BLOG

wedrowycz banner1

Pierwsza recenzja

Wampira z KC 

 

http://doba.pl/ddz/artykul/wampir-z-kc-recenzja/29112/0

Wiele się mówi...

Wiele złego mówi się o Polakach. Że są chciwi, pazerni, nieuczciwi, leniwi.

Że króluje u nas chamstwo, zdziczenie i brak kultury.

*

Czy nie obrażamy w ten sposób sami siebie? Czy nie poniżamy się w oczach obcych?

Te wszystkie cechy oczywiście w naszym społeczeństwie występują.

Ale czy możemy powiedzieć że są normą? Chyba nie. Czy dominują? Też nie.

A czy stanowią choćby poważny problem?

Stanowią problem ktorym trzeba się zająć, na który trzeba reagować i który trzeba obserwować - ale zarazem przeważnie można zostawić nieprzypięty rower przed sklepem osiedlowym a dziewczęta zazwyczaj bezpiecznie wracają po zmroku do domów.

*

Patologii trochę jest. Ale zarazem na każdym kroku widzimy przykłady pozytywne.

To co nas boli i uwiera to margines. Agresywny, krzykliwy, widoczny - ale jednak margines.

*

A my? My czasem niepotrzebnie żremy się o błachostki - ale najczęściej jak jelenie walące się rogami - widowiskowo ale nieszczególnie groźnie. I o błachostki.

*

Tylko czy umiemy walczyć na poważnie i o rzeczy ważne?

 

 

Odnośnie wpisów

z księgi gości. 

Ludziska kochane. Czasem warto rozmawiać.

A czasem nie warto rozmawiać.

Skoro rozmawiamy - to prosiłlbym na spokojnie. 

 

Odnośnie wpisów

z księgi gości. 

Ludziska kochane. Czasem warto rozmawiać.

A czasem nie warto rozmawiać.

Skoro rozmawiamy - to prosiłlbym na spokojnie. 

 

o zaoraniu...

CBOS podał wyniki sondaży – wedle jego danych na PiS i obóz zjednoczonej prawicy głos oddałoby 28% a na PO 22%. Generalnie paniki nie ma – bo po prawej stronie mało kto wierzy w te liczby… Jak ja to widzę?

Te liczby zapewne są ponaginane i ponaciągane – ale możliwe jest także że odzwierciedlają pewien rodzący się w społeczeństwie trend. Energia społeczna niosąca partię rządzącą wypala się. Dotrzymali obietnic, dali 500+ i trochę innych konfitur – ale od dłuższego czasu niewiele się dzieje.

Po pierwsze każdy myślący PiS-owiec powinien od jutra zacząć działać tak jakby TEN SONDAŻ BYŁ PRAWDZIWY. Powinien poczuć na karku oddech pogoni. Powinien robić ciągły audyt co robią jego podwładni, co robią jego współpracownicy - czy aby swoimi działaniami lub zaniedbaniami nie kompromitują partii rządzącej!!! I powinien umieć leni i szkodników bez żalu wywalać.

Po drugie – władze centralne powinny przyspieszyć prace nad ustawami radykalnie ułatwiającymi życie małym firmom. I zwykłym ludziom. To można zrobić szybko łatwo i tanio. 

Po trzecie – ludzie słyszą o miliardowych zyskach z uszczelnień systemu podatkowego – nikt nie odczuwa tego w swojej kieszeni. Nikt nie jest w stanie pokazać: to tę estakadę, bibliotekę, przedszkole zbudowano za kasę z „uszczelnień”. Ludzie nieco otrzaskani w sprawach ekonomicznych pytają: skoro tyle kasy wpłynęło to czemu nie ma obniżki vat choćby do 20%

Po czwarte – brak surowego rozliczenia PO-muny podrywa wiarygodność PiS-u – sprawia też że możliwa jest taka kłamliwa narracja PO: rządy tuksa i kopacz nie robiły żadnych afer, to wszystko pomówienia, zobaczcie sami: PiS rządzi ale niczego nam nie udowodnili, nikogo z nas nie osądzili, nikogo nie skazali… „Jesteśmy czyści”.

Po piąte – PiS nie zrobił rzeczy od której powinien zacząć – niezbędna jest totalna lustracja, dekomunizacja i dezubekizacja wszystkich zawodów prawniczych.

PIS NIE MA ŚWIADMOŚCI POTWRNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI JAKA NA NIM CIĄŻY. JEŚLI PRZGRAJĄ WYBORY – POLSKA ZOSTANIE ZAORANA.

złość i ból...

