BLOG

wedrowycz banner1

Ubecja pokolenie 3.0

                Podstawowy problem z lewakami polega niestety na tym że czują się w naszym kraju u siebie. Ich dziadkowie byli „patriotami ZSRR” i z pełną świadomością okupowali nasz kraj licząć na szybkie chłonięcie go przez sowietów. Jednak już pokolenie ojców wiło się jak piskorze by kraść ile wlezie, ale z Moskwą się nie dzielić. Wnuki poczuli się tubylcami. Co gorsza nie ma nawet szans że sami wraz z kolejnymi falami emigracji wyniosą się na zachód – bo pasożytując na trupie kraju mają tu za dobrze warunki.

                Potomek ubeka czy enkawudysty jest u nas prezesem firmy, kierownikiem katedry lub instytutu, uznanym dziennikarzem. Korporacyjna struktura wielu zawodów i sieć układów pozwala mu na spokojną egzystencję. Gra rynkowa go nie dotyczy i nie obchodzi. Jest władny i nieusuwalny. Na zachodzie, gdzie wymaga się inteligencji, pomyślunku i doświadczenia taki koleś byłby nikim.

O potrzebie bloków

                Miliony naszych rodaków żyją w betonowych klitkach na blokowiskach, lub w mieszkaniach starych czynszówek. System premiuje postawę wyrobniczą. Rano praca lub szkoła. Po południu i wieczorem leż człowieku przed TV. Ciasnota lub brak mieszkań ogranicza ich plany prokreacyjne. Ciasnota mieszkań zagraconych przypadkowymi sprzętami sprawia że de facto nawet ze znajomymi lepiej umówić się w kawiarni. Ciasnota ogranicza możliwości poprawienia swojego losu. Nie założy się warsztatu żeby sobie różne rzeczy dłubać bo piwnice i balkony za małe. Utrudnia realizację hobby. Nie uwędzi się własnych wędlin bo straż miejska pogoni z trawnika. Uniemożliwia samorealizację – rozstawienie sztalug w ciasnym mieszkaniu często jest szalonym problemem…

                Oczywiście desperaci nie poddadzą się łatwo. Widziałem śliczny intarsjowany stolik zrobiony przez inwalidę żyjącego w kawalerce. Słyszałem o pełnomorskim jachcie pospawanym „po godzinach” z blach w ogródku działkowym na obrzeżach osiedla. Sam uprawiam swój zawód korzystając z ok metra kwadratowego powierzchni. Ale to niepotrzebny marsz pod górę.

                A przecież wystarczyłby stary projekt PiS o uwłaszczeniu działkowców i ten drugi o odrolnieniu gruntów w obrębi miast. Wystarczyłoby ułatwić procedury budowlane i znieść kilka głupich podatków. Niestety. Bloki są dla władzy szalenie wygodne. Po pierwsze kupa miejsc pracy dla kolesiów w zarządach spółdzielni. Po drugie ogromne możliwości swobodnego drenowania kieszeni żyjących tam niewolników. Po trzecie łatwo wygasić bunty – wystarczy wyłączyć prąd i ogrzewanie, zakręcić gaz i wodę… A jesień może być politycznie gorąca.

do zapamiętania

Podaję za forum Prawica.net

Premier Australii pani Julia Gillard wygłosiła ważne przemówienie 30.III.2011

„To imigranci a nie Australijczycy muszą się dostosować... Bierzcie to lub nie! Jestem zmęczona zamartwianiem się naszego narodu czy nie obrażamy jakichś osobników i ich kulturę. Od czasu ataków terrorystycznych na Bali obserwujemy wzrost nastrojów patriotycznych u większości Australijczyków.”

„Nasza kultura rozwinęła się w ciągu dwóch wieków wysiłków, doświadczeń i zwycięstw milionów ludzi poszukujących wolności.”

„Mówimy głównie po ANGIELSKU, nie po hiszpańsku, libańsku, arabsku, chińsku, japońsku, rosyjsku czy w jakimkolwiek innym języku. Dlatego jeżeli pragniecie stać się częścią naszej społeczności nauczcie się naszego języka.”

