BLOG

wedrowycz banner1

Kolejny bilans

Co najmniej 20 zabitych demonstrantów, 8 zabitych policjantów, ok 1000 osób hospitalizowano...

Miejmy nadzieję że w Polsce zmana władzy przebiegnie spokojniej. 

Koszyk dóbr...

Obrazek pokazuje inflację na ukrainie - co można było kupić za 200 hrywni. Tyle władza płaci dziś tituszkom - bezrobotnym dresiarzom których używa do terroryzowania mieszkanców Kijowa. 

koszyk-inflacjatituszki

Kijowski bilans jednego dnia...

Bilans kijowskich starć wedle źródeł ukraińskich.

Zabitych: 13-20 demonstrantów, 6 milicjantów.

Hospitalizowano: 110 uczestników protestów, 159 milicjantów, (35 znajduje się w stanie ciężkim, 39 doznało poważnych poparzeń).

Pomocy medycznej udzielono: 209 demonstrantom, 184 milicjantom.

*

Inne źródła szacują liczbę rannych i poszkodowanych na ok 1000. 

*

Liczba ofiar śmiertelnych na pewno jest wyższa i jeszcze wzrośnie – demonstranci nie mają możliwości ewakuacji ciężko rannych z terenu walk.

*

W Kijowie walki o Majdan.

We Lwowie zdobyto szturmem budynki milicji – aktywiści uzbroili się w magazynach w tarcze i pały.

W Równem płonie siedziba władz, aktywiści szturmują bazę „Berkutu”.

U Iwano-Frankowsku (d.Stanisławów) też starcia.

*

Wojsko chwilowo neutralne ale odgraża się że „zrobi porządek”. Jutrzejszy dzień ogłoszono wolnym od szkoły - dzieciarnia ma pozostać w domach. Nie wiem czy nie jest to błąd - smarkateria pozbawiona dozoru gotowa lcieć na zadymę... Co przyniesie ranek? 

Ukraińcy są głęboko rozgoryczeni brakiem pomocy lub choćby reakcji ze strony UE i USA. „Nasze” władze to też ciepłe kluski. Jak rozpaczliwie brak w takich chwilach prezydenta Kaczyńskiego…

To już wojna domowa...

        Starcia na Ukranie: 3-4 osoby nie żyją, 7 w stanie krytycznym bez możliwości przetransportowania do szpitala, wedle różnych źródeł 70-150 rannych. Milicji też się oberwało – doliczyli się 38 rannych funkcjonariuszy. Strona rządowa twierdzi, że demonstranci też dysponują ostrą bronią. 

 

Ps o 17.40 mówiono już o 7-10 zabitych w tym jednym milicjancie. 

Jeszcze ze studni "mądrości..."

Tutaj tłumaczę jak się pisze opowiadania. Przemyślenia podobnie z 2007-mego.  

 

               Generalnie opowiadania piszemy tak:

***

                Inaczej pisze się opowiadanie pojedyncze inaczej należące do cyklu. Jeśli mamy wymyślonego bohatera i jego świat szukamy pomysłu i wpasowujemy go w konwencję. W tym przypadku czytelnik - jeśli zna te realia skupi się na akcji. Np. w moich opowiadaniach o Wędrowyczu realia świata przedstawionego są rozrzucone po opowiadaniach - czytelnik po przeczytaniu powiedzmy 20-tu porusza się w ich świecie zupełnie swobodnie. Jeśli natomiast piszemy opowiadanie pojedyncze - zwłaszcza dłuższe - najpierw musimy olśnić czytelnika kreacją świata przedstawionego potem włożyć w to odpowiedniego bohatera i odpowiednią "przygodę". tu musimy mieć świadomość że czytelnik dopiero "odkrywa" ten świat.

***

                Bardzo prostą, wręcz prymitywną, ale bardzo skuteczną sztuczką jest wprowadzenie w tym momencie bohatera z zewnątrz i ukazanie sytuacji z punktu widzenia człowieka równie mało kumatego jak czytelnik. Tak jest zbudowane moje opowiadanie "2586 kroków" - lekarz z Polski przybywa do Bergen. Armauer Hansen pokazuje mu szpital, miasto, opowiada o miejscowych zwyczajach, pokazuje doświadczenia chemiczne pozwalające wykryć bakterie etc. można to zrobić na kilka sposobów – np. ukazać przez relację uczeń - mistrz („Star Wars” się kłaniają).

***

                Doszliśmy do kwestii bohatera - trochę inaczej pisze się bohatera w przypadku utworu jednorazowego, inaczej jeśli jest to bohater do cyklu. W opowiadaniu jednorazowym musimy przedstawić bohatera bardziej szczegółowo. Jeśli zmienia się nocami w wilka - trzeba wyjaśnić, albo choć zasugerować dlaczego. Jeśli mamy cykl - bohater zmienia się w wilka, a dlaczego - opowiada o tym inne opowiadanie. Wtedy wystarczy o tym napomknąć. Dobry bohater to podstawa.

