BLOG

wedrowycz banner1

Żywioły

Kapitalizm jest jak ogień. Może być siłą twórczą albo destrukcyjną.

Socjalizm jest jak błoto. Wszystko brudzi, wszystko niszczy i można w nim utonąć… 

Tożsamość

Jak być Polakiem – czyli definicja tożsamości narodowej. Po mojemu powinno to wglądać mniej więcej tak:


1) Język - to oczywiste - trzeba język znać by się do danego narodu zapisać. Tymczasem to kuleje - widać to wszędzie - w necie, w prasie, w czasie konkursów literackich... Poprawna polszczyzna zanika. Mowa potoczna zaśmiecona jest masą anglicyzmów, wulgaryzmów, kolokwializmów. Panuje powszechnie przyzwolenie na byle jakość, bełkotliwość wypowiedzi i szerokie wprowadzanie slangu a nawet błatu przestępczego..


2) Znajomość podstaw kultury - tu leżymy i kwiczymy... Totalnie. Co wiemy na temat kultury Polskiej? Jakieś okruchy polonistyczne wbite nam do głowy w liceum. Z niezwykłego bogactwa polskiej literatury XIX wiecznej i międzywojennej kołaczą nam się pojedyncze nazwiska i pojedyncze tytuły. Dorobek pisarzy emigracyjnych to – poza jednym rodzynkiem Gombrowiczem - terra incognita. Ilu potrafimy wymienić wybitnych malarzy z XIX wieku? 3-4-5? Znajomość ich dorobku jest nader skromniuchna. Masa ludzi nawet nie słyszała o „Hołdzie Ruskim” J.Matejki. A co z dorobkiem kompozytorów? Która z dziewcząt zagra na pianinie "modlitwę dziewicy"?


 3) Poczucie wspólnoty narodowej. W latach międzywojennych konsolidacja międzyludzka była tak rozwinięta że polscy studenci z własnych składek i własnymi rękami budowali sobie akademiki. Działały dziesiątki mniejszy i większych spółdzielni rolniczych, rzemieślniczych, mieszkaniowych. Przynależność do stowarzyszeń była powszechna. Jeszcze za komuny w Polsce było ponad 2 miliony harcerzy i harcerek. Dziś pozostało ok 140 tyś – grubo mniej niż w II RP…


4) Nasza Ojczyzna i nasza Mała Ojczyzna. Ilu jest wśród nad regionalistów grzebiących w historii swojej okolicy? Czy wiemy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, co poprzednie pokolenia „miejscowych” często naszych krewnych i przodków zrobiły dla wioski, dla regionu, dla kraju? Jad dbamy o dorobek tych poprzednich pokoleń? O zabytki? Jak dbamy o upamiętnienie ofiary lokalnych bohaterów? Jak wyglądają ich groby? Pomniki? Patriotyzm ogólnopolski bez oparcia się na patriotyzmie lokalnym będzie frazesem.

5) Gorset Moralny. Prawdziwy Polak wie co to jest honor. Nie kradnie i nie żebrze. Pracuje na swoje potrzeby. Uczy się, zajmuje pracą samokształceniową, doskonali umiejętności zawodowe.



Dwa oblicza kapitalizmu

W kapitalizmie funkcjonują dwa modele działań. Twórczy i kanibalistyczny. Obydwa opierają się na konsumpcji. W tym pierwszym konsumuje się owoce rozwoju, w tym drugim następuje konsumpcja posiadanych zasobów.

W modelu twórczym pieniądze nakręcają rozwój. Ktoś coś wymyśla, tworzy ulepsza. Powstają nowe towary, nowe usługi, następuje przepływ wzajemnych korzyści. Zachodzi naturalna ewolucja: praca, akumulacja pierwotna, koncentracja kapitału i proces inwestycyjny. Z konkurentami trzeba się ścigać. Jest to jednak honorowa i pokojowa rywalizacja. Są pieniądze? To świetnie. Puszcza się je w ruch. Inwestuje w nowe projekty. Czasem ryzykuje wtopienie ich w projekty zupełnie szalone które otwierają nowe drogi rozwoju. Wypłaca premie robolom by kochali firmę. W rezultacie bogacą się wszyscy, w obiegu jest coraz więcej dóbr, podnosi się średni poziom a na jałowej teksańskiej prerii wyrastają nowe miasta… Bogacą się wszyscy - każdy na miarę swoich talentów.

