BLOG

wedrowycz banner1

Problemiki

W związku z nawałem pracy a i koniecznością odpoczynku do końca wakacji będę prowadził blog nieregularnie. 

Popierm NOP

                Wrocławski uniwersytet gościł „profesora” od marksizmu, byłego funkcjonariusza NKWD i „żołnierza” KBW. Spotkanie zakłóciła grupka członków NOP. Zakłócali jak na nich bardzo spokojnie – przy użyciu transparentów i wznosząc okrzyki. Nie rzucali kamieniami, zgniłą brukwią ani zdechłymi kotami. „Łysi” mieli tym razem pecha – władze uczelni ściągnęły na pomoc antyterrorystów. Dziś minister kultury przepraszała „czcigodnego gościa” za incydent.

                Żyjemy w smutnych czasach. Zamiast władz uniwersytetu ukarani zostaną ludzie ratujący honor miasta i uczelni, a czerwonego bandziora trzeba przepraszać za kilka słów prawdy. Nie przepadam szczególnie że NOP, ale popieram ich działania. Mury polskiej uczelni to nie miejsce dla ludzi takich jak bauman, michnik, środa czy cohn-bendit.

Ciekawostka

Co ma nabój w środku

 

http://www.amusingplanet.com/2013/06/photos-of-bullets-sliced-in-half-by.html

 

Tak dumam

                W sumie to ciekawe – jak rozwijała by się Polska pod rządami PO gdyby zrezygnowano z organizacji Euro 2012.

                Mieliśmy sytuację następującą: zmieniono długofalowe struktury wydatków państwowych. Statystyczny pracujący dołożył do imprezy ok 8 tyś zł rozłożone na ok 50 miesięcy przygotowań. Czterdzieści zł miesięcznie nie wydaje się oszałamiającą kwotą (chyba że zarabia się 1200 netto). Za te pieniądze firmy kupowały materiały budowlane i płaciły robotnikom. Pieniądz zatem wracał do obiegu (za wyjątkiem niemałych kwot które odpływały na zachód jako zysk zagranicznych wykonawców i tych które kolesie „doradcy” & „eksperci” transferowali do rajów podatkowych).

                Siła nabywcza społeczeństwa jeśli chodzi o zakupy detaliczne spadła. Nie był to wbrew pozorom spadek o 2 miliardy miesięcznie – bo to co zabrano jednym zarobili inni i to oni poszli na zakupy. Mogły powstać lokalne zaburzenia – spadała konsumpcja w dajmy na to Radomiu – Gdzie nic nie budowano a dociskano podatkami, mogła wzrosnąć w Białymstoku jeśli budowlańcy z tego miasta pojechali budować stadion w warszawie a kasę wysyłali rodzinom.

                Realnie strata handlu i usług to kwota wytransferowana - może ¼ Kosztów imprezy. 0,5 miliarda zł miesięcznie w skali kraju. Nie wiem czy to dużo czy mało. Wydaje mi się że jednak dużo.

                Inwestycje w infrastrukturę – wydaje mi się że przyniosą dobre owoce – przy okazji igrzysk to i owo wyremontowano, poprawiono tu i ówdzie torowiska, dokończono kilka odcinków dróg. To kosztowało, zapewne i na tym przy okazji kręcono lody – ale to zostanie i się przyda. Albo i i nie przyda - bo np. nie wiem czy ktokolwiek korzysta z dworca Warszawa Stadion.

                Pozostają te cholerne stadiony – które pochłonęły łącznie kilkanaście miliardów. Budowlańcy którzy je stawiali pewnie są zadowoleni (o ile doczekali wypłat). Problem w tym że są to obiekty nie dość że zbędne to jeszcze deficytowe. Tu nie będzie zysków. Moim zdaniem należało za tę kasę postawić coś innego. Na przykład kilka nowoczesnych stoczni. Albo ze 3 fabryki samochodów.

