BLOG

 

upior-w-ruderze

Wiesci z północy

                W Skandynawii lawinowo rośnie liczba katolików. Szacuje się że jest ich ok 600 tysięcy. Z jednej strony to efekt intensywnych migracji z Polski (ale też z Wietnamu i ameryki południowej). Z drugiej konwersji na katolicyzm dokonują coraz liczniej Szwedzi.

                Rozumiem ich – bo co zaoferować może im miejscowy kościół luterański? Biskupkę lesbijkę rozbijającą po pijanemu samochód? Pastorów organizujących w kościołach uroczyste imprezy rozwodowe? Akceptację aborcji i ogólnie pojmowanej kultury śmierci? Wyznania protestanckie osiągnęły granicę swojej witalności – po owocach je dziś poznajemy…

michnik opiewa mazowieckiego

                Wybiórczaki świętują rocznicę pierwszego rządu fetując do obrzydliwości byłego premiera mazowieckiego (celowo małą literą). W Białymstoku z pola śmierci na ogrodach dawnej siedziby UB ekshumowano szczątki kolejnych ofiar reżimu komunistycznego w tym kości kolejnego pięciorga dzieci… Nadal blokowane są prace ekshumacyjne na „Łączce” (polecam

http://niezalezna.pl/59394-jeden-dzien-na-laczce ) i na cmentarzu koło kościoła św. Katarzyny. Nadal nie można wydobyć z grobów szczątków rotmistrza Pileckiego i generała Fieldorfa.

                Tak w praktyce wygląda tzw. „gruba kreska” mazowieckiego – dopiero po 25 latach „wolności”, gdy kaci spokojnie dożyli swoich dni na szmalcownych emeryturkach zaczęto poszukiwać grobów ich ofiar...

                A ja wyobrażam sobie inny świat – świat który mógł zaistnieć gdyby zamiast żałosnego flegmatyka tekę pierwszego premiera objąłby prawdziwy mężczyzna. Świat gdzie polscy komuniści stanęliby przed niezależnym i niezawisłym trybunałem i zostali osądzeni jak nazistów osądzono w Norymberdze. Świat gdzie nikt nie patyczkowałby się z byłymi ubekami. Gdzie ludzi takich jak st.michnik, morel i wolińska przywleczono by do Polski, osądzono i powieszono. Gdzie krewni i potomkowie zdrajców Ojczyzny zamiast zostać prezesami państwowych spółek mogliby co najwyżej pracować jako parobczacy…

                Świat którego ostatnią szansę pogrzebała „nocna zmiana”. A michnik? Cóż - opiewa "siłę spokoju" bo zdaje sobie sprawę że przy innych rządach szybko stałby się NIKIM. 

Kara śmierci

Mój felieton sprzed lat... 

 

*

 

Kara śmierci.

                Kara śmierci nadal wykonywana w wielu krajach postrzegana jest obecnie głównie jako sposób na oczyszczenie społeczeństwa z najbardziej zdegenerowanych jednostek. Egzekucje wykonuje się na wielokrotnych mordercach, w niektórych kulturach podlegają jej także gwałciciele. Katechizm kościoła katolickiego dopuszcza stosowanie kary śmierci – zastrzegając jednak że wykonywać ją należy gdy nie ma innych sposobów trwałego odizolowania kryminalisty, nie rokuje on szans na poprawę, a wina została udowodniona w sposób nie budzący wątpliwości.

                Wielu ludzi postrzega karę śmierci jako swego rodzaju przywrócenie równowagi. Ktoś kto drastycznie łamie zasady współżycia społecznego zostaje równie drastycznie ukarany. Główne przesłanie wielu filozofów, etyków i duchownych jest takie: kara śmierci nie jest odwetem społeczeństwa, musimy ją czasem zaaprobować i wyrok wykonać by dany człowiek więcej nie mógł popełnić podobnych czynów. W dodatku karę śmierci tam gdzie jest ona jeszcze dopuszczalna wykonuje się nieomal w ukryciu – skazańcowi w ostatniej drodze towarzyszy jedynie garstka ludzi. Sędzia lub prokurator, kilku policjantów, oraz kat. Zazwyczaj w egzekucji bierze też udział adwokat który nie zdołał podsądnego wybronić, oraz na życzenie osoba duchowna. Nawet w Chinach odchodzi się od dawnej praktyki publicznego wykonywania wyroków.

