BLOG

wedrowycz banner1

Przeciw Rosji

                Na Rafale Ziemkiewiczu tzw. „prawica” wiesza ostatnio wszystkie psy. Poszło o jego artykuł w Gazecie Polskiej w którym wzywa do realnego spojrzenia na Ukrainę i przypomina czym skończył się nasz entuzjazm do ekipy Juszczenki.

                R.A.Z. ma oczywiście sporo racji – a zarazem tu i ówdzie się myli. Faktycznie na Ukrainie obecnie ciężko znaleźć kogoś z kim warto by rozmawiać, a masy ludzi ma majdanie w Kijowie dopiero czekają na swego wodza. Oni już wiedzą że chcą do UE, wiedzą też że nie chcą Jakunowycza. Brak jednak zdecydowanego „centrum” - przywódcy protestu – rewolucję usiłują rozegrać dla siebie różne ugrupowania.

                Z drugiej strony w okresie przedakcesyjnym i w Polsce trudno było znaleźć partnera godnego współpracy – eurokomisarze musieli robić geszeft z wyjątkowo paskudnymi i porażająco głupimi postkomunistami…

                R.A.Z. Podkreśla też że UE de facto olewa Ukrainę równo – na razie za podpisanie umowy stowarzyszeniowej zażądano od Kijowa daleko idącej uległości. Wypuścić J.Tymoszenko, wprowadzić debilne przepisy antydyskryminacyjno-równościowe. Tymczasem ta umowa to tylko papier z którego nic nie wynika - podobne umowy UE ma np. z Chile. Zaoferowano zdesperowanym Ukraińcom bardzo drogie gruszki na wierzbie…

                Z drugiej strony bez tego pierwszego kroku nie będzie kolejnych. Czy Ukraina powinna znaleźć się w UE? To dobre pytanie. Na pewno trzeba wyrwać ją z uścisku Rosji. Tylko czy Polska ma tu w ogóle możliwości jakiegokolwiek działania? Polityką zagraniczną UE zawiadują kraje od nas potężniejsze. Nasze władze nie mają żadnego pomysłu na prowadzenie polityki wschodniej.

                W tej sytuacji wizyty na majdanie ludzi takich jak J.Kaczyński czy G.Saakaszwili to ważny sygnał dla Ukraińców: powiedzenie wprost: nie jesteście sami. Z drugiej strony to gest podnoszący na duchu – ale pusty – nie pójdą za nim żadne czyny bo J.Kaczyński to lider opozycji. Cokolwiek mógłby zrobić dla Ukrainy tylko w przypadku mocnego zwycięstwa w wyborach – a na to się raczej nie zanosi.

                Jest i jeszcze jedna strona medalu. Co robić jeśli dla wyrwania Ukrainy z uścisku Rosji trzeba będzie się sprzymierzyć z nobanderowcami? Taki sojusz budzi zrozumiałe opory i obawy… Jest ryzyko że my wyciągniemy rękę a oni przyjmą pomoc ale nie pomyślą nawet o wdzięczności…

               

Cnota wszechpolska

                Nieszczęsne sieroty po R.Giertychu – Młodzież Wszechpolska pod wodzą Winnickiego pozazdrościli odlotu Ruchowi Narodowemu i przypuścili własny atak na PiS. Tym razem brawurowo zestawili postaci W. jaruzelskiego i L. Kaczyńskiego uznając podpisanie Traktatu Lizbońskiego za czym równie zdradziecki co wprowadzenie stanu wojennego.

                Pomijam kwestię oczywistą – stan wojenny był zbrodnią ale paradoksalnie nie był żadną „zdradą” Jaruzelski był komuchem i pachołkiem Moskwy, a ani PZPR ani interesów ZSRR nie zdradził…

                Co do Traktatu Lizbońskiego – uważam jego podpisanie po tym jak Czechy odmówiły za gruby błąd polityczny. Należało uznać że dokument jest martwy i wrócić do negocjacji. Za podpisanie zażądać twardo: skoro wam zależy to dawajcie dużo więcej konfitur…

                Z drugiej strony unia zażądała podpisania, naciskała, obiecywała, straszyła, wreszcie wszyscy podpisali. I co? I nic… De facto nie zmieniło się kompletnie nic. Szczerze powiedziawszy mnie to dziwi…

                Z trzeciej strony Lech Kaczyński był pod podwójną nieznośną presją. Naród w referendum wyraził wolę wejścia do UE, sondaże wskazywały na miażdżącą przewagę zwolenników ratyfikacji dokumentu. Prezydent mógł uznać: taka jest wola narodu. Oczywiście dziennikarskie i parlamentarne hieny tylko czekały by Go zarąbać w razie gdyby nie podpisał…

