BLOG

wedrowycz banner1

Carska Rosja

Była KOLOROWA. 

http://avaxnews.net/educative/Early_20th-century_Russia_in_Color_Photos_by_Sergey_Prokudin-Gorsky.html

Zachęcam!

Z podziękowaniami dla cranberry

 

 

Raport z budowy piramidy

Umieszczam tu mój felieton napisany wiosną 2012.

 

Raport z budowy piramidy.

        Jestem prostym człowiekiem więc otaczających mnie ludzi dzielę na cztery kategorie. Przyjaciel to ktoś podobny do nas. Ktoś z kim lubimy przebywać. Z kim mamy, o czym pogadać, z kim możemy robić interesy, iść na wyprawę, napić się piwa albo w inny sposób spędzić czas. Sojusznik to ktoś podobny do nas ale z kim nie utrzymujemy na co dzień kontaktów. Możemy sprzymierzyć się i pracować razem dla osiągnięcia jakichś celów. Przeciwnik to ktoś podobny do nas – w zasadzie porządny gość – który pechowym splotem wypadków chce posiąść te same dobra co my. Wróg to świnia i kanalia, ktoś kto zrobi wszystko by zwinąć nam sprzed nosa łup, albo podstawi nam nogę „tak-dla-jajec” z czystej małpiej złośliwości.

Podsumowując. Przyjaciel pożyczy nam wykrywacz metalu abyśmy mogli szukać skarbu. Sojusznik podzieli się wiedzą i pomoże wykopać – choć zapewne zechce byśmy mu odpalili jego działkę. Przeciwnik zechce wykopać garnek dukatów pierwszy, ale gdy spotkamy się na polu nie zaciuka nas łopatą tylko zacznie przeszukiwać areał od drugiego końca. Wróg spróbuje nas z pola przegonić, a gdybyśmy złoto jednak wykopali ruszy w pościg by nam wklepać, a skarby zabrać.

Z przeciwnikiem możemy usiąść do partyjki szachów. Wrogowi należy dać szachownicą po łbie i zanim gad wstanie, czym prędzej poprawić młotkiem.

        Jeśli przeciwnik wklepie nam albo my wklepiemy przeciwnikowi w zasadzie nie dzieje się nic strasznego. Szlachetny wojownik nie dobije pokonanego. Zwycięzca i przegrany skiną sobie głowami mówiąc: do następnego razu. Jeśli w starciu dwu szlachetnych przeciwników jeden zginie, triumfator potraktuje jego ciało z szacunkiem, odda ziemi bez obdzierania z dobrych butów, sakiewki, czy zegarka. Przykładem takiej w miarę honorowej walki są powieści Zbigniewa Nienackiego – cykliczne starcia Pana Samochodzika z Waldemarem Baturą. Obaj panowie stosują fortele, jednak nie podkładają sobie świni ani nie kopią leżącego. Bezwzględnie konkurują zachowując jednocześnie pewien poziom.

        Czasem nastąpi przewartościowanie. Człowiek, którego uważaliśmy za wroga dokonuje czegoś, co wymusza awansowanie go na przeciwnika. Przykład? No to dla odmiany historyczny a nie literacki: Cesarz Etiopii Theodor II Kassa zabujał się w cesarzowej Imperium Brytyjskiego Wiktorii. Wysłał swatów ale niestety brytyjski ambasador przekazał od władczyni odpowiedź odmowną. Theodor się wkurzył i kazał ambasadora wsadzić do lochu. Cesarzowa oczywiście nie puściła tego płazem i by odbić swojego sługę wysłała korpus ekspedycyjny pod wodzą lorda Napiera. Cesarz zachował się jak dzikus? Z dzikusami się nie negocjuje. Należy im wklepać. Nowoczesna angielska armia rozgromiła uzbrojone w dzidy i muszkiety oddziały etiopskie i zabrała się za szturm stolicy.