Porównajmy 3 wydarzenia:

2010r. w bardzo podejrzanej katastrofie ginie prezydent europejskiego kraju, kilku generałów NATO i masa innych ludzi od zasłużonych w walce z totalitaryzmem po stewardesy. Od pierwszych dni widać że ruscy siedzą w tym po uszy, mataczą, cwaniaczą, kłamią a polskie władze zachowują się jak współspiskowcy. Łącznie 96 ofiar. Reakcja zachodu? Wzruszenie ramion.

2014r. ruski operator z terenów kontrolowanych przez prorosyjskich bojówkarzy odpala rakietę Buk i strąca cywilny samolot malezyjski. Ginie 298 ofiar, w tym wiele dzieci. 193 osoby to obywatele Hollandi, 10 – Angli 4 – Belgii. Reakcja? Holandia ogłosiła jednodniową żałobę narodową…

2018r. ruscy podejmują próbę zlikwidowania swojego szpiega który drapnął na zachód. Liczba ofiar – na razie zero choć szanse przeżycia dwójki z trójki zatrutych nie są duże. Reakcja? Wszystkim nagle palma odbiła, powszechna histeria, wyrzucanie rosyjskich dyplomatów, zapowiedź bojkotu mundialu…

OTRUTY RUSKI SZPIEG JEST DLA ZACHODU WAŻNIEJSZY NIŻ DZIECI – OBYWATELE UE!?

O ateizmie - historycznie

                Z polskiego punktu widzenia: największe krzywdy wyrządzili naszemu państwu i narodowi innowiercy oraz ateiści przy mocnym współudziale innowierczej oraz (w późniejszych epokach) komucho-ateistycznej V kolumny. (oraz quasi satanistycznej masonerii). Historii uczy się u nas po łebkach – wiemy że najechali nas wyznający islam Tatarzy, wiemy ze tłukliśmy się ile wlezie z wyznającymi islam Turkami. Dość oczywiste jest że wojny z Rosją prowadziliśmy z krajem wyznawców prawosławia. Ale już znacznie słabsza jest świadomość że potop Szwedzki był wojną z luteranami. Tymczasem „potop” był pierwszą wojną totalną z masowymi rzeziami cywili, grabieżą wszystkiego co się dało i konsekwentnym stosowaniem taktyki „spalonej ziemi” podczas odwrotu. Była to wojna w znacznej mierze religijna. Po szwedzkiej stronie wystąpili polscy protestanci. (nawet deklarujący pacyfizm arainie!). Najeźdźcy niszczyli bezwzględnie nasze świątynie - ot - przykład - Kościół św. Katarzyny na Służewiu po ograbieniu z wszystkiego co się dało Szwedzi wykorzystywali jako stajnie. Stąd zaciekła obrona Jasnej Góry. Paulini mieli informacje co dzieje się na zajętych terenach i w żadne gwarancje Szwedów ani ich sojuszników nie wierzyli.

                Myślę że to był pierwszy moment w historii gdy bardzo mocno powiązała się polskość z katolicyzmem. Gdy po raz pierwszy sobie to uświadomiono. Gdy prosty podział My - ONI zmienił się w krucjatę, świętą wojnę, obonę chrześcijanstwa rzed heretykami. Mieliśmy juz wówczas tradycja walki z "poganami" - to się przełożyło - po prostu "poganie" tym razem rzyszli z północy.  Wojny XVIII wieku, zabory, totalitaryzmy XX wieku tylko to poczucie wzmacniały. I z drugiej strony – zawsze stawialiśmy zaciekły opór wrogom – nawet w sytuacji wielokrotnej przewagi liczebnej (wojna o Konstytucję III Maja zakończona bitwa pod Dubienką – Kościuszko pozbawiony zapasów uzupełniający swoje wojska tylko zaciągiem ochotników stawiał twardy opór nowoczesnej armii 5-8 liczniejszej niż jego zbieranina…

                Nasz naród silnie zanarchizowany nie był w stanie skupić się pod sztandarem monarchii – zwłaszcza że ostatnich władców mieliśmy baaaardzo marnych. Był za to w stanie skupić się na idei obrony katolickiego kraju przed „heretykami”. Wrogowie to rozumieli. Dlatego przez ostatnie 250 lat wszelkie próby zniszczenia naszego kraju, zwalczania polskości i wynarodowienia Polaków zaczynały się od niszczenia naszej religii. Z tego powodu innowiercy i ateiści są do dziś postrzegani w Polsce jako element co najmniej podejrzany. Mamy przykłady patriotycznych postaw innowierców. Berk Joslelwicz, Julian Machlejd etc. ale nie zdejmuje to odium z pozostałych.