                Tak czy siak – wszechpolacy podobnymi aktami blokują sobie na zawsze drogę do koalicji z PiS. I obawiam się że nic im to nie da – bo PO ich nie przygarnie. I cnotę stracą i rubla nie zarobią jak mówi nomen omen rosyjskie przysłowie.

o prawie do lęku

                Ludzkość przetrwała dzięki temu że odczuwa strach i nieufność. Że potrafi rozeznać tak realne niebezpieczeństwo jak i potencjalne zagrożenie. Że potrafi przewidywać i planować. Że umie od czasu do czasu zniszczyć zło w zarodku. Że poza działaniami represyjno-odwetowymi potrafi też myśleć w kategoriach prewencji.

                Istniejemy bo nasi przodkowie byli tchórzami i umieli w razie drastycznej przewagi wroga schować się ukryć, przeczekać. Umieli też dochować tajemnic, nie zdradzali nikomu sekretnych przejść i kryjówek. Byli zdolni do forteli i podstępów. Umieli też w konkretnych okolicznościach przełamać swój strach i zadać niespodziewany cios triumfującemu wrogowi.

                Żyjemy bo nasi przodkowie nie ufali obcym. Nie zgłaszali się dobrowolnie na roboty do niemiec. Nie wierzyli w zapewnienia oficerów sowieckich, hitlerowskich, upowców. Ukrywali żywność. Kopali skrytki pod domami i stodołami (w takiej właśnie mój dziadek ukrywał trójkę żydowskich dzieci). Bo wiedzieli że czasem trzeba rzucić wszystko i uciekać z rodziną do lasu.

                Umieli też stworzyć i obronić niewielkie enklawy względnego bezpieczeństwa. Budowali mury miejskie, dodawali cegieł by ściany domów były grubsze, wstawiali okute drzwi, opłacali uzbrojonych pachołków strzegących bezpieczeństwa zbiorowego. Drobni rzezimieszkowie byli karani. Poważni przestępcy – likwidowani. Ale równie ważna była prewencja. Obserwowanie osobników obcych. Dozorcy w bramach kamienic. Staruszki tkwiące w oknach obserwujące ulicę. Zamykanie bram miasta na noc. Zakładanie zajazdów poza murami…

                Dziś odbiera nam się brutalnie prawo do strachu. Ksenofobia jest piętnowana. Jest piętnowana mimo ataków terrorystycznych na terenie Europy, mimo płonących samochodów na przedmieściach Paryża. Jest postawą naganną choć obcy coraz częściej mordują ludzi na ulicach miast zachodniej Europy. Opłacani przez nas pachołkowie boją się interweniować gdy grozi im oskarżenie o rasizm, bo potencjalny przestępca nie wygląda na Europejczyka.

                Jednocześnie wymaga się od nas otwartości. Wymaga się od nas tolerancji dla wszelkiej maści podejrzanych typków bo to „uchodźcy”, imigranci, geje, turyści etc. Z dnia na dzień system bezpieczeństwa wypracowany przez stulecia zostaje zredukowany do domofonu na klatce i mocniejszych drzwi w mieszkaniu.

                Może pora powiedzieć wprost: ksenofobia jest cnotą. Nie każdy obcy to terrorysta ale pora wreszcie na odrobinę rozwagi. Pewne drzwi powinny pozostać zamknięte. Kolor skóry, wyznanie czy orientacja seksualna nie mogą być automatycznie carte blanche dla każdego podejrzanego typka. MAMY PRAWO SIĘ BAĆ.

O fabrykach

                Volkswagen wybuduje w Polsce fabrykę za miliard euro. To wspaniale ale… Za kasę wtopioną w EURO 2012 moglibyśmy bez szkopskiej łaski postawić 20 takich fabryk – tyle że Polskich. A gdyby zaprzestać bezmyślnego wypłacania wyłudzanych rent 2 milionom zdrowych byków rocznie stawialibyśmy 6 kolejnych…

Kapitulacja

                Katolicka szkoła w USA miała belfra geja. Tolerowano go długie lata (cholera wie dlaczego…) wreszcie po tym jak zawarł związek ze swoim kumplem uznano że przegiął ostatecznie i zwolniono go za złamanie umowy o pracę. Teraz szkoła ma kłopoty – z całego kraju docierają głosy oburzenia. Władze szkoły tłumaczą się głupio że zwolniły kolesia za złamanie umowy a nie z przyczyn homofobicznych…

                Moim zdaniem to już kompletna kapitulacja… Powinni postawić sprawę twardo: to jest szkoła wyznaniowa. Działa na tej samej zasadzie co żydowskie jesziwy czy muzułmańskie medresy. Kto chce się w niej zatrudnić musi to zaakceptować. Nasza polityka zatrudnienia wymaga realizowania nakazów religii. Łamiących zasady religii wywalamy dyscyplinarnie. To wolny kraj zatem każdy komu się to nie podoba i nęka nas jakimiś protestami będzie miał założoną sprawę karną o prześladowania religijne.

