BLOG

wedrowycz banner1

o tempora, o mores...

Wobec ponownego umacniania się podziałów klasowych, kiedy coraz liczniejsze milionowe rzesze ludzi popadają w ubóstwo, a potrzeba ustanowienia najbardziej elementarnego systemu zabezpieczeń jest kwestionowana przez reakcyjny establishment, Jack London /…/ ma niezaprzeczalne prawo przemawiania do amerykańskiego społeczeństwa.

Czy to "Dzieła zebrane" lenina? "Historia WKP(b)"? Cytat z „Trybuny Ludu” lat 50-tych? A może wypociny neomarksistowskich genjuszy z Krytyki Politycznej?

 Nie. To fragment wstępu do dzieła „Wilk. Szlaki życia Jacka Londona”. Ksiązki wydanej w USA w 2009-tym roku, a świeżo przetłumaczonej przez „Świat książki”.

Jest mi po prostu smutno...

Nasze emerytury - dla michnikoidów

Czy OFE ratują udziałowców spółki 'Agora"? Jak podaje GPC pod koniec zeszłego roku zakupiono znaczne papiety akcji wydawcy "wybiórczej" jest to krok o tyle niezrozumiały że wartośc tych papierów leci na mordę od lat i dziś są warte ok 10% tego co w chwili debiutu na parkiecie... 

Być może krótkotrwałe podbicie ceny ma umożliwić ich zbyt właścicielom pakietów pracowniczych? 

*

Niestety wyniki finansowe II i III filaru to jakieś smutne nieprozumienie. Polskie OFE nie umiały jakoś zarobić ani na boomie mieszkaniowym ani na wzroście cen złota... Być może uda się odzyskać to co się wpłacało latami - o ile przyrastające odsetki dogonią inflację... 

Głupota Amerykańców...

Podczytuję sobie w nielicznych wolnych chwilach biografię Jacka Londona. Ciekawa - problem w tym że pisał ją jakiś nawiedzony. Nie dość że zamiast słowa Murzyn wszędzie jest potworny wynalazek językowy "afroamerykanin" to jeszcze autor wali zdania jak z Trybuny ludu o "ucisku i słusznej walce ludu pracującego"...

*

Naszła mnie refleksja.

Przedstawiciele wolnego świata mogli łatwo poznać opresyjność systemu komunistycznego i poziom życia panujący u nas - wystrczyło przepytać licznych uchodźców którzy wyrwali się z sowieckiej zony.  Ja poznałem kapitalizm oglądając jego wyroby w Pewexie, studiując foldery i katalogi, oraz gadjąc z rówieśnikiem który kilka lat spędził w RFN. 

Ja zadałem sobie trud poznania świata tam. Wolni ludzie z zachodu odrzucali  wiedzę o życiu u nas. W efekcie dziś są nie tylko głupi ale i bezbronni wobec zatrucia marksizmem... 

Ominąc nieomijalne.

Jeszcze jeden wyimek mojej wypowiedzi na forum SFFiH

*

Kapitalizm opiera się na pracy, zysku, akumulacji pierwotnej i koncentracji kapitału.  socjalizm na upaństwowieniu środków produkcji oraz monopolach.

Ergo: pracujemy jak Jack London a' 10 centów/godzinę, odkładamy kasę, zbieramy się w pięciu, kupujemy stare czółno i ruszamy kłusować ostrygi. Z kasy za ostrygi kupujemy zdezelowany stateczek... Chyba że trafimy na system w którym zarabiamy tylko tyle ile nam trzeba na życie i nie jesteśmy w stanie nic odłożyć. A nawet jeśli coś uciułamy to mało kto ma jakiekolwiek oszczędności i nie damy rady złożyć się na coś co poprawi nasz los. Taki właśnie świat mamy za oknem. W chwili obecnej lewica ma kasę i pilnuje by było trudno coś odłożyć, a koncentracja zostaje obwarowana przepisami...

W kapitalizmie żeby nadupcyć drugiemu kapitaliście trzeba mieć trochę pieniędzy na początek i wyzwać go na polu na którym da się wygrać, szybkością, jakością innowacyjnością. Dajmy na to fabryka produkuje 30 różnych wyrobów. A nasz warsztat jeden - za to lepszy niż oni. Przejmujemy rynek, oni ograniczają produkcję. Potem patrzymy gdzie wbić następną szpilę. I tak stopniowo my ich albo oni nas...

