BLOG

wedrowycz banner1

Z kuźni

Katarzyna omiotła z kurzu rząd słojów i kamionkowych garów w których octowe i solne zalewy powoli przegryzały mięso i warzywa… Pęczki ziół zawieszone u sufitu pachniały intensywnie. W dwu gąsiorach macerowały się owoce na nalewki.

-Alchemia oprócz nudnej produkcji złota i eliksiru nieśmiertelności, najwyraźniej posiada też zastosowanie praktyczne – mruknęła z rozbawieniem.

Do przemyślenia

Wklejam Wam mój felieton z bodaj czerwcowego numeru "Czwartego Wymiaru".

 

Panując nad czasem.    

                Jednym z poważniejszych problemów filozoficzno – teologicznych doby reformacji było przekonanie części protestantów że skoro Bóg jest wszechmogący i wszechwiedzący a do tego panuje nad czasem, to życie każdego człowieka jest na swój sposób zdeterminowane: zostanie zbawiony lub potępiony, a Bóg już wie jak skończy się życie każdego z nas.

                Stare gazety drukowane na podłym papierze źle znoszą próbę czasu. Papier utlenia się, rozsypuje, łamie. By można było bezpiecznie korzystać ze zbiorów bibliotecznych wykonano mikrofilmy i w tej postaci udostępnia się dawne czasopisma czytelnikom. Miałem dwadzieścia kilka lat gdy w czytelni Biblioteki Narodowej siadłem do przeglądania starych roczników „Kuriera Warszawskiego”. Szukałem śladów mojego Pradziadka który po wybuchu wojny zmobilizowany przybył do Warszawy i tu zginął bynajmniej nie w skutek działań wojennych. Czytałem o spokojnych codziennych sprawach mieszkańców, o zaogniającej się nieco sytuacji międzynarodowej, aż dotarłem do gazet które z pierwszych stron wielką czcionką krzyczały WOJNA!

                Z tych pożółkłych kart mówili ludzie. Opisywali swój świat dzień po dniu. Nie myśleli zapewne o takich jak ja którzy spojrzą na szpalty 90 lat później. Zadumałem się. Poczułem wyzwolenie z okowów czasu… Oni – myśli uwięzione w literach – nie wiedzieli jeszcze co czeka ich, ich miasto, ich kraj. Ja już wiedziałem. Mogłem przewinąć rolkę mikrofilmu o dwadzieścia dni do przodu. Mogłem cofnąć do czasów przedwojennych. Mogłem wynotować nazwiska redaktorów. Poszperać. Ustalić co się z nimi stało. Który zginął jako korespondent wojenny. Który zmarł na grypę. Który poległ w legionach, a którego śmierć dosięgła dopiero podczas kolejnej wojny. Blisko 150 lat historii gazety leżało przede mną. Młodzi ludzie przychodzili do redakcji zaoferować swoje artykuły. Zdzierali latami zelówki biegając po mieście. Mogłem śledzić ich kariery. Przychodzili do gazety istniejącej 20-50-70 lat. Kroczyli drogami swoich poprzedników. Wznosili wspólnie wielki gmach. Ja patrzę na proces skończony. Na piramidę zbudowaną z maleńkich cegiełek dobrych artykułów. Widzę więcej niż oni. Widzę jak się to wszystko skończyło – we Wrześniu 1939.

                Wyobrażam sobie Boga jak siedzi w niebie i w podobny sposób przegląda nasze dzieje. Wyobraźnia podsuwa obrazy będące uproszczeniem wizji. To raczej nie będzie czcigodny brodaty Starzec z wielką księgą na kolanach, ani Chrystus frasobliwy przy czytniku mikrofilmów. Zewnętrzna forma nie ma zresztą znaczenia. Może to będzie wielki hologram historii naszej cywilizacji? I jeszcze jedno. Ja tylko czytałem stare gazety i poczułem dalekie echo mocy. Bóg ma wadzę nad czasem i nad materią. Może przeglądając pisać dzieje, uzupełniać, redagować, korektować, nawet cenzurować. Może wejść w klatki już nagranego filmu.