                Zrozumiały niepokój budzą dwa fakty: po pierwsze nieliczne agresywne grupki przedstawiające się jako mandatariusze środowisk „postępowych” – wyznawcy najbardziej toksycznych ideologii pchają się drzwiami i oknami wszędzie tam gdzie ad definitione nie będą i nie mogą być mile widziani. Co głęboko zdumiewające władze występują miękko – z niezrozumiałych przyczyn traktują poważnie nawet kompletnych idiotów - tym samym legitymizując ich środowiska. Dobrym przykładem jest instalacja tzw. gender studies na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

                Po drugie ta ofensywa nie napotyka na zdecydowaną i konkretną kontrakcję. Nieliczne jednostki próbujące jeszcze stawiać opór nie mogą liczyć na solidarność i wsparcie innych środowisk „konserwatywnych”. Jak tak dalej pójdzie doczekamy jeszcze kar za pedo-fobię.

Gyby jaruzel miał jaja...

                Co roku gdy mija rocznica stanu wojennego nachodzi mnie refleksja. Co by było gdyby… Gdyby w Jaruzelskim odezwała się krew przodków – powstańców styczniowych. Gdyby wspomniał swojego ojca – zamęczonego przez Sowietów na Ałtaju… Gdyby raz w życiu poczuł się Polakiem.

                Rok 1981 mógł wyglądać inaczej… Stan wojenny …ale „na odwrót”. Internowanie szefostwa ubecji i najbardziej betonowych komuchów. Mobilizacja wojska, koncentracja na granicach by zneutralizować ewentualne próby interwencji sowieckiej. Stworzenie rządu koalicyjnego początkowo PZPR-Solidarność, potem wolne wybory. Wobec tak poważnego wyłomu w bloku sowieckim byłaby szansa na daleko idącą pomoc zachodu. Może na wstąpienie do EWG ok 1984-roku.

                Zaoszczędzone lata… Prawdopodobnie zagrożenie ekspedycją karną ZSRR wymusiłoby ściągnięcie do Polski znacznych sił USArmy. Pod kontrolą Amerykanów ubecji byłoby dużo trudniej kraść. Amerykańska kolonizacja, dedukując z licznych przykładów historycznych. byłaby czymś zupełnie innym  niż kolonizacja przez niemców którąmamy za oknem... 

Chyba jestem pedofobem...

                Transwestyta używający ksywy „Jej Perfekcyjność” deklarujący się publicznie jako …pedofil (sic!!!) został …polskim wysłannikiem na posiedzenie Rady Europy. To dziwne gremium będzie obradować nad ważkim problemem przeciwdziałania wykluczenia społecznego jemu podobnych…

O chruszczowie i berii

                Przeczytałem „Tatiana tajna broń” – W Suworowa. Niestety mało czasu było ostatnio – podczytywałem w biegu, po kilka kartek, co mocno psuło przyjemność z lektury i utrudniało tzw. czytanie ze zrozumieniem. Pozycja wartościowa raczej dla czytelników ze wschodu – to część ich historii. Dla nas – mniej – rządy Chruszczowa zainteresują raczej zawodowych historyków i garstkę pasjonatów. Ciekawa jest część o manewrach wojskowych z użyciem prawdziwej bomby atomowej – ale tu przydało by się więcej danych, więcej relacji o losach pojedynczych żołnierzy biorących udział w tym zbrodniczym „eksperymencie”…

                Teza Suworowa – dyskusyjna. Twierdzi że beria i Malenkow chcieli po śmierci Stalina stworzyć z Rosji normalny kraj, ale Chruszczow i Żukow światłych reformatorów zaciukali bo zdecydowali się brnąc dalej w komunizm. Owszem zetknąłem się już z nią – pisał o tym Radziński (z pozycji krytycznych). Taką wizję lansują nachalnie potomkowie Ławrentija berii. Zastanawiam się jednak nad problemem: czy wielokrotny morderca, zwyrodniały sadysta i zarazem jeszcze pedofil byłby w stanie cokolwiek normalnego zbudować? (To trochę jak wizje paktu ribbentrop-Beck. Iść z hitlerem na ZSRR. Niby można było ale trzeba brać poprawkę na to że byłby to sojusz z osobnikiem chorym umysłowo).

