca, więc pomagają miłej sąsiadce. A czerwoną zarazę traktują jak zarazę właśnie: trzeba zlikwidować ognisko zapalne, zwłaszcza gorejące we własnym domu. A propos: znany nam już Radek, brat nastoletniej wampirki Małgosi, uroczego pustaka, kapuś na usługach tajnego wydziału UB, awansował do roli samodzielnego bohatera, wykonującego niezwykle ważne misje. Starcie z siostrą – niewykluczone…

Pilipiuk już wcześniej dał się poznać jako postmodernistyczny kucharz przygotowujący smakowite dania z elementów kultury masowej. Dla miłośników Lovecrafta ponownie smaczek – „Wyprawa” ślusarza Marka do od lat nieodwiedzanej części fabryki, która uzyskała autonomię i swoiste formy bytu. A wejścia strzeże Kot Karola Wójcika. Pamiętamy z poprzedniego tomu wzmiankę o niezwykłych anomaliach w opuszczonych halach fabrycznych – teraz dowiemy się, jakie przedwieczne zło tam się czai. A do czego możemy wykorzystać czarnowłosą dziewczynkę z „Kręgu”, dowiemy się z opowiadania „Sąsiedzi”. Może młode czytelniczki zachęcę wzmianką, że w jednym z opowiadań pojawiają się Cullenowie? Konkretnie – jeden z nich przybywa do Polski, by odwiedzić nasze wampiry. A co z tego wyniknie – przeczytajcie sami.

Agnieszka Dumańska

Płaczę

Płaczę nad Szwecją. Budzi się we mnie złość i żal… Burdy z imigrantami nadal trwają. W dodatku politycy zamiast brać się do roboty i gnać nierobów batem, bredzą o tolerancji i walczą z islamofobią. Media podały że już ¼ mieszkańców Malmo to muzułmanie. Tam też zamieszki. Żal mi ślicznego Malmo, pełnego uroczych kamieniczek tonących w różach i krętych uliczek, które przedreptałem z Ojcem w 1999 roku… Żal mi Szwedów – pamiętam paczki żywnościowe które dostaliśmy od nich w kryzysowym roku 1982 - gim. Pamiętam piękne niebieskie buty z żółtymi sznurówkami którym nie straszne były zimy epoki Wojciecha Ślepaka…

O tym by nie fikać "kościółkowym"...

...ale jak już się fika to trza być twardym do końca!

fragment książki Jana Krystyjańczuka "Przeklęci dziedzice" - będącej pierwszym - mocno amatorskim - opracowaniem dziejów Wojsławic. 

*

Pan dziedzic Henryk Trzeciewski wybudował dom duży, w którym umieścił szpital i przytułek dla ubogich starców i kalek. Na utrzymanie szpitala i przytułku dał pas gruntu z łąkami i lasami — szerokości od miasta druga miedza, blisko kaplicy, która stoi wprost pałacu.

Fundator oddał to wszystko pod zarząd kościoła. Traf jednak zrządził, że dom ten, zwany szpitalem, w czasie pożaru spalił się doszczętnie, bo był drewniany. Zarząd kościelny i zarząd szpitalny z funduszów kościelnych i ze składek parafialnych zbudowali dom nowy murowany, dużo większy. Były tam duże sale na szpital i ochronkę i mieszkania dla zarządu szpitalnego.

Hrabia Alojzy zabrał cały ten dom na swoją własność. Od strony miasta założył karczmę, od strony kościoła — warsztaty swoje dworskie; rymarskie, stolarski i stelmarski, a od strony gościńca sprzedał na sklepy żydom! Nie uważał na testament ś, p. kasztelanowej słońskiej, hrabiny Potockiej, złożony w archiwach dworskich, a tylko żydów do Wojsiawic wpuścił!

A te staruszki, ubóstwa i kaleki porozwoził po innych szpitalach. Nie uważał na płacze i lamenty.
A w niedługim czasie zabrał własność kościelną — kawałek łąki. wszystkie budynki fabryki sukiennej, w której pracowało kilkaset ludzi.

Proboszcz Szczepański z parafianami pozwali pana hrabiego przed sąd. Ostatnia sprawa odbyła się w Krasnymstawie. Parafianie przegrali, a jeszcze sąd przysądził do tego 500 złotych polskich kosztów, które parafianie musieli zapłacić.

Wtedy ksiądz Szczepański przepowiedział, że za to, że majątek ten którego kościołowi nie odbierał ten, co dał, ani ojciec jego, hrabiego Alojzego Bóg osądzi.