        Lord Napier miał w tym momencie Etiopię pod butem. Wystarczyło wprowadzić korpus ekspedycyjny do miasta, wsadzić cesarza do klatki, lub powiesić i przyłączyć Etiopię do imperium brytyjskiego. Cesarz Teodor rozegrał jednak ostatnią partię po swojemu. Dał list żelazny, zaprosił Lorda na kolację, raz jeszcze wyznał swoją miłość do Wiktorii, a potem wyciągnął spluwę i wypalił sobie w skroń. Szef korpusu ekspedycyjnego parząc na ciało cesarza uznał: „narozrabiał, ale poniósł konsekwencje sam poddając się karze adekwatnej do przewiny. Jesteśmy zatem kwita”. Opuścił pałac i dał armii brytyjskiej sygnał do odwrotu. Czyn cesarza, szalony, ale odwołujący się do uniwersalnego poczucia honoru, uratował niepodległość Etiopii na kolejne sto lat.

        W drugim tomie Oka Jelenia Marek wsiadając na pokład Srebrnej Łani jest dla hanzy wrogiem. Przybłędą z nikąd, który chce wykraść tytułową pieczęć – własność ligi. Zostaje potraktowany z całą surowością należną wrogowi. Plan kupców jest prosty: Najpierw tortury, potem w łeb i trupa za burtę – niech węgorze zjedzą. W chwili gdy akcja zmierza do finału, sprawy zaczynają się plątać. Na Łanię napadają duńscy piraci. Bohater staje po stronie dotychczasowych prześladowców a co więcej ratuje życie akurat tym którzy skazali go na męki.

To tworzy impas. Dla dobra ligi nadal oczywiście należało by dać mu w łeb i zakopać ale... ci którzy wydają takie rozkazy łapią się w pułapkę własnej przyzwoitości. Nie godzi się im likwidować człowieka który w obliczu wspólnego wroga ryzykując życie stanął po ich stronie... Wymusił na nich grę, awansował... Wroga można zabić. Przeciwnika należy już potraktować inaczej: uwięzić, izolować, zepchnąć na fałszywe tropy, zastosować fortele ale najskuteczniejsze metody: szantaż, okaleczenie lub eliminacja znajdują się już poza arsenałem dostępnych środków walki.

Czasem ktoś się tragicznie pomyli. Przyjaciel okaże się wrogiem. Sojusznik zwieje z łupem. Ktoś kogo uważaliśmy za godnego i honorowego przeciwnika okaże się żałosną gnidą i kanalią. Czasem okazuje się że na czele pozornie zgranego kolektywu stoją dobrze maskujące się szuje, łajzy i gówniarze. Ale czasem popełnimy pomyłki jeszcze bardziej kuriozalne...

Swego czasu gdy byłem młody, gniewny, niespełniony, miałem pusto głowie i w kieszeni patrzyłem na świat dużo ostrzej i bardziej agresywnie. Bodaj w 1997-mym roku na Krakonie spotkałem po raz pierwszy Andrzeja Sapkowskiego. Publikował wówczas od dekady. Popatrzyłam na niego. Schodził po schodach. Zwyczajny facet, trochę siwy, chuderlawy, niezbyt wysoki. Nie wyglądał groźnie. Po prawdzie nie wyglądał nawet na pisarza. Pomyślałem: zaczął dziesięć lat wcześniej. To jego główna przewaga nade mną... Nie miałem chwilowo pomysłu jak go prześcignąć. Nie wiedziałem jak strącić go z tronu. Wiedziałem tylko, że muszę go dogonić i zagryźć. Zabrałem się za planowanie strategii.

Dopiero po jakichś dziesięciu latach rozejrzałem się wokoło uważnie i spostrzegłem ku swemu zdumieniu stosy kamienia, cegły, worki z cementem. Uświadomiłem sobie, ze zgrozą, że nie jesteśmy na polu bitwy, ale na gigantycznym placu budowy, a uwijający się opodal z kielnią Sapkowski to nie wróg, ani nawet przeciwnik, ale de facto mój kumpel z roboty i sojusznik.