Można tez odwrotnie. Oprzeć się nie na rozwoju ale na przejadaniu zasobów. W modelu kanibalistycznym rynek się zwija. Tort do podziału staje się coraz mniejszy – silniejsi gracze usiłują wyrwać dla siebie jak najwięcej. Konkurentów się likwiduje. Niszczy. Przejmuje rynki, monopolizuje gałęzi produkcji. Pojawia się recesja. Nowe towary mają poprawić pozycję firmy, pozwolić wyrzucić z rynku innych zawodników. Przejmuje się lub wykupuje cudze interesy by je zniszczyć i otwierać drogę swoim towarom. Wyzyskuje ludzi. Przepływ pieniądza zaś jest jednostronny – z rynku do kabzy najsilniejszych graczy. Z portfela ginących do kasy pancernej zwycięzców. Wzbogacić można się tylko czyimś kosztem.

Model twórczy to okres gdy rozwijają skrzydła najbardziej utalentowani. Czas kanibali promuje zupełnie inne jednostki…

Ruch patriotyczno-budowlny

Sytuacja obecna przypomina jako żywo wiek XIX. Wówczas 3% mieszkańców kraju – elita intelektualna i ziemiaństwo wzięło udział w powstaniu. Masy chłopskie nastawione wrogo do „pańskich fanaberii” wolały raczej powstańców wyłapywać i mordować lub wydawać w ręce carskich siepaczy. Po 50 latach ciężkiej pracy u podstaw rozbudzono w masach świadomość narodową do tego stopnia że powiodła się ciężka i wymagająca wielu ofiar wojna o niepodległość. Na masowy udział chłopów w rozbrajaniu niemców pracowały dwa pokolenia.

Fizyczne wymordowanie elit pokolenia dorastającego w II RP oraz 45 lat zadekretowanego internacjonalizmu cofnęły nas do punktu wyjścia. Znowu mamy 3% patriotów i znowu musimy od zera pracować nad resztą. Żyją bowiem obok nas ludzie którzy są Polakami bo od urodzenia mówią tym językiem, a są za głupi żeby nauczyć się języków obcych w stopniu umożliwiającym wynarodowienie. Co szczególnie smutne pozycja elit intelektualnych jest dziś o wiele gorsza niż w XIX wieku. Wówczas patrioci-inteligenci dysponowali majątkami ziemskimi, prowadzili interesy, lub jako cenieni fachowcy żyli wolni od poważniejszy trosk materialnych. Za cara lekarz, wiejski nauczyciel, urzędnik czy inżynier zatrudniali dziewczynę do dziecka, służącą, kucharkę – dysponowali też gotówkę którą mogli przeznaczyć na działalność bez drastycznych cięć w budżecie swojej rodziny. Oczywiście było ich też stać na 3-4-5 dzieci. Nie tylko mieli fundusze ale do walki poprowadzili po kilku synów.

Dziesiątki budynków towarzystwa gimnastycznego „Sokół” – pokazuje siłę ekonomiczną ówczesnych patriotów. Gdy zaszła potrzeba z miejsca znalazły się działki pod budowę, pieniądze na cegłę, stal i drewno. Często budowano w czynie społecznym zatrudniając mistrzów murarskich tylko do kierowania ochotnikami. Budowano w warunkach ścisłej kontroli i utrudnień ze strony wrogiego państwa zaborczego. W okresie międzywojennym nastąpił jakby drugi etap uchu budowlanego. Kraj szybko pokrył się siecią szkół – także budowanych ze składek. Szkoły wyposażono w biblioteki a środki na książki pozyskiwano drogą kwest na festynach ludowych…

Dziś kluby, stowarzyszenia i inne organizacje przeważnie nie dysponują żadnym majątkiem – korzystają z życzliwości instytucji państwowych i przedsiębiorców gotowych udostępnić lokal na zebranie. Dziś patrioci są biedni i postawienie budynku np. dla lokalnego klubu Gazety Polskiej czy zakup lokalu dla stowarzyszenia miłośników fantastyki znajdują się poza możliwościami finansowymi organizacji. Brak własnego lokalu utrudnia prowadzenie szkoleń, organizację odczytów, gromadzenie księgozbioru, tworzenie czytelni, składowanie materiałów i sprzętu, oraz temu podobną działalność. 