W socjalizmie nie ma się pieniędzy. I nie da się nadupcyć wielkiej fabryce za żadnym polu bo nie mamy zgody urzędasa na produkcję choćby głupich agrafek.

Np jeśli w tym miejscu ogłoszę że zakładam spółkę akcyjną celem produkcji czegoś i można będzie na najbliższym konwencie kupować udziały to podpadam od cholera wie ile paragrafów... Jest specjalny tryb zgłaszania oferty publicznej sprzedaży akcji. Emisja jest obwarowana warunkami. 

*

Przerabiałem te problemy na własnej skórze. Byłem w liceum, mieszkałem w bloku, piwnica była za mała by zrobić w niej najmniejszy choćby warsztacik. Miałem kilka pomysłów. Może coś by z nich wynikło ale nie miałem kasy ani na surowce ani na narzędzia. Nie było allegero - zbyt gotowych wrobów byłby bardzo trudny. 

Żeby w przyszłości nadupcyć kiedyś całemu wielkiemu złemu światu potrzebowałem pomysłu który pozwoli mi pominąć etap akumulacji pierwotnej. I koncentracji też - bo nie było ani czego ani z kim koncentrować. Wymyśliłem że zostanę pisarzem. Gdy sprawiliśmy sobie pierwszego peceta przez pierwsze pół roku siedziałem i przepisywałem teksty z 60-stronicowych zeszytów w kratkę.

Wygrałem.

O bliźnich

Wyimek z dyskusji na forum SFFiH

*

Cała nasza moralności cywilizacja sprowadza się do zaledwie dwu prostych zachowań w interakcji z drugim słabszym człowiekiem.

możemy :
a) uznać go za bliźniego
 b) uznać go za frajera dać w japę, obrabować, zgwałcić albo zabić.

Wszystkie systemy filozoficzne i religijne sprowadzają się do tego czy wykorzystamy swoją przewagę do działań twórczych czy destrukcyjnych. Oczywiście możemy też trafić na silniejszego albo skonsolidowaną grupę słabszych. Piszę jednak o sytuacji w której mamy przewagę. 

Oczywiście do punktu a dodano pewne uściślenia typu "nie kradnij", "nie zabijaj", "nie posuwaj jego kobiety" - ale to takie rozwinięcie niezbędne dla niekumatych starożytnych pastuchów. Chrystus obracając się w środowisku bardziej ucywilizowanym kazał miłować bliźnich i zazyczaj nie wdawał się w jurystyczne szczególiki.

Opcje "a" i "b" oczywiście przewijają się w różnych kulturach, cywilizacjach i religiach występując w różnym nasileniu. Zetknięcie ze słabszym, lub chwilowo bezbronnym kusi tak jednostki zdegenerowane jak i takie zwyczajnie słabe moralnie. Jest taka książka "Zwyczajni niemcy i Holocaust" - pokazujaca jak bydlę może wyjść z pozornie normalnego człowieka.  

Patrząc na socjalizm widzimy że pierwsi teoretycy jeszcze przed maksem mieli w gębach dużo frazesów będących rozwinięciem opcji "a" ale ilekroć zaczynali działać zwyciężała opcja "b". Feudałom i Kapitalistom też nie zawsze wychodziło - natura ludzka jest ułomna - ale jakoś w roku 1989-tym gdy nastąpił wielki historyczny audyt socjalizmu okazało się że PKB najbiedniejszych krajów kapitalistycznych per capita pięciokrotnie przewyższa PKB najlepiej rozwiniętych krajów strefy sowieckiej.

Żadna z opcji nie pojawiłą się jak dotej pory w postaci czystej. Mamy przybliżenia. Mamy kierunki rozwoju. Drogę pod górę usianą głazami. Chrześcijaństwo i system kapitalistyczny dążą do opcji a. Socjalizm nawet się nie maskując wybiera opcję b.  

