BLOG

wedrowycz banner1

Ładna recenzja

http://www.qfant.pl/review/andrzej-pilipiuk-oko-jelenia-t-5-triumf-lisa-reinicke/

Plany produkcyjne 2013-2015

                Mam w miarę skonkretyzowane plany na nadchodzące 2-3 lata. Po pierwsze będę ciągnął zbiory opowiadań bezjakubowych. Czytelnicy je polubili, ja też lubię od czasu do czasu machnąć coś nietuzinkowego. W tej chwili kolejny na warsztacie.

                Po drugie wbrew ujadaniu internetowych piesków do notesu trafiają pomysły na kolejny tom przygód Jakuba Wędrowycza. Myślę że pod choinkę 2014 powinien być gotowy.

                Po trzecie zebrałem trochę literatury i męczę się nad planem kontynuacji Oka Jelenia. Łatwo nie będzie i czeka mnie kilkadziesiąt godzin odsiadki w bibliotekach zanim się za to zabiorę.

                Po czwarte pora wreszcie spisać co nowego przytrafiło się kuzynkom Kruszewskim. Coś tam sobie porozpisywałem, zalążek fabuł już jest.

                Po piąte ciągle odłogiem leży pomysł na powieść sensacyjno-szpiegowską w realiach carskiej Rosji – będącą swego rodzaju prequelem do Norweskiego Dziennika.

                Po szóste mam jeszcze kilka projektów chwilowo tajnych. Tak czy inaczej do 2015-tego mam co robić…

Na gorąco z targów książki

                Tegoroczne targi książki urządzono na tzw. stadionie narodowym. Obiekt wygląda po prostu paskudnie. Nie wiem na co poszły te 2 miliardy złotych – wszędzie pyszni się nagi szary beton. Schody faktycznie dobre nie są – drgają pod krokami. Murawy na płycie nie było, pewnie znowu wymieniają, za to dach zasunięto – mimo ładnej pogody. Krzesełka z jakiejś dermy – w dwu kolorach nie tworzących zrozumiałego porządku kolorystycznego. Obiekt paskudny. Ogromna ilość pustych niewykorzystanych przestrzeni – trochę jak w Tetrze Wielkim. Ale lepiej że targi odbywają się tu niż w Pałacu Kultury. Choć też duszno – ale za to luźniej.

                Spacerując przede wszystkim żałowałem czasów gdy stadion tętnił życiem jako gigantyczne targowisko. W najlepszych latach jak obliczano z handlu w tym miejscu żyło ćwierć miliona ludzi – sprzedawców, hurtowników, krawców i szwaczek produkujących „na stadion”. (w tym moi przyjaciele). Ogromna masa ubrań płynęła stąd na wschód… Na koronie można było kupić wszelakie różności – np. mumio, militaria, narzędzia, rosyjskie diamentowe freziki dentystyczne (znakomite). (oraz oczywiście szereg towarów nielegalnych…). Tak czy inaczej jakaś epoka za nami.

                Przeszedłem się najpierw po części komiksowej. Towaru niby sporo ale jakoś nic szczególnie ciekawego nie wypatrzyłem. Znalazłem komiks tłumaczony z ukraińskiego, o kozakach. Historia miałka strasznie, ale przynajmniej jest chociaż jeden… Kupiłem sobie też zeszycik im memoriam Janusz Christa. Zabawny - choć poziom prac bardzo różny.

                Pospacerowałem po koronie – obszedłem cały pierścień dwukrotnie. (podobno kilometr obwodu). Nic szczególnie ciekawego. Rzucał się w oczy praktycznie brak gości zagranicznych. Z Rosji nie przyjechał chyba nikt – wystawiały się tylko księgarnie rosyjskojęzyczne. Z Ukrainy – jeden wystawca – kompletnie nic ciekawego w ofercie… Byli Australijczycy i Węgrzy. Stoisko wydawnictwa Taschen – strasznie rozczarowujące. Wydawców katolickich – skromniutka ilość. Podobnie mało wydawnictw dla dzieci. Z młodzieżowych wystawiały się „Siedmioróg” – skromniuchno i „Literatura” – ciut lepiej, oraz Akapitpres – ale też jak by pół gwizdka. Te dwa pierwsze swego czasu odrzuciły moje maszynopisy… Nic jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi.