                Warto zdać sobie sprawę że ta racjonalizacja i utajnienie wykonania wyroku to kompletne odwrócenie dawnego podejścia do spraw sądzenia i wymierzania kary.            Przed wiekami skazaniec stawał na szafocie publicznie. Miejsca kaźni urządzano na rynku lub poza murami miasta. Niekiedy były to budowle całkiem okazałe – na przykład na Śląsku do dziś dzień istnieją ruiny specjalnych baszt szubienicznych. Towarzyszył mu tłum ludzi. Egzekucje organizowano z reguły publicznie. Miały wymiar dydaktyczny. Pokazywały że władza strzeże społeczności przed złoczyńcami. Jeśli przestępca zginął podczas pościgu przywożono do miasta jego ciało i wystawiano na widok publiczny. Niekiedy zwłoki okaleczano lub w inny sposób znieważano. Potencjalnych rzezimieszków odstraszać miał nie tylko sam widok śmierci kolegów po fachu, ale też świadomość że w razie schwytania umierać będą w pohańbieniu na oczach swoich krzewnych i znajomych. Część widzów przychodziła na egzekucje z ciekawości – cóż ludzie nie mieli wówczas telewizji a makabra fascynowała zawsze… Wielu przyprowadzało dzieci by pokazać im do czego prowadzi życie w grzechu i występku. W tłumie byli też tacy których gnała przemożna chęć zamoczenia chustki we krwi skazańca lub zdobycia kawałka stryczka na którym go powieszono. Przedmioty te uchodziły za bardzo potężne amulety. Niekiedy korzystał na tym kat – czyniąc sobie z handlu takimi rzeczami dodatkowe źródełko dochodu. Na ciała skazanych czekali z niecierpliwością medycy. Zwłoki przestępców były bowiem jedynymi które zezwalano poddawać sekcji.

                Kaźń odbywała się wedle skomplikowanego rytuału. W wiekach dawniejszych wyrok obejmował ni tylko ścięci lub powieszenie ale także liczne tortury towarzyszące. Kat nim ostatecznie pozbawił złoczyńcę życia wcześniej odcinał mu różne części ciała, miażdżył stawy, łamał kości, piętnował rozpalonym żelazem. Michałowi Piekarskiemu który dokonał zamachu na króla Zygmunta III Wazę wciśnięto w dłoń rozpalony do czerwoności czekan który uniósł na monarchę, następnie tę dłoń odrąbano. Był to wstęp do dalszych bestialskich tortur, które zakończyły się rozerwaniem skazańca przez cztery konie… Dla nas te rytuały wydają się czystym barbarzyństwem. Tymczasem paradoksalnie idea która przyświecała sędziom wydającym nieludzkie wyroki była szlachetna.

                Wedle nauk kościoła katolickiego po śmierci dusze trafiają do czyśćca. W uproszczeniu, jest to specyficzny stan w którym ludzie już zbawieni muszą przez jakiś czas pokutować. Oczyszczają duszę. Ponoszą karę za złe uczynki których nie zdążyli naprawić za życia. Także sama kara śmierci miała wymiar teologiczny. W zasadzie wszystkie systemy prawne różnych ludów i cywilizacji zgodne były co do jednej żelaznej zasady: Nikogo nie wolno karać dwukrotnie. Sędziowie skazując złoczyńcę na okrutne męki na swój sposób szachowali trybunały sądu ostatecznego. Ukarany tutaj, w doczesności, nie zabierał już swoich win na tamten świat. Niestety mało który podsądny doceniał ten fakt…

                Gdy słyszymy słowo „Inkwizycja” z miejsca jawi nam się kobieta oskarżona o czary płonąca na wielkim stosie. Taki obraz wykreowany został przez dziesiątki głupich książek i filmów. Umberto Eco za soim „Imieniem Róży” ponosi tu sporą część winy. Rzeczywistość dochodzeń inkwizycyjnych była zdecydowanie mniej malownicza. Przede wszystkim procesy o czary stanowiły znikomy ułamek spraw. Trybunały kościelne, zwłaszcza te hiszpańskie, znacznie więcej roboty miały ścigając heretyków, bluźnierców oraz zakamuflowanych wyznawców islamu i judaizmu. Także stosy w krajach katolickich rozpalano znacznie rzadziej niż się powszechnie sądzi. Nawet bardzo nieżyczliwi kościołowi historycy sowieccy szacowali ogólną liczbę spalonych heretyków na pięć tysięcy w ciągu pięciuset lat istnienia tej instytucji.