***

                Czy pisać najpierw konspekt, plan, potem trzymać się co do linijki etc.? Nie wiem. Wychodzę z założenia że jeśli ktoś chce - niech sobie pisze. Ważne jest żeby mieć pomysł i mniej więcej wiedzieć czym się ta opowieść skończy. W trakcie pisania i tak dostrzeżemy ze te bydlaki których powołujemy do życia i tak robią co chcą a nie to co my zaplanowaliśmy.

***

                Kwestia wtórności: tu jest problem. Dlatego namawiam - olać światy post-tolkienowskie. Nie pisać fanfików do wiedźmina czy czarodziejki z księżyca - szukać własnych dróg. Przyjrzeć sie: np. co jest już na zachodzie a czego nie ma jeszcze w Polsce? Ja w najbliższym czasie będę realizował dwa projekty:

                1) polski steampunk - opowiadania podobne do tekstu "Mars 1899" pokazujące polską historię techniki. mieliśmy bardzo ciekawe osiągnięcia - i jeszcze ciekawsze projekty. Wymaga to grzebania w źródłach - ale to co się wygrzebie to skarby... Co powiecie np. na projekt atomowego parowozu? (nie lokomotywy tylko właśnie parowozu!) (w walczaku 3 metrowej długości reaktor atomowy grzeje wodę w kotle i całość chodzi jak Pan Bóg przykazał na parę) a to tylko jeden z ciekawych projektów które udało mi się znaleźć. Albo co powiecie na opowiadanie w którym udaje się za czasów Gierka zbudować polską bombę wodorową? Pracowali nad tym w Warszawie na Okęciu. W barakach otoczonych ...3 metrowej wysokości nasypem ziemnym!!! (na wypadek gdyby się udało). A teraz wyobraźmy sobie że się udało. Stan wojenny z warszawie zniszczonej wybuchem atomowym. zomowcy atakowani przez hordy mutantów

                2) folklor ukraiński a zwłaszcza kozacki. Do tej pory napisałem jedno opowiadanie "Wieczorne dzwony" na ukraińskiej legendzie opiera się też jeden z wątków powieści "Dziedziczki". Bardzo ładnie ukraińską legendę wykorzystał Jarek Derewecki w tekście "emigrant" - było w „Nowej Fantastyce”. A polskie legendy? Zwłaszcza te mniej znane...

***

                Oryginalność. Olejmy to co zrobiono na zachodzie. Jesteśmy Polkami (no dobra ja nie do końca ), żyjemy w Polsce. Możemy stworzyć własną naprawdę swojską i oryginalną literaturę.

*

                Jeśli zaczynamy opowiadanie czy powieść od sążnistego opisu świata to ryzykujemy ze 90% czytelników odpadnie na tym etapie. Jeśli w pigułce zawrzemy też jego historię, doktrynę polityczną zamieszkujących tam ludów, system monetarny i opisy miast współczynnik ten rośnie do 99%. Wprowadzenie czytelnika w świat powinno odbywać się dość łagodnie (tzn. można go wrzucić na łeb w głęboką wodę ale informacje należy dozować.

Można to zrobić na co najmniej dwa proste sposoby:

                1) wprowadzamy bohatera z zewnątrz. (np "miecz bez Imienia" A. Bielanina, "Żuraw w garści" K. Bułyczowa, "Paradyzja" J.A. Zajdla etc.

w tym przypadku bohater może

a) samodzielnie do wszystkiego dochodzić drogą analizy obserwacji i oczywiście popełniać zabawne błędy typowe dla obcego w obcym kraju.

b) trafić na życzliwych tubylców którzy to i owo wyjaśnią ("Miasta pod skałą" M.S.Huberatha).

c) znaleźć magiczną księgę z opisem świata

d) podsłuchiwać rozmowę w której jeden tubylec tłumaczy drugiemu.

e) iść do knajpy i posłuchać bajań ślepego bandurzysty

itd.

2) jeśli bohater urodził się tam można mu to wbić do głowy na kilka sposobów

a) posłać do szkoły gdzie mu to wbiją do głowy

b) dać księgę z której się dowie - pod pozorem przypominania sobie ("Misja Ramzesa Wielkiego" K.T.Lewandowski)

c) wykopać go z rodzinnego domu i posłać w świat niech na własnej skórze pozna odmienności zwyczajów ("Achaja" A.Ziemiańskiego)

d) dać mu nauczyciela który będzie mu walił pewne rzeczy otwartym tekstem a przy okazji dowie się czytelnik (relacja uczeń - mistrz - obejrzyjcie Gwiezdne wojny...).

e) inne.