Budujemy piramidę, której potęga już wprawia ludzi w zachwyt i zabobonny lęk. Każdy buduje ją na swoim odcinku. Ja Dukaj, Grzędowicz i dziesiątki innych. Sapkowski nie jest naszym faraonem, nie siedzi na tronie, więc nie ma potrzeby go z tego tronu strącić. Nie rywalizujemy o koronę fantastów po Stanisławie Lemie, bo nie ma i chyba nigdy nie było takiej korony. Wznosimy piramidę. Każdy po swojemu, każdy na swoim odcinku. Im fajniej i więcej wszyscy piszemy tym bardziej rozwija się rynek. Tym lepiej powodzi się i nam i naszym młodszym kolegom i nawet debiutantom. Gdy ktoś skiepści po prostu spada z rusztowania na łeb i nie musimy mu nawet dawać przysłowiowego kopa w zad. Na budowie bywa różnie. Jednego kumpla polubimy, drugiego nie. Ale gdy brygadzista Sapkowski pcha rampą swoją taczkę cegieł, nie będę odrywał się od mieszania zaprawy by podstawić mu nogę...

O bezrobociu

Portal Niezależna.pl podał że bezrobocie wzrosło do 12,9. Szczerze powiedziawszy po najwięszym portalu opozycyjnym spodziewałem się nieco głębszego spojrzenia na problem... 

Te 12,9% jest to liczba z sufitu wzięta, nie oddająca w żaden sposób sytuacji. Oblicza się ją na podstawie liczby zarejestrowanych bezrobotnych. Powszechnie wiadomo, że wielu pracujących na czarno figuruje w rejestrach PUP'ów, a jednocześnie sensu rejestracji nie widzi masa autentycznie bezrobotnych, którym się nie chce dojeżdżać, nie stać ich na regularne wycieczki do miasta powiatowego, lub nie widzą w tym sensu. 

Ja liczyłbym to zupełnie inaczej: Liczba Polaków w wieku produkcyjnym 18-67 lat wynosi około 20 milionów. Liczba zatrudnionych około 12 milionów. Ergo: BEZROBOCIE W POLSCE PRZEKRACZA 40%.

Skąd ten wniosek? Za bezrobotnych uznać należy emigrantów zarobkowych (nie znaleźli pracy w kraju) ale  też wszystkich pseudorolników - ludzi posiadających gospodarstwa mniejsze niż granica opłacalności - ok 40 hektarów na rodzinę (to kilka procent naszych chłopów). Do bezrobotnych zaliczyć należy też studentów - gdyż po pierwsze masa ludzi studiuje tylko po to by przedłużyć sobie młodość, po drugie jak pamiętam z okresu moich studiów każdy niemal student rozpaczliwie szukał jaichś fuch i możliwości dorobienia sobie...  

Potwierdza te wyliczenia wskaźnik zatrudnienia który mamy na poziomie 55% wobeć średniej innych krajów europejskich 64-75% czy USA za Buschów - ok 85% 

Siłą rzeczy jeśli dla kraju pracuje nieco ponad połowa zdolnych do pracy obywateli to ich zarobki nie mogą być wysokie - należy ich bowiem na rózne sposoby złupić bezlitośnie by utrzymać rzeszę nierobów. Kraj taki musi też pogrązyć się w chronicznym  kryzysie. 

Znowu trotyl

"Nasi" prokuratorzy wojskowi chyba już kompletnie się poplątali w wersjach. Jedni potwierdzili obecnośc trotylu na próbkach wraku inni zaprzeczają... Pijarowcy rządu są już chyba multimilonerami - już afera z zamianą zwłok powinna zmieść tuska z powierzchni ziemi. A on trwa...  