W którąś uroczystość weszedł na ambonę i nakazał w całej parafii, trzydniowy post od którego wolni byli tylko chorzy starcy i małe dzieci w kolebkach... I z ambony rzucił klątwę na hrabiów Poletyłłów. Alojzy hrabia Poletyłło był natenczas w kościele, ale majątków nie oddał. Ale po tym wprost szaleństwa dostawał. Chodził w nocy sam po rozmaitych tych miejscach, do Uchań — nic się nie bał. Choć ludzie w tych czasach bali się rozmaitych widmów i strachów.

Ksiądz Szczepański umarł i pochowany w Wojsławicach, a po nim nastał ks. Garlicki. Nie mógł on patrzyć na takie życie hrabiego i poradził mu, aby jechał do Rzymu, do Ojca św. z prośbą o zdjęcie klątwy. Jeździł hrabia Alojzy do Rzymu i przywiózł ofiarności duże do kościoła; Na duży Ołtarz Krzyż z Chrystusem Panem, dwie osoby (statuy) obok Krzyża, obraz ś w. Trójcy w srebrnej szacie na Ołtarz, obraz św, Franciszka na Ołtarz, obraz św. Teresy na Ołtarz, Monstrancję, żyrandol, kilka ornatów, lampiony, trybularz...

Ale... majątku zabranego nie oddał.

Diabłu Ogarek

Doczytałem "Diabłu Ogarek" K.T.Lewandowskiego do strony 30-tej i coniebądź zniesmaczony przerwałem lekturę. Fabuła do tego miejsca była w sumie ok. pan Lawendowski, woźny trybunalski zawiózł doręczyć pozew drobnemu warchołowi. Ponieważ warchoł pozwu przyjąć odmawiał dzielny urzędnik wziął mu szturmem dwór, zmasakrował służbę i wysadził drzwi baryłką prochu.

Coool akcja.

Następnie woźny wraca do domu (tzn do urzędu) i tam zastaje swojego podwładnego którego próbują ratować inni podwładni. Chłopak pojechał doręczyć inny pozew, a pozwani wytarzali go w smole i pierzu co biedak prawie przypłacił życiem. (pomogło wysmarowanie masłem co zaordynował szef i opłacił ze swojej kiesy).

Potem imć Lawendowski udaje się do karczmy i widzi warchołów co mu podwładnego sponiewierali. Pozew im doręcza i wypomina łagodnie że trochę go to masło kosztowało, na co oni wyjaśniają że to tylko niewinny żart był i zapraszają do kompanii na co ten ochoczo przystaje.

Sorry - zemdliło mnie. Bratać się przy stole ze świniami które prawie wykończyły naszego człowieka!? No i mam dylemat - czytać dalej czy nie...

O gimnazjach

                Znowu rozgorzała dyskusja o likwidacji gimnazjów. Jak bym to widział? Pozostawić 6 klasową podstawówkę. Po niej 3 klasowe liceum. Matura jak za cara - w wieku 16-17 lat. Magisterka w wieku 21-22 lat. Osoba z maturą uważana jest w świetle prawa za pełnoletnią z wszystkimi prawami i obowiązkami które z tego wynikają. Osobnik bez matury pełnoletni jest gdy ukończy 18 lat. Kto się nie kwalifikuje do liceum – dla tego szkolnictwo zawodowe. Obowiązek szkolny zachować do 14-tego roku życia. Powyżej – obowiązek nauki lub pracy. Nie nadajesz się do szkoły, nudzisz się, przeszkadzasz, jesteś za głupi – niech OHP będzie twoim nowym domem. Znieść obowiązek posiadania matury – uczelnie są autonomiczne – same decydują o systemie rekrutacji. Chcą – biorą maturzystów. Nie chcą przyjmują na podstawie wyników egzaminów wstępnych.

o Schengen

                Gdy byłem mały żyłem w kraju zamkniętym. Zdobycie paszportu i wyjazd za granicę graniczyły z cudem. Jednocześnie miałem świadomość że coś tu nie gra. Ociec wrócił w 1979-tym roku z wypadu do Szwecji. Pojechał do Szwecji ale …udało mu się też zobaczyć kawałek Norwegii. Opowiedział o zdumiewającej rzeczy – granica między tymi krajami była tylko kreską na mapie. Jej przekroczenie w dowolnym miejscu nie stanowiło żadnego problemu. W 1986-tym poznałem chłopaka który wrócił z palcówki w RFN. Zjeździł z rodzicami kawał Europy zachodniej. Potwierdził że tam także przekroczenie granicy jest formalnością. Że od Łaby na zachód można jechać przed siebie aż po Gibraltar nie napotykając żadnej kontroli granicznej.

                Gdy Polska weszła do strefy Schengen ziściło się moje dziecięce marzenie. Znalazłem się w świecie otwartych granic. W rzeczywistości gdzie można ot tak - pojechać na lotnisko i przelecieć się samolotem za granicę. Bez paszportu, bez pisania podań i skamlana o łaskę urzędasów i przydział dewiz.