Znów odwołując się do historii a raczej jest powierzchownej znajomości: np. mało kto zdaje sobie sprawę na jaką skalę zaborcy niszczyli w Polsce zakony. Mało kto dziś pamięta o fali prześladowań unitów na Podlasiu. O zamykaniu kościołów na Litwie. O powiązaniach nacisku rusyfikacyjnego z prawosławiem a germanizacyjnego z luteranizmem. O tym że w Warszawie pod koniec caratu było 47 cerkwi i kaplic prawosławnych. A ni o kasacie zakonów na zajętym rzez Prusy Pomorzu. Nacisk antykatolicki za strony Prus i Rosji był bardzo silny. Wydaje mi się że silniejszy nawet niż nacisk ateizacyjny ze strony polskich komuchów w XX wieku.

I jeszcze szerzej – patrząc na zbrodnie UPA. Wołyń to tereny na których carat 70-100 lat wcześniej skasował kościół unicki. Zabrakło naturalnego hamulca – postrzegania katolików jako braci… wiesza się psy na metropolicie Szeptyckim – ale zapomina że jego wpływy na Wołyniu były żadne.

Odnośnie innowierców niechrześcijańskich - Żydzi polscy niejednokrotnie stawali w obronie Polski i brali udział w naszych powstaniach narodowych – ale przeliczając po liczebności ich populacji – można powiedzieć że in masse zachowywali obojętność i neutralność, a czasem okazywali walczącym Polakom wrogość. Z naszymi przodkami „w pole” szła walczyć swego rodzaju elita intelektualna tego narodu – ci Żydzi którzy zdawali sobie sprawę że w Polsce da się żyć, a w Rosji, czy niemczech to już – niekoniecznie. Szli ci którzy rozumieli wspólnotę naszych losów. Są nazwiska żydowskie na liście katyńskiej, był żydowski ordynariat polowy w okresie II RP. W Polsce nie mamy typowego dla innych krajów prymitywnego antysemityzmu typu „nie-lubimy-żydów-bo-są-żydami”. U nas raczej postrzegamy Żydów jako element obcy który nie zdołał w wystarczającym stopniu zalegitymizować swojego prawa do zamieszkiwania tej ziemi. Po prostu zbyt rzadko szli z nami bić wroga. I zbyt często w chwili zagrożenia podstawiali nogę, lub strzelali naszym w plecy (lub zgoła w tył czaszki). Pamiętamy im łajdactwa i wyskoki szczególnie zdegenerowanych jednostek.

Na pierwszą okupację sowiecką patrzymy siłą rzeczy przez pryzmat prześladowań których Polacy doznali od struktur państwa sowieckiego oraz wszelakich świństw które wycinała niemała grupa ich żydowskich sąsiadów – autochtonów. Witanie wkraczających sowietów przez Żydów jest doskonale udokumentowane w tysiącach relacji i na dziesiątkach zdjęć. Także terror ze strony żydowskich milicji i grup rewolucyjnych nie jest już dziś w Polsce tematem tabu. To problem dla michnikowszczyzny - my nie boimy się o tym mówić zupełnie otwarcie. Spojrzenie szersze i dokładniejsze odsłania nam drugie dno. Przeciw Polakom wystąpili młodzi zrewolucjonizowani i zateizowani Żydzi. Paradoksalnie – to dalej się rozkręca – bo przeciw polskości, polskiej tradycji i religii występują dziś tacy ludzie jak michnik, hartman, urban, holland – którzy są ateistami w 2-3 pokoleniu, nie znają już jidysz, nie jadają koszernie a noszenie jarmułki zapewne uważają za obciach… Na tej samej zasadzie ja mógłbym ogłosić że jestem Ormianinem. Ale społeczeństwo bierze ich zapewnienia za dobrą monetę i co gorsza traktuje ich postawę jako reprezentatywną dla całej mniejszości narodowo-religijnej.

Wracając do historii. W przypadku moich rodzinnych Wojsławic – pod koniec września 1939 wkroczyli do nas sowieci. W gminie żydzi stanowili ok. 1/4- 1/3 ludności. W samych Wojsławicach zwłaszcza w rynku 2/3 -3/4. Budowania bram na powitanie armii czerwonej nie było. Żydowscy sklepikarze głupi nie byli – zapewne wiedzieli świetnie kim są sowieci bo poukrywali cały towar – sklepiki jeszcze parę dni wcześniej nieźle zaopatrzone nagle stały puste lub wręcz pozamykane.

