BLOG

wedrowycz banner1

O postępie z Warszawy

Zaniosło mnie w piątek do Warszawy. Wrażenia dość przykre. W centrum miasta masa rozdawaczy szmaty michnika – „Metro”. W dodatku strasznie nachalni. Nie rozumiem ludzkiej głupoty. Rozdający i biorący najwyraźniej nie czują że to obciach... Gazetą zasłana komunikacja – Warszawiacy po przeczytaniu zamiast do koszy rzucają to byle gdzie. Taki poziom kultury młodych-wykształconych-z-Peru.

Temat numeru – fotogaleria kobiet z Bangladeszu okaleczonych w wyniku zawalenia się szwalni + artykuł o tym jak to szwaczkom w Bangladeszu źle. Jak znam życie jeszcze trochę i wezwą do bojkotu ubrań tam produkowanych. Pamiętam dość analogiczna sprawę z Haiti – tam ubrania szył koncern Disneya. Pracownicy dostawali dolara dziennie co w tym kraju sytuowało ich wśród najlepiej opłacanych robotników najemnych. Po bojkocie sklepów w USA koncern przeniósł produkcję a tysiące ludzi z dnia na dzień straciły podstawy egzystencji.  

Chodząc po centrum prawie uwierzyłem w istnienie mitycznych galerianek – minąłem kilka nastolatek ubranych tak lampucersko że aż trudno uwierzyć.

Misja identyfikacji osób na starych zdjęciach z Wojsławic zakończona kolejnym niewielkim sukcesem – na fotografii z 1913-tego jest prawdopodobnie późniejszy wójt p. Rogowski. Na innej znalazł się pierwszy chełmski księgarz. Uparte poszukiwania nie przynoszą chwilowo większych efektów.

Spotkanie promujące książkę R.W.Wyrostkiewicza „Absurdy Postępu” sympatyczne – dyskusja burzliwa, półtorej godziny trwało, ale zasadniczo wszyscy po stronie autora. Wyszedłem trochę od tez Ziemkiewicza wskazując na czynnik odwetu w działaniach agresywnych grup mniejszościowych i przepowiadałem że sianie wiatru na taką skalę skończy się burzą jakiej świat nie widział. Podkreśliłem też że zmiany zachodzić mogą bardzo szybko. A kto nie przyszedł niech żałuje.

 http://naszeblogi.pl/39231-wyrostkiewicz-sommer-pilipiuk-i-absurdy-postepu.

Powrót do Krakowa tego samego dnia. Czyli 6 godzin w pociągu – ale było warto.

o ściganiu

                W „Gazecie Polskiej” trwa akcja uświadamiana czytelnikom problemu zbrodni UPA na Wołyniu (o Podolu i innych krainach zapomniano?). Ton dziwny. Zbrodnie UPA i ofiary wedle publicystów mają być bowiem „zapomniane”. Jest to kompletna i oczywista bzdura. Lemingi oczywiście mają o tym pojęcie raczej mętne, podobnie jak nie znają szczegółów martyrologii naszego narodu pod okupacją hitlerowską i sowiecką. Ludzie wykształceni wiedzą o Wołyniu od zawsze.

*

                W żaden sposób nie odnoszę wrażenia by temat ten był kiedykolwiek nieobecny lub zapomniany. Książki o walkach AK z UPA na wschód od Kowla czytałem jeszcze za komuny (np. „Leśne ognie”). Problematykę tę podnosił w swoich „dziełach” Edward Prus. W latach 80-tych wydał 3 książki „Herosi spod znaku tryzuba”, „Władyka świętojurski” i „Atamania UPA”. Tematykę znał można powiedzieć dogłębnie – bowiem w młodości walczył w upowcami jako …członek specgrupy NKWD i z pewnością widział znacznie więcej niż potem opisał… Po 1989-tym choć Matuszka PZPR anihilowała „uczony” ten kontynuował swoją radosną działalność publikując kolejne prace. Widywałem je regularnie w księgarniach.    