Martwią mnie dwie kwestie. Kraj który nie umie się skutecznie upomnieć o respektowanie swoich praw  traci wiarygodność a jej odzyskanie potrwa całe lata. Po drugie w chwili gdy nasz rząd oblał egzamin okazało się, że i UE i NATO nie są warte funta kłaków. 

Wschodni fatalizm

Dyskutując z kumplem w necie przypomniałem sobie postać Zoji Anatoliewnej Kosmodiemianskiej. Młodym ludziom nic to nazwisko nie mówi. Była to nastoletnia komsomołka, zrzucona w 1941 roku za linię frontu na tyły wroga.

Zadanie jej oddziału: pozbawienie niemców kwater zimowych.

Sposób wykonania: podpalanie rosyjskich wsi żeby nie było gdzie kwaterować 

Oddział po spaleniu 10 wiosek (wraz z mieszkańcami...) wpadł w zasadzkę i hitlerowcy wybili partyzantów niemal do nogi. Zoja ocalała, przedarła się z 2 towarzyszami i ...ruszyła spalić wieś jedenastą. Zdołała podłożyć ogień pod trzy chaty. Złapali ją chłopi, obili, przekazali niemieckiej żandarmerii. Dziewczynę poddano torturom wreszcie powieszono. Jej postać szybko obrosła legendą...

Czy to szaleństwo wschodnich nacji? Palić domy własne, lub cudze byle tylko nie zamieszkał w nich wróg.  Jaki w tym tragiczny fatalizm, łączący Rosjan-sowietów i Ukraińców-upowców. Jaka czarna pustka, bezdenna odchłań najczarniejszej rozpaczy. Jaka niewyobrażlna tragedia. I jaka kompletna niewiara w możliwość odzyskania kiedyś swojej siedziby, odbicia wsi z rąk wroga... 

I z podobnego okresu przykład odmienny. W Bykowni pod Kijowem NKWD mordowało polskich oficerów. Jeden z nich używając szpilki wydrapał spiesznie na plastikowym grzebieniu nazwiska - swoje i kilku kolegów. Grzebyk ten znaleziono podczas ekshumacji w 2007-mym roku.

 Idący na śmierć zachował wiarę w Polskę. Wydrapał te nazwiska wierząc, że ten dowód kiedyś przemówi. Że przyjdzie czas gdy Polska zmartwychwstanie, a ktoś szukając prawdy o losach jej synów rozkopie tę mogiłę.

Znowu o upowcach...

Ksiądz Issakowicz-Zaleski na łamach Gazety Polskiej chwali i usprawiedliwia Akcję „Wisła” – deportację około 400 tyś. Ukraińców i Łemków. Mam tu mieszane uczucia. Rozumiem zaszłości historyczne – w tym konieczność odcięcia UPA od bazy społecznej. W ściśle uzasadnionych przypadkach dopuszczam nawet taką hańbę jak zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Z drugiej strony nie mogę usprawiedliwić tej operacji.

Wojna z UPA na Rzeszowszczyźnie i w Bieszczadach to były kpiny. Polska w latach 1944-48 miała ponad milionową armię regularną. Do tego wojska KBW, UB, MO, ORMO. Dysponując takimi siłami można było przeczesać dowolny teren tyralierą. Założyć posterunki w każdej wsi i przysiółku. Można było prowadzić obserwację lotniczą. Zimą, gdy spadł śnieg a przemieszczanie się upowców było wykluczone – można było zrobić z nimi to, co opisywał „Chriń” a co zrobiło NKWD na sowieckiej Ukrainie dwa lata później – tropić po śladach i odnajdywać bunkier po bunkrze. Wystarczyło rzucić odpowiednią liczbę ludzi. Można było spośród rezerwistów wracających z niemiec wybrać ludzi z Wołynia – ci mieli z upowcami swoje porachunki – wytropili by ich w bunkrach i wyrżnęli do ostatniego.