„Większość Australijczyków wierzy w Boga. To nie jest jakiś chrześcijański prawicowy polityczny wymysł, ale fakt, ponieważ chrześcijańscy mężczyźni i kobiety utworzyli ten naród na chrześcijańskich zasadach i to jest wyraźnie udokumentowane. Właściwym jest, by to było uwidocznione na ścianach naszych szkół. Jeżeli Bóg obraża ciebie, sugeruję znajdź sobie inną część świata jako twój nowy dom, ponieważ Bóg to część naszej kultury.”

„Zaakceptujemy wasze wierzenia i nie będziemy o nic pytać. Żądamy tylko byście zaakceptowali nasze i żyli w harmonii i pokojowym radowaniu się razem z nami.”

„To jest NASZ KRAJ, NASZA ZIEMIA i NASZ STYL ŻYCIA i pozwolimy wam w pełni radować się tym wszystkim. Gdy jednak skończycie z narzekaniem, marudzeniem i uskarżaniem się na naszą flagę, naszą rotę, nasze chrześcijańskie poglądy, na nasz styl życia, zachęcam was do skorzystania z jednego z największych wolności australijskich, z PRAWA DO OPUSZCZENIA naszego kraju”.

„Jeśli ci się tu nie podoba to WYJEDŹ. Nie zmuszaliśmy ciebie byś tu przyjechał. Chciałeś tu być. Zaakceptuj więc kraj, który TY obrałeś.”

z netu

> jestem gotów płacić dziesięcinę na proboszcza, drugą dziesięciną na biskupa, trzecią dziesięcinę wyślę do Rzymu a i tak zapłacę MNIEJ niż naszemu obecnemu państwu.  Kościół Katolicki wie wszystko, i sprawnie administruje swoimi 30-34 milionami owieczek, mając do dyspozycji 40 tyś funkcjonariuszy którzy na papierkową robotę poświęcają 2-3 godziny w tygodniu. Państwo dubluje administrację kościelną ale do kontrolowania 38 milionów ludzi potrzebuje już 800 tyś urzędników na pełnych etatach.
WYBIERAM PAŃSTWO WYZNANIOWE. 

> Logika

O ubraniach

Sięgam po kolejny numer Gazety Polskiej – jeszcze jeden zagraniczny ekspert wypowiada się na temat Smoleńska. Jemu też trajektoria podchodzenia do lądowania i rozkawałkowanie wraku kompletnie nie pasują do siebie ani do innych katastrof z udziałem podobnych samolotów.

Problem w tym że podobnych artykułów było już sporo. To że Ruscy kłamią, to że ukrywają część istotnych okoliczności, to że „nasi” ich kryją a oni kryją „naszych” – jest jasne i oczywiste dla każdego i od dawna. Ale nie zbliża nas to do prawdy.

De facto gdyby nawet coś się zmieniło i sprawą zajęła się międzynarodowa komisja śledcza, na skutek kompletniej niefrasobliwości lub (otwartej zdrady) większość dowodów została bezpowrotnie utracona.

Wrak samolotu został w znacznej części rozkradziony. To co pozostało jest wypucowane na wysoki połysk. Nikt z naszych nie zadbał o pobranie bezpośrednio po tragedii próbek do badań. Dziś de facto nie wiemy czy np. fotele leżące pod wiatą pochodzą z rządowego Tupolewa. Ruscy mieli 3 lata żeby je podmienić. Mieli też czas by rozpylać na nich dowolne chemikalia.

Zwłoki ofiar umyto w Moskwie, zapakowano do trumien i pogrzebano. W Polsce nie zostały zbadane, ekshumacje potwierdziły jedynie że mimo identyfikacji pozamieniano trumny. Po trzech latach niewiele da się powiedzieć. Tkanki miękkie uległy rozkładowi. Nie zbadamy już oparzeń skóry, stanu płuc, siatkówek oka, błony bębenkowej i dziesiątków innych wrażliwych tkanek w których zapisać mógł się wybuch. Niektóre ciała skremowano. Spopielono też ok 200 kg szczątków przysłanych z Rosji. (choć min. Kopacz zapewniała że każdy fragment przebadano genetycznie…). Można jeszcze wykonać niektóre analizy fizykochemiczne – ale i z tym kuso.