                O martyrologii polskiej ludności oraz walkach w jej obronie opowiadało tez co najmniej kilka książeczek z „Serii z Tygrysem” – przewidzianych raczej dla młodszego czytelnika. (n.. „W pogoni za Burłakiem”). Przez jakiś czas lekturą szkolną były „Łuny w Bieszczadach” a gdy ja zaliczałem podstawówkę w piątej klasie omawialiśmy „arcydzieło” pt. „Ślady rysich pazurów”. (te dwie ostatnie pozycje mówią o walkach toczonych już w graniach PRL). Jakieś artykuły o Rzezi Wołyńskiej zamieściła nawet „wybiórcza”.

*

                Ksiądz Issakowicz-Zaleski przypomina o zbrodniach, odsłania tablice, piętnuje rozkwitający za Bugiem kult bandziorów – co jest słuszne – ale jednocześnie działania jego są dziwnie niekonsekwentne. Nie domaga się śledztw, ustalania winnych, osądzenia żyjących jeszcze zbrodniarzy.

*

                Z drugiej strony – czy jest jeszcze kogo sądzić? Lektura wielu wydanych ostatnio wspomnień upowców ukazuje raczej ponury obraz epoki ostatnich leśnych oddziałów. W Polsce – masowe wysiedlenia cywilów, aresztowania: członków siatki OUN, upowców, domniemanych upowców, członków rodzin upowców. Tortury, procesy i wyroki. Walki z coraz silniejszym KBW. Nieliczne udane akcje rozbicia więzień podejmowane wspólnie z polskim podziemiem. Ekstradycje do Polski ostatnich upowców złapanych gdy przedzierali się przez Czechosłowację.

                Po sowieckiej stronie granicy jeszcze gorzej. Zdrady, prowokacje, beznadziejna wegetacja w bunkrach, czasem ostatnia walka po odkryciu kryjówki przez NKWD, częściej śmierć w płomieniach – ulubioną metodą niszczenia bunkrów było lanie nafty przez wywietrzniki… Dla nielicznych szczęściarzy których ominęły kule plutonów egzekucyjnych – piekło łagrów na Kołymie i w Workucie.  

                Przetrwali upowcy którzy:

Wycofali się wraz z niemcami i wpadli w ręce amerykanów, przy czym byli na tyle ciekawi dla wywiadu że nie deportowano ich do ZSRR. (przed 1947-mym większość deportowano).

Zdołali po 1947-mym przedrzeć się przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej (nieliczna garstka)

Odsiedzieli wyroki w Polsce – a potem zdołali wyjechać na zachód (w praktyce było o prawie niemożliwe – skazanym nie dawano paszportów – jeśli jednak mieli tam rodziny które solidnie posmarowały cuda się zdarzały)

Ukryli przynależność do UPA, lub objęła ich amnestia po 1956-tym i zdołali opuścić PRL. (np. Omelajn Płeczeń).

Odsiedzieli wyroki w ZSRR i dziś mieszkają na Ukrainie lub w innym kraju WNP.

Zdołali zatrzeć swą przeszłość i żyli w ZSRR a ujawnili się po 1991-szym (garstka).

*

                Zdecydowaną większość ujętych sowieci wykończyli bez litości. Po naszej stronie granicy też się nie cackano. W dodatku biologia zrobiła swoje. Kluby weterana UPA istniejące na Ukrainie i w Kanadzie grupują dziś głównie ludzi których z racji wieku nazywa się z przekąsem „kombatantami prenatalnymi”. Tą sprawą należało się zająć 20 lat temu. Ale jakby dobrze poszukać…          Jeśli podchodzimy do tematu poważnie – sprawców należy ścigać. Ale najpoważniejszy orędownik pomordowanych o ściganiu nie mówi…

*

A ja czytam zbiór wspomnień upowców i domniemamych upowców "Za to że jesteś Ukraińcem". Ta książka dobrze obrazuje jaką karę ponieśli uczestnicy mordów... 

Trzy guziki z rozporka

                Wieści z ostatnich dni.

                -Prominenci platformy „obywatelskiej” korzystali z usług firmy „cateringowej” oferującej kelnerki toples, sushi podawane na nagiej kobiecie oraz temu podobne rozbierane atrakcje. Za usługi płacili z pieniędzy podatnika – więc się rypło.

                -Rzecznikowi praw dziecka za doradcę służył zwolennik pornografii i producent filmów sado-maso (ciekawe swoją drogą co też mu doradzał). Doradcę opłacano z pieniędzy podatnika – więc się rypło.