Zwróćmy uwagę: Ukraińcy zamieszkiwali dość zwarty rejon. Obszary działań sotni poszczególnych dowódców były nieźle rozpoznane. Wśród Łemków ubecja miała swoich konfidentów. Polskie wojsko kilkakrotnie atakowało pasmo Chryszczatej i ponosiło straszliwe straty. Mobilizacja już kilku kureni dawała upowcom przewagę. Do pasma sukcesów UPA zaliczyć trzeba likwidację generała Świerczewskiego (choć ślady po bagnecie na plecach munduru tę „zasługę” przypisują raczej jego podkomendnym).

Tymczasem przeciw partyzantce poakowskiej WiN rzucano siły iście fantastyczne. Polecam lekturę książek i artykułów o „Wyklętych”. Po „Uskoka” czy „Lalka” wysyłano całe ciężarówki żołnierzy. Od razu nastawiano się na wykorzystanie miażdżącej przewagi liczebnej. Kilkudziesięciu na jednego. Kilkuset by zniszczyć jeden bunkier. Coś tu nie gra…

Przeciw oddziałom UPA liczącym może 5 tyś ludzi i posiadającym rozbudowaną agenturę rzucono nieadekwatnie małe siły (trafiłem na informację że poniżej 20 tyś żołnierzy). Po dwu latach ganiania się po lasach, grzebania zwłok i nielicznych potyczek z ciągle wymykającymi się góralami zdecydowano się na rozwiązanie totalnie - wysiedlono niemal pół miliona ludzi.

Szczęściarze pojechali na ziemie odzyskane i przeważnie wylądowali z nakazami pracy w PGR-ach. Pechowcy – a takich była większość trafili w głąb związku radzieckiego i też wylądowali w kołchozach. Różnica była taka, że kołchoźnik nie mógł kołchozu opuszczać by np. przeprowadzić się do miasta. Był niewolnikiem. Nieliczni ukrywając się po lasach przetrwali deportacje. Na terenach wcześniej zagospodarowanych powstały pustki osadnicze. Wysiedlani Ukraińcy często na odchodnym podpalali swoje domy. Scenę taką opisuje Omelajn Płeczeń – „czasem trzeba podpalić własny dom by nie zamieszkał w nim wróg”. Z kilkudziesięciu wsi pozostały fundamenty i czasem cerkiew po środku (cerkwie te państwo komunistyczne planowo niszczyło przez kolejne 30 lat).

W Wojsławicach (Chełmskie) gdzie genealogie były poplątane a rodziny mocno mieszane wysiedlenia przebiegły tak że prawosławnych uznano za Ukraińców w wysiedlono ciupasem do ZSRR. Katolików uznano za Polaków i pozostawiono w spokoju. Mój Dziadek był katolikiem i służył podczas wojny w II Armii. Jego nie ruszyli. Został. Jego brat cioteczny był prawosławny – wywieziono go z całą rodziną gdzieś za Don. Wywieziono też krewnych mojej prababki. Ich na szczęście bliżej – kilka razy dostali pozwolenie na odwiedziny. Dziadek kuzyna zobaczył już tylko raz w życiu. Dodam jeszcze że UPA w naszej okolicy prawie nie było.

Ojciec opowiadał mi że kilku „Ukraińców” czekających na deportację w obozie przejściowym w Chełmie na Rampie Brzeskiej zrobiło to samo co Płeczeń – wymknęli się nocą i spalili swoje gospodarstwa.

