BLOG

 

upior-w-ruderze

Płaczę

                Kongres Nowej Prawicy zanotował niezłą zwyżkę w sondażach – wedle kilku rankingów przekroczył próg 5%. Po raz pierwszy od 20 lat pojawiła się realna szansa powrotu do sejmu zwolenników kapitalizmu.

               Janusz Korwin Mikke niestety po raz kolejny grzebie te szanse. Najpierw dziwne kontakty z jaką lubelską sektą. Następnie głupie wypowiedzi na temat Auschwitz. Potem sprzymierzył się z P.Wiplerem – człowiekiem który skompromitował się pijacką burdą z udziałem policji. Widać to nie zachwiało zbyt mocno poparciem dla KNP bo p. Janusz teraz wygłasza oświadczenia w których nazywa powstańców z majdanu terrorystami i twierdzi że byli szkoleni w Polsce…

                Obawiam się że to niestety koniec konserwatywnego liberalizmu w Polsce. Pytanie które trzeba zadać: schizofrenia to czy zdrada… Płaczę nad upadkiem idei. Mimo poważnych zastrzeżeń ideologicznych po raz kolejny jestem zmuszony poprzeć PiS...

Jeszcze jedna złota myśl

Rozum jest najsprawiedliwiej dzieloną rzeczą na świecie. Nikt się nie uskarża na jego brak...

Ech...

Amnesty International zabiera się za propagowanie aborcji w Nepalu. Wiedziałem że ta organizacja idzie na dno ale nie sądziłem że wyrżnie o nie tak szybko

               

38%

                Wedle badan statystycznych 38% Polaków nie chciałoby oddać życia za Ojczyznę. Ponieważ nie chodzi o to by za Ojczyznę ustawić się pod ścianą i czekać na kulę plutonów egzekucyjnych – chodzi zasadniczo o to że te 38% nie chciałoby tego życia nawet zaryzykować w obronie swojego kraju.

                Oczywiście wieloletnia propaganda lewicowo – pacyfistyczna, totalne zniewieścienie chłopców, brak wzorów męskich, rozkwit metroseksualizmu i pełzająca ideologia gender mają tu swój udział. Ja jednak staram się patrzyć szerzej. Ofiarność żołnierzy i konspiratorów w czasie II wojny światowej miała 3 źródła.

                Po pierwsze ci ludzie mieli w pamięci dwadzieścia lat niepodległości. Dwadzieścia lat twardej walki z kryzysem, blokadą ekonomiczną. Dwadzieścia lat rozwoju. Powstawał przemysł. Postawała sieć dróg bitych. Na tory kolejowe wyjechały składy P-36 (jeżdżą do dziś) i lux-torpedy. Niemal każda wieś budowała własną szkołę. Mimo wielu niedociągnięć pod koniec lat trzydziestych widać było że wielki zryw narodu przynosi efekty. Żyło się naszym Przodkom coraz lepiej, coraz łatwiej i coraz przyjemniej.

                Po drugie u steru państwa stali ludzie prawi i uczciwi (z nielicznymi wyjątkami). Ich drobne ekscesy towarzyskie którymi karmiła się ówczesna prasa brukowa uderzają dziś swoją niwną niewinnością - w niczym nie przypominają złodziejstwa, wyuzdania i rozpasania naszych obecnych polityków

                Po trzecie – ludzie widzieli że ojczyna pamięta i dba o swoich obrońców. Spotykali weteranów Powstania Styczniowego. Gdy czcigodni starcy z cyferkami 1863 na pagonach mundurów kuśtykali o lasce ulicą salutowali im żołnierze, oficerowie, policjanci. Na kresach dziesiątki tysięcy gospodarstw należało do osadników wojskowych – byli legioniści i uczestnicy wojny z bolszewikami za swoje poświęcenie otrzymali od ziemię z zasobów państwowych. Wdowy po nich dostawały zapomogi. Dzieci poległych i zasłużonych przyjmowano bezpłatnie do szkół wojskowych i zapewniano im stypendia państwowe.

                Wydaje mi się że u wielu młodych ludzi ta niechęć do poświęcania się czy ryzykowania dla Polski ma źródło w poczynaniach „naszych” władz i elit a patrząc szerzej w stanie państwa budowanego w oparciu o pomysły rozmaitych zlewaczałych miernot.