Skromniej na jarmarku

                Przeszedłem się na Jarmark Świętojański który jak co roku rozłożył się pod Wawelem. Wrażenia tegoroczne – jakieś smutne. Znacznie mniej kramów i kramików. Nie dotarła jakoś zeszłoroczna ekipa dająca pokazy „historycznej jazdy konnej”. Zwiedzających też znacznie mniej. Czyżby i tu uderzył kryzys?

o łzach niemców

                Niemiaszki płaczą a ich ambasador robi zadymę. O co tym razem? Ano euro 2012 skończyło się rok temu a obiecanej kaski ich firmy budowlane jakoś nie mogą się doprosić. Drogie szkopy.

                Po pierwsze: Powinniście czuć się wdzięczni i zaszczyceni że w ogóle pozwalamy wam - wnukom morderców i podpalaczy cokolwiek budować w mieście, które wasi dziadkowie zrównali z ziemią i którego ludność wymordowali. Zapomnieliście?

                Po drugie: zasiedliście do gry z szulerami. Ludzie którzy częściowo z waszego nadania rządzą naszym krajem (media i te sprawy…) to cwaniaki, oszuści i prawdopodobnie także mordercy. Więc nie płaczcie że zostaliście zrobieni w bambuko. Z takimi ludźmi jak tusk nie należy w ogóle rozmawiać a Wy chcieliście z nim robić interesy. Dla mnie jesteście wspólnikami naszych złodziejskich władz. Więc może zamiast jojczeć załatwcie to jak na mafię przystało - złapcie kolesi którzy was wyrolowali i wbetonujcie im nogi w wiadro.

                Po trzecie: Co do samego Euro2012 i stadionów które postawiliście – ja tego nie zamawiałem – a i tak musieliśmy z żoną wybulić ok 16 tysięcy złotych, z czego spora kwota przypadła wam. Koszt Euro2012 wyniósł 96 miliardów, to podzielone na ok. 12 milionów zatrudnionych Polaków – 8000 zł na osobę. By zebrać tę sumę podniesiono podatki i tym samym zarżnięto szereg firm, zwiększając bezrobocie o 6 punktów procentowych.

                Już wypłaconym szmalem powinniście się udławić.

O postępie z Warszawy

Zaniosło mnie w piątek do Warszawy. Wrażenia dość przykre. W centrum miasta masa rozdawaczy szmaty michnika – „Metro”. W dodatku strasznie nachalni. Nie rozumiem ludzkiej głupoty. Rozdający i biorący najwyraźniej nie czują że to obciach... Gazetą zasłana komunikacja – Warszawiacy po przeczytaniu zamiast do koszy rzucają to byle gdzie. Taki poziom kultury młodych-wykształconych-z-Peru.

Temat numeru – fotogaleria kobiet z Bangladeszu okaleczonych w wyniku zawalenia się szwalni + artykuł o tym jak to szwaczkom w Bangladeszu źle. Jak znam życie jeszcze trochę i wezwą do bojkotu ubrań tam produkowanych. Pamiętam dość analogiczna sprawę z Haiti – tam ubrania szył koncern Disneya. Pracownicy dostawali dolara dziennie co w tym kraju sytuowało ich wśród najlepiej opłacanych robotników najemnych. Po bojkocie sklepów w USA koncern przeniósł produkcję a tysiące ludzi z dnia na dzień straciły podstawy egzystencji.  

Chodząc po centrum prawie uwierzyłem w istnienie mitycznych galerianek – minąłem kilka nastolatek ubranych tak lampucersko że aż trudno uwierzyć.

Misja identyfikacji osób na starych zdjęciach z Wojsławic zakończona kolejnym niewielkim sukcesem – na fotografii z 1913-tego jest prawdopodobnie późniejszy wójt p. Rogowski. Na innej znalazł się pierwszy chełmski księgarz. Uparte poszukiwania nie przynoszą chwilowo większych efektów.