W niedzielę naprzeciw kościoła ustawiono punkt agitacyjny na ciężarówce i zagłuszano msze puszczając rewolucyjne pieśni przez mocny głośnik. Jednak katolicy i tak mieli mniej przerąbane - bo sowieci pierwszą decyzją zajęli wojsławicką synagogę – wyrzucili sprzęty, a w budynku zrobili wielki magazyn łupów. W październiku albo na pocz. listopada wynieśli się za Bug oddając teren niemcom.    

Ergo: państwo ateistyczne, mimo mocnego oparcia swoich struktur administracyjnych i siłowych o osoby żydowskiego pochodzenia było podobnie opresyjne w stosunku do różnych religii. Nie wiem jakie kroki podjęto przeciw ludności prawosławnej. A potem wkroczyli „chrześcijańscy” niemcy. Ci pierwsi którzy do nas przyszli mieli na klamrach pasów napis „Got mit uns”. Hitler wprawdzie chciał go usunąć już dobre kilka lat wcześniej – ale stara generalicja się sprzeciwiła.

III Rzesza była krajem w którym dominowali luteranie (wyjątek to katolicka Bawaria) – natomiast elity nazistowskie były albo ateistyczne albo próbowały budować własna obrzędowość odwołującą się do kultów pogańskich, nordyckich, Sparty i cholera wie czego jeszcze. W rzeszy próbowano wyrugować choinkę bożonarodzeniową… Tu sobie doczytajcie, kto ciekaw:  http://joemonster.org/art/30597 . W wyborach z roku 1933 najniższe poparcie NSDAP odnotowała na terenach zamieszkanych przez niemieckich katolików. Hitler im tego nigdy nie wybaczył. U nas generalnie niewiele o tym wiemy – ale polscy księża pakowani do obozów koncentracyjnych spotykali tam niemieckich kolegów…

Przykłady religijności niektórych niemców są dla nas kompletnie szokujące. Np. w Auschwitz była kaplica w której „pociechy religijnej” mogli doznać „pracujący” w obozie wachmani. Znany jest też bodaj z Sachsenhausen lub Belsen-Bergen przypadek szwaba który miał Biblię oprawioną w ludzką skórę – jeden z więźniów pechowo miał piękny kolorowy tatuaż przedstawiający Ewę podającą jabłko Adamowi… Widać jak na dłoni – jeśli ci ludzie nawet zachowali szczątkową wiarę w Boga to potraktowali ją jak szwedzki stół – wybrali to co im pasowało…

U nas w czasie wojny niemcy aresztowali księdza proboszcza. Ukradli dzwony z kościoła. Pewnie ukradli by też dwanaście srebrnych świeczników – ale te rozesłano sąsiednim parafiom. W obozie koncentracyjnym zginął ksiądz Mysakowski – pochodzący z Wojsławic (wspaniała postać…)(dziś zaliczony do grona beatyfikowanych). Pierwsza komunia się odbyła – ale tak na ćwierć gwizdka… A potem znów przyszli sowieci…

*

                Stawiam tezę ze Stalin nie był takim kompletnym ćwokiem i zdawał sobie sprawę że z Polską trzeba obchodzić się jak ze śmierdzącym jajkiem. I armia WP już w okresie formowania nad Oką miała wyznaczonych kapelanów i odbywały się msze polowe – co więcej znalazłem kiedyś relację że baaardzo się to nie podobało polskim komunistom którzy mieli stanowić tam kadrę oficerską ale na protesty usłyszeli generalnie od sowieckiej generalicji „ruki pa szwam i na mszę marsz – taka mądrość etapu”. W stolicy po wyzwoleniu odbudowano większość kościołów – nawet gigantyczną neogotycką katedrą św. Floriana na Pradze. PRL był jedynym krajem komunistycznym w którym przetrwała katolicka uczelnia wyższa – KUL. Absolwenci byli szykanowani przy zatrudnieniu – ale dyplomy państwo zasadniczo honorowało. Nastąpiła natomiast bezwzględna rzeź katolickich szkół i przedszkoli. Szkół ocalało kilka na skalę całego kraju. Przedszkoli – chyba ani jednego. Budynki konfiskowano.

