BLOG

wedrowycz banner1

Problemy z pamięcią c.d.

                Były premier Jarosław Kaczyński wyraził myśl że Polscy powinni mieć więcej dzieci. Oczywiście matołectwo z miejsca powiesiło na nim wszystkie psy argumentując żeby nie dawał takich rad gdy sam dzieci nie posiada. Część komentarzy zawierała myśl żeby nie gadał głupot bo nie da się rozmnażać w tych warunkach ekonomicznych. Bardzo szybko zapomnieli że gdy był premierem mieliśmy spadek bezrobocia o połowę, boom mieszkaniowy i idący w ślad za nim boom urodzeniowy… Wystarczyło 5 lat prania mózgów.

                Jednocześnie w mediach jako poważny polityk a wręcz mąż stanu lansuje się były prezydent kwaśniewski. Za jego rządów bezrobocie szalało na poziomie 20% a zaraz po otwarciu granic z kraju zwiało 2 miliony jego poddanych. Nikt jakoś nie pamięta tej czarnej dziury rządów SLD, pięciu lat przerażającej recesji… Słabo maskowany alkoholizm „prezia” też ludzi jakby nie obchodzi.

Oczyszczenie przez niepamięć

Patrzę na procesy historyczne i widzę jak wielkim problemem jest pamięć i odrzucenie obcej propagandy. Jak następuje oczyszczenie przez zatarcie świadomości zbrodni.

                We Francji zapomniano totalnie o niewyobrażalnym terrorze Rewolucji Francuskiej. Rocznica szturmu Bastylii (skąd jak przypominam uwolniono 4 więźniów w tym bigamistę-pedofila-sadystę markiza de Sade) jest dziś świętem państwowym. Francuscy politycy obwieszają się Legią Honorową – medalem ustanowionym dla odznaczenia najbardziej parszywych ludobójców tłumiących powstanie Wandei.

                W Rosji zapomina się o krwawych szaleństwach doby rewolucji. Wprawdzie Leningradowi przywrócono historyczną nazwę Sankt Petersburg, ale miasto to jest stolicą …leningradskiej obłasti! ZSRR potępia się półgębkiem, tylko w sferze werbalnej. Rosjanie przełknęli jakoś fakt że są winni zbrodni katyńskiej ale jej decydenci np. Kalinin nadal mają ulice swojego imienia w większych miastach… Świadomość zbrodni stalinowskich światowej zaciera się. O pełnej odpowiedzialności ZSRR za wybuch II wojny światowej nikt nawet nie piśnie.

                Niemcy winę na holocaust od dawna zrzucili na zagadkowych nazistów – obowiązuje obecnie proteza intelektualna w myśl której ideologia te była czymś obcym niemcom, nijak nie wynikała z ich stylu życia, kultury ani filozofii. Naród został sterroryzowany przez niewielką grupkę dewiantów pod wodzą Austriaka… Na każdym kroku podkreśla się też udział w zbrodniach wszelakiej maści hiwasów, a obozy jak wiadomo od dawna są „polskie”. Co więcej program społeczno-gospodarczy NSDAP jest od dawna realizowany tak przez RFN jak i UE. W RFN próbuje się zalegalizować eutanazję, trwa rehabilitacja eugeniki a po udziale bundeswery w misjach pokojowych przebąkiwano o konieczności przywrócenia do katalogu odznaczeń żelaznego krzyża.

                W dzisiejszej Polsce jest nie lepiej. Stalinowscy zbrodniarze z reguły żyją spokojnie – nieliczni dostali symboliczne wyroki. W sądach straszą prokuratorzy i sędziowie na telefon, którzy w w czasie Stanu Wojennego terroryzowali społeczeństwo wyrokami sprzecznymi nawet z komunistycznym prawem. Ubecy śpią spokojnie – wątek „szwadronów śmierci” i około 150 mordów na przedstawicielach opozycji („lista Rokity”) nie jest badany przez prokuratury. Każda medialna wzmianka o „generale” jaruzelskim wywołuje erupcję wpisów pochwalających jego zbrodnicze decyzje.

Komunizm - choroba nieuleczalna...

