BLOG

wedrowycz banner1

Niespełniona fantazja...

                Czterdziestoczteroletni Belg poddał się operacji zmiany płci. Uzyskany efekt był raczej daleki od jego oczekiwań więc zdecydował się na eutanazję. Uzyskał na nią zgodę i został zlikwidowany. Nasz świat jest ciężko chory…

o przyrodzie Syberii

                Grupa aktywistów z Greenpeace urządziła sobie rejs na Morze Barentsa. Ich celem było wdarcie się na jedną z platform wydobywczych celem „zaprotestowania” (czytaj utrudnienia wydobycia ropy zapewne połączonego z dewastacją centrum sterowania obiektem). Co tam sobie konkretnie zaplanowali nie wiemy bowiem platforma miała ochronę, ochrona kałachy i obecnie 30 pseudoekologów siedzi pod kluczem w Murmańsku czekając na ekstradycję lub proces. W razie procesu grozi im nawet 15 lat łagru. Wśród zatrzymanych eko-terrorystów jest też jeden Polak z Gdańska.

                Wpisy na forach wskazują na wysoki poziom empatii i świadomości społecznej – użytkownicy onetu niemal jak jeden mąż życzą mu długiego obcowania z nieskażoną syberyjską przyrodą.

                Mój stosunek do tej organizacji jest jednoznacznie negatywny. Uważam jednak że sądy federacji rosyjskiej powinny ukarać uczestników rejsu raczej grzywną na kilkaset tyś eurosów i przepadkiem statku – jakby pseudoekolodzy musieli wyłożyć taką kwotę dało by im to do myślenia. Wsadzenie do łagru niepotrzebnie zrobiłoby z nich męczenników.

O cyrkach

                Nie jestem szczególnym entuzjastą sztuki cyrkowej. Gdy byłem mały bywałem w cyrku parokrotnie. Zapamiętałem – niewiele. Kilku klownów którzy parodiowali „Wejście smoka”. Zerwanie się trapezu (akrobatka na szczęście była na „szelkach” i nic jej się nie stało). Pokaz kozackiej woltyżerki z podejmowaniem rannego przez konia. Uroczy numer gdy na scenę weszła dama w futrze, które po chwili rozbiegło się w postaci stada żywych łasiczek (wykorzystałem tę scenę niecnie w opowiadaniu „Vlana”). Była też kobieta guma – patrząc na nią autentycznie bałem się że strzeli jej kręgosłup. Drewniane ławki, trociny, zapach zwierząt, pokazy tresury tygrysów, sztuczki iluzjonistów – to wszystko mocno pozacierało mi się w pamięci.

                Gdy byłem mały cyrk był normalnym elementem otoczenia. Czytałem o nim w książce o przygodach dr. Dolitle. Pojawiał się też w rzeczywistości - na konkretnym placu przy rogu ulic Żelaznej i Leszno. Rozstawiano namiot. Obok parkowano wozy cyrkowe. W ZOO pod opieką mojego Ojca dożywał swoich dni ogromny perszeron – niegdyś zatrudniony przy ciągnięciu takowych. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem tak gigantycznej kobyły. (w ogóle zwierząt – weteranów cyrkowych było w ZOO sporo).

                Potem sztuka cyrkowa znajdowała się już niemal stale w odwrocie. W latach 90-tych drugi oddech zapewniły cyrki z krajów byłego ZSRR, które przemierzały Polskę. Nasze krajowe nie wytrzymały zderzenia z kapitalizmem i gospodarką rynkową. Co tu dużo mówić – Cyrk kosztuje tyle co dobry teatr, albo i więcej. Występują artyści – jedno przedstawienie to praca co najmniej kilkunastu wykonawców, oraz licznej rzeszy techników. Im wszystkim trzeba płacić. Trzeba zapewnić rekwizyty. Karmić cyrkowe zwierzęta (tygrys je 4 kg mięsia dziennie!). Zimą nastaje martwy sezon – cyrki muszą zjechać na zimowe leże, ludzi trzeba zakwaterować, ale też zapewnić im warunki do ciągłych ćwiczeń. Zwierzęta trzeba karmić choć przez całe miesiące nie przynoszą dochodu…

                Warunki do spokojnego zimowania zapewniała baza zimowa w Julinku. W skład kompleksu wchodziły bloki mieszkalne, hotel, szkoła cyrkowa z internatem, magazyny, stajnie dla różnych zwierząt ze słoniami włącznie, baseny dla fok. Wybudowano dwie stacjonarne zadaszone areny cyrkowe – do prób przedstawień. Połączono je tunelami z resztą kompleksu. Baza przetrwała 50 lat. W 1999 roku zamknięto bazę i szkołę cyrkową w Julinku. Zlikwidowano też czuwający nad całością Zakład Widowisk Cyrkowych. Tradycje szkoły kontynuuje pomaturalne studium mające siedzibę w Warszawie – ale to już tylko cień dawnej potęgi. Dziś w Polsce pozostało tylko kilka cyrków. Pewna epoka odchodzi w niebyt.    