                Próba sił – proces księży kurii krakowskiej i internowanie prymasa Wyszyńskiego nie przyniosły rozstrzygnięcia. Na likwidację klasztorów (co nastąpiło np. w Czechosłowacji) polscy komuniści się nie odważyli.                Jeszcze ciekawostka – w Krakowie na Starym Mieście przy ul. Wiślnej jest cerkiew unicka. Posiada niezwykły ikonostas – niekanoniczny – malowany przez Jana Matejkę i jego uczniów. Cerkiew ta była zamknięta od 1946 do 1992 roku a krakowskich unitów kątem przytulał jeden z kościołów katolickich który dał im jedną kaplicę na ich potrzeby… Dlaczego cerkiew stała pusta? „Za karę” w 1940 roku wziął tam ślub niejaki St.Bandera… Ale to chyba był pretekst tylko. Cerkiew prawosławna patriarchatu moskiewskiego działała.

                Przez cały okres komuny trwała forsowna ateizacja struktur wszystkich organizacji państwowych lub zależnych od państwa. Znów przykład z Wojsławic – w latach 60-tych była wizytacja biskupia – było przyjęte że biskup jedzie autem ale od granicy parafii towarzyszy mu bnanderia – poczet konny złożony z najznamienitszych gospodarzy. W Wojsławicach zrobiono z tego wielką aferę bo w banderii udział wzięli umundurowani strażacy. Podobnie kłopoty były jeśli strażacy czy harcerze poszli w procesji na Boże ciało. Chodziło o to by „jednostki mundurowe” brać udział mogły wyłącznie po cywilnemu. Zdaje się przez place patrzono na warty strażackie przy Grobie Pańskim na Wielkanoc – tu była bardzo mocna tradycja.

Z mojego punktu widzenia: gdy mieszkałem na Szmulkach w latach siedemdziesiątych (niewiele pamiętam), osiemdziesiątych a potem od poł osiemdziesiątych na nowej Pradze było już całkiem spoko – tj. chodziło się na religię do salki katechetycznej – nikt z belfrów nie filował kto chodzi a kto nie chodzi. W szkole temat nie istniał. Nie słyszałem o żadnych naciskach w rodzaju „kto chodzi na religię nie może mieć wzorowego sprawowania” etc. Na religię chodzili też syn milicjanta i synalek ubeka. Gdy koledze umarła mama cała niemal klasa z wychowawczynią posła na mszę pogrzebową - pierwsze 4 lekcje byliśmy we czwórkę-piątkę potem doszła reszta – nie było z tego powodu żadnej afery. Natomiast z tego co pamiętam nigdy nie spotkałem żadnego nauczyciela w kościele. Ale i kolegów z klasy spotykałem bardzo sporadycznie. Po ukończeniu podstawówki regularnie widywałem tylko dwie znajome dziewczyny – czasem wymienialiśmy grzeczności. To moje pokolenie miało już do kościoła jakby pod górkę… Z okresu komuny pamiętam że nie było problemu z procesjami Bożego Ciała – tylko trasa na nowej Pradze była skromniejsza – procesja chodziła wokół placu J.Leńskiego (paradoks no nie? Procesja religijna na placu im. taaakiego komucha). Milicja na czas procesji odcinała ruch uliczny. Teraz idzie się dłuższą trasą. Paradoksalnie – to w latach 90-tych na ul. Stalowej był incydent rzucania petardami w procesję.

Inna sytuacja panowała w Nowej Hucie. Do końca lat osiemdziesiątych chodzący na religię byli obserwowani przez ludzi ze szkoły. Teść mi opowiadał że jeszcze w latach osiemdziesiątych w szkole w centrum Krakowa na radzie pedagogicznej pojawiły się głosy ze szkoła powinna w niedzielne poranki organizować atrakcyjne zajęcia dla młodzieży by ją odciągnąć od kościoła. Stare belferstwo które to zgłaszało zostało przez młodszych uznane za idiotów.

Ergo: ze zderzenia z ateistycznym totalitaryzmem Polacy wyszli jeszcze bardziej spolaryzowani – dziś w powszechnym osądzie Polak to katolik (nawet jak z praktykowaniem religii u niego kuso i do kościoła ma pod górkę). Istnienia innowierców chrześcijańskich „zbiorowa mądrość narodu” jakoś w ogóle nie przewiduje – jak się o nich wspomina to w kategoriach sekciarzy wrzucając do jednego worka ze świadkami Jechowy czy buddystami. Ateista to dziś ktoś automatycznie zaliczany do lewicy „żyd”, ubek, milicyjny synek, komuch lub chociaż feministka. (krzywdzące dla wielu ale cóż – taka spuścizna historii). Negatywny wpływ na sytuację społeczną mają z pewnością wyskoki ostatnich wojujących lewicowych ateistów w rodzaju palikota czy hatrmanna – Polacy są przekorni i zanarchizowani ale zarazem istnieją pewne granice. Postulat depenalizacji pedofili, „miss Grodzka” w sejmie, czy dyskusje o legalizacji kazirodztwa podziałały na społeczeństwo jak płachta na byka.