Miejsce tragedii przeorano, ścięto drzewa, teren splantowano. Część obszaru została przebadana przez polskich archeologów ale wyniki ich badań i pozyskane artefakty pozostają do dyspozycji prokuratury rosyjskiej. Nie pobrano próbek bezpośrednio po tragedii.

Wszelkie rejestratory przebywają od tak dawna w Rosji że można było zrobić z nimi absolutnie wszystko.

Pozostają ubrania i rzeczy osobiste ofiar. Jedyny dowód pochodzący z wrakowiska. Dowód mocny.Na tych tkaninach jest wszystko. Absolutnie wszystko. Jeśli doszło do wybuchu na pokładzie noszą ślady opalenia, przejścia fali termicznej, przejścia fali uderzeniowej, rozcięcia od lecących odłamków, rozerwania od przeciążeń. Ubrania te leżały wiele godzin w Smoleńskim błocie pod gołym niebem. Jeśli rozpylono sztuczną mgłę to zawiesina godzinami opadała na tkaniny. Ubrania wydano rodzinom. W Moskwie nalegano wprawdzie by je spalić ale w wielu przypadkach nie uzyskano zgody. Część spalono w Polsce w raczej podejrzanych okolicznościach. Mimo to jest tego na kilogramy.

Dla zespołu p.Maciarewicza ich przebadanie to absolutna podstawa wszelkich prac. To jednocześnie najlepszy i jedyny dostępny dla analiz wiarygodny materiał. Wyniki tych badań to trudny do podważenia dowód na zamach. Mimo to komisja milczy a wątek badań rzeczy ofiar nigdy nie był podejmowany. Dlaczego?

Możliwości są dwie:

  1. Niczego nie znaleziono, tragedia była zwykłym wypadkiem lotniczym, a PiS-owcy mają paranoję albo łżą. (daj Boże… )

 

  1. Wyniki są – ale bomba ta ma wybuchnąć przed wyborami by na zawsze zmieść tuska i jego bandę w polityczny niebyt.

Boję jednak że w wariancie drugim może dojść do katastrofy która uniemożliwi wykorzystanie zdobytych danych. Strona rządowa to może są łajdacy, ale na pewno nie idioci. Wiedzą jakie dane można było pozyskać. Zapewne wiedzą też jakie pozyskano. Lech Kaczyński popełnił śmiertelną pomyłkę nie publikując w porę tajnego aneksu do raportu o likwidacji WSI. Boję się powtórzenia tego wariantu. Wrogowie p. Macierewicza wiedzą co on wie, lub co może wiedzieć. A ręce mają długie.

Zacierane ślady zbrodni cz. 2

                Wszyscy pamiętamy opis gmachu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku zawarty w zbiorze felietonów „Medaliony” pióra Zofii Nałkowskiej. Zwłoki w basenach, stosy wygotowanych kości, oraz pozostawiony przez dr Spannera zapas mydła pozyskanego z ludzkiego tłuszczu. Podobne próbki zabezpieczono także w Auschwitz.

                Spannera usiłowano za to ścigać po wojnie – ale generalnie upiekło mu się. Po pierwsze główny świadek oskarżenia – jego pomocnik osadzony przez aliantów w obozie jenieckim jakoś dziwnie nagle zachorował i umarł. Sam Spanner tłumaczył się że owszem jego zespół produkował substancję na bazie ludzkiego tłuszczu ale służył do impregnacji chrzęstnych elementów pozyskiwanych preparatów. Jedyna przykrość jaka spotkała pomysłowego uczonego była taka że roznoszący się wokoło sprawy smród sprawił, że nie dostał nagrody Nobla do której był bardzo poważnym kandydatem.