                Na stoisku wydawnictw UMCS opracowanie o księgach pamięci spisanych przez żydów z Lubelszczyzny. Autorzy olali totalnie Wojsławice - nasze „najbardziej żydowskie miasteczko”. Nie wspomnieli o nim nawet w indeksie!

                Lansowała się jako celebrytka Monika jaruzelska. Zaskoczyło mnie zarówno że ktoś ją zaprosił jak i kolejna do niej. Było w tym coś głęboko niesmacznego. Dopieszczono miłośników lewactwa – krytyka polityczna i michnikoidy mieli swoje stoiska. Ci pierwsi sprzedawali jakieś dzieła po złotówce, do tych drugich była nawet skromna kolejka. Straszyły portrety edelmana i kapuścińskiego reklamujące wznowienia ich załganych książek. Gęba hitlera straszyła z okładki książki poświęconej Wiedniowi w czasach gdy fuhrer był początkującym artystą. Było i coś dla normalnych odwrotnie. Z oferty nacjonalistyczno-idiotycznej eksponowano antyupowskie – czy może raczej antyukraińskie wypociny edwarda prusa. Kto to ustawił obok dzieł Dmowskiego!? Nasza pseudoendecja kompletnie się już pogubiła.

                Kolejka po moje autografy spora – ale i tu widziałem kryzys. Podpisałem trochę egzemplarzy „Wampira z MO” ale ludzie przynosili głównie wcześniej wydane książki, niekiedy wydania sprzed kilku lat. Ludzie jednak sporo pytali o dalsze plany trzeba się sprężać. Spotkałem kilkoro znajomych. Był p.Kazdepke, p.Kosikowie, J.Grzędowicz i M.L.Kossakowska. Już przy wyjściu minąłem się z J.Piekarą. Przebiegłem jeszcze przez stoiska w drodze na nagranie. Ale nic już nie wpadło w oko.

                Zabrakło w tym wszystkim odrobiny radości - atmosfery wielkiego czytelniczego święta. Kryzys widać już chyba na całego… Żal…

Raz jeszcze o mieszkaniach

                Spadające notowania PO wymusiły na partii ruch populistyczny. Politycy rządzącego ugrupowania przedstawili nam najnowszy produkt swoich „światłych” umysłów – program „Mieszkanie dla młodych”. Jakie są jego założenia? Młodzi wykształcenie z dużych miast mają szansę uzyskać rządową dopłatę do kredytów na mieszkania. Jeśli są samotni albo stanowią parę (co z konkumbinatami?) będzie to około 30 tyś a jeśli mają dziecko ponad 40 tyś.

                Rozwiązanie to jest po wielokroć złe.

Po pierwsze – wprowadzono granicę wieku – co oznacza że ludzie starsi będą przez ten program dyskryminowani (co na to UE i jej agendy?)

Po drugie – jest to dopłacanie bogatym z kieszeni biednych – bowiem program adresowany jest do ludzi zdolnych zgromadzić wkład własny i posiadających zdolność kredytową.

Po trzecie – program obejmuje zakup wyłącznie mieszkań nowych – zatem stanowił będzie ukryte dofinansowanie deweloperów.

Po czwarte – przewidziano pulę ok 36 tyś dopłat rocznie – co jak sądzę może rodzić kolejne patologie przy rozpatrywaniu wniosków.

                A ja od lat powtarzam: by w Polsce uzyskać brakujące miliony mieszkań trzeba odblokować tereny pod budownictwo, obniżyć podatki w tej branży, znieść vat na materiały i usługi budowlane, przywrócić ulgi podatkowe na budowę lub zakup nieruchomości i umożliwić wykorzystanie na te cele pieniędzy z II filaru…

Cywilizacja śmierci wygrywa bitwę?

                „Gazeta wybiórcza” na swojej stornie internetowej podała informację o sklonowaniu ludzkiego zarodka. Oczywiście informacja utrzymana jest w duchu bezrefleksyjnego optymistycznego entuzjazmu. Podstawowa radocha redaktorów wynika z tego że dzięki temu będą możliwie terapie licznych nieuleczalnych dziś chorób. Oczywiście pojawiają się też głosy ekspertów. Jeden genetyk bredzi że to posłuży hodowli narządów a nie ludzi. Khm… nie wiem skąd ten optymizm – amerykanie mówią przecież wyraźnie: „sklonowaliśmy zarodek” a nie „uzyskaliśmy hodowlę tkankową komórek macierzystych”. Do tego na obecnym etapie zacznie łatwiej jest wyklonować kompletny organizm niż jego konkretną część.