                Czy ta swoboda podróżowania zdoła się utrzymać? Kraje strefy Schengen przebąkują ostatnio o konieczności przywrócenia kontroli granicznych… Nie chcę po raz kolejny dowiadywać się że lepsze jutro już było…

                Będąc dzieckiem wymarzyłem sobie ucieczkę. Byłem przekonany że skończę liceum i gdzieś u progu dorosłości, któregoś wieczora zepchnę kajak na morze i powiosłuję stronę Bornholmu. Nie liczyłem nigdy że uda mi się wyjechać ot tak – legalnie. Droga ku krainom wolnego świata miała być trudna. Byłem pewien że dla wolności trzeba będzie zaryzykować życie…

wspólne problemy.

                Profesor Krzysztof Jasiewicz – człowiek zasłużony dla dokumentacji losu Polaków na kresach wschodnich utracił stanowisko kierownika zakładu naukowego. Za co? Na łamach czasopisma „Focus Historia” wspomniał w wywiadzie o kolaboracji Żydów z sowietami i Niemcami, ale poszło w sumie o dwa zdania: „Na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów, a nie Kościół katolicki. I Żydzi z tego - jak się wydaje - nie wyciągnęli wniosków”.

                Miałem tę gazetę w ręce – nawet wspomniałem na tym blogu o jej zawartości. Nie zauważyłem tego fragmentu – a dokładnej mówiąc przeszedłem nad nim do porządku dziennego. Teza profesora jest jak dla mnie częściowo prawdziwa ale zbyt ogólnikowo sformułowana. Powinien wskazać wprost: niechęć niemców sprowokowali Żydzi żyjący w niemczech. Nasza chata z kraja! A potem analizować o co poszło, co zaogniło sytuację tak dalece że hitlerowcy zapłonęli obsesją wymordowania też Żydów polskich, węgierskich, rosyjskich…

                Patrzę na dzieje rodzinnej miejscowości. Wojsławice były miasteczkiem intensywnie zamieszkałym przez tą mniejszość. Żydzi stanowili 2/3 mieszkańców osady i ok 1/3 mieszkańców gminy. Mieliśmy wielką synagogę, cheder oraz 4-5 chasydzkich domów modlitwy. W rynku w ok stu domach funkcjonowały na parterach małe sklepiki i warsztaciki rzemieślnicze. Do 1940-tego roku prawie wszystkie były w rękach żydowskich. Mieliśmy żydowskich złodziei i bandziorków (kroniki kryminalne chełmskich gazet pełne są notatek) Działali też żydowscy lichwiarze – wyjątkowo paskudna banda. Z reguły jest tak, że za łajdactwa fabrykantów, lichwiarzy i złodziei odwet spada na szewców, krawców. U nas gminie nie było nic takiego. Przed wojną w gminie nie dochodziło do większych ekscesów antysemickich. Studiując prasę znalazłem opis jednej burdy - wszczętej przez pijanego „atletę” będącego u nas przejazdem. Była też grubsza awantura wśród dzieci szkolnych – poszło o próbę zmuszenia jednego z żydowskich kolegów by pocałował krzyż. Awanturze kres położyło grono pedagogiczne.

                W skali całego kraju łajdactw było proporcjonalnie więcej. Wystarczy wspomnieć tu np. działalność sowieckiej agentury – Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy czy KPP. Byli żydzi sądzeni i skazywani za terroryzm czy próbę obalenia siłą ustroju (np. ozjasz szechter – ojciec a.michnika). pamiętano o kolaboracji z caratem po upadku obu powstań, byli u nas żydzi bezwzględni fabrykanci, żydzi komuniści, oraz lichwiarze, kryminaliści w rodzaju Urke Nahalnika i wszelaka inna swołocz identyfikowana z tą mniejszością. Tylko że kraj był trochę jak nasza gmina. Przed wojną jakoś nie było antysemityzmu tak silnego by prowadził do zbrodni czy pogromów. Zaogniająca się sytuacja na uczelniach doprowadziła do powstania getta ławkowego, bojkotowania kilku wykładowców i zamknęła studentom – Żydom dostęp do części korporacji akademickich. Nawet okupacja – w praktyce wyjęcie Żydów spod prawa wywołała zmianę raczej w innym kierunku – w obliczu zagrożenia pomagać Żydom zaczęli nawet ludzie deklarujący się przed wojną jako antysemici.

                W czasie okupacji tropieniem wojsławickich Żydów ukrywających się po lasach zajmował się leśniczy – Ukrainiec który nie był „tutejszy”. Sumienie jego obciąża niestety długa lista ofiar. Próba jego likwidacji przez partyzantów nie powiodła się. Jeden feralny telefon do niemieckich żandarmów wykonała też aptekarzowa – co kosztowało życie dwojga żydowskich dzieci. Jeszcze po wojnie nasi partyzanci zastrzelili jednego ocalałego Żyda – prawdopodobnie w celach rabunkowych. Pozostali Żydzi zginęli z rąk niemców.

