BLOG

wedrowycz banner1

O paleniu

Niejaki Piotr Rybak idzie siedzieć. Co nawywijał? Dwa lata temu podczas wiecu przeciw imigrantom spalił kukłę Żyda. Jego linia obrony była w sumie dość logiczna - wedle jego słów nie palił kukły anonimowego Żyda ale wyobrażać miała George Sorosa - jednego ze sponsorów wielkiej wędrówki ludów. Sąd jednak nie uwierzył. Jak ja to widzę? Palenie kukły Żyda - powinno być potraktowane jak wybryk antysemicki i ukarane. Palenie kukieł sorosa, michnika, urbana, hartmana i im podobnych kreatur powinno być dozwolone - choć kroczymy tu już po bardzo cienkim i kruchym lodzie - niezależnie od tego ile zła ci ludzie wyrządzili - rozhuśtanie nastrojów społecznych nie jest dobrym pomysłem. Po prostu to zbyt łatwo może się wymknąć spod kontroli. Swoją drogą w Polsce mamy tradycję wielkanocnego włóczenia i palenia kukły Judasza. Nie jest już powszechna - zanikła na obszarze większej części kraju.

Fragment 2 rok 1999

Gdy dotarliśmy do Sztokholmu, żyła jeszcze Astrid Lindgren. Miała dziewięćdziesiąt dwa lata, ale była szansa siąść na ławce w Vasaparken i zobaczyć choć z daleka, jak idzie na spacer albo do ulubionej biblioteki. Oczywiście żeby to zrobić, musiałbym wiedzieć, gdzie mieszka i którędy chodzi na spacery. Dziś takie rzeczy można ustalić bez większego trudu. Adres Dalagatan 46 jest do wyszukania w trzy minuty. Wtedy net dopiero raczkował i nie wiedziałem nawet, że pisarka mieszka na stałe w tym mieście. Nie wiedziałem o Vimmerby i „czerwonym domu” w Näs, nie wiedziałem, że Bullerbyn istnieje naprawdę.

Raport z północy fragment

Thor Heyerdahl jest obok Nansena i Amundsena najbardziej chyba znanym na świecie Norwegiem. Patrzę z boku i zazdroszczę. Wpadł na wariacki pomysł. Zdołał znaleźć świrów, którzy uwierzyli, że ich poprowadzi. Zdobył fundusze i poparcie władz odległego kraju. Zorganizował ekspedycję kompletnie od czapy. Zdołał przeżyć i nie stracił żadnego z towarzyszy! O wyprawie napisał książkę, która stała się międzynarodowym bestsellerem. Za kolejne wydania w różnych językach dostawał przez lata całe walizki pieniędzy, dzięki czemu mógł bez szukania sponsorów i dotacji realizować wyprawy kolejne, o których też pisał książki. Piękne, twórcze życie... Patrząc jednak dokładniej, widzimy smugę cienia. Pierwsza żona rzuciła go, bo się wkurzyła, że popłynął z kolegami na tratwie do Polinezji, zamiast siedzieć w domu. Z drugą żoną też się rozstał. Dopiero trzecia została przy nim do końca. Wykopaliska, które prowadził, nie potwierdziły żadnej z jego teorii, a po latach badania genetyczne całkowicie je obaliły... Z jego wspaniałych, śmiałych i wizjonerskich teorii nie zostało praktycznie nic, co dałoby się obronić. Przeczytałem „Wyprawę Kon-Tiki”, ale większe wrażenie zrobiły na mnie książki o Wyspie Wielkanocnej. Pożyczyłem z biblioteki „Aku-Aku”, a w skupie makulatury dorwałem „Sztukę Wyspy Wielkanocnej” – piękne albumowe wydanie w języku rosyjskim, pełne fotografi i z jego badań. Z tego, co wiem, książka ta nie była nigdy tłumaczona na język polski. Wyspa Wielkanocna kojarzy nam się z moai – gigantycznymi posągami „długouchych”. W książce „Aku-Aku” Th or Heyerdahl opisuje swoje przygody podczas podróży i pobytu na tym spłachetku ziemi. Używając wdzięku osobistego, atrakcyjnych towarów i wykorzystując zabobony tubylców, pozyskał niezłą kolekcję starych i bardzo starych małych rzeźb. Czyta się to bardzo nieprzyjemnie. Norweg, by wycyganić od tubylców pamiątki, cwaniaczył w mocno żenujący sposób. Z drugiej strony – gdyby nie jego zainteresowanie, część tych przedmiotów po prostu by przepadła.

A może by tak...