Gdyby zebrać setkę donatorów gotowych wyłożyć po 1000 zł miesięcznie w ciągu roku można by zebrać fundusze na zakup siedziby. Problem w tym że dziś inteligencja przeważnie z trudem wiąże koniec z końcem. Dla wielu ludzi nastawionych patriotycznie wygospodarowanie choćby 100 złotych miesięcznie stanowi już pewien problem. Do polskości garną się też młodzi ludzie – często pochodzący z rodzin biednych i też żyjących w warunkach ciągłego zagrożenia finansowego…

Może zatem trzeba zacząć od ekonomii?

Rasisci ze Stockholmu

Gazeta Wyborcza broni bohatersko demokracji i praw człowieka w każdym kraju poza Polską. Wczoraj argusowy wzrok michnikoidów spoczął na Szwecji. Doszło tam bowiem do przerażających wypadków będących w oczach redaktorów czystej wody nazizmem. Owoż szwedzcy policjanci zabrali się za wyłapywanie nielegalnych imigrantów. Wyłapują podejrzane osoby i legitymują. A typują do wylegitymowania na oko – kierując się kolorem skóry podejrzanych.

Cóż – to logiczne. Większość nielegalnych przybywa do Szwecji z Lewantu i Maghrebu oraz podobnych krain gdzie ludzie wprawdzie nadal zaliczają się do rasy białej aczkolwiek nieco mocniej łapią opaleniznę.

Pod artykułem piętnującym policjantów-rasistów masa komentarzy – co zdumiewające są to komentarze niezwykle jak na to forum trzeźwe. Jedne chwalą metodę typowania kontrolowanych. Inne sugerują że zabrano się za to 10 lat za późno. Wiele kwestionuje dogmat „islam religią pokoju”. 24 lata prania mózgów i wpajania nam miłości do „śniadych” nie przyniosło jakoś efektów. Nawet czytelnicy wybiórczej okazują się trzeźwymi ksenofobami.

Końska afera

Afera z dodawaniem koniny od naszych wędlin zatacza coraz szersze kręgi. W klopsikach z Ikei wykryto ślady końskiego DNA. Reakcją koncernu było wycofanie ich ze sprzedaży. Kompletnie tego nie rozumiem. JEŚLI W TYCH WYROBACH JEST DOMIESZKA KONINY TO DOBRZE. Konina to najzdrowsze i najbardziej wartościowe mięso na rynku. Każdy chłop to potwierdzi – krowa i świnia żrą wszystko co im się nawinie. Koń jest wybredny jak panienka – byle czego do pyska nie weźmie. Na całym świecie konina jest droższa niż wieprzowina czy wołowina i uchodzi za ceniony delikates.

Hołd narodu

Pan premier nie weźmie jutro udziału w obchodach dnia Żołnierzy Wyklętych. Gazeta Polska piętnuje jego postawę (www.niezalezna.pl). A mnie to cieszy. Czułem już głęboki niesmak gdy w podobnych uroczystościach brał udział „prezio” Aleksander kwaśniewski. Miejsce gdzie czcimy pamięć bohaterów jest miejscem szczególnym. Składać kwiaty powinni ci którzy są tego zaszczytu godni.

Guś kabanu nie towariszcz!

Uważam że przydałoby się symboliczne mauzoleum „Wyklętych”. Coś na wzór Grobu Nieznanego Żołnierza – niezidentyfikowane ciało, urny ziemi z pól partyzanckich bitew i miejsc kaźni, tablice z wyrytymi nazwiskami Niezłomnych…

Nieukarani...

Komuniści w latach 1944-1956 zamordowali w Polsce około 200 tysięcy ludzi. Około 50 tysięcy przeszło przez śledztwa w kilkudziesięciu różnych więzieniach i wyroki na nich wykonane zostały w jakiś sposób zaprotokołowane. Reszta poległa w walce, zginęła w ubeckich pacyfikacjach wsi lub ujęta została zamordowana bez jakiegokolwiek dochodzenia.