                Ma większe możliwości. Patrzy w nasze myśli. Widzi jak wybieramy drogę. Przewija kawałek do przodu i widzi co zdziałaliśmy… Ocenia jacy byliśmy. Czasem uśmiechnie się widząc jakiś ulubiony kawałek. Czasem zagryzie wargi. A czasem sięgnie po ołówek i jakiś wredny dyktator umiera na raka lub ginie od kul najwierniejszych towarzyszy. Nie za często – dla powieści z życia ludzkości lepiej by bohaterowie nie zdawali sobie sprawy z istnienia Autora i Czytelnika.

                A może to zła analogia? Może powinniśmy sobie wyobrazić szkołę? Nasze życie to nauka. Zaraz po śmierci – wielki egzamin. Dostaniemy też cenzurkę z ocenami cząstkowymi. „Wstrętne moherowe kujony” - czyli uczniowie którzy się przykładali - pojadą na wakacje. Głupszym ale jakoś tam rokującym wlepiona zostanie poprawka w czyśćcu. Natomiast ci którzy nie wykazali się chęcią do nauki i łamali regulamin szkoły pójdą kopać rowy…

                Celem szkoły nie jest promocja maksymalnej liczby uczniów, ale wypuszczenie absolwentów którzy coś sobą reprezentują. Dlatego regularnie poddawani jesteśmy rozmaitym testom, dyktandom, sprawdzianom i egzaminom. Bóg siedzi w gabinecie jak dyrektor i przegląda dzienniki klasowe. I znowu panując nad czasem widzi jaki wynik uzyska ostatecznie każdy z nas… Absolwenci są Mu prawdopodobnie do czegoś potrzebni, a nie chce wyciągać za uszy leserów. Dlatego co jakiś czas rozleniwiony uczeń dostaje nieoczekiwanie dodatkową pracę domową, która ma go zmusić do intensywniejszej roboty. I kolejne testy. Bóg znowu przewija mikrofilm. Jeśli wynik końcowy nadal jest niezadowalający bierze w rękę ołówek. Pojawia się kolejna praca domowa… Czasem jednak materiał ludzki zawiedzie. Trafi się uczeń kompletnie odporny na wiedzę. Leń totalny.  

                Oczywiście w naszej szkole są też podręczniki - książki spisane przez nauczycieli, a przekazujące wiedzę. Żywoty świętych, pisma ojców kościoła, zbiory modlitw, zapisy objawień, encykliki… Mówią mniej i bardziej jasno. Ale jak człowiek poczyta, jak wsłucha się w treść wykładów to i owo rozjaśnia mu się w głowie. Oczywiście są też uczniowie którzy zastanawiają się nad sensem nauki, nie wierzą w istnienie egzaminów końcowych, nie wierzą że alternatywą wakacji jest kopanie rowów, albo nawet kwestionują istnienie obowiązku szkolnego. Dla przedstawicieli takich jednostek przewidziany jest program specjalny. Czasem idąc korytarzem usłyszą kroki Dyrektora. Albo zobaczą kątem oka ciemną plamę Jego garnituru. Czasem trafią na poważną rozmowę do jednego z nauczycieli a ten pokazuje im wyniki klasówki, wpisy do dziennika, wyjaśnia strukturę organizacyjną szkoły, albo przekazuje informacje wprost.

                Takim naszym „belfrem” uprawionym do zdradzania niektórych tajemnic był np. św. Ojciec Pio. Czasem gdy zaplączemy się w programie nauczania i zastanawiamy się nad sensem dalszej nauki znajdujemy pomoc naukową – relikwię lub spis cudów które dokonały się w świętych miejscach. Aż wreszcie nadchodzi egzamin końcowy. Uczniowie stają z Dyrektorem twarzą w twarz. A On wyciąga karty zaliczeń i dzienniki klasowe. I pokazuje palcem – tu i tu nieuku drogi dostałeś podpowiedzi, ściągawki, wskazówki. Ostatni osioł by zrozumiał, a ty dalej twierdziłeś że nie ma żadnego programu nauczania, a nauka kończy się eutanazją i niebytem. A ty leniu wiedziałeś że czeka cię egzamin a przez całe życie nie przeczytałeś nawet głównego podręcznika. A ty cwaniaczku sądziłeś że egzamin to tylko formalność i zdają go absolutnie wszyscy… A ty kombinatorze zamiast do nas uczęszczałeś do konkurencyjnej szkoły za rogiem ulicy. No i masz problem bo to byli marni oszuści, a ich program nauczania nijak się ma do naszych egzaminów.