                Polski tytuł też kieeeeepski – niestety nasi tłumacze cierpią na manię przerabiania tytułów oryginalnych. „Na imię miała Tatiana” – brzmiałoby po prostu lepiej. Zwłaszcza że bomba ta de facto tajna nie była. Cały świat wiedział że ruscy to mają

 

tatiana

 

za mało czytam... o wiele za mało..

Spadek po "Edwardzie Szczodrym"

                Gierek nabrał kredytów na zachodzie. Zbudował za nie ponad 500 zakładów przemysłowych. Nie było to szczególnie trudne – w kraju średnia płaca wynosiła 20 dolarów, za głupi milion zielonych 50 tyś robotników tyrało przez miesiąć… Dla szeregu fabryk zakupiono używane obrabiarki niemieckie i francuskie – na zachodzie już się zakumulowały i miały iść na złom. U nas posłużyły jeszcze dwie dekady… Dzięki temu odnowiono prawie cały park maszynowy (choć ołówki d.Majewskiego z Pruszkowa do upadku komuny produkowano na carskich maszynach…). Za ten skok cywilizacyjny zapłaciliśmy straszliwą nędzą i kryzysem lat 80-tych.

                Gierek planował spłacić kredyty produkcją. Kłopot w tym że to co produkowaliśmy zakupionymi maszynami wedle zakupionych starych-a-zatem-niedrogich zachodnich technologii było nowoczesne jak na nasze dziadowskie warunki. Dla odbiorcy zachodniego te produkty były przestarzałe o dekadę lub dwie. Część produkcji kupował ZSRR płacąc surowcami, swoimi wyrobami, lub rublem transferowym… Trochę upychaliśmy w krajach III świata. Długów nie było jednak z czego płacić. Jaruzelski zdołał utrzymać trupa jeszcze przez dekadę ale i jego przygniotła ekonomia. Kraj się zawalił pod połączonym ciężarem długów wewnętrznych i zewnętrznych, inflacji i niedoborów podstawowych produktów.

                W 1989-tym PKB Polski był pięciokrotnie niższy niż najbiedniejszych krajów zachodnich. Większość naszych wyrobów była o co najmniej dwie dekady zapóźniona technologicznie w stosunku do zachodnich. Środowisko naturalne było w wielu miejscach poważnie zdegradowane – ochroną przyrody zajmowano się tylko tam gdzie partia pozwoliła.

                Podjęto decyzję o prywatyzacji. Bardzo szybko zmieniła się w chaotyczną wyprzedaż wszystkiego jak leci. Pieniędzmi doraźnie łatano dziury budżetowe, nie inwestowano w projekty rozwojowe. Korwin Mikke postulował by część pieniędzy z prywatyzacji przeznaczyć na emerytury dla ludzi którzy ten majątek wytworzyli – ale wykpiono go jako „oszołoma”.

                Prywatyzacja była konieczna – urealnienie plac do poziomu 150 dolarów sprawiło że władza nie była już w stanie utrzymać swoich niewolników. Problem w tym że wyprzedawano nie firmy zadłużone lub zbankrutowane ale przeciwnie – najnowocześniejsze i przynoszące zyski… Niemcy kupowali polskie zakłady zazwyczaj za ułamek wartości i zamykali je, czasem przekształcając w magazyny spedycyjne swoich wyrobów. W wielu przypadkach kupowali zakłady poniżej ceny gruntu i wyburzali by sprzedać działki deweloperom. A czasem wyburzali by pozbyć się konkurencji – czego przykładem są zakłady ELWRO. Tylko nieliczne doczekały się inwestycji ze strony zagranicznych właścicieli. Napływ kapitału zagranicznego objawił się głównie w postaci supermarketów…

                Dziś obce koncerny produkujące i handlujące w Polsce doją nas na ok 70 miliardów euro rocznie – tyle wynosi ich zysk. Kolejne kilkadziesiąt miliardów to zyski które transferują na zachód zagraniczne banki. Te pieniądze zasilają gospodarke starej unii - a mogłyby pracować w Polsce. Zatory płatnicze są zmorą bardzo wielu firm. Niejedna przez to upadła.  Większa część prasy jest w rękach niemieckich.