Dziś odnajduje się groby „Żołnierzy Wyklętych”, na podstawie kodu DNA identyfikuje szczątki najlepszych polskich patriotów. Nadal poszukuje się grobów tysięcy ofiar czerwonego reżimu. Nadal trwają procesy nielicznych ubeków których zdołano postawić przed sądem.

W 1989-tym nastąpiło bankructwo komuny. Od 23 lat żyjemy w wolnym kraju. Przez 23 lata sprawiedliwość zdołaliśmy wymierzyć tylko nielicznym zdegenerowanym jednostkom. Zabrakło nam odpowiednika „Procesów Norymberskich” zabrakło procesów załóg komunistycznych łagrów i więziennych strażników. Zabrakło jasnego rozdzielania dobra i zła. Zabrakło surowego napiętnowania zdrajców i łajdaków.

Przez 23 lata nie zdołaliśmy odnaleźć grobu rotmistrza Pileckiego. Nie byliśmy też w stanie wydusić z byłych ubeków informacji gdzie Go pogrzebano choć z cała pewnością żyją bok nas ludzie posiadający tą wiedzę.

Do dziś prawda o tamtej epoce nie przebiła się do świadomości ogółu, a obraz walki z ludobójczym reżimem w oczach mojego pokolenia kształtują nieliczne i przeważnie głupawe filmy w rodzaju pseudokomedii „Pułkownik Kwiatkowski”.

Procesy załogi Oświęcimia, zwłaszcza te toczące się w RFN nie przyniosły ofiarom poczucia sprawiedliwości. Z przeszło 40 sądzonych w Polsce katów powieszono ponad połowę. Wielu obozowych wachmanów odsiedziawszy symboliczne wyroki rozpłynęło się w społeczeństwie Republiki Federalnej. Niemniej jednak te procesy się odbyły. Możemy znaleźć stenogramy szokujących zeznań i ofiar i oprawców. Cały świat zna dziś słowo Auschwitz i cały świat potępia nazizm.

O sowieckich łagrach słyszeli nieliczni. O polskich ofiarach komunistycznego terroru za granicą nie wie praktycznie nikt. Demokratyczne kraje zachodnie udzieliły azylu komunistycznym bandziorom i odrzucają wnioski o ich ekstradycję. Polska jest za słaba by wzorem Izraela porywać ich lub likwidować w miejscu zamieszkania.

Postawienie przed sądem dało oskarżonym nazistom okazję do refleksji i przyjrzenia się swoim „dokonaniom” były komendant obozu Rudolf Hoess skorzystał z tej szansy – ocenił krytycznie swoje życie, zrozumiał wagę swoich zbrodni i przed egzekucją spisał wstrząsające wspomnienia.

Komunistyczne ścierwa z rodzaju wolinśkiej, czy morela odchodzą do krainy wiecznego śledztwa, nie tylko nie ukarane ale nawet nie napiętnowane. Słynny zdrajca Ludwik Kalkstein-Stoliński, agent gestapo i UB, zidentyfikowany pod koniec życia, jeszcze na łożu śmierci mataczył podsuwając dziennikarzom dzikie konfabulacje na temat swojej roli. Nieliczni komuniści stawiani dziś przed sądem do końca grają twardzieli. Mogą sobie na to pozwolić – nasz wymiar sprawiedliwości sam umoczony po uszy prowadząc dochodzenia i ferując wyroki wykazuje się znaczną pobłażliwością.

Z długiego szeregu czerwonych łajdaków wyróżnia się jedynie Julia Brystiger „Krwawa Luna” śledcza, fanatyczna komunistka a do tego według wspomnień więźniów zboczona seksualnie sadystka przed śmiercią zrozumiała chyba ogrom swoich zbrodni i przyjęła chrzest. W przeciwieństwie do Hoessa nie zdecydowała się jednak na spisanie wspomnień.

Nienazwane i nienapiętnowane zło rozlewa się jak smoła brukając coraz to nowe miejsca. Naziści z Auschwitz odsiedziawszy wyroki wydobyli ze schowków złote zęby swoich ofiar i zainwestowali w legalne interesy. Potomkowie komunistycznych bandziorów są w dzisiejszej Polsce biznesmenami, ludźmi mediów, sędziami, politykami z pierwszych stron gazet.