                A potem ten żal gdy kolumna niegdyś wesołych leni z kilofami na ramieniu idzie kuć marmur w kamieniołomach, a tymczasem wstrętne kujony pakują do walizek kostiumy kąpielowe i rakiety do tenisa by jechać na wakacje sponsorowane przez Radę Pedagogiczną…

 

O mieszkaniu w bloku

                Owsiak publiczne deklaruje że żyje nieomal w nędzy, mieszka w bloku i czeka go głodowa emerytura. „Gazeta Polska” postanowiła rzecz sprawdzić. Okazało się że Owsiak faktycznie mieszka w bloku - posiada skromne 115 metrowe mieszkanko (to raptem 40 metrów więcej niż ja) w strzeżonym apartamentowcu, kupione prawdopodobnie za gotówkę.

                Poniekd rozumiem Owsiaka – to nie jest dobry kraj by ostentacyjnie chwalić się bogactwem. Z drugiej strony – mógł sobie ten milion czy półtora uskładać – w końcu poza WOŚP występuje w radio i tv, zagrał w reklamach i ma z tego tytułu dochody. Jego żona prowadzi firmę „Mrówka cała” – produkującą programy dla TV. Sprzedał też (kupiła WOŚP) swoją firmę „Złoty melon”. Kto wie może jakieś zyski nadal generuje mu wytwórnia lamp witrażowych którą miał na pocz. lat 90-tych?

                Ergo: nie musiał podbierać forsy z puszek, mógł na to mieszkanie normalnie legalnie i uczciwie zarobić. Rozumiem też że się nim nie chwali. Problem widzę w chwili gdy na pytanie dziennikarza zaczyna skakać po stole i wrzeszczeć o słoikach z pieniędzmi… I gdy głosząc swoją apolityczność usiłuje za wszelką cenę zrobić z tego sprawę właśnie polityczną: "Nienawidzą mnie bo to mohery z PiS". 

Garść statystyk

Garść statystyk. 

Krew zalewa i lepiej nie przeglądającie tego na trzeźwo...

 

http://polskabieda.com

Lewica o moralności...

                Dwaj politycy SLD prowadzili publiczną debatę nad zakrętami życiowymi prezydenta Francji. Osobiście uważam że całe SLD powinno zająć się wyłącznie problemem zdrad małżeńskich w rządach naszych sąsiadów, ewentualnie na deser niech prześwietlą pod tym kontem naszych byłych prezydentów. Chłopaki będą mieli zajęcie i może nie starczy im już czasu żeby dłubać np. przy polskiej gospodarce.

Rewolucja w Kijowie.

                W Kijowie zabito trzech protestujących opozycjonistów. Prawdopodobnie jeden poległ trafiony czterema kulami karabinowymi przez snajpera. Dwaj pozostali to ofiary strzałów kulami gumowymi „z przyłożenia”. To miejscowa metoda zastraszania ludzi - funkcjonariusze „Berkutu” starają się wyłapywać co ważniejszych protestujących i strzelają im między oczy gumowymi kulami, po czym wypuszczają ich z efektowymi obrażeniami na Majdan. Część milicji wyraźnie sympatyzuje z protestującymi – zapowiedziano śledztwo.

                Przez ostatnie dwa dni miasto terroryzowały grupki dresiarzy. Niszczyli samochody, rozbijali witryny sklepowe oraz bili protestujących. (Wypisz wymaluj coś jak bydło które pamiętamy z zadym pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – inspiracja jakaś?). P. Kliczko nie dał sobie w kaszę dmuchać - zarządził ich wyłapanie. Przy zatrzymanych zaleziono bardzo ciekawe papiery i zmuszono ich do „spowiedzi” przed kamerami. Jak się okazało zwerbowano ich do robienia zadym w miastach okręgów Donieckiego i Kryworodzkiego, przewieziono do Kijowa, obiecano całkowitą bezkarność i po 200-400 hrywni „wynagrodzenia”. Otrzymali także …marihuanę.