Na wojnie istnieje coś co nazywa się „inicjatywa strategiczna”. Biega o to by nie czekać, nie odpowiadać na ataki wroga ale samemu atakować, nie dawać przeciwnikowi chwili wytchnienia, nieustannie zmuszać go do zmieniania planów. Polska polityka zagraniczna to próba przetrwania w okopach zmasowanego ataku artyleryjskiego. Atakowani jesteśmy zaś nieustannie i ze wszystkich stron. Niestety ostrzał zadaje nam wymierne straty. Z rzadka odpowiadamy pojedynczymi strzałami… A może pora przewartościować cale podejście do zagadnienia? Może zamiast ignorowania zaczepek, obrony i nieśmiałych kontrataków przejąć całą inicjatywę? Uderzyć w zachód dziesiątkami not dyplomatycznych, rezolucji, uchwał naszego parlamentu? Potępić burzenie kościołów we Francji. Dopierniczyć się do cenzury w niemieckich mediach. Zasugerować Niemcom że mogliby w ramach relokacji zabrać do siebie część Czeczeńców którzy dostali azyl w Polsce. Napiętnować Szwecję za czystki etniczne i sterylizację Lapończyków w latach 70-tych. Wezwać Riksdag do wypłaty odszkodowań żyjącym jeszcze ofiarom. Na forum europarlamentu zaatakować Belgię za ludobójstwo w Kongo. Rzucić eurodeputowanym prosto w twarz projekty delegalizacji wszystkich organizacji odwołujących się do marksizmu. Zażądać zakazu uboju koszernego i halal na terenie całej UE. Walić jak cepem żeby musieli się bronić. Nie dawać im nawet minuty wytchnienia – a na wszelkie protesty reagować zarzutami o faszyzm. Aż się od nas odp…ą raz na zawsze.

O profilowaniu

Jak to jest? Programy komputerowe mogą w kilkanaście – kilkadziesiąt sekund przeczesać całą sieć szukając słów kluczowych w dowolnych językach. Wyszukiwarki są w stanie „ukrywać” informacje – przed tymi którzy ich szukają. Samym pozycjonowaniem treści niewygodne daje się wypchnąć gdzieś na całkowity margines skutecznie utrudniając ich odnalezienie. Zdjęcia niewygodne - np fotki z ekshumacji w Jedwabnem, czy zdjęcia z islamskich zamieszek w Goeteborgu - potrafią zniknąć całkowicie, raz na zawsze.   

Jednocześnie internet przypomina dziki zachód w najgorszych latach. W kilka minut można znaleźć najobrzydliwsze odmiany pornografii. Bez trudu znajdzie się informacje pozwalające wyprodukować w warunkach domowych materiały wybuchowe czy narkotyki. Samobójca który chce ze sobą skończyć też może liczyć na „życzliwą” pomoc. Piractwo kwitnie. Do tego bezkarnie grasują w sieci fabryki trolli. Ktoś co i rusz wpuszcza rozmaite wirusy. Ogólnoświatowa nagonka na pedofili nie przeszkadza im zakładać stron oraz umieszczać najobrzydliwszych zdjęć i filmów. dostep do tego typu materiałów jest z reguły płatny - zate gdzieś istnieją konta bankowe należące do mafii. Nawet jeśli znajdują się w rajach podatkowych tanskcje takie można zablokwać  Wiele przestępczych procederów w sieci dało by się ukrócić a nawet w wielu przypadkach zidentyfikować ofiary i ukarać sprawców.

Nie da się ocenzurować i kontrolować netu? Wolne żarty. Da się. Czemu zatem się tego nie robi? Ktoś chce zostawić wentyl bezpieczeństwa? Tylko po co wentyl bezpieczeństwa gdy mówimy o działaniach stricte kryminalnych, a nawet zbrodniach? Do tego każdy serwer musi się gdzieś fizycznie znajdować, da się ustalić gdzie stoi, kto jest jego właścicielem etc. Tego też się nie robi.

W takich chwilach człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym czy ciche przyzwolenie na cały ten syf nie jest elementem większego planu demoralizacji lub profilowania społeczeństwa…  

Jednolita cena? Khm...

Wraca pomysł ustawowego zamrożenia ceny okładkowej ksiązek. O co chodzi? Teoretycznie o ochronę małych księgarni. Posłowie wymyślili że zablokują w ten sposób marketom i księgarniom sieciowym możliwość sprzedawania bestselerów z bardzo niską marżą - po cenach na jakie nie mogą sobie pozwolić małe księgarnie...

https://www.msn.com/pl-pl/finanse/gospodarka/jednolita-cena-ksi%c4%85%c5%bcki-za-i-przeciw/ar-BBEStk5?ocid=spartandhp

Jak ja to widzę:

Po pierwsze - jest już de facto za późno - rządy tuska i jego przydupasów spowodowały w branży księgarsiej pożar stepu. Z ok 800 księgrani w roku 2007 obudziliśmy się po 8 latach PO-muny z 400 księgarniami. Odbudowa branży potrwa lata. 