                We we wszystkich tych przypadkach informacje należy porcjować. bok tekstu nie powinien być dłuższy niż 10-15 linijek bo czytelnik zaśnie. po mistrzowsku zrobił to Gene Wolfe w "Cieniu kata" (a i kolejne tomy polecam) - choć i u niego opis jest trochę przyciężki.

                Ukazania świata z pozycji dwu bohaterów można oczywiście zrobić/przekazać na wiele sposobów. Dwa krasnoludy siedzą nad mapą i planują trasę - e tu nie pójdziemy bo tu nas zjadają. A w tych górach to zimno będzie. Jeśli mamy do przedstawienia niewielką krainę - jest prosty (choć oklepany) chwyt - stawiamy bohaterów na szczycie góry, wierzy, przełęczy, grzbiecie smoka i jeden pokazuje drugiemu co widać przed nimi dorzucając komentarze.

***

A generalnie i w tej materii postuluję żebyście szukali własnych oryginalnych dróg.

A tu mnie recenzują...

Na stole sekcyjnym "Trucizna"

 

http://ksiazki.polter.pl/Trucizna-c25918

Jeszcze jeden...

Też ze stycznia 2007. Doradzam ludziom jak pisać. Chyba nikt tych rad nie posłuchał... 

*

        Oczywiście można sobie zaplanować - na zasadzie: napisałem dwadzieścia opowiadań o Rambo z Warszawy to teraz pora naskrobać coś dla dorastających panienek z kompleksami. albo: nie było fantasy z elementami cyberpunka to ja to zrobię.

        Tylko czy nie lepiej podumać sobie w ten sposób: interesuję się historią Szwedzkiej kompanii wschodnioindyjskiej, jestem w tym dobry to może napiszę opowiadanie którego akcja dzieje się na szwedzkim okręcie wiozącym ładunek cthulu - o pardon cynamonu - a zagubionym u wybrzeży Etiopii... Pisanie to wykorzystywanie atutów: zainteresowań, hobby, wiedzy.

        Generalnie założyłem sobie że czytelnik to ktoś taki jak ja. I z tym założeniem pisałem większość tekstów. Liczyłem że są ludzie którzy zechcą przeczytać coś co sam chciałbym przeczytać. I pisałem tak jak dla siebie. Liczyłem że moje krzywe spojrzenie na rzeczywistość podzielają też inni.

        Stworzyłem też teksty inne. "Operacja Dzień Wskrzeszenia" to scalone i przeredagowane dwa pierwsze tomy cyklu SF dla młodzieży. To pisałem zakładając że jest gdzieś nastolatek któremu powinna się spodobać idea podróży w czasie dokonywanych przez Polaków - nawet jeśli nie mieszka w Warszawie. Tu skierowałem utwór do targetu. (nie mając pojęcia czy zostanie zaakceptowany). Ale nie robiłem tego na zasadzie - Heniek Portier się sprzedaje to piszemy powieść o innej szkole magii. Szukałem własnej drogi. To jedyne wyjście.

        Debiutujesz? piszesz opowiadanie z nadzieją że to ci wydrukują? masz dwa wyjścia:

1) sprawdzić co jest aktualnie na topie, co lubi naczelny danego pisma i wpasować się w cudze gusta.

2) olać mody i trendy. Stworzyć coś własnego, przełomowego, coś co wprawi ludzi w zdumienie świeżością i oryginalnością. Stworzyć coś co potem będą naśladować inni. Położyć podwaliny pod kierunek który triumfy będzie święcił za kila lat.

        Powtórzę raz jeszcze: szukać własnej drogi. Kompilować albo tworzyć coś czego jeszcze nie było. coś czego nikt nie wymyślił. Ewentualnie próbować przeszczepiać na polski grunt gatunki obecne za granicą. I nadawać im niepowtarzalny polski szlif.

        Zresztą czy koniecznie polski? 10% czytających te słowa ma wśród przodków przedstawicieli mniejszości narodowych. Może warto sięgnąć? Do korzeni, do dziadków do pradziadków? W wielu z nas płynie krew niemiecka, ukraińska, litewska, ormiańska, tatarska, żydowska, szkocka, flamandzka nawet chińska. Te nacje miały swoje zwyczaje, swoje legendy, swoje opowieści. Może pora to odkurzyć? 15-20% czytających te słowa ma wśród swoich przodków polską szlachtę. No wiecie: szable, herby, dworki i dwórki, zajazdy na sąsiadów etc.

        Pamiętacie horror "Wilczyca" albo ten drugi "Dom Sary" czy trzeci "Widziadło"? - nakręcono je za głębokiej komuny. Musiały przebijać się przez cenzurę. a kudy obecnym produkcjom do tego klimatu!