Patrząc szerzej – feministki to ostatni liczący się matecznik wojującego ateizmu. Antyklerykalizm wymiera wraz z pewnym pokoleniem. Urban już się szykuje do krainy wiecznego śledztwa – lewicowa gówiarzeria postrzega go jako jakiegoś tam dziadka-alzheimera albo zgoła o nim nie słyszała. Gdy chodziłem do liceum – zaraz po 1989-tym człowiek kupował „wybiórczą” dla artykułów, felietonów, reportaży, dla drukowanego w odcinkach „Imperium” Kapuścińskiego. Wraz z nabieraniem wiedzy o świecie coraz więcej tekstów budziło zdziwienie lub niesmak – gazeta też wywalała niepokornych autorów i skręcała w lewo. Gdy byłem na studiach widok kolesia z „wybiórczą” w ręce budził już uśmiechy politowania. Trzymał się jeszcze jakoś duży format – piątkowy dodatek – ale nie był na tyle ciekawy by wydać te 1,5 zł. Ale pokolenie naszych rodziców to czytało. I czasem nadal czyta. Michnik jest dziś nikim – dla młodszego pokolenia to jakiś frajer który usiłuje udawać że jest jeszcze choć trochę ważny. Dla kolesi z Krytyki Politycznej to już tylko dychawiczna krowa którą jeszcze chwilę można podoić zanim padnie… Ma dać kasę i szpalty w swojej gazecie pod publikację ich mądrości i nie wtrącać się do ich ruchu. Za to „nasze żydki” znów sobie chyba nagrabią – pracownicy muzeum Polin cyknęli się zbiorowo ubrani na czarno by wesprzeć czarny piątek. Ich wpis szybko zniknął z netu (ktoś tam u nich jednak ma trochę oleju w głowie) ale screny latają już po sieci…

Zasadniczo wydaje mi się że to się stopniowo i powolutku prostuje. Agresywna wojująca ateistyczna lewica jest powszechnie traktowana jak margines społeczny. PiS ze swoimi socjalistycznymi pomysłami zagospodarował elektorat który mógłby głosować na lewicę. Masa ludzi myśli w kategoriach „no dobra niech już będzie moherowo ale za to 500+ dają”, smarkateria które w normalnych krajach zajmuje się chlaniem, ćpaniem i kombinowaniem co by tu bzyknąć u nas wkręca się w patriotyzm. Kibolstwo które za granicą chla i tłucze się po ryjach u nas (w przerwach miedzy chlaniem i rąbaniem się maczetami) jednak zajmuje się porządkowaniem grobów powstańców oraz rozwija kult żołnierzy wyklętych. Kościół prowadzi wśród tej czeredy skuteczną misję chrystianizacyjną – czego przejawem sa pielgrzymki kiboli ba Jasną Górę. Wyautowanie lewicy z głównego nurtu życia społecznego daje większą swobodę życia codziennego tym normalniejszym ateistom. Przestają być postrzegani jako komuchy. Przestają być postrzegani jako element jednoznacznie obcy i wrogi.

Pisałem już tutaj: marzy mi się normalne państwo. Jakie w którym większość nie depcze mniejszości a mniejszości nie podgryzają większości. Gdzie każdy może swobodnie wierzyć w co zechce (choć obawiam się że da islamu trzeba będzie zrobić wyjątek). Gdzie każdy może sobie znaleźć swoje miejsce i gdzie każdy powinien mieć świadomość gdzie jest jego miejsce… I gdzie wszystko działa jak należy.

O ateizmie

W kraju mamy zasadniczo kilka grup ateistów. Stopniując:

Są ludzie którym nie po drodze jest z kościołem – w coś tam wierzą, lub wydaje im się że wierzą ale z różnych przyczyn uważają za zbędne pośrednictwo kapłanów.

Są ludzie którzy utracili wiarę i po prostu odsunęli się od religii. Wiara innych czy własnych dzieci nie burzy im spokoju.

Są ludzie demonstrujący swój ateizm jako coś eleganckiego i nowoczesnego „zobaczcie jakie fajne jest życie bez zabobonów”

Są wojujący ateiści – najczęściej ateiści-neofici odrzucający którzy samodzielnie porzucili religię i agresywnie odnoszący się do spraw wiary instytucji kościoła, świąt i tradycji.