                -Kolejna afera rozporkowa w policji. Jakiś pan policjant pozazdrościł celebrytom sushi i sado-maso, ale z braku laku bunga-bunga wypadło skromniutkie i siermięzne - zaczął się dobierać się do umysłowo opóźnionej 14-latki. Dziewczyna swój rozum jednak miała bo też się rypło.

zrobiła swoje, ale jeszcze popracuje

                Katarzyna W. szerzej znana jako „matka Madzi” została oskarżona o umyślne morderstwo córki, w dodatku zaplanowane i dokonane ze szczególnym okrucieństwem. Ekspertyzy są miażdżące. Kobiecie grozi dożywocie. Sprawa ta rozdmuchana w mediach do absurdu świetnie posłużyła PO do przykrycia prac nad wydłużeniem wieku emerytalnego oraz paru pomniejszych afer. Zapewne dlatego ekspertyzy tak dłuuuugo trwały. Przewiduję że kotlet ten zostanie jeszcze odgrzany przed wyborami – np. w postaci procesu jej partnera życiowego „w związku z odkryciem nowych okoliczności”.

zagadkowa rozróba...

                Wczoraj doszło do zagadkowego aktu homofobii. Ktoś podobno dał w zęby posłowi biedroniowi. Albo go spoliczkował. Albo nakopał w rzyć. Przybyły patrol policji szybko ujął sprawcę który spędził noc w komisariacie. Podobno była to kobieta. Albo biła kobieta, ale ujęto sprawcę płci męskiej. (hmm… czyżby środowisko LGBT miało już biedronia dość?) Do tego pobity nie potrafił wskazać urazów będących wynikiem pobicia. 

                Ech dziennikarze – rozumiem że przyszedł rozkaz walczyć z ciemnogrodem i bronić sponiewieranego posła – ale u diabła przed łgarstwami trzeba ustalić zeznania. Ośmieszacie się…

*

Portal niezalezna.pl ustalił że zatrzymano kobietę i towarzyszącego jej mężczyznę, który chyba jednak posła nie bił, bo był tak pijany że przesłuchanie okazało się niemożliwe. Są też zeznania grupy ludzi towarzyszących biedroniowi.

*

Czyli co? Jedna kobieta łala posła podjudzana przez towarzysza (który też by bił ale ledwo trzymał się na nogach) a kilku zdrowych gejów nie było wstanie powstrzymać furii tej Horpyny?  Na szczęście biła widowiskowo ale niezbyt mocno - ślady nie zostały...

Choroba duszy

                W sieci kolejne artykuły o Broad Peak – padają poważne zarzuty wobec Adama Bieleckiego – na gazeta.pl jeden z alpinistów wypomina mu że już dwukrotnie porzucał w górach słabnących towarzyszy (skończyło się szczęśliwie – na odmrożeniach i amputacjach). Wspomniał też jakie zasady obowiązują w Czechach.

                Wygląda niestety na to że złamano standardy etyczne: po zdobyciu szczytu zabrakło elementarnej solidarności. Jeden z wspinaczy osłabł, drugi został by mu pomagać, a dwaj pozostali olali ich i pognali jak kozice w dolinę…

                Najsmutniejsze że mimo wychodzenia na jaw szokujących szczegółów na forach internetowych większość bezrefleksyjnie usprawiedliwia tych którzy przeżyli. Dla ogromnej masy internetowych trolli porzucenie towarzyszy na śmierć jest całkowicie dopuszczalne. Moim zdaniem to objaw jakiejś poważnej choroby toczącej społeczeństwo.