                Jakoś znowu bezsenność wzięła… Podczytałem sobie świeże nabytki – po trochu z każdej książki. „Stroma ściana” doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. Zacząłem od drugiej części – pierwszą jeszcze pamiętam. Przeczytałem kawałek i nabrałem ochoty mordować komunistów. Wybić czerwoną swołocz do nogi, żeby nigdy więcej się nie odrodzili… Swoją drogą autorka to ciężka nieuleczalna idiotka – po wszystkim co ukochana partia jej zrobiła (śledztwo, aresztowanie męża, dzieci w domu dziecka, ciężkie więzienie zamienione na 18 lat łagru…) wystarczył koniec wyroku, odwilż polityczna, rehabilitacja i kretynka zaraz złożyła podanie o przywrócenie członkostwa w KPZR… 

                Podczytałem „Chrinia” – tu już spokojniej. Na razie kawałek o przetaczaniu się frontu. Wspomnienia strasznie chaotycznie spisane – „Zima w bunkrze” to w porównaniu z tą sieczką niemal literatura piękna. Nabrał wprawy widocznie – te wspomnienia są wcześniejsze, wyrobił się w międzyczasie literacko. Obraz który się wyłania jest chyba dość prawdziwy – podkradanie spluw niemcom, walka z sowietami na zasadzie chaotycznej szarpaniny. Obecności Polaków w bieszczadzkich wioskach raczy prawie nie zauważać. Zobaczymy jak dalej. Tylko nie wiem kiedy do tego siądę.

                Przypomina mi się mimowolnie ukraiński film „wiśniowe noce” – scena starcia jednostki NKWD z oddziałem UPA. Enkawudyści w drelichowych mundurach i kiżowych buciorach, wyglądający jakby ich kto przeżuł i wypluł, a z drugiej strony oberwańcy w brudnych półkożuszkach… Książka i film podobnie smutno - realistyczne.

Z jatek

                Przeszedłem się do jatek a tam same niespodzianki. Trafiłem pierwszą część wspomnień „Chrinia” Stebelskiego „Przez śmiech żelaza” oraz „Stromą ścianę” Eugenii Ginzburg – dwa tomy w jednym woluminie. (pierwszy wydano na pocz. lat 90-tych, drugiego czytałem tylko kawałek w podziemnym wydaniu). Ech. Teraz jeszcze tylko wygospodarować trochę czasu i to przeczytać…

Ciekawy link

Program na temat rzeźbiarza z Kanady, specjalizującego się w przedstawieniach religijnych


http://www.youtube.com/watch?v=qgsDf1uCLSQ

Swoją drogą - z całym szacunkiem dla Jego dokonań - ale odlewanie brązu (ok 1000 stopni C) bez choćby elementarnej odzieży ochronnej to jak dla mnie złamanie podstawowych zasad BHP...  

co się dzieje z tym krajem!?

                W mediach trwa niepokojący festiwal patologii. Najpierw obszerny wywiad z Moniką Jaruzelską – w zamyśle zapewne ocieplający wizerunek tatusia-zbrodniarza. Obok lansuje się kwaśniewski „oczywiście-że-nie-byłem-pijany”. Na dniach zamieszczono też wywiad z urbanem. Czyżby szykowała się reanimacja jakichś lewicowych pomysłów na przejęcie władzy?

                A obok lansuje się łapówkara uwolniona przez sąd od kary, która chce pół miliona odszkodowania za to że ośmielono się jaśnie pani popsuć karierę i wizerunek polityczny…    

Ps.

Grojkonowcy robią chyba najladniejsze koszulki konwentowe - aktualna - z eee... "wiewiórką"? jest po prostu urocza...

http://www.grojkon.com/

 

Nie będę profesorem

                Kiedyś wydawało mi się że jestem wyjątkowo bystry, inteligentny i oczytany. Wynikało to niestety z faktu braku czytelnych punktów odniesienia. Po prostu egzystowałem w środowisku w którym moi rówieśnicy byli ode mnie ewidentnie głupsi a książek nie czytali programowo. Potem zmieniłem środowisko i wyrżnąłem jak czołem w mur. Zrozumiałem że jestem za głupi by zostać np. profesorem.