        A reszta początkujących grafomanów? Przeglądnijcie drzewa genealogiczne. Rzemieślnicy, urzędnicy, chłopi, żołnierze, kolejarze. Każda grupa zawodowa ma swoje przesądy. Weźmy prozę Grabińskiego, te wszystkie martwe przestrzenie, ślepe tory, pociągi-widma, duchy snujące się nocą po wagonach... Chcecie pomysłów na genialną prozę? Grzebcie w przeszłości. We własnej rodzinnej przeszłości.

        Horror biurowy wśród carskich urzędników, rozgrywający się podczas zaborów gdzieś w Kieleckiem. Horror oparty na przesądach lotników biorących udział w walkach na wschodnich kresach Rzeczypospolitej. Albo powieść grozy rozgrywająca się w czasie walk Orląt Lwowskich ze Strzelcami Siczowymi. Cmentarz Łyczakowski był ważnym punktem polskiego oporu! Wyobrażacie to sobie? Wieczorem ukraińska artyleria ostrzelała polskie pozycje. Pociski rozbiły stuletnie grobowce, leje w cmentarnej glebie odsłoniły trumny i kości. A nocą... 27 narodowości dawnego Lwowa. Kto wstanie tej nocy z cmentarnej ziemi? komu ukraińska artyleria przerwała drzemkę? I czyja krew smakuje mu najlepiej?

        Oto wszystko co musicie wiedzieć o robieniu złota.

 

Dochód określa świadomość pisarza

Wyimek dyskusji z forum poltergeista z roku 2007. Wklejam bo aktualny...

*

Kasa wpływa na wenę. Mając kasę kupuję literaturę naukową do przestudiowania pod kontem pomysłów. Mając kasę płace czynsz i inne opłaty nie obawiając śie że nie spółdzielnia zlicytuje. Kasa daje spokój bardzo potrzebny w pracy twórczej. Dopingująco działa też w miarę realna perspektywa zarobienia kasy. Sorry chłopaki - takie jest życie. Aleksander Grin któremu często nie starczało na ołówek i papier napisał 6 tomów dzieł zebranych. Lenin, którego z renty po mężu utrzymywała mamusia - siedemdzisieąt tomów. Verne, Twain, King czy Bułyczow którym po prostu płacono za to co publikowali napisali może mniej niż Lenin ale więcej niż Grin.

O książkach

Wyimek z dyskusji na portalu weryfikatorium. Omawiamy problem promocji książek z zastosowaniem nowoczesnych technik...

*

1) Wydaje mi się że kręcenie trajlerów do książek ma sens o tyle że nie zajmuje dużo czasu, nie kosztuje przesadnie dużo, pożytek z tego wprawdzie niewielki - ale raczej nie powinno zaszkodzić a może pomóc.

2) Prowadzenie videobloga jako forma promocji własnej twórczości? - to chyba nie jest głupi pomysł. Tylko o czym? Trzeba by gadać mądrze i raczej krótko - żeby nie zanudzić. Przydałoby się atrakcyjne tło tych wynurzeń. Np gdybym się wbił w ciuchy z XVI wieku i pokazał na tle Gamle Bryggen w Bergen i opowiadał o Oku Jelenia to kto wie...

3) w takich działaniach chyba najważniejsza jest regularność. Kłopot w tym że piszemy chyba za rzadko. Tzn. ja wydając dwie książki rocznie mógłbym zrobić o tym powiedzmy 4 nagrania. Czyli jedno co 3 miesiące? Kuso...

4) Może jeszcze inaczej - promować siebie jako eksperta od czegoś tam – np. Jacek Komuda przypuszczam mógłby zrobić cykl fajnych gawęd o dawnej szlachcie - pokazać fortalicje z XVI-XVII wieku, stare dwory szlacheckie, zamki na Ukrainie, miejsca bitew. Pokazać broń jaką się wtedy zabijali, jak się rąbie szablą, jak działa krócica i w to powplatać informacje o książkach. Doktorat z tej epoki zrobił, łeb ma jak szafa - spokojnie 30-40 programów po 20-30 minut może nakręcić "z głowy".

Erzatz

                Polska Razem p.Gowina ogłosiła swój program. Sporo pomysłów ukradli z programu UPR z pocz. lat 90-tych.  http://polskarazem.pl/wp-content/uploads/2014/02/Polska-Razem-Droga-do-bogactwa.pdf Jak ktoś chce PO-muny zagłosuje na PO. Jak ktoś chce korwinizmu zagłosuje na KNP. Po co komu podróbka?

Jeden pozytyw - program jest zwięzły liczy 16 stron. Program PiS - 160... "Kaczyści" powinni przygotować wersję skróconą "dla ludu"