                Do towarzystwa pseudoautorytetów dokooptowano też jakiegoś „etyka” po filozofii który nie widzi w zasadzie żadnych problemów etycznych ani poważniejszych zagrożeń a nawet uważa że klonowanie ludzi jest zasadniczo ok.

                Każdego normalnego człowieka o elementarnej wrażliwości, albo znającego dzieje owcy Dolly ogarnia przerażenie… Bo co oznacza klonowanie terapeutyczne zarodków? Powstaną istoty ludzkie niezdolne do egzystencji (o bardzo skróconej długości życia), których jedynym celem zaistnienia będzie śmierć - po kilku miesiącach „dojrzewania” zostaną rozmontowanie na tkanki do przeszczepów.

                Dziwne że gazeta uchodząca za tubę środowisk żydowskich tak bezrefleksyjnie cofa nas mentalnie w objęcia doktora mengele na rampę w Auschwitz…

o odpowiedzialności

Wyimek z dyskujsji na forum http://www.science-fiction.com.pl

 

Co do Smoleńska:

Samolot był rządowy, zawiadywała nim kancelaria premiera, BOR też podlega rządowi.
Nie ważne czy w Smoleńsku doszło do wypadku, czy zamachu, pełna odpowiedzialność i tak spada na premiera lub podległych mu ludzi.

Władza oznacza odpowiedzialność. Gdyby dali jeden samolot prezydentowi i powiedzieli: ten jest twój, lataj gdzie chcesz ale sam go sobie tankuj, pilnuj i po godzinach pucuj gąbką, a jak się nie podoba kup sobie nowy za własne - wtedy są kryci.

W sytuacji gdy Prezydent prosi o podstawienie latadła i je dostaje - to kancelaria ponosi odpowiedzialność jak korporacja taksówkarska.

Ludziska - po każdym wypadku w którym są poszkodowani przeprowadza się dochodzenie i ustala winnych. Strzeli nagle poduszka powietrzna w zaparkowanym samochodzie i złamie dziewczynce kark - producent płaci rentę. Dostawcy elektryczności nie zamknęli budki transformatorowej i wlazł do niej głupi dzieciak - elektrowni buli mu do końca życia. Zepsuje się pralka - jest gwarancja. Dwaj niedzielni kierowcy dadzą sobie buzi samochodami - policja sprawdza który w którego wjechał. Urwie się winda jest protokół przeglądu technicznego, a na nim czyjś podpis.

Tak to działa. Nie tylko za granicą u nas czasem też.

A tu mamy masakrę w której ginie głowa państwa i ponad 90 innych osób. (w tym członków partii która akurat jest u koryta!). I co? I nic.

Możliwości jest sporo:

Pilot rozbił samolot? - należy sprawdzić kto go szkolił, kto zatrudnił, kto rekomendował na stanowisko. Który element systemu zawiódł i dla czego (jest to ważne także dla tego że dziś leciał "wróg" ale jutro może będzie leciał "swojak" i niedobrze by było gdyby się to powtórzyło...)

Prezydent wniósł bombę w reklamówce? - no to pytanie: kto kontrolował wchodzących, kto układał procedury zabezpieczenia (zwłaszcza że PO uważało L.Kaczyńskiego że wroga i oszołoma - a takich się szczególnie pilnuje żeby nic nie wywinęli...), kto szkolił psa stojącego przy nodze pirotechnika pilnującego trapu...

Ktoś podłożył bombę? - winni są pirotechnicy sprawdzający samolot, ochrona lotniska, komórka zapewniająca ochronę kontrwywiadowczą tych ludzi...

Zestrzelono samolot rakietą? - znowu mamy odpowiedzialność BOR - bo po to byli na lotnisku by zapewnić ochronę... By patrzeć ruskim na ręce. Przy przejść się po lesie i sprawdzić czy w krzakach nie ma czeczeńskich terrorystów.

Kłopot w tym że po tej katastrofie nie poleciały żadne głowy. Kompletna bezkarność. A nawet wywyższenie. Szef BOR mimo śmierci "klienta nr 1" został generałem, pani która bezczelnie łgała z mównicy sejmowej, została tego sejmu marszałkiem...

Tak się po prostu nie robi. Bezkarność demoralizuje. A mówimy o sprawie ochrony najważniejszych ludzi w państwie.