                Z reguły za pierwszym razem gdy udowodniono winę nakładano na podsądnego grzywnę i pokutę kościelną. Dopiero gdy kilkakrotnie pochwycono go na tym samym przestępstwie organizowano auto da fe – przy czym bywało że na widok naszykowanych polan najzatwardzialsi odstępcy doznawali jednak przypływu skruchy i z egzekucji ostatecznie rezygnowano. Stos przewidziany był jedynie dla kompletnie beznadziejnych przypadków, najbardziej zatwardziałych grzeszników hardo odrzucających wszelkie propozycje pojednania z Bogiem i kościołem…

                Czarna legenda inkwizycji nijak się ma do wyczynów trybunałów protestanckich które tylko w Niemczech spaliły za czary około 50 tyś kobiet, a Żydów tępiły z taką zaciekłością że w całej Skandynawii nie ocalał ani jeden…

                Skąd jednak narodził się pomysł palenia ludzi żywcem i czemu służyły tak potworne widowiska? Podobnie jak w przypadku sądów świeckich celem nadrzędnym było zbawienie podsądnego. U zarania chrześcijaństwa wierzono powszechnie w oczyszczającą moc ognia. Praktyki przeprowadzania obcych pomiędzy ogniskami praktykowali zarówno starożytni mieszkańcy Izraela jak i liczne ludy pogańskie. Dlatego też inkwizycja czerpiąc pospołu z tradycji żydowskich i antycznych stosowała swoisty „chrzest przez ogień” ciało opanowane przez złe duchy oddawano na pastwę płomieni by oczyszczona dusza mogła swobodnie ulecieć – prosto do nieba. Zatem inkwizytorzy paląc opornych grzeszników na stosach czynili to dla ich dobra…

                Dziś zwolennicy przywrócenia kary śmierci podkreślają trzy jej aspekty: po pierwsze skutecznie odstrasza bandytów. Wszędzie gdzie ją przywracano liczba morderstw szybko zaczynała spadać. Po drugie uwalnia społeczeństwo od konieczności dożywotniego pilnowania i utrzymywania bandziorów. Po trzecie nie ma ryzyka że degenerat ucieknie lub zostanie wypuszczony i znowu zacznie mordować… Przytacza się też argument że jest to kara odpowiadająca społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Całkowicie pomija się aspekt przywracania równowagi metafizycznej. Laicyzacja i ateizacja społeczeństwa połączona z rozbujałym humanizmem sprawiły też że kara śmierci całkowicie zatraciła swój wymiar duchowy…

o dobrobycie

Socjalizm jest możliwy pod warunkiem znalezienia innych źródeł finansowania niż praca.

Wenezuela na ropę naftową - i kasę na dotowanie wszelakich eksperymentów.

Kuba nie ma ropy - a ze sprzedaży rumu jakoś nie wyciągają podobnych zysków - więc panuje u nich syf i nędza jak u nas za bieruta.

Dlaczego w Polsce mamy gorzej niż w Skandynawii?

Norwegia daje zasiłki, dopłaty, bajońskie pensje etc bo ma wspaniały przemysł przetwórstwa ryb, ropę, gaz ziemny i turystykę i na tym trzepie gigantyczną kasę którą obdziela 4 miliony obywateli.

Szwecja produkuje stal, eksploatuje gigantyczne lasy, złoża miedzi i srebra w Dalarnie jedne z bogatszych w Europie już się wyczerpują... W Laponii odkryto złoto. Mają też przyzwoity przemysł samochodowy.

*

Żeby podobnie podnieść sobie poziom życia musielibyśmy

a) rozwinąć wydobycie i eksport gazu łupkowego

b) rozpocząć wydobycie rud polimetalicznych w suwalskiem.

c) rozwinąc energetykę jądrową w oparciu o własne złoża uranu - a pozamykać nierentowne kopalnie węgla.

d) rozbudować sieć autostrad i nowoczesnych linni kolejowych wschód-zachód oraz północ-południe by zarabiać na tranzycie towarów.

e) część kasy przeznaczyć na rewaloryzację zabytków i dawać ulgi podatkwe branży turystycznej. 

Ale moim zdaniem właściwy kierunek działania pokazują nam niemcy - ich domeną eksportową jest produkcja trwałych i niezawodnych maszyn dla przemysłu oraz samochodów i sprzędtu AGD. 

Ergo: z nieba dużo nie skapnie. Trzeba by jeszcze popracować...

Nazisći w WHO

WHO ostrzega że uchodźcy z Ukrainy przyniosą nam epidenię syfilisu, gruźlicy i AIDS. 

Przypomina mi to "ostrzeżenia" hitlerowców w stylu "Żydzi = wszy = tyfus plamisty"

Żałosne.  

Stadion...

Ile wydano na Stadion Narodowy? 

Szacunkowy koszt podobnego stadionu budowanego w Europie Zachodniej: 600-800 milionów złotych (w tym zakup gruntów). 