                Dziś przeczytałem kawałek zbioru felietonów Rafała Ziemkiewicza „Uważałem Rze”. I znowu to samo przykre uczucie rąbnięcia czołem. Facet myśli podobnie jak ja – ale lepiej. Wyciąga głębsze wnioski. Dostrzega analogie których ja nie potrafię… Nie będę profesorem. Nie będę dziennikarzem. Stoję u podnóża góry i bezsilnie patrzę na szczyt.

Z Bielska-Białęj

                Wypuściłem się w piątek na Grojkon do Bielska-Białej. Niestety tylko na parę godzin – proza życia i obowiązki rodzinne przytłoczyły… Wrażenia – jak zwykle niezwykle pozytywne. Wysłuchałem wykładu Marka S. Huberatha na temat różnych sposobów konserwacji ciała ludzkiego, wygłosiłem swoje wystąpienie. Spokałem kilkoro znajomych. Zagrałem nawet z czytelnikami w planszówkę (zaszczytne czwarte miejsce). Przeszedłem się po konwentowych kramikach. Miło popatrzeć jak nasz ruch dokonuje ekspansji na nowe pola – obok tradycyjnych księgarenek była i stempunkowa/neowiktoriańska biżuteria, i koszulki i kramik wyrobów skórzanych…

                Mam takie marzenie – malutkie… Że może za kilka lat będzie jeszcze kramik z offo-wymi filmami SF i Fantasy kręconymi przez ludzi z fandomu…

nie dotrzymali słowa...

                Przed wejściem do UE obiecano nam bardzo wiele. Otwarcie rynków na nasze towary. Otwarcie rynków pracy. Deszcz mamony. Obiecywano nam, że wstępujemy na równych prawach. Przede wszystkim obiecano nam solennie i po wielokroć że UE nie będzie się wtrącać w nasze sprawy światopoglądowe.

                Niebawem minie 9 lat od kiedy jesteśmy w środku… Funduszy wyszarpaliśmy sporo, wykorzystaliśmy znacznie mniej. Znaczna część tej kasy została roztrwoniona. Za unijne pieniądze powstały drogi donikąd, a tysiące ludzi zakumplowanych z władzą spędziło mile czas na bezsensownych szkoleniach w egzotycznych krajach. Co gorsza by pozyskać dotacje należało się wylegitymować wkładem własnym co wymusiło na samorządach zaciąganie kredytów… Skala tego zadłużenia jest nieznana. Podobnie nigdy nie dowiedzieliśmy się jak wygląda bilans tego interesu: czy dotacje przewyższają wysokość składki czy może na odwrót. Wzrosły ceny, niestety zarobki jak zwykle nie nadążają. Wraz z kryzysem w UE rośnie u nas bezrobocie. W dodatku rządząca ekipa nie jest w stanie twardo odmawiać Brukseli – choć centrala żąda od nas absurdów – np. dołożenia się do ratowania Grecji gdzie nawet bez tego ratowania zasiłki dla bezrobotnych są wyższe niż nasze płace… Cypr przed wejściem do UE był jednym z najbogatszych krajów południa Europy. Ostatnio de facto zbankrutował. Problemy przezywają Włochy, Hiszpania i Portugalia.

                Uszczelniliśmy granicę wschodnią – przez co dziesiątki sklepów i hurtowni na ścianie wschodniej splajtowało – wcześniej Białorusini i Ukraińcy kupowali masowo nasze towary… Po naszym rynku i przemyśle przetoczył się walec – w wielu dziedzinach nie sprostaliśmy konkurencji, która po otwarciu granic przestała się szczypać i rozdeptała co się dało. Sztandarowym przypadkiem jest los zakładów ELWRO wykupionych i zamkniętych przez niemców.

                W kwestiach światopoglądowych UE oczywiście też nam nie odpuściła. Agendy finansowane przez UE pilnują u nas przestrzegania zasad politycznej poprawności. Kariery uznanych naukowców wiszą na włosku. Wystarczy kilka niepochlebnych zdań na temat historycznych problemów z mniejszością żydowską, lub próba pohamowania ofensywy homopropagandowej w programach nauczania by narobić sobie poważnych kłopotów. Parady „kochających inaczej” firmowali swoją obecnością eurodeputowani (co „ciekawe” oboje zamieszani w paskudą aferę pedofilską)…

                Ciężko być optymistą. Coraz ciężej…