Ja widzę życie nie jako pole walki ale jako wyścig. Fakt że J.Grzędowicz sprzedaje więcej książek pobudza mnie nie do agresji ale do biegu. Paleokapitalizm który wyznaję to swoboda konkurencji. To faktycznie szukanie dróg by produkować więcej, szybciej. lepiej, taniej. I dodajmy na własnych patentach bez podkradania rozwiązań za które konkurencja musiała słono zapłacić...

Samodoskonalenie, samokształcenie, ciężka praca - ten kierunek wydaje mi się słuszny. 

*

To jeszcze tłumaczenie dla niekumatych:

Socjalizm oznacza: zapierniczaj od świtu do nocy i oddawaj nam prawie całą kasę albo dostaniesz wpier... ewentualnie możesz liczyć na norę do spania, miskę pomyj a od święta jakiś ochłap.

Kapitalizm oznacza: wymyśliłem coś fajnego, a ponieważ ty tego nie wymyśliłeś stawaj przy maszynie, pozapierniczasz dzień i noc ale za to dam ci kasę kupisz sobie ekstra żarełko żebyś mógł ciężej pracować i auto żebyś nie musiał do roboty chodzić na nogach.

Z biegiem czasu w obu systemach zachodziła pewna ewolucja. Socjaliści bojąc się ucieczki niewolników dawali trochę lepsze nory i ochłapy i żeby miał kto stać przy maszynach rzadziej strzelali w potylicę. Kapitaliści jak się dorobili dawali robolom trochę więcej kasy, a produkcja szybko wzrastała więc i ceny i dostępność dóbr leciały na mordę... 

Podstawowy problem obecnego czasu widzę w konwergencji cywilizacji. Od lat 80-tych kraje wolnego świata i kraje sowieckiej zony zaczęły forsownie ujednolicać swoje systemy. Tylko że integrowanie zdrowych jabłek ze zgniłkami zawsze kończy się tak samo. Dowodem jest ustrój który widać za oknem. Hybryda najgorszych cech zdziczałej komuny i zdegenerowanego kapitalizmu. Tyle że nie strzelają w potylicę - chwilowo.  

O sąsiadach

Wyimek z dyskusji na liście SFFiH

*

Z narodami jest różnie - niektóre same zniknęły ze sceny dziejów - np. Walonowie. Inne zatraciły język którym się posługiwały - ale trwają - jak Irlandczycy, Walijczycy czy Szkoci. Inne wyrżnięto jak Asyryjczyków (żyli na kaukazie do 1937-mego)(tak - CI ASYRYJCZYCY), czy polskich Żydów. 

Jeszcze inne roztopiły się w obcym i wrogim środowisku jak Serbowie Łużyccy. (przypomnę że przez cąły okres istnienia NRD zbiegali io prawo otwarcia choćby jednej własnej uczelni wyższej)

Inne narody na przekór wszystkiemu przetrwały. Przetrwania Polaków nie będę omawiał - bo to znacie z autopsji. Popatrzmy na sąsiadów.

Naród ukraiński narodził się w stepach gdzieś na przełomie XVI i XVII wieku. Język wyewoluował ze staroruskiego. Świadomość odrębności narodowej pojawiła się dopiero w połowie XIX wieku w skrajnie niesprzyjających warunkach - pod carskim knutem, wśród nielicznych potomków chłopów pańszczyźnianych którzy zdołali liznąć trochę edukacji.

Od samego początku istnienie Rusinów jako świadomego bytu było nie na rękę Polakom, ruskim i Austriakom. W przededniu I wojny św. Pojawiło się dopiero drugie - nieliczne pokolenie ukraińskiej inteligencji i pierwsze książki drukowane po ukraińsku. Ta inteligencja została wybita niemal do nogi. Część na froncie, częśc w walkach z Polakami, reszta gdy bolszewicy zajęli Kijów.

Przeciw językowi ukraińskiemu wytoczono działa przy których blednie rusyfikacja i germanizacja stosowana przeciw Polakom.

Na Ukrainie sowieckiej od 1922-giego ukraiński był teoretycznie jednym z języków urzędowych - ale składając pismo po ukraińsku należało dołączyć kopie po rosyjsku.  Wolno było uczyć po ukraińsku w szkołach - ale do 1990-tego roku nauczyciel który podpisał lojalkę że będzie uczył tylko po rosyjsku dostawał ...dwukrotnie wyższe uposażenie.