Szacowany koszt w Polsce (grunta gratis - roszczenia przedwojennych właścicieli oddalono) - 1'200 milionów złotych.

Koszt po oddaniu obiektu podawany do wiadomości publicznej: 2 miliardy!

Koszt rzeczywisty podany w raporcie NIK 2,2 miliarda. 

http://niezalezna.pl/59279-tyle-wydalismy-na-stadion-narodowy

*

tusk miał wybór - haratanie w gałę albo np. 2 tysiące rozpaczliwie potrzebnych przedszkoli.  

 

 

hłe hłe

Pomysł na tytuł superbestselera:

"Toskańskie twarze Greya". 

Ale chyba nie moje klimaty więc nie napiszę...

3 kwestie

Około 1991-92 zrozumiałem że transformacja ustrojowa to szwindel. Utwierdziły mnie w tym przekonaniu 3 kwestie:

Po pierwsze: Nie odbyły się procesy prominentnych członków PZPR oraz zbrodniarzy z ZOMO, Milicji, UB i SB.

Po drugie: Nie wykorzystano gigantycznego potencjału polskiej emigracji – nie było czytelnego sygnału zachęcającego do powrotu, nie było ułatwień w przenoszeniu interesów do Polski, nie było możliwości inwestowania w naszym kraju. Nielicznych powracających próbowano okradać domiarami podatkowymi i na różne sposoby tępiono.

Po trzecie: Nie było zadośćuczynienia. Nie przeprowadzono reprywatyzacji. Nie potwierdzono obywatelstwa polskiego przedwojennych obywatelom II RP i ich potomkom. Nie wdrożono żadnych programów umożliwiających repatriację Polaków z b.ZSRR. Nie było rent i odszkodowań dla ofiar komunizmu. Nie wystąpiono też do RFN z żądaniem wypłat stałych rent dla ofiar nazizmu.

Rozgrzane sądy

                Sąd w Zabrzu postawił w stan oskarżenia kilkoro mieszkańców tego miasta. Powód? Rok temu zorganizowali pikietę pod hasłem „nie dla cygańskiej przestępczości w Zabrzu”. Ogranizatrozy próbowali uzyskać zgodę u prezydent miasta, wobec jej braku odwołali się „wyżej” – do wojewody, ten decyzję podtrzymał.

               W tej sytuacji zdecydowano się na rozwiązanie zgodne z przepisami – uczestniczący podzielili się na kilkanaście oddzielnych grup liczących po 10-12 osób (zgody wymaga zgromadzenie powyżej 14-tu osób). Udział w spotkaniu wzięli członkowie NOP, kibole i temu podobne grupy – ale także wielu mieszkańców miasta. Doliczono się ok 200 uczestników. Byli obecni także Romowie – siedzieli w zaparkowanych opodal samochodach obserwując i prawdopodobnie filmując uczestników wiecu. Prowadzący spotkanie organizator postulował wprowadzenie godziny policyjnej oraz nazwał Romów „pasożytami” – co obecnie podpada pod paragraf o szerzeniu mowy nienawiści wobec mniejszości etnicznej.

                Tak oto umiera wolność słowa w Polsce. Każda mniejszość, obojętne jak uciążliwa społecznie otrzymuje automatycznie status świętej krowy. Dziś nie udało się wymusić na władzach zajęcia się problemem przestępczości Cyganów, a mandatariusze sołeczenstwa mają nieprzyjemności. Jutro niemożliwe będzie protestowanie przeciw islamistom. Pojutrze swoich „praw” doczekają się np. pedofile.

3 kwestie

Około 1991-92 zrozumiałem że transformacja ustrojowa to szwindel. Utwierdziły mnie w tym przekonaniu 3 kwestie:

Po pierwsze: Nie odbyły się procesy prominentnych członków PZPR oraz zbrodniarzy z ZOMO, Milicji, UB i SB.

Po drugie: Nie wykorzystano gigantycznego potencjału polskiej emigracji – nie było czytelnego sygnału zachęcającego do powrotu, nie było ułatwień w przenoszeniu interesów do Polski, nie było możliwości inwestowania w naszym kraju. Nielicznych powracających próbowano okradać domiarami podatkowymi i na różne sposoby tępiono.

Po trzecie: Nie było zadośćuczynienia. Nie przeprowadzono reprywatyzacji. Nie potwierdzono obywatelstwa polskiego przedwojennych obywatelom II RP i ich potomkom. Nie wdrożono żadnych programów umożliwiających repatriację Polaków z b.ZSRR. Nie było rent i odszkodowań dla ofiar komunizmu. Nie wystąpiono też do RFN z żądaniem wypłat stałych rent dla ofiar nazizmu.