Nieukarane zbrodnie zrodzą kolejne. Może szybciej niż nam się wydaje…

Głodne dzieci?

"Wprost" ogłosił że w Polsce jest 100 tyś bezdomnych dzieci. Z wczytania się w artykuł wynikało że tytuł te to głownie przenośnia – chodziło o dzieci przebywające w domach dziecka oraz zaniedbywane w patologicznych rodzinach. Oczywiście jest to problem – jednak jego rozwiązanie nie jest szczególnie trudne – wystarczy nieco poluzować debilne procedury adopcyjne które sprawiają że przygarnięcie dziecka wymaga nie tylko fantastycznych dochodów ale i przejścia przez kilkuletnią biurokratyczną mękę. Obecnie w kolejce na dziecko do adopcji czeka się około 3 lata. Domy dziecka pękają w szwach – ale zaledwie 3% z nich to biologiczne sieroty – reszta zazwyczaj ma rodziców. Jeśli prawa rodzicielskie odebrano tylko jednemu z nich dziecko do adopcji nie trafi – zostanie do pełnoletności w „bidulu”.

Należałoby też rozważyć ułatwienie przepisów jeśli chodzi o odbieranie dzieci rodzinom skrajnie patologicznym – tu jednak wkraczamy na śliską ścieżkę która wiedzie nas wprost do modelu szwedzkiego – czyli wszechwładzy urzędasów wtrącających się w każdy niemal aspekt życia człowieka… Należałoby też tworzyć programy osiedleńcze – umożliwić takim dzieciakom zdobycie jakiegoś lokum po zakończeniu okresu opieki państwa.

Jakiś czas później w sukurs pseudodziennikarskim oszołomom przyszedł portal niezalezna.pl ogłaszając że głoduje 1/3 dzieci z klas 1-3 – padła tu liczba 800 tyś dzieci niedożywionych. Szczerze powiedziawszy nie wydaje mi się by ta liczba miała jakiekolwiek odbicie w rzeczywistości. Jest zapewne szacowana na podstawie ilości wydawanych posiłków i dzieci objętych akcjami dożywiania. Tak powszechne niedożywienie byłoby bowiem wyraźnie widoczne w zaburzeniach średniej wzrostu dzieci. (niekoniecznie w wadze – bo tzw. śmieciowe jedzenie, wszechobecne tłuszcze roślinne i wędliny nafaszerowane soją produkują ubogich grubasów).

Żywność jest dziś droższa niż za rządów PiS – kiedy to była w stosunku do zarobków najtańsza w historii. Ale nie dajmy się zwariować. Każdy kto gotował kaszę pęczak wie ile posiłków zrobić można z kilograma – a kilogram kosztuje …4 złote. Na wsiach problem głodu dzieci wynika tylko i wyłącznie z alkoholizmu lub niedorozwoju umysłowego rodziców. Tysiące hektarów nieużytków, zdziczałe sady miliona opuszczonych gospodarstw, chwast pleniący się na miedzach. Nawet przy bardzo szczupłych areałach własnych można trzymać kozy i króliki. Moi dziadkowie trzymali…

Dzisiejsza wieś jest przerażająco cicha. Prawie nikt nie trzyma krów – „bo się nie opłaca”. Nikt nie trzyma drobiu – czasem u jakiegoś staruszka biega kilka kur – siłą przyzwyczajenia… Nasze chłopstwo rozleniwiło się przerażająco. A dzieci? Dzieci niech karmi szkoła.

W miastach łatwiej wpaść w pułapkę bezrobocia i zadłużenia a możliwości produkcji pożywienia we własnym zakresie są o wiele skromniejsze… Ale ilość chleba poniewierajacego się po śmietnikach smuci. 

Słowo na niedzielę

Mam prawie 39 lat. Jestem cenionym specjalistą w niewielkiej firmie. Osiągnąłem status jaki miał ślusarz narzędziowy w przedwojennej fabryce. Gdybym w odpowiednim czasie uzyskał drobną pomoc pewnie skoczyłbym wyżej. Z drugiej strony – nie mam powodów do narzekań – większość moich rówieśników mimo czterdziestki na karku nadal nie odnalazła swojego miejsca w życiu. Wybrałem dobrą drogę. I wybrałem ją mając 11 lat.