Mimo całego szacunku do ks. Tadeusza całkowicie odrzucam jego argumenty. W moim odczuciu walki z UPA prowadzono w zamierzony sposób nieudolnie. Być może celowo wystawiono im na odstrzał generała „Waltera”. Czy zrobiono to by zdobyć pretekst do wysiedlenia całej mniejszości, dla zawładnięcia jej ziemią i dobytkiem?

signum temporis

Na stronie forum SFFiH rozgorzała pyskówka na temat piracenia książek. Smutne jak wielu naszych rodaków kompletnie bezrefleksyjnie chce dysponować cudzą własnością… Mentalność roboli-niewolników z PRL przetrwała i rozkwita w necie. Kiedyś „państwowe” oznaczało „niczyje” i było radośnie rozkradane. W tym momencie rolę własności państwowej pełni sieć – kradnie się za jej pomocą pełnymi garściami…

Smutne i symptomatyczne. Polacy nurzają się w patologii. Powszechne przyzwolenie na złodziejstwo, chlanie, narkotyki, wulgarny język. Powszechne przyzwolenie na bylejakość. Powszechne przyzwolenie na kłamstwo padające z mównicy sejmowej (oczywiście pod warunkiem że kłamie nasz – w walce politycznej wszystkie chwyty rozgrzeszone przez wyborców). A potem płacz że nad Wisłą zarabia się po 1500 netto. Wszystko się wiąże.

 

 

Marząc o sprawiedliwości...

Gdy komuna runęła wydawało mi się oczywiste że odbudowę Państwa Polskiego trzeba zacząć od intensywnego przewietrzenia, ujawnienia zbrodni i napiętnowania sprawców... Wygrała tzw "gruba kreska". Dziś byli ubecy zhardzieli tak że ciągają po sadach swoje ofiary...  

Jak ja bym to widizał? co należało zrobić w 1990-tym? 

 

1) szeregowi członkowie PZPR i MO jeśli nie popełnili przestępstw - nie podlegają karze, tracą jedynie bierne i czynne prawo wyborcze oraz możliwośc pracy na stanowisku państwowym - dożywotnio. Kierownictwo PZPR od szczebla KC podlega karze za zdradę Ojczyzny i działanie w interesie obcych mocarstw.

2) wszyscy szeregowi członkowie KBW, WSI, SB i UB tracą jakiekolwiek uposażenia oraz otrzymują dożywotni zakaz pracy na stanowiskach państwowych, prowadzenia działalności gospodarczej, oraz bierne i czynne prawa wyborcze. Kierownictwo podlega karze śmierci lub długoletniego więzienia.

Majątek wszelkich funkcjonariuszy i pracowników organów MSW może zostać zabezpieczony na poczet odszkodowań i rent dla ich ofiar.

3) wobec członków wyżej wymienionych organizacji zbrodniczych którym udowodni się udział w zbrodniach i przestępstwach będą wszczynane procesy z urzędu. Tym którzy nie dokonali zbrodni w szczególnych przypadkach może być przyznany status świadków koronnych.

4) lustracja totalna - wszelkie dokumenty kapusiów zostają udostępnione dziennikarzom, historykom, ofiarom prześladowań oraz innym osobom które wyrażą taką wolę. Kapusie nie ponoszą kary - tracą jednak bierne i czynne prawa wyborcze, prawo prowadzenia działalności gospodarczej i możliwość zatrudnienia na stanowiskach państwowych - dożywotnio.

Wobec kapusiów których działalność doprowadziła do zbrodni stosuje się kary jak za pomoc przestępcom. Mienie kapusiów może zostać zabezpieczone na poczet odszkodowań i rent dla ich ofiar.

5) z przyczyn humanitarnych ogłasza się 3 miesięczną abolicję - przed ujawnieniem akt SB dajemy kapusiom czas na przyznanie się wobec swojego otoczenia i próbę pojednania z ofiarami.

Ujawnienie i pojednanie nie blokuje ujawnienia wszelkich materiałów archiwalnych!!!!!

6) powołuje się IPN i generalną prokuratorię historyczną dla osądzenia wszystkich zbrodni komunistycznych. W przypadku gdy sprawcy zmarli lub zbiegli z terenu RP odbywają się procesy in absentia. W przypadku gdy sprawców nie udaje się ustalić pełną karę ponoszą ich zwierzchnicy i osoby które mataczyły w śledztwach.