                Po pierwsze Ludzie mogliby walczyć o swoje domy, rodziny dzieci… Ale nasza Ojczyzna łapami naszych polityków ten problem też już rozwiązała. Nie mamy domów bo horrendalnie napompowane ceny ziemi i debilne prawo budowlane skutecznie utrudniają ich budowanie. Nieliczni szczęściarze kupili mieszkania – ale możliwość walki o prawo dalszej spłaty lichwiarskich kredytów nikogo nie porwie. Ludzie żyją do czterdziestki z rodzicami – nie zakładają rodzin. Nie mają też dzieci. Nikt nie odda życia za dziewczynę którą oderwał w pubie na jedną noc.

                Czy mamy poświęcać się za tuska, jego córcię blogerkę i synalka „Józefa Bąka” herbu ambergold? Czy mamy walczyć za milionowe kontrakty w TV dla różnych Oli Kwaśniewskich? Czy mamy walczyć za kraj który w europarlamencie chce reprezentować była tancerka na rurze cudem wybroniona przed procesem o łapownictwo? Czy mamy walczyć by „Miro” i „Zbycho” mogli robić tu lewe interesy? Czy mamy walczyć za płatnych zdrajców takich jak „Olin”, „Minim”, „Kat”, „Prezio”? Ludzi do walki nie będą inspirować brudy naszych pseudoelit opisywane na pudelku. Zwłaszcza że gdy my weźmiemy karabiny i pójdziemy na front oni ze swoimi dzieciakami będą dekować się na tyłach.

                Jak wreszcie mamy walczyć za kraj w którym masowo zamyka się szkoły, likwiduje linie kolejowe, pada przemysł… W którym rozpieprza się lub wyprzedaje za bezcen to wszystko co budowali nasi dziadkowie i rodzice? W którym ludzie zdychają w męczarniach i to kompletnie niepotrzebnie – tylko dla tego że na konsultację onkologiczną trzeba czekać miesiącami?

                Jest jeszcze jeden aspekt. Ten ostatni. Dzisiejsza Polska pokazuje że nie było warto o nią walczyć. Byli żołnierze AK żyją często w nędzy. Ci mieszkający w Polsce i tak mają dużo szczęścia – ci którzy pozostali na Kresach wegetują – wedle praw Litwy, Białorusi i Ukrainy w ogóle nie są weteranami. Paczki z Polski wysyłają im prywatne organizacje. Nasz rząd nie jest w stanie wypłacić im choćby 100 euro miesięcznie. Członkowie konspiracji powojennej dostają mniejsze emerytury niż torturujący ich ubecy. Bohaterów pogrzebanych na „Łączce” będziemy ekshumować częściowo na koszt społeczeństwa – powstaje fundacja która dofinansuje poszukiwania – władza nie chce dać na to pieniędzy – choć na premie dla urzędasów poszło ostatnio ponad sto milionów złotych. Członkowie „Solidarności”, KPN, KOR, ROBCiO czy RPR dostali (też nie wszyscy) ordery i medale – ale i oni zostali pozostawieni sami sobie.

                Czarę goryczy przelały przepychanki z pochówkiem senatora Romaszewskiego na Powązkach…

a tu inny nieco punkt widzenia:

http://www.fronda.pl/blogi/contra-gentiles/nie-chcesz-oddac-zycia-za-ojczyzne-bedziesz-zdychal-jak-niewolnik,38046.html

 

Smutne obserwacje

polskiego turysty...

http://prawy.pl/z-zagranicy2/5244-norwegia-ten-kraj-wymiera

 

Autolustracja

                Ponieważ w USA trwa ujawnianie rosyjskich lobbystów i agentów wpływu, a nasz premier przyznał półgębkiem że takowi mogą być też w Polsce składam niniejszym oświadczenie autolustracyjne.

                Jestem od 5 lat członkiem honorowym Astrachańskich Wojsk Kozackich (odpowiednik polskiej obrony cywilnej) i posiadam stosowną odznakę. (legitymacji nigdy mi nie dosłali, dokumentów żadnych nie podpisywałem, składek nie opłacałem).

                Za pozytywny obraz Rosji w mojej prozie otrzymałem w 2009 – tym roku „Krzyż na 300 lecie ustanowienia Krzyża św. Jerzego” – oficjalne odznaczenie Federacji Rosyjskiej. Ten pozytywny obraz w prozie uległ niejakiemu spaczeniu gdy ukazał się VI tom „Oka Jelenia”.