Po drugie - kięgarnie zabiły 3 czynniki 

-ZUS - księgarz prowadząc działaność gospodarczą musi odprowadzić ponad 1200 zł miesięcznie. Oznacza to konieczność sprzedaży kilkuset książek by  zaspokoć tylko to roszczenie nienasyconego molocha... To bandyckiej stawce ZUS "zawdzięczamy" śmierć wszystkich nieomal księgarni na prowincji. (oraz rzemiosła i kilku innych branż...)

-Czynsz - tylko ok. 10% księgarni posiada własny lokal - cała reszta wynajmuje. na pocz. lat 90-tych podczas prywatyzacji nie zezwalano na wykup lokali - "prywatyzowali" je różni "towarzysze" - dziś księgarnia musi bulić od metra kwadratowego stawkę identyczną jak lombard, sklep monopolowy czy lumpex. To wymordowało księgarnie "tworzące klimat" - ulokowane w centrach miast, na starówkach etc. W Krakowie przy rynku były 4 księgarnie. Nie ma już ani jednej!

-VAT na książki - czyli zbrodnia a polskiej kulturze - zresztą popełniona przez wnuka folksdojcza. Wprowadzenie tego podatku w 2011-tym roku znacząco spowolniło przepływy gotówki, zwiększyło koszta księgowe, oraz podniosło cenę książek powyżej pewnej granicy psychologcznej. Vat wprowadzono w chwili narastającego kryzysu co spotęgowało poziom znszczeń. Efektem był drastyczny spadek sprzedaży sięgający 30-35%   DO DZIŚ NIE UDAŁO SIĘ ODBUDOWAĆ NAKŁADÓW. Minęło 6 lat a nadal nie zasypaliśmy tej wyrwy. 

Gdyby władza na poważnie myślała o rozwoju czytelnictwa należy:

-szeroko udostępnić zbędne lokale miejskie na potrzeby tworzenia księgarni, z gwarancją możliwie niskiego czynszu i z możliwością wykupu w przyszłości.

-objąć księgarzy preferencyjną składką ZUS. oraz na 5-10 lat zwolnić z konieczości płacenia podatku CIT lub dać duże ulgi prorozwojowe. 

-znieść podatek vat na książki i zagwarantować ustawowo że to dziadostwo NIGDY nie wróci. 

Reszty dokona rynek.  5-10 lat i bedziemy mieli normalną sieć księgarską - jak w normalnych krajach,

 

o ćwokach

uchwalona dziś rezolucja parlamentu europejskiego piętnuje Polskę. A za co?

Ponoć reżim kaczystowski prześladuje i szykanuje: "komunistów, antyfaszystów i innych demokratów"

Khm...

Po pierwsze: nie wydaje mi się by antifa była w Polsce prześladowana. Nie słyszałam o żadnym wyroku za zadymy sprzed kilku lat czy smarowanie haseł po murach... W ogóle ostatnio odnoszę wrażenie że antifowcy jakoś zniknęli... Hmmm... a może siepacze krwawego dyktatora Kaczyńskiego wystrzelali ich po lasach?

Po drugie: Drogie (tj. kosztowne...) ćwoki z PE - wyjaśnijcie mi proszę od kiedy to komuniści mają cokolwiek wspóolnego z demokracją!?    

Potrzebna pomoc

Dla ofiary nożownika ze Stalowej Woli. 

Wiadomść od znajomych - sprawdzona.

 

*************

Hej. Mam na imię Wiktoria, i jestem ofiarą nożownika ze Stalowej Woli, który atakował w galerii

handlowej. Pracowałam dorywczo jako hostessa, więc miał być to kolejny zwykły dzień w pracy,

jednak zmienił moje dotychczasowe życie. Zostałam zaatakowana od tyłu, w plecy. Obrażania były

na tyle ciężkie, że cudem przeżyłam, dzięki lekarzom, operacja trwała kilka godzin, byłam również

kilka razy reanimowana. Dostałam nożem w płuco, które na szczęście powoli wraca do zdrowia. Jednak

również mam uszkodzony rdzeń kręgowy na wysokości Th5. Na ten moment wiemy, że nie jest do końca

przerwany, zdiagnozowali mnie Zespołem Browna-Sequarda jest to zespół poprzecznego uszkodzenia