                 Reżim Jakunowycza jak widać nie cofa się przed niczym. Co szczególnie przykre protesujący zostali pozostawieni na lodzie. UE zasadniczo nie widzi problemu – rada starców z Brukseli wystosowała notę w stylu „grozimy wam małym nasi przyjaciele palcem w lewym bucie”, polska dyplomacja rządowa chyba nie wie co robić. „Gazeta wybiórcza” które dawniej z wielkim zapałem walczyła o demokrację (wszędzie byle nie w Polsce) tym razem wyraźniej nie przywiązuje większej wagi do tych wydarzeń. Aktywny jest głównie opozycyjny PiS – ale możliwości oczywiście są niewielkie. Nachodzi mnie po raz kolejny refleksja jak bardzo brakuje dziś Lecha Kaczyńskiego…

O butach

                Gdy kobieta potrzebuje wysokich butów wchodzi do pierwszego z brzegu sklepu obuwniczego i kupuje. Ewentualnie idzie do kolejnego i tam kupuje. Najdalej w trzecim znajdzie coś dla siebie, a do tego ceny są nader przystępne…

                Jeśli facet potrzebuje kozaków nie ma po co w ogóle wchodzić do sklepu z butami. Musi iść do punkowego po glany, do militarnego po saperki, do kowbojskiego po kowbojskie, albo do szewca i zostawić tak ze dwa tysiączki…

O obrażaniu się...

                Po wyczynach bratkowsiej kolejna feministka poczuła parcie na szkło. Wytacza proces Arcybiskupowi Michalikowi. Powód? Jego wypowiedź na temat pedofilii.

                „Wiele dziś mówi się - i słusznie - o karygodnych nadużyciach dorosłych wobec dzieci. Tego rodzaju zła nie wolno tolerować. Ale nikt nie odważy się pytać o przyczyny, żadna stacja telewizyjna nie walczy z pornografią, promocją fałszywej, egoistycznej miłości między ludźmi. Nikt nie upomina się za dziećmi cierpiącymi przez brak miłości rozwodzących się rodziców, a to są rany bolesne i długotrwałe /…/Na naszych oczach następuje promocja nowej ideologii gender. Już kilkanaście najwyższych uniwersytetów w Polsce wprowadziło wykłady z tej nowej, niezbyt jasnej ideologii, której programową radę stanowią najbardziej agresywne polskie feministki, które od lat szydzą z Kościoła i etyki tradycyjnej, promują aborcję i walczą z tradycyjnym modelem rodziny i wierności małżeńskiej”.

I druga wypowiedź:

                „Ile jest ran w dziecięcych sercach, w dziecięcych życiorysach, kiedy rozchodzą się rodzice. Dzisiaj nikt nie mówi o rozwodzie, że to jest krzywda dla dziecka. Oczywiście, że jest wielką krzywdą molestowanie, nie wolno zapomnieć o tym, ale nie tylko to, może jeszcze więcej i szersze pole, dlaczego na ten temat nie mówimy? Też musimy mówić. Chcąc pełnić urząd proroczy, nie pomijajmy jednego ani drugiego. Bo to jest jakieś nasze zadanie/…/ Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. /…/ Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.

                Co się kobiecie nie spodobało? Ano jest rozwódką-feministką, posiada dziecko i uznała że arcybiskup ją swoimi wypowiedziami „obraził”. Producenci pornografii i właściciele stacji telewizyjnych mają więcej przyzwoitości – choć oberwało im się w tych wypowiedziach mocniej jakoś do sądu arcybiskupa nie podają…

                Pupilek salonu ks. Boniecki zatytułował swoją książką "Lepiej palić fajkę niż czarownice". Jak patrzę na nasze feministki zaczynają mi się odruchowo marzyć średniowieczne stosy…

Do psychuszki?