                Brałem też pieniądze od Rosjan – groszowe honoraria za 3 opowiadania wydane po rosyjsku. Pieniądze od Rosjan ciągnął też mój pradziadek carski policjant i strażnik bankowy, a kolejne dwa pokolenia rodu coś tam skubnęły rubelków w ramach wymiany naukowej.

                Językiem rosyjskim władam nieźle, aczkolwiek wypowiedzi moje dalekie są od poprawności gramatycznej. W Rosji nigdy nie byłem, lobbystą rosyjskim nie jestem, a nawet jakby wręcz przeciwnie - czego dowodem są liczne wpisy na moim blogu.

               Polski wywiad i kontrwywiad informuję iż kumpluję się z jednym kozakiem-literatem od fantastyki, nie posiadam zatem w Rosji znajomości przydatnych w ich szpiegowskiej robocie, ani sam nie stanowię obiektu interesującego dla wywiadu rosyjskiego. 

Co zrobić z Krymem?

                Z Krymem kompletny pat. Rosjanie rozbijają się po nim jak pijane zające, stopniowo rugują Ukraińców z baz wojskowych. Wojska ukraińskie występują miękko – wiedzą że strzelanina i trupy będą dla Ruskich doskonałym alibi usprawiedliwiającym otwarty atak. Otwarta wojna z Rosją byłaby dla Ukraińców bardzo ryzykowna – przeciwnik dysponuje przewagą militarną. Wschód Ukrainy jest silnie zrusyfikowany – trudno ocenić czy miejscowa ludność stawiłaby opór.

                Ukraińcy wiedzą też że na pomoc Zachodu nie ma co liczyć. Polska udzieli wsparcia moralnego, będzie lobbować w Brukseli i NATO, wyśle pomoc humanitarną. To dużo, nikt inny nie zrobi nawet tyle – ale to nie przesądzi o wyniku ewentualnej wojny. Jedynym sojusznikiem mogłaby być maleńka Gruzja, ale tam rządza teraz nowi ludzie, inni niż w 2008-mym.

                Sam Krym – no cóż – dla Ukrainy to kukułcze jajo. Z etnicznego punktu widzenia – trochę ciało obce. Dużo Rosjan, sporo Tatarów autochtonów – ale Ukraińcy są tam mniejszością. Może zatem pozbyć się kłopotu? Wysłać posłów do Moskwy: „Wołodia, przemyśleliśmy sprawę, dogadajmy się. Dajesz dziesięć ton złota w sztabach, umorzenie długów, trzy lata darmowych dostaw gazu, Janukowycza w kajdankach odstawiasz do Kijowa a w zamian bierz sobie półwysep…”. To by się może nawet i opłacało, problem w tym że Putin nie zechce płacić widząc że da radę zagarnąć Krym za darmo. Drugi problem to autochtoni - wolna i niepodległa Ukraina po prostu nie ma prawa sprzedawać Tatarów Putinowi. 

                A gdyby nawet Putin był gotów zapłacić to czy chapnąwszy półwysep spocząłby na laurach? Sukces rozzuchwala – a wszak kawałek dalej jest Odessa – najbardziej rosyjskie z ukraińskich miast… I samozwańcza Republika Naddniestrzańska pasożytująca na Mołdawii. Kolejne żądanie to może być uznanie Odessy za wolne miasto, albo eksterytorialny korytarz do Naddniestrza, albo… Jakie szanse rozwoju miałaby Ukraina odcięta od morza?

Generał-czarownik

czyli Polak potrafi... 

Link do fajnego artykułu o szalenie ciekawej postaci historycznej. 

http://www.prolusatia.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=315:czy-krabat-by-polakiem-genera-jan-pawe-sybilski-polak-w-xviii-wiecznej-armii-saskiej-i-waciciel-dobr-ziemskich-na-uycach&catid=2:wszelkie-artykuy

Feminizm, dzieci i pedofil...

                W Warszawie feministki zorganizowały tzw. Manifę. W tym roku przywlokły ze sobą trochę dzieci. Jest to o tyle ciekawe że na transparentach dominowała tematyka proaborcyjna i gender, a jednym z zaproszonych gości był tanswestyta deklarujący się jako pedofil o ksywie „jej pefekcyjność”.

Złota myśl

wygrzebana w necie...

 

Ech Życie - gdybyś ty mordę miało inaczej byśmy pogadali.

 

Wypada zdiąć czapkę z szacunku dla anonimowego autora sentencji... Kurczę, gdybym wymyślił 20 tak błyskotliwych zdań do każdej z moich książek...