Są wreszcie ateiści czynnie walczący z religią i jej przejawami gotowi do przemocy fizycznej a w razie zdobycia choć odrobiny władzy usiłujący szykanować każdego kogo postrzegają jako "mohera".

Osobno stawiam przypadki stricte psychiatryczne – bluźnierstwa i agresja wobec religii jest jedną z możliwych postaci nerwicy natręctw.

*

Istnienie ateistów większości typów stanowi pewien problem społeczny gdyż jako zbiorowość mimo wewnętrznych podziałów stanowią naturalny rezerwuar niebezpiecznych i toksycznych ideologii – zwłaszcza lewicowych.

W razie przekonań prawicowych ci ludzie będą budowali kapitalizm oparty na krwiożerczym wyzysku – bo nie uznając nadrzędności praw moralnych nie mają „bezpieczników”.

*

Po prostu trudniej pewne postawy życiowe opierać na filozofii humanistycznej, aby wytworzyć w sobie wewnętrzny gorset warunkujący postepowanie etyczne trzeba przebrnąć przez zwały rozważań. Poczytać pisma filozofów, etyków, socjologów, psychologów, publicystów, ideologów… Rozprawy uznanych autorytetów moralnych i intelektualnych. Zapisy dyskusji uczonych mężów. De facto trzeba by poznać ze dwa regały książek. Do tego niektórzy autorzy mogli mieć rację w jednych kwestiach a mylić się w innych. Więc całość trzeba by czytać z krytycznym nastawieniem. I słownikiem wyrazów obcych.

Oczywiście studiując „oświeconych” trafimy na szereg min. Wolter uważał że Murzyni są przeklęci przez Boga skoro ich dusze pojawiły się w tak szpetnych ciałach – ale odmawiał im pełni człowieczeństwa bo uważał że gdyby uznać ich za ludzi trzeba byłoby ich traktować po ludzku a tym samym cena cukru dostarczanego z kolonii bardzo by wzrosła… Hercen uważał że wszystko co służy rewolucji jest moralnie usprawiedliwione. Nitzche wymyślił sobie że rację ma „nadczłowiek” czyli ten kto jest w stanie przyładować wszystkim w zęby…

*

Religia jest PROSTSZA bo posiada „ściągawki” dla niekumatych – dziesięcioro przykazań, „kazanie na Górze” katalog grzechów głównych, wykaz cnót kardynalnych, wykaz grzechów wołających o pomstę do nieba etc. De facto w katolicyzmie wystarczy wykuć treści mieszczące się na jednej kartce formatu A4 by wiedzieć jak postępować w większości wypadków życiowych.

Uzasadnienie wszystkiego jest bardzo proste: Bóg życzy sobie abyśmy tak postępowali. Rozkminiając to „na rozum” stwierdzamy że ma to sens bo fajnie byłoby żyć w świecie gdzie się nie zabijamy wzajemnie, gdzie sąsiad nie bzyka naszej żony, gdzie nas nie okradną, a wokoło będą ludzi cisi, pokorni i czystego serca.

*

„Na pocieszenie” dla ateistów dodam że podobny kłopot co nimi mamy z katolikami którzy nie mają zielonego pojęcia o swojej religii – którzy nigdy nie próbowali pogłębić wiedzy wyniesionej z lekcji religii, a to co katecheta wbił im do głów szybko zapomnieli. Z ludźmi którzy uważają się za wierzących a nie są w stanie słuchać ze zrozumieniem kazań na niedzielnej mszy i generalnie szwankują u nich takie cnoty jak moralność, uczciwość, wierność, miłość bliźniego etc. Widać wykucie informacji z jednej kartki A4 okazało się dla niektórych zbyt trudne…

Jeszcze większy problem bywa z protestantami. Są wśród nich odłamy tradycyjno-purytańskie. Są dobrzy i sensowni ludzie. Ale in masse – pokłosie reformacji to kompletny horror. Przy całym nacisku na indywidualne i zbiorowe studiowanie Biblii potraktowali ją jak szwedzki stół – wybrali co im pasowało. Podporządkowali też kapłanów wiernym – jako swego rodzaju wynajętych ludzi… A poza tym uważają że Bóg ich kocha mimo wszystko i nie trzeba się jakoś szczególnie starać…

*

Patrząc przez pryzmat mojego życia: najgorsze chyba świństwo jakie mnie spotkało spadło na mnie ze strony „serdecznego przyjaciela” który był ateistą w drugim pokoleniu i z mocno komunistycznej rodziny.