               

                Zbliża się wielkimi krokami dzień wypuszczenia na wolność seryjnego mordercy, homoseksualisty i pedofila Mariusza Trynkiewicza. Wykorzystując uwagę mediów głos zabrało kilku polityków. Janusz Korwin-Mikke wygłosił opinię że Trynkiewicza powinni w czynie społecznym zlikwidować współwięźniowie. Choć JKM na co dzień jest wielkim zwolennikiem działań legalnych tu najwyraźniej usiłuje „zabłysnąć”. Niestety tego typu buńczuczne wypowiedzi nie robią dobrego pijaru zwolennikom przywrócenia Kary Śmierci.

                W telewizji zaprezentował się Ryszard kalisz – on z kolei pozuje na wielkiego legalistę, uważa że prawo nie może działać wstecz a morderca swoje już odsiedział. Szkoda że nie był tak zasadniczy gdy SLD rządziło naszym krajem a „prezio” kwaśniewski seryjnie ułaskawiał bandziorów… Przede wszystkim kalisz jest niewiarygodny. Jego ta sprawa nie dotyczy – nie ma dzieci w odpowiednim wieku, a i przestępczością nie musi się martwić – zapewne ma niezłą ochronę.

                Zbigniew Ziobro dla odmiany jest za chronieniem społeczeństwa – ale jakoś nie umiał opowiedzieć jak konkretnie to sobie wyobraża… Przykro patrzeć jak z PiS-owskiego „sokoła” przeobraził się w zmokłą kurę…

                Sprawa faktycznie nie jest łatwa. Specustawa umożliwiająca bezterminowe przetrzymywanie w psychiatryku ludzi który już odsiedzieli wyrok w więzieniu może być na wiele paskudnych sposobów nadużywana. Pamiętamy przecież doskonale jak to bywało w ZSRR. Może wyjściem byłoby monitorowanie zwalnianych bandytów za pomocą elektronicznej opaski? Policja ze swojej strony obiecuje …chronić mordercę przed linczem!

               Sam najbardziej zainteresowany bowiem twierdzi że w więzieniu się zmienił, powołuje się na 25 lat pracy z psychoterapeutami, którzy pomagali mu poskładać osobowość na nowo…

Bomba w Wilczym Szańcu

                Onet zachwyca się operacją Valkiria. Zamach na Hitlera mógł zakończyć II wojnę światową. Cool tylko widzę tu kilka małych problemów. Hitlera ukatrupić planowali nie żadni „antynaziści” ale wysokiej rangi wojskowi. I nie chcieli go zaciukać by był zbrodniarzem, ale dla tego że byli przekonani iż jest wojskowym dyletantem i prowadzi rzeszę do klęski podczas gdy oni poprowadzą ją do zwycięstwa…

                Przyjmijmy że by im się udało. Podjęli by rozmowy z aliantami. Pewnie za oddanie Francji i wycofanie z Bałkanów uzyskali by trwały pokój na zachodzie. Z ich koalicjantami Węgrami i Rumunią – też by się jakoś załatwiło. Może trzeba byłoby aliantom trochę zapłacić – np. kilkoma tonami złota pozyskanymi w Auschwitz i podobnych miejscach. Zapewne valkiriowcy podjęli by próby dogadania się ze Stalinem. Po wycofaniu się aliantów z wojny ZSRR zapewne utraciłby pomoc leand-lase – zawarcie rozejmu, oddanie sowietom Ukrainy i kresów, pozwoliłoby zapewne na kilkuletnie zawieszenie broni – korzystne dla oby stron. Stalin mógłby rozwijać przemysł zbrojeniowy i czyścić podbite terytorium z Polaków (a i Ukraińcy by pewnie mieli równo przerąbane za marzenia budowy państwa pod opieką Hitlera…). Niemcy lizaliby rany i szybko odtwarzali potencjał militarny. My mielibyśmy totalnie przegwizdane, a o nieszczęsnych Żydach nikt by nawet nie wspomniał…

                Więc może i lepiej że podłożenie bomby w Wilczym Szańcu się nie udało?