A tak na marginesie: 

                W 2003-cim roku w Tatrach doszło do tragedii. Schodząca lawina uderzyła w grupę licealistów idących na Rysy. Zginęło 8 osób - grupa nastolatków i towarzyszący im student - członek grupy taterniczej. Ocalał organizator, belfer geografii Mirosław Sz. Postawiono go przed sądem, za nieumyślne narażenie grupy i złamanie wielu zasad „górskiego BHP” skazano go na rok odsiadki w zawieszeniu na cztery lata. Pamiętam też dziwne ploty które krążyły potem wokół osoby nauczyciela, który miał jakoby flirtować z uczennicami i zbierać ich zdjęcia niekoniecznie w pełni ubrane…      

                Adam Bielecki – człowiek który prawdopodobnie porzucił towarzyszy na Broad Peak był jego uczniem…

 

O rozłamowcach

                Solidarna Polska i Polska Jest Najważniejsza - to dwa smutne przypadki zagubienia. Przyjmijmy że przywódcy mieli żal do J.Kaczyńskiego o to i owo. Jakieś tarcia mogą wystąpić zawsze. To normalne. W Partiach powstają frakcje czasem dochodzi do rozpadu. Ci działacze wybrali niestety fatalną drogę - trzasnęli drzwiami i jeszcze na odchodnym zrobili kupę na progu. Madia wykorzystały ich niechęć do PiS, pozwoliły wylać kubły pomyj a potem gdy uchodźcy chcieli pomówić o swoich pomysłach kamery i mikrofony wyłączono – „murzyni zrobili swoje na chwałę PO, teraz niech po chichu zdechną”. Czyste szczeniactwo.

                W moim odczuciu powinno to wyglądać inaczej. Miękkie oderwanie. „Mamy trochę inny pomysł. Nie możemy go zrealizować w szeregach PiS, bo koliduje z kilkoma punktami programu ugrupowania. Zakładamy własną partię. Poza tym nic się nie zmienia. Szanujemy naszych byłych towarzyszy, wyślemy prezesowi Kaczyńskiemu kartkę na urodziny, będziemy wspólnie zwalczać koalicję rządzącą, po wyborach chcemy współpracować z PiS na możliwie wielu polach, nie wykluczamy koalicji, rozważymy wspólny start w wyborach.”. PiS też powinno zareagować spokojniej – rozumiemy chłopaki/dziewczęta – idźcie ścieżką – ale prosimy by to była ścieżka obok naszej drogi – cele są wspólne, mamy tylko różne pomysły jak je osiągnąć. Do tego UPR/KNP zamiast "zwalczać PiS" powiny wydać oświadczenie: mamy inne pomysły, ale podoba nam się konserwatywna częśc programu PiS, na tej płaszczyźnie widzimy szanse owocnej współpracy, chcemy też wspólnie walczyć z lewacką ekstremą w która zmienia się PO.  

                W ten sposób na prawicy mogłyby powstać 3-4 silne partie opozycyjne wobec PO. Mogłyby przejąć część elektoratu która „nie wierzy w Zamach Smoleński”, albo „nie lubi Kaczora”. Przy postępującej kompromitacji PO to mogłoby się przełożyć nawet na 60% głosów w nadchodzących wyborach. 

Refleksja z wypadu na prowincję

Władza demoralizuje. Mówi się że władza absolutna demoralizuje absolutnie. Moim zdaniem to zależy od jednostki. Czasem władza niewielka jak odrobina brudu za paznokciem, połączona z odrobiną gotówki i wewnętrznym poczuciem bezkarności wystarcza by wyrósł z tego mały wioskowy hitlerek… Problem w tym że na każdego kozaka znajdzie się większy kozak, a rozmaici lokalni hitlerkowie też czasem nie docenią przeciwnika.

O Zajdlu

                Dostałem wczoraj zaproszenie na galę ogłoszenia nominacji do nagrody im. J.A.Zajdla. po namyśle uznałem że muszę odmówić udziału. Do nagrody tej nominowano mnie dziesięciokrotnie. Raz udało mi się ją zdobyć. Było to dekadę temu… Niestety wokół trybu przyznawania narosło wiele niejasności. Chyba zbyt wiele. Moja chata z kraja.

Taniec szkieletów

                Na cmentarzu w Bykowni – kolejny skandal. Ukraińska ekipa budowlana zabetonowała beztrosko w podstawie pomnika 7 z 21 skrzyń ze szczątkami ofiar NKWD. Powtarzam od lat: Trzeba dokonać ekshumacji totalnej. Wydobyć zwłoki naszych oficerów i ofiar cywilnych. Przewieźć do Polski. Pogrzebać z honorami w specjalnie przygotowanym mauzoleum. Nie wykluczone że identycznie postąpić należy ze zwłokami ofiar rzezi wołyńskiej.