                W 1989-tym popełniono błąd. Wybrano złą drogę. Zmarnowano potencjał, roztrwoniono kapitał – nie był wprawdzie duży – ale innego nie było. Z perspektywy niemal ćwierćwiecza widzimy jak wielu mądrych ludzi ostrzegało naszych władców. I jak bardzo zostali zlekceważeni…

Spadek po "Edwardzie Szczodrym"

                Gierek nabrał kredytów na zachodzie. Zbudował za nie ponad 500 zakładów przemysłowych. Nie było to szczególnie trudne – w kraju średnia płaca wynosiła 20 dolarów, za głupi milion zielonych 50 tyś robotników tyrało przez miesiąć… Dla szeregu fabryk zakupiono używane obrabiarki niemieckie i francuskie – na zachodzie już się zakumulowały i miały iść na złom. U nas posłużyły jeszcze dwie dekady… Dzięki temu odnowiono prawie cały park maszynowy (choć ołówki d.Majewskiego z Pruszkowa do upadku komuny produkowano na carskich maszynach…). Za ten skok cywilizacyjny zapłaciliśmy straszliwą nędzą i kryzysem lat 80-tych.

                Gierek planował spłacić kredyty produkcją. Kłopot w tym że to co produkowaliśmy zakupionymi maszynami wedle zakupionych starych-a-zatem-niedrogich zachodnich technologii było nowoczesne jak na nasze dziadowskie warunki. Dla odbiorcy zachodniego te produkty były przestarzałe o dekadę lub dwie. Część produkcji kupował ZSRR płacąc surowcami, swoimi wyrobami, lub rublem transferowym… Trochę upychaliśmy w krajach III świata. Długów nie było jednak z czego płacić. Jaruzelski zdołał utrzymać trupa jeszcze przez dekadę ale i jego przygniotła ekonomia. Kraj się zawalił pod połączonym ciężarem długów wewnętrznych i zewnętrznych, inflacji i niedoborów podstawowych produktów.

                W 1989-tym PKB Polski był pięciokrotnie niższy niż najbiedniejszych krajów zachodnich. Większość naszych wyrobów była o co najmniej dwie dekady zapóźniona technologicznie w stosunku do zachodnich. Środowisko naturalne było w wielu miejscach poważnie zdegradowane – ochroną przyrody zajmowano się tylko tam gdzie partia pozwoliła.

                Podjęto decyzję o prywatyzacji. Bardzo szybko zmieniła się w chaotyczną wyprzedaż wszystkiego jak leci. Pieniędzmi doraźnie łatano dziury budżetowe, nie inwestowano w projekty rozwojowe. Korwin Mikke postulował by część pieniędzy z prywatyzacji przeznaczyć na emerytury dla ludzi którzy ten majątek wytworzyli – ale wykpiono go jako „oszołoma”.

                Prywatyzacja była konieczna – urealnienie plac do poziomu 150 dolarów sprawiło że władza nie była już w stanie utrzymać swoich niewolników. Problem w tym że wyprzedawano nie firmy zadłużone lub zbankrutowane ale przeciwnie – najnowocześniejsze i przynoszące zyski… Niemcy kupowali polskie zakłady zazwyczaj za ułamek wartości i zamykali je, czasem przekształcając w magazyny spedycyjne swoich wyrobów. W wielu przypadkach kupowali zakłady poniżej ceny gruntu i wyburzali by sprzedać działki deweloperom. A czasem wyburzali by pozbyć się konkurencji – czego przykładem są zakłady ELWRO. Tylko nieliczne doczekały się inwestycji ze strony zagranicznych właścicieli. Napływ kapitału zagranicznego objawił się głównie w postaci supermarketów…

                Dziś obce koncerny produkujące i handlujące w Polsce doją nas na ok 70 miliardów euro rocznie – tyle wynosi ich zysk. Kolejne kilkadziesiąt miliardów to zyski które transferują na zachód zagraniczne banki. Te pieniądze zasilają gospodarke starej unii - a mogłyby pracować w Polsce. Zatory płatnicze są zmorą bardzo wielu firm. Niejedna przez to upadła.  Większa część prasy jest w rękach niemieckich.

                W 1989-tym popełniono błąd. Wybrano złą drogę. Zmarnowano potencjał, roztrwoniono kapitał – nie był wprawdzie duży – ale innego nie było. Z perspektywy niemal ćwierćwiecza widzimy jak wielu mądrych ludzi ostrzegało naszych władców. I jak bardzo zostali zlekceważeni…