W przypadku wyroków wydanych na osoby nieżyjące możliwe jest pozbawienie ich stopni wojskowych, orderów, oraz wstrzymuje się wypłatę rent rodzinnych ich żyjącym krewnym. Majątek oprawców odziedziczony przez ich rodziny może zostać zabezpieczony na poczet odszkodowań i rent dla ich żyjących ofiar.

7) Z przyczyn humanitarnych odstępuje się od ścigania i szykanowania potomków komunistycznych zbrodniarzy. Wprowadza się jednocześnie kary za wszelką próbę wybielania ich pamięci lub negowania zbrodni komunistycznych.

8) Przypadki funkcjonariuszy partyjnych lub pracowników MSW którzy podjęli współpracę z opozycją sabotując działania organów będą rozpatrywane oddzielnie.

9) Każda ofiara terroru komunistycznego ma prawo dochodzić odszkodowań a w razie gdy poniosła uszczerbek na zdrowiu ma prawo do renty ściąganej z zarobków, dochodów lub majątku sprawców i ich zwierzchników.

*

I co wy na to? Myślę że na taką łagodność mogliśmy sobie pozwolić... 

Po złoto albo tylko przygodę...

Jako że czterdziestka zbliża się nieubłaganie, postanowiłem dokonać szeregu bohaterskich czynów, których powinien dokonać mężczyzna w tak poważnym wieku, by mieć co wspominać na starość. Z lektur czytanych w młodości wynika, że mam do wyboru:

  1. Wojnę
  2. Występki przeciw ogólnie pojmowanej moralności
  3. Podróże
  4. Uśmiercanie lub chwytanie dzikich zwierząt
  5. Szukanie złota

Wojen powszechnych nasz kraj chwilowo nie toczy. (prowadzimy wprawdzie operacje militarne, ale daleko i chyba trzeba być zawodowym żołnierzem by się na nie załapać)(i po co migałem się przed WKU?). Tak więc nie wybieram się na front.

Moralności nie zamierzam naruszać. Są przyjemniejsze sposoby spędzanie czasu niż rozwody, leczenie syfilisu, czy powolne zdychanie na HIV.

Podróże – eto eszczio uspiejem. W planach na lato mam skromniutkie objechanie Bałtyku wokoło. A jak dalej – kto wie.

Polowanie jakoś nie wydaje mi się trendy & dżezi. Zwłaszcza że na Allegro niedawno mieli skórę kuca szetlandzkiego ufarbowaną „na tygrysa” – więc „trofea myśliwskie” można sobie sprawić równie łatwo co dyplomy nieistniejących amerykańskich uniwersytetów.

Pozostało szukanie złota. Ponieważ amerykańce nie znieśli nam jeszcze wiz i ciężko dostać się na Alaskę ograniczę się chyba do szukania na Śląsku. (przy okazji nie jest to daleko no i nie będzie problemów z językiem).

Pobieżna kwerenda netu wykazała niestety, że poszukiwacze pilnie strzegą swych tajemnic. Niby trochę o tym jest – ale tak naprawdę niewiele z tego wynika. Długa zima przedemną, a i po bibliotekach muzę swoje odsiedzieć – dedukuję zatem że będzie niejedna okazja sięgnąć do materiałów historycznych i geologicznych które do dziś nie doczekały się „usieciowienia”.

Niby w necie jest wszystko – ale jak coś konkretnie potrzeba nadal trzeba czytać mądre księgi albo szukać mistrzów którzy oświecą…

Problem filozoficzno-kulinarny

Gdyby Żyd stał się wampirem - czym by się żywił? Wysysanie krwi - odpada - kompletnie niekoszerne... 

To tak na marginesie prac nad dwrugim tomem "Wampira z M3"