                Rząd miłościwie panującego nam PO przygotowuje aktualnie ostatni gwóźdź do trumny cyrkowców – planowana nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt całkowicie uniemożliwi tresurę i występy zwierząt w cyrkach. Rykoszetem ustawa uderzy też w zwierzęta grające w filmach. Sztuka układania zwierząt której tradycja sięga starożytności zostanie na naszych oczach zlikwidowana przez urzędasów. Nasze dzieci o cyrku będą mogły już tylko przeczytać. Szkoda.

O migracjach

                W Szkocji żyje około 55 tyś Polaków. W XVII wieku w Polsce żyło ok 40 tyś Szkotów. Przez I wojną światową mieszkańcy Norwegii całymi wioskami emigrowali do USA. Dziś Polacy całymi wioskami przenieśliby się do Norwegii… (zresztą do USA też…) Czy nadejdą kiedyś czas że Amerykanie zaczną migrować do Polski?

Statystyka po tuskowemu

                Onet podaje że we wrześniu padło 66 firm zatrudniających 4200 pracowników. W jednym z komentarzy znalazłem takie wyliczenie:

                Kundzia: Płaca minimalna =1600 złotych. Koszt dla pracodawcy = 1931,84 pracownik dostaje na rękę = 1181,71. Różnica = 749,93 - to zabiera państwo polskie. Jak to pomnożymy przez 12 miesięcy to daje kwotę 8999,16. Tyle traci na każdym bezrobotnym polskie państwo przy płacy minimalnej. 4200 pracowników to z kolei 37796472 złote. Oczywiście nie wszyscy z tych 4200 to osoby, które mają płacę minimalną.

                Tylko 66 firm padło!? Zastanawiam się jak oni to liczą? Przy mojej ulicy padły dwa sklepy. Przy sąsiedniej pustych lokali jest więcej. W pobliskiej galerii handlowej też znikło kilka. Kartek „totalna wyprzedaż z powodu likwidacji” widuję sporo. Przypuszczam że w promieniu 20 minut jazdy rowerem od mojego domu naliczyłbym 10 upadłych firm.

                Być może jest tak jak ze średnią płacą – liczy się ją za podstawę przyjmując …firmy zatrudniające minimum 10 osób. Być może tu jest podobnie – Trzeba zatrudniać np. 20 pracowników by spece od rządowych statystyk w ogóle raczyli zauważyć nasze bankructwo?

Domniemanie ze zdjęciem.

                Ciekawostka natury prawnej. Ksiądz Wojciech G. pracował jako misjonarz na Dominikanie. Gdy tamtejsze władze zaczęły śledztwo w sprawie jego kontaktów seksualnych z nieletnimi chłopcami wskoczył w samolot i drapnął do Polski. Wystosowano za nim międzynarodowy list gończy. Do tego miejsca wszystko jest mniej więcej jasne. Toczy się śledztwo podejrzany umyka. Dalej sytuacja się gmatwa.

                Uciekinier trafił jakby z deszczu pod rynnę - bo w Polsce śledztwo w sprawie jego upodobań prowadzi prokuratura w Warszawie. Ponieważ Dominikania nie zwróciła się do nas o pomoc i nie mamy z tym krajem umowy o ekstradycję – zapewne chodzi o jego wcześniejsze grzeszki. Winny umykałby prosto pod nóż? Czemu nie wybrał innego kraju?