Powtórzę:
Ktoś olał obowiązki i doszło do "wypadku" w którym zginął człowiek którego nie lubiła władza. Ale jak olewanie obowiązków wejdzie służbom w nawyk następny może zginąć ktoś kogo władza lubi i to niekoniecznie w "wypadku".

O wnioskowaniu

Wgryzłem się w w tom publicystyki R.A.Ziemkiewicza „Uwarzałem że”. Nieodmiennie zdumiewa chirurgiczna precyzja opisu i błyskotliwość wyciąganych wniosków. Nie będę nigdy profesorem. Ta książka unaocznia mi że i na publicystę się nie wykieruję, za cienki jestem… Jak to ładnie ujął Szota Rustaweli:

                Co jest komu przypisane niech pociechę mu przynosi

                Niechaj rolnik pole orze a wojownik szablę nosi…

"Przez śmiech żelaza"

Pierwsza część wspomnień „Chrinia” wydaje mi się bardziej statyczna niż druga. Opisuje organizację struktur UPA i ukraińskiej samoobrony „od zera”. Niewątpliwie są to zagadnienia ciekawe zwłaszcza że opisał to dość dokładnie: plany takie a takie, warunki takie a takie, zrobiłem to i to przewidując rozwój wypadków w danym kierunku, uzyskany efekt był następujący. Trudno to wprawdzie uznać za podręcznik walki partyzanckiej – ale są to zagadnienia które przynajmniej teoretycznie warto poznać.

                Przed wojną w II RP Stebelski był nauczycielem (nie ustaliłem czego uczył). Widać to w jego wspomnieniach. Z belferskim zacięciem organizuje swoją czotę, potem sotnię. Parokrotnie wspomina o pomocy której udzielają jego ludziom przedwojenne uczennice.

                Problem z jego wspomnieniami jest analogiczny jak z książkami typu „Łuny w Bieszczadach”. Czytając mam ostre deja vu’ – jakbym już znał tę książkę. Obie strony krwawego konfliktu opisują wypadki jakby identycznie - tylko symetrycznie. W polskich książkach nieszczęśni polscy górale terroryzowani przez UPA wsparci przez nielicznych żołnierzy i milicjantów stawiają bohaterski opór bandytom. W książkach ukraińskich nieszczęśni Łemkowie terroryzowani przez polskie bandy rabunkowe stawiają bohaterski opór Polakom i sowietom wsparci przez nieliczne oddziały bohaterskich upowców…

                W dodatku to nie jest Wołyń – trup pada po obu stronach, ale liczba zabitych liczona jest po kilku czasem kilkunastu – a nie w dziesiątkach czy setkach. Po oczyszczeniu relacji z ideologicznych naleciałości rysuje się obraz tych walk jako rozpaczliwiej nawalanki kiepsko uzbrojonych oberwańców - wieś przeciw wsi… Starcia UPA z regularnym wojskiem to setki wystrzelonych pocisków i dziesiątki rzuconych grantów ale znowu straty własne skromne a i straty zadane „wrogom” niewielkie.

                Swego rodzaju epilogiem tej szarpaniny są wspomnienia zawarte w tomie „Za to że jesteś Ukraińcem”.

200 milionów dolców w błoto?

                Obejrzałem na dniach z żonką „Atlas Chmur”. Film ładnie nakręcony – niestety kompletnie sypie się fabuła. Poszczególne wątki zachowują sporą spójność, tu i ówdzie nawiązują do siebie - ale niestety nie splatają się w żadną sensowną całość. Wygląda jakby mieli pomysły na kilka niezłych filmów, ale nie mogąc skombinować kasy pofastrygowali wątki a to co zostało skleili do kupy. Szkoda.

Korzyść z odsiadki w łagrze...

Doczytałem „Stroną ścianę” E.Ginzburg. Jest to ewidentnie książka napisana przez kobietę chorą psychicznie. Z miłości do komunizmu nie wyleczyło jej nic. Śledztwo, tortury, odsiadka w więzieniu, deportacja na Kołymę, łagry, śmierć przyjaciółek, szykany, 18 lat katorgi. Jedyną korzyścią którą wyniosła z zesłania było zobaczenie świadectwa wiary. Zetknięcie z ortodoksyjnymi wyznawczyniami prawosławia, ewangelikami i lekarzem katolikiem, obraz niezłomności ich cnót, wprawdzie nie wyleczyły jej z miłości do komuny ale dało częściowe i dość powierzchowne nawrócenie religijne…