                Mydło z Gdańska wywołało w ostatnim dwudziestoleciu dwie afery. Pierwsza wybuchła jeszcze w latach 90-tych. Na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku jakiś cwany buc usiłował sprzedawać kostki okupacyjnego mydła RIF dorabiają legendę że to „mydło z Żydów”. (w rzeczywistości oznaczenie RIF było tłoczone na mydle z tłuszczu rybiego – III Rzesza z braku surowców chwytała się takich erzatzów). Przy okazji niejako zaprezentowano w wybiórczej ekspertyzę naukową. Instytut Yad Vashem przebadał próbki mydła ze swoich zbiorów ale nie zdołał wyizolować z nich ludzkiego DNA.

                W 2002-gim roku mniejszości niemieckiej nie spodobała się tablica wisząca na gmachu Anatomii. Śledztwo przeprowadził IPN. Potwierdziło ono ewidentnie fakt produkcji myła z ludzkiego tłuszczu i wykorzystywania go do mycia oraz prania odzieży przez pracowników Spannera. Przy okazji stwierdzono że z archiwów wyparowała bez śladu znaczna część dokumentacji fotograficznej wykonanej bezpośrednio po wojnie a oryginalne protokoły zeznań polskich świadków przekazano do RFN jeszcze w latach 70-tych. W Polskich zbiorach nie stwierdzono żadnych próbek mydła z ludzkich zwłok zabezpieczonego w Gdańsku. (są natomiast w archiwum trybunału międzynarodowego w Hadze).

                Co się z nim stało? Jeszcze w 1946-tym na cmentarzu w Gdańsku-Wrzeszczu odbył się uroczysty pogrzeb wszystkich szczątków znalezionych w budynkach Anatomii. Do zbiorowej mogiły złożono kości ofiar, preparaty, płaty ludzkiej skóry wygarbowanej na pergamin oraz zapas mydła. Identyfikacja szczątków była wówczas nie możliwa.

                Na tym jednak historia się nie kończy. Mniej więcej 10 lat po wojnie cmentarz …zlikwidowano. Wywieziono wszystkie nagrobki a na miejscu nekropolii urządzono park i plac zabaw dla dzieci. Zaginione zdjęcia. Zaginione zeznania. Zaginione dowody. Zaorane groby ofiar! Kto i na czyje polecenie zacierał ślady niemieckich zbrodni?

Zacierane ślady zbrodni cz.1

                Ponieważ padło pytanie o mordowanie uczestników Powstania kilka słów wyjaśnienia. Pod torowiskiem dworca Warszawa Zachodnia znajdują się trzy tunele stanowiące cześć Alei Prymasa Tysiąclecia. Dwa posiadają nitkę jezdni, jeden – przeznaczony jest dla pieszych.

                O tunelach tych mówiło się od dawna, znajdowały się na terenach fabrycznych. Dopiero w 1973 w związku z budową ulicy wykorzystano je do ruchu autobusowego. Wtedy też przyjrzeli się im dokładniej zwykli ludzie. Stwierdzono że tunele są dziwne. Posiadały mianowicie na obu końcach ślady po masywnych wrotach, wewnątrz istniały systemy wentylacyjne (całkowicie zbędne). Z otworów wentylacyjnych biegły korytarze techniczne do dwu dziwnych kopulastych ceglanych budynków. Banie te posadowione bez sensu pomiędzy nitkami torowiska wyposażone były w płaskie baseny wewnętrzne. Obieg powietrza regulowany potężne poniemieckie wentylatory. Sine ślady na betonie już po pierwszych amatorskich analizach okazały się pozostałościami błękitu pruskiego.

                Postawiono wtedy tezę: Instalacja ta była pozostałością gigantycznych komór gazowych – znacznie potężniejszych niż te z Treblinki czy Birkenau. W baniach zachodził proces produkcji gazu (granulat rozpuszczano w wodzie) a wentylatory kierowały go do tuneli. Biorąc pod uwagę rozmiary obiektu w razie wykorzystania można było w nich swobodnie uśmiercić tysiąc osób jednorazowo. Jeśli w tunelach funkcjonowało torowisko (wiele na to wskazuje) można było zagazować jednocześnie 2-3 wagony pełne więźniów. Ogromne ilości puszek z cyklonem-B znalezione bezpośrednio po wojnie w ruinach obozu koncentracyjnego na Gęsiówce potwierdzają te przypuszczenia.