połowy rdzenia. W konsekwencji tego, na dzień dzisiejszy mogę ruszać jedną nogą, której nie czuje,

a w drugiej nodze nie mam ruchu, ale mam przeczulicę. Obecnie przebywam w specjalistycznym szpitalu

w Warszawie. W dniu napadu, skończyły się moje marzenia o przyszłości, ale będę walczyć, aby powrócić

do sprawności fizycznej oraz psychicznej. Chciałabym już teraz zbierać na rehabilitację, oraz koszty,

związane z trudnościami jakie mnie czekają w przyszłości m.in. przeróbka mieszkania, koszty związane

z dojazdami. Dla przykładu doba w prywatnym ośrodku rehabilitacji po urazie rdzenia kręgowego,

kosztuje około 400zł. Proszę bardzo o pomoc. Ten list i prośbę, piszę z bliskimi.Z góry dziękuje

i pozdrawiam."

 

Źródło:  

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1462246330518128&id=101651723244269  

https://zrzutka.pl/wiktoriawidak

 

Obsesje starszego pana...

Do pewnego stopnia rozumiem michnika. Choć jego rodzice przetrwali II wojnę św. we w miarę bezpiecznym ZSRR o tyle z pewnością jego dalsza rodzina ponosiła ogromne starty. To swego rodzaju  syndrom nieobecnych kuzynów. Patrzymy na rodzinne zdjęcia widzimy rodzeństwo i kuzynostwo naszym dziadków i pradziadków. Tych wszystkich młodych ludzi którzy  zginęli, którzy nie zdążyli założyć rodzic, nie zdążyli mieć dzieci. Patrzymy wokoło – tam gdzie powinni stać ich potomkowie a nasi rówieśnicy widzimy dokuczliwą pustkę. Michnik widzi ją tym wyraźniej że rodziny żydowskie w II RP były rozrośnięte w liczne klany… Rozumiem więc jego strach przez nazizmem. Sam często zastanawiam się ilu ludzi z mojego pokolenia brakuje wokół mnie. Kim byliby? Jacy byliby? Jak mogliby mi w życiu pomóc, co ja mógłbym zrobić dla nich. On zapewne poczucie straty ma głębsze.

Rozumiem też jego strach i niechęć do Polaków. Już jego rodzice nagrabili sobie solidnie. Ojciec jeszcze przed wojną splamił się straszliwie przynależnością do stalinowskiej agentury - KPZU. W latach stalinowskich byli tymi którzy tresowali niepokorny polski żywioł. Zakładali cugle i wędzidła. Do tego braciszek morderca i drugi Przez to między nim a Polakami od urodzenia istnieje przepaść którą trudno byłoby zasypać pracując na to przez całe życie…  Dało by się oczywiście. Mógłby zerwać z rodzinnymi „tradycjami”. Czy przynależność do KOR była taką próbą? Niestety wolał wrócić na szlak wytyczony przez Ozjasza Szechtera… A idąc tą drogą stał się swego rodzaju zakładnikiem lewicy. Normalni ludzie okazują sprzedawczykom w najlepszym razie niechęć…

W sumie to smutne – starszy schorowany człowiek, targany straszliwymi obsesjami i kompleksami. Coraz bardziej osamotniony – współpracownicy jeden po drugim odchodzą do krainy wiecznego śledztwa. A on sam zbliżając się do kresu życia już dziś widzi totalną klęskę wszystkiego w co wierzył i wszystkiego co próbował zbudować. Co gorsza – głupi nie jest. Domyśla się jak odnotuje go historia… Domyśla się tej oceny.

prowokatorzy za dychę...

W Krakowie obchody rocznicy niepodległości przebiegły spokojnie. Jest to zasługa dojrzałego społeczeństwa – bo oczywiście smrody z KOD-u nie odpuściły. Metoda prowokacji interesująca – jak mi relacjonują znajomi mechanizm był prosty – człowiek z dobrze widoczną plakietą KOD szedł chodnikiem pod prąd starając się maksymalnie blokować ruch. Opodal podążało 2-3 osobników obstawy ze smartfonami w rękach – prawdopodobne byli gotowi rejestrować ewentualne zajście.

Jednego KOdziarza spotkałem w tramwaju. Plakietkę miał raczej z tych mniejszych. Porządnie ubrany wyglądał na nobliwego starszego pana. Ciekawe jaki rodzaj przeintelektualizowania pozwala mu bez obrzydzenia maszerować w jednej organizacji z wspomnianymi wyżej alimenciarzem-przekręciarzem, alfonsem, mordercą i resztą tej swołoczy… Smutne to jakoś.