Najbardziej malowniczy upadek człowieka jaki obserwowałem w moim dalszym otoczeniu to był przypadek chłopaka który pochodził z dobrej patriotycznej rodziny (powstania, legiony, żołnierze wyklęci) ale też był ateistą w drugim pokoleniu.

O szczegółach nie będę się rozpisywał – ale w obu przypadkach było to wyrżnięcie pustym łbem dno, przebicie metra mułu i entuzjastyczne drążenie odwiertu…  

*

Czegoś im zabrakło. Z obserwacji ich uwarunkowań domowych pamiętam nowoczesne kumpelskie stosunki z rodzicami, luzacki stosunek do wszystkiego, niemaskowaną pogardę wobec religii i wysoki poziom materialny egzystencji. O ojcu jednego słyszałem że mieszkanie zdobył podkablowawszy iż mieszkająca tam wcześniej staruszka posiada „nadmetraż”. (wie wiem czy to prawda ale źródło wydaje mi się wiarygodne…). Chłopakom zabrakło pewnej dyscypliny moralnej, kindersztby, świadomości dobra i zła choćby na poziomie „nie bzykaj dziewczyny bliźniego swego”, oraz inteligencji podpowiadającej „orżnięcie najlepszego kumpla na 200 zł to zły interes”. Jednemu zabrakło też instynktu samozachowawczego który mówi normalnemu człowiekowi ze narkotyki to zły pomysł na życie. Aha – rodzicom jednego dodatkowo zabrakło świadomości że jak się umawia na cały dzień ciężkiej harówki to wypada potem wypłacić parę groszy… Ale to mieli chyba genetycznie bo kilka lat temu i syn mi nie zapłacił – tym razem za dwa tygodnie roboty.

*

Stawiam tezę że wyzwolenie z pęt moralności, odrzucenie pewnego gorsetu etycznego spowodowało „erozję” charakterów która w ciągu dwu trzech pokoleń prowadziła nieuchronnie do degeneracji z deficytem empatii i zanikiem świadomości zła czynionego innym.

*

Z drugiej strony na religię chodzili ze mną synek milicjanta i synek „taksówkarza” (takiego taksówkarza którego nikt nigdy nie widział za kierownicą taksówki za to jeden z sąsiadów spotkał go kiedyś na korytarzu pewnego budynku pełnego smutnych panów…). Obaj niby to byli religijni, obu określiłbym jako agresywnych przygłupów. Jeden dodatkowo miał lepkie paluszki o czym przekonałem się zupełnie przypadkiem gdy w porę odwróciwszy głowę uratowałem kanadyjską ćwierćdolarówkę właśnie wędrująca w stronę jego kieszeni… Ale to nie byli moi kumple więc gdy okazali się nierogacizną bolało jakby mniej. Ergo: religia jakby liznęła ich po wierzchu ale nie przesiąkła w głąb. W każdym razie nie na tyle by wytworzyć w nich system odruchów mówiący np. że staruszce w tramwaju wypada ustąpić miejsca… Po ukończeniu podstawówki żadnego z nich nie spotkałem nigdy w kościele.

*

Nie każdy kto chodzi na religię a potem do kościoła stanie się automatycznie dobrym. Wiara daje pewne ukierunkowanie – ale trzeba to samodzielnie pogłębiać i rozwijać. Wierzyć trzeba świadomie. No i wykuć podstawy – wspomnianą kartkę z najważnieszymi ściągawkami i zastosować zawarte w niej generalia we własnym życiu. Ateizm postrzegam jako dodatkowy czynnik ryzyka. Nie każdy kto pija alkohol zostanie alkoholikiem. Nie każdy ateista zostanie łajdakiem. Nie każdy muzułmanin zostanie terrorystą. Ale ryzyko rośnie.  

 

do tego będzie jeszcze garśc rozważań historycznych - ale nie wiem kiedy napiszę - z czasem kompletny klops...

O przeżytkach

Zmianę czasu z zimowego na letni wprowadzili po roaz pierwszy na ziemiach polskich niemeccy okupanci. 

Od dawna udowodniono że nie daje ona żadnych korzyści gospodarczych a generuje masę niepotrzębnych kosztów i problemów społecznych. 

NISZCZMY PRZEŻYTKI NAZIZMU I KOMUNIZMU. 

o ateizmie

Nie neguję istnienia porządnych ateistów - postaram się o tym szerzej napisać. 

Ale to wieczorem albo i jutro. 

z czasem kompletny klops... 

*

do wpisu o ateistach dodałem przymiotnik "wojujący ateiści są jak..." - to myślę precyzyjniej dookreśli o jaki typ ludzi mi chodzi.