                Badania napotykały na ogromne opory ze strony władz. Komuś najwyraźniej przeszkadzały te ustalenia. Być może chodziło o pieniądze – tunele wykorzystywano do ruchu samochodowego budowa nowych byłaby bardzo kosztowna. Być może chodziło o zatarcie śladów zbrodni NKWD i UB – tereny przyległe były wykorzystywane po wojnie.

                W pierwszej połowie lat 90-tych mimo szalonych protestów społecznych zbudowano tunel dla ruchu pieszego niszcząc bezpowrotnie większą część śladów. Banie gazotwórcze PKP zniszczyła jeszcze wcześniej.

                Tu możecie sobie doczytać:

http://www.info-pc.home.pl/Whatfor/baza/kl_warschau.htm

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Warschau_(KL)

 http://kl-warschau.blogspot.com/

Słońce i książki...

w Krakowie likwidują się właśnie dwie (z czterech) księgarnie przy Rynku. Powód?

Hmmm... Szefostwo jednej wydało buńczuczne oświadczenie że budynek przestał pasować do obecnych czasów (albo czasy do budynku) i klienci domagają się czegoś innego. (konfekcja tak, książki nie?)

Szefostwo drugiej milczy dyplomatycznie albo przez gardło ściśnięte z żalu nic im nie przechodzi...

Rzeczywistość? To skutki vat-u. Ostrzegałem przed tym 3 lata temu - niestety sprawdziło się co do joty.

W warunkach zaostrzającego się kryzysu makroekonomicznego branże wrażliwe na wahania koniunktury powinny być chronione. Tymczasem są bezlitośnie dobijane zdzierstwem fiskalnym.

Sprzedaż beletrystyki siadła o ok. 1/3 w stosunku do roku 2010-tego. Czynsze rosną dramatycznie. Księgarnie będą padać. A ja mam dość, bo po raz kolejny dowiaduję się że lepsze jutro było wczoraj a ja przegapiłem...

Słońce Peru nas przypala...

Skutki wojny

Fragment felietonu dla miesięcznika "Czwarty Wymiar"

 

                W okresie międzywojennym moje rodzinne Wojsławice był poważnym ośrodkiem handlowym. W osadzie żyło około dwa tysiące żydów i to w ich rękach skupiał się prawie cały handel oraz znaczna część produkcji rzemieślniczej. W Rynku funkcjonowało około setki sklepów, sklepików i warsztatów. /.../. 

                To wszystko zmiotła wojna. Zostały budynki. Zostały narzędzia. W piekarni zostały pożydowskie piece i zakwas. Koło garbarni w beczkach w solanką moczyły się skóry. Chrześcijanie obu wyznań za zgodą niemców zajęli opustoszałe domy, sklepy i warsztaty. I nagle okazało się że większości interesów nie da się już wskrzesić. /.../ Bułki pieczone w tej samej piekarni nagle straciły smak – dawny żydowski piekarz dodawał czegoś do ciasta. Niestety sekret dodatku zabrał ze sobą do grobu. Stary żyd specjalista od suszenia owoców „na lasach” przepadł gdzieś w piekle Treblinki. Masa dzieciaków podglądała go co roku przy pracy. Pozostały w sadach doły w których palił ogień. Pozostały ruszty z leszczynowych żerdek. Ale sekretem był dym, drewno którego używał do wędzenia śliwek. /.../ Było to pierwsze zderzenie z nową rzeczywistością – zabrakło ludzi którzy pewne rzeczy umieli. Wojsławice nigdy już nie odzyskały przedwojennego znaczenia. /.../

Ku pamięci...

Komunikat Radia Kościuszko z dn. 30 lipca 1944 roku, wyemitowany czterokrotnie:

 

„Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.”