Inteligencję wyrżnięto. Wymordowano wędrownych bandurzystów - w sposób bardzo podły - urządzono ich wielki zjazd, parę dni balangi przy suto zastawionych stołach a potem otoczono teren i zamordowano wszystkich. Wreszcie wielki głód który pochłonął ok 20% populacji.

Nieco ukraińskiej inteligencji przetrwało w II RP - tyle że dobrym przykładem są tu losy Stanisława Stebelskiego - "Chrinia". Przedwojenny belfer, miał na pieńku już w władzami II RP (odwiedził bodaj dwa razy Berezę) w czasie wojny został sotennym UPA, po wyparciu niedobitków na teren ZSRR ukrywał się jeszcze dwa lata w bunkrach - wreszcie wobec kompletnie beznadziejnej sytuacji militarnej próbował wyprowadzić niedobitki swoich przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej - ale próba przedarcia się siłą przez kilkaset kilometrów skończyła się tak jak musiała się skończyć.

Tą drogą poszła masa ukraińskiej inteligencji - poszli do lasu i w większości zostali tam na wieczną wartę. Część po drodze popełniła zbrodnie tak na Lachach jak i na swojakach...

W czasie okupacji niemieckiej było nie lepiej - Stećko i jego grupa za próbę proklamowania niepodległości - choć deklarowali że odrodzone państwo ukraińskie będzie sojusznikiem III Rzeszy wylądowali w obozie koncentracyjnym. Ukraińskie wsie pacyfikowano może mniej intensywnie jak na Białorusi - ale to znowu były dziesiątki tyś ofiar.

Ukraińskie oddziały waffen-ss traktowane były jak najtańsze mięso armatnie - np. w bitwie pod Brodami straty sięgnęły 80% stanu wyjściowego. Po wojnie weterani tych jednostek poszli pod nóż - nieliczni z łaski trafili do łagrów... Podobnie niemal do nogi wybito upowców i domniemanych upowców.

ergo: w latach 50-tych Ukraińców było o połowę mniej nie z 1914-tym i po raz kolejny wybito im praktycznie całą inteligencję, zadbano też by przez kolejne dekady każdy deklarujący się jako Ukrainiec miał w Polsce i ZSRR równo przerypane. Zostali zaorani i posypani solą. Sowieci czekali aż się podbici totalnie zrusyfikują i jak mogli przyspieszali ten proces.

W najlepszych latach na sowieckiej Ukrainie drukowano do 20% książek w języku ukraińskim - przy czym zazwyczaj były to wznowienia klasyki. Można by wspomnieć jeszcze o prześladowaniach cerkwi grekokatolickiej.

*

Forsowna próba unicestwienia Ukraińców jako narodu prowadzona systematycznie przez co najmniej 150 lat spaliła na panewce.

Przypomnę też że cała ich tradycja państwowa to kilkanaście miesięcy istnienia "państwa w stanie wojny". Czegoś takiego jak "solidarność" czy litewski "sajudis" nie mieli wcale. W 1991 roku pojawiłą się okazja - ZSRR zaczął się sypać. Po wolność sięgnęło wiele ludów. W tym Ukraińcy. Niepodłegłość budowali nieliczni noebanderowcy z nawróconymi na ukraińskość komunistami plus niewielkie domieszki normalnych patriotów organizujących w biegu partie i organizacje... To się nie mogło udać - ale się udało. Kraj który powstał cierpi na wiele schorzeń - jak nasz - ale istnieje na przekór zdawałoby się nieubłaganej logice dziejów.  

Dziś jest to w miarę normalne panstwo i normalny naród. Jest ich też o ok 10 milionów więcej niż Polaków.  Jasne - rządzą tam władze w porównaniu z którymi nasze wydają się konwentem wybitnych mężów stanu - ale są u siebie. Jasne mają swoje problemy - na wschodzie od 20 lat prowadzą politykę reukrainizacji językowej miejscowych rosyjskojęzycznych Ukraińców.

Nadal część pisarzy-renegatów wzorem Gogola pisze po rosyjsku, ale mają normalną literaturę, normalną telewizję, kręcą fajne filmy - z ostatnio przeze mnie oglądanych wymienię "Wiśniowe noce" i "Toj-chto-proszow-kryz-wogon" - polska kinematografia mogłaby się wiele nauczyć.