                Księdza odnalazła małopolska policja (nie był to wielki wyczyn – podejrzany „ukrywał” się u swoich rodziców). Pouczono go że jest poszukiwany i żeby się nie ukrywał – ale nie zatrzymano(!). (czyżby małopolska nie miała umowy o ekstradycję z Warszawą?)(a co z listem gończym interpolu?) Prawdopodobnie policja rozeznawszy sprawę uznała że nie zachodzi potrzeba jego aresztowania. Albo lokalny komendant to jego kumpel. Albo nie mają miejsc w areszcie. Albo…

                Portale internetowe przystąpiły do bezpardonowej nagonki. (ech gdybyż tak w innych bulwersujących sprawach wykazali choć połowę tej gorliwości…). Jeden zamieścił wywiad z dawną gosposią księdza która twierdzi że duchowny bzykał ministrantów przez 7 lat. (A ona co? Milczała latami jak grób by nie stracić pracy?) Inny portal zamieścił reprodukcje listu gończego ze zdjęciem poszukiwanego. Zamieszczono też wywiady z dawnymi przyjaciółmi księdza którzy twierdzą że został wrobiony bo na Dominikanie depnął na odcisk narkotykowej mafii. Przyjaciele podejrzanego też swobodnie posługiwali się nazwiskiem a jeden wspomniał nazwę miejscowości gdzie obecnie mieszka.

                Zasadniczo nad homoseksualistą-pedofilem nie ma się co rozczulać. Rozumiem potrzebę ostrzeżenia ludzi że ktoś taki snuje się po okolicy. Problem w tym że w naszym kraju obowiązuje zasada domniemania niewinności. Człowiek ten nie został jeszcze skazany - a co więcej nie jest chyba jeszcze nawet oficjalnie oskarżony…

Złupienie kolonii białych murzyów...

                Wedle oficjalnych danych obcy kapitał w latach 2000-2012 zarobił w Polsce i wytransferował za granicę kapitał w wysokości ok 500 miliardów zł. W tym w roku 2012-tym była to kwota rzędu 70 miliardów zł. To zestawienie obejmuje tylko zyski legalne i zarejestrowane.

                No cóż drodzy i zacni, jeśli cały przemysł wyprzedaje się obcym lub likwiduje (to czasem jedno i to samo…) to potem są takie właśnie efekty… Gdyby zarobiły to Polskie firmy i zainwestowały w kraju…

Po co?

                To co mnie przeraża w naszym kraju to gąszcz przepisów które całkowicie bez sensu udupiają ludzi i wpędzają społeczeństwo w nędzę. Podział na grunta orne i budowlane. Niemożność stawiania domu na swojej ziemi bez zgody urzędasa… Limity wydobycia kopalin – ograniczające podaż cegły. Obostrzenia technologiczne – nie zamieszkasz w chacie z płyty warstwowej. Zakazy różnych rodzajów działalności bez przynależności do korporacji i samorządów zawodowych…

                Po co to wszystko?

O pieniądzach...

                Zapytam wprost: dlaczego nie istnieje możliwość ubezpieczenia nienarodzonego dziecka? Rodzicie robią test, dowiadują się o ciąży idą do biura podpisują parę papierków wpłacają dajmy na to tysiąc zł. Coś pójdzie nie tak, wady genetyczne, wady wrodzone, ciężki poród powodujący kalectwo – ubezpieczyciel wpłaca milion na specjalne konto, nawet przy nikłym oprocentowaniu będzie z tego kilkadziesiąt tysięcy odsetek rocznie – jest kasa na codzienną rehabilitację, protezy, zabiegi, opiekę nad dzieckiem, zatrudnienie kogoś do pomocy etc.

                Proste? Proste. Ale na naszych polityków od prawa do lewa – za trudne… 

Wraca nazizm...

                Odrzucono projekt ustawy zakazujący aborcji eugenicznej. De facto władzy chodzi i o jedno – ograniczenie wydatków na ludzi niepełnosprawnych intelektualnie – zwłaszcza cierpiących na zespół Downa. Czy żyjemy już w III Rzeszy? Tam też zabijano „niedorozwiniętych” bo państwa niemieckiego nie było stać na utrzymywanie 40 tyś chorych, a za to budowano autostrady i stadiony których ruiny nawet po tysiącu lat miały budzić podziw… W Polsce rocznie rodzi się nieco ponad setka dzieci „z Downem” – zapewnienie im całorocznej forsownej rehabilitacji i opieki to cena ćwierci kilometra autostrady… Naprawdę nas na to stać.

                Co gorsza jestem przekonany że dla lewaków to odrzucenie jest dopiero pierwszym krokiem do przeforsowania aborcji na życzenie. Lobby aborcyjne na pewno na tym nie poprzestanie.