                To niemcy są sprawcami, a ich mentalność - kluczem do zrozumienia shoah. Polacy – naród spokojny, łagodny, pogodny, cierpliwy, tolerancyjny nie dali się sprowokować. Niemcy – owszem. Jeśli profesor miał zostać „ukarany” to ja bym go ukarał raczej za przemilczenie prawdziwej narodowości zbrodniarzy. Co do samych żydów – wniosków faktycznie nie wyciągnęli. A raczej wyciągnęli błędne. Przez setki lat Polska była krajem który przyjmował z otwartymi rękami Żydów uciekających przed pogromami tak z Europy zachodniej jak i z Rosji. Nieustanne prowokowanie Polaków, zrzucanie na nas urojonych win, idiotyczne żądania i ordynarne fałszerstwa historyczne w rodzaju Jedwabnego skończą się tym że podczas kolejnej zawieruchy dziejowej po prostu nie będą się mieli gdzie schronić.

Podziemne trybunały

                Jakiś sprzedajny debil w todze ogłosił wczoraj że sprawa zabójstwa Grzegorza Przemyka „się przedawniła”. Nie będzie też śledztwa w sprawie matactw po Jego śmierci. Milicjanci-bandyci i zwierzchnicy którzy ich kryli mogą spać spokojnie na swoich sutych emeryturkach.

                Na początku lat 90-tych czytając trochę o konspiracji różnych epok zastanawiałem się nad problemem – dlaczego Solidarność – związek będący nawet w podziemiu realną siłą i skupiający bardzo różnych ludzi nie stworzył własnych struktur państwowych. Po wprowadzeniu stanu wojennego stało się dość oczywiste że władza państwowa stworzyła jakąkolwiek legitymację do działania. Po pierwszych mordach popełnionych przez ubecję na ludziach opozycji należało podjąć działania następujące:

                Po pierwsze należało powołać własne struktury śledcze. Wyszukać żyjących jeszcze przedwojennych policjantów i prywatnych detektywów. Byliby to ludzie liczący sobie koło siedemdziesiątki – z pewnością udało by się wyszukać trochę „starych ale jarych”. Należało dokładnie badać wszystkie morderstwa, gromadzić dyskretnie relacje świadków, zabezpieczać dowody rzeczowe i szukać sprawców.

                Po drugie powinna istnieć rozbudowana służba archiwalna – należało na wielką skalę zbierać, archiwizować i przekazywać do zaufanych ludzi na zachód dane wszelkich posunięciach represyjnych władzy. I o sprawcach.

                Po trzecie powinny powstać podziemne trybunały – jak te w czasie okupacji hitlerowskiej. Własny wymiar sprawiedliwości analizujący zebrane materiały i wydający wyroki. Także wyroki śmierci w konkretnych przypadkach.

                Po czwarte powinna powstać grupa która te wyroki wykona. Nie wierzę że nie można było zebrać kilku łebskich weteranów, dokooptować im młodych wyrywnych a potem skasować tego i owego łajdaka. Likwidacja nadgorliwych strażników więziennych, sędziów na telefon, milicjantów, ubeków czy konfidentów byłaby trudna technicznie – ale przecież i sztyletnicy w czasie Powstania Styczniowego i kontrwywiad AK radziły sobie z takimi zadaniami.

                O ileż piękniejszy byłby dziś świat bez paru obmierzłych typów…

Coś z archeologii

w pewnym archiwum znajduje się autentyczne nagranie głosu Mieszka I, przypadkiem utrwalone przez garncarza pracującego na kole garncarskim: "Ponieważ Mieszko I krzyczał głosem bardzo podniesionym (...) to ręka garncarza żłobiąca w tym czasie spiralny rowek (wzór łużycko-warmiński) w miękkiej glinie drgała w rytm głosu Mieszka I (...) jak membrana mikrofonu. (...) A myśmy wzięli ten wykopany z ziemi talerz, położyli na adapterze i odtworzyli".

cytat ze scenariusza niezrealizowanego filmu Juliana Antonisza podaję za artykułem: "Jak działa jamniczek"
Sabiny Antoniszczak http://www.charlie.pl/index.php?pg=czytelnia&nr=9

O mordobiciu.

Wymiana ciosów po ryjach jest na swój sposób przesadnym zdemokratyzowaniem problemu, dopuszczeniem by przeciwnik bronił kułakami swoich "racji".

Jeśli wiemy że nie ma racji, jeśli chodzi o egzekucję - wymierzenie kary za naganne zachowanie - używajmy proszę nahajki.