*

Litwini? Język litewski przetrwał na głębokiej wsi. Elity były spolonizowane od zawsze. Relituanizacja Litwy i powstanie litewskojęzycznej liewskiej inteligencji to znowu II Połowa XIX wieku. I w sumie o wyjściu litewskiego ze wsi przesądziły jednostki - wychowankowie seminarium duchownego w Sejnach. - to sobie doczytajcie - kto ciekaw.

Co ciekawe część bitwy o odrodzenie narodowego Litwy rozegrała się w Warszawie - prąd pojawił się wśród litewskich studentów carskich uczelni - aktywnym działaczem komitetu był K.M.Ciurlionis. Ci chociaż mieli się do kogo i czego odwołać - choć Jagiełło to mówił raczej protobiałoruskim

W okresie ZSRR wyrżnięto lub deportowano prawie całą inteligencję oraz przesiedlono co najmniej 20% mieszkańców republiki.

Podobnie jak na Ukrainie były limity nakładów wydawanych książek po litewsku, prześladowania kościoła, oraz "pomysły edukacyjne". Straszną rzeźnią dla młodych mieszkanców republik nadbałtyckich była wojna Afganistanie - bo ruscy wysyłali na nią poborowych całymi rocznikami. Mimo to w konspiracji powstał Sajudis trzecia po KPN i RPR/UPR nielegalna partia polityczna w bloku sowieckim.

Dziś jest to normalny kraj - z własną literaturą, malarstwem, kinematografią etc. Nawet pismo SF mieli - drukowałem u nich.

Pochylmy czoła przed tymi którzy mając bardziej pod górę doszli tak wysoko jak my.  

Ku Euro

„Nasz” premier zapowiada rychłą zamianę złotówki na euro. Rząd tuska 58% Polaków uznaje za zły (sondaż życzliwego wobec PO onetu). Za przyjęciem wspólnej waluty jest tylko 14% (sondaż interii). Strefa euro gospodarczo tonie. Warunki formalno-prawne umożliwiające wejście do strefy euro spełnimy najwcześniej w 2017- tym roku. Jakby tego było mało prasa ujawniła już dwa lata temu że niemcy zamówili w tajemnicy nowe wzory banknotów – a widniejące na nich napisy wskazują na powrót do „dojczemarki”. Ale pana premiera jakoś to nie zraża…

Motywy jego działań są dla mnie niezrozumiałe. Dział wbrew woli demokratycznej większości, na przekór ekonomii, pod prąd elementarnej logiki… Czy jest to czystej wody bezmyślny serwilizm wobec niemców, czy może wzorem buzka liczy na ciepłą europosadkę, gdy nasz naród wystawi mu wreszcie czerwoną kartkę? Czas pokaże.

Moim zdaniem wspólna waluta to naprawdę dobry pomysł – tyle tylko, że trzeba oprzeć ją na realnych podstawach – np. na złocie by uniemożliwić radosny dodruk pieniądza i w zarodku zdusić inflację. Do tego czasu lepiej trzymać się z dala…

Ta łoj...

Odwiedziłem pewną leciwą Damę opochodzącą z Wojsławic...

uzyskałem informację - pozornie zbędną, nieistotną, nie ważną - czym handlowano ok 1940-tego roku w sklepikach przy Rynku w Wojsławicach.

Podesłałem znajomym Archelogom którzy kopali fundamenty tych sklepów. Jest nawet korelacja znalezisk i informacji. Patrzę a plan wykopów. Patrzę na stare zdjęcia. To jak podziwiać organizm i jego szkielet...

I to przyjemne uczucie gdy przeszłość splata się z teraźnijszością...

Nowoczesny Patriotyzm

...polaga na tym by podpatrywać i kopiować dobre rozwiązania.

I nie jest ważne czy wymyślili je Żydzi, Eskimosi, "Ruscy" czy "Szkopy".

Uczmy się ...od Ukraińców

Na Ukrainie istnieje …centralny państwowy rejestr osób skorumpowanych. Na razie liczy 5700 nazwisk. Działa na podobnej zasadzie co rejestr długów w Polsce.