Spotkanie promujące książkę R.W.Wyrostkiewicza „Absurdy Postępu” sympatyczne – dyskusja burzliwa, półtorej godziny trwało, ale zasadniczo wszyscy po stronie autora. Wyszedłem trochę od tez Ziemkiewicza wskazując na czynnik odwetu w działaniach agresywnych grup mniejszościowych i przepowiadałem że sianie wiatru na taką skalę skończy się burzą jakiej świat nie widział. Podkreśliłem też że zmiany zachodzić mogą bardzo szybko. A kto nie przyszedł niech żałuje.

 http://naszeblogi.pl/39231-wyrostkiewicz-sommer-pilipiuk-i-absurdy-postepu.

Powrót do Krakowa tego samego dnia. Czyli 6 godzin w pociągu – ale było warto.

o ściganiu

                W „Gazecie Polskiej” trwa akcja uświadamiana czytelnikom problemu zbrodni UPA na Wołyniu (o Podolu i innych krainach zapomniano?). Ton dziwny. Zbrodnie UPA i ofiary wedle publicystów mają być bowiem „zapomniane”. Jest to kompletna i oczywista bzdura. Lemingi oczywiście mają o tym pojęcie raczej mętne, podobnie jak nie znają szczegółów martyrologii naszego narodu pod okupacją hitlerowską i sowiecką. Ludzie wykształceni wiedzą o Wołyniu od zawsze.

*

                W żaden sposób nie odnoszę wrażenia by temat ten był kiedykolwiek nieobecny lub zapomniany. Książki o walkach AK z UPA na wschód od Kowla czytałem jeszcze za komuny (np. „Leśne ognie”). Problematykę tę podnosił w swoich „dziełach” Edward Prus. W latach 80-tych wydał 3 książki „Herosi spod znaku tryzuba”, „Władyka świętojurski” i „Atamania UPA”. Tematykę znał można powiedzieć dogłębnie – bowiem w młodości walczył w upowcami jako …członek specgrupy NKWD i z pewnością widział znacznie więcej niż potem opisał… Po 1989-tym choć Matuszka PZPR anihilowała „uczony” ten kontynuował swoją radosną działalność publikując kolejne prace. Widywałem je regularnie w księgarniach.    

                O martyrologii polskiej ludności oraz walkach w jej obronie opowiadało tez co najmniej kilka książeczek z „Serii z Tygrysem” – przewidzianych raczej dla młodszego czytelnika. (n.. „W pogoni za Burłakiem”). Przez jakiś czas lekturą szkolną były „Łuny w Bieszczadach” a gdy ja zaliczałem podstawówkę w piątej klasie omawialiśmy „arcydzieło” pt. „Ślady rysich pazurów”. (te dwie ostatnie pozycje mówią o walkach toczonych już w graniach PRL). Jakieś artykuły o Rzezi Wołyńskiej zamieściła nawet „wybiórcza”.

*

                Ksiądz Issakowicz-Zaleski przypomina o zbrodniach, odsłania tablice, piętnuje rozkwitający za Bugiem kult bandziorów – co jest słuszne – ale jednocześnie działania jego są dziwnie niekonsekwentne. Nie domaga się śledztw, ustalania winnych, osądzenia żyjących jeszcze zbrodniarzy.

*

                Z drugiej strony – czy jest jeszcze kogo sądzić? Lektura wielu wydanych ostatnio wspomnień upowców ukazuje raczej ponury obraz epoki ostatnich leśnych oddziałów. W Polsce – masowe wysiedlenia cywilów, aresztowania: członków siatki OUN, upowców, domniemanych upowców, członków rodzin upowców. Tortury, procesy i wyroki. Walki z coraz silniejszym KBW. Nieliczne udane akcje rozbicia więzień podejmowane wspólnie z polskim podziemiem. Ekstradycje do Polski ostatnich upowców złapanych gdy przedzierali się przez Czechosłowację.

                Po sowieckiej stronie granicy jeszcze gorzej. Zdrady, prowokacje, beznadziejna wegetacja w bunkrach, czasem ostatnia walka po odkryciu kryjówki przez NKWD, częściej śmierć w płomieniach – ulubioną metodą niszczenia bunkrów było lanie nafty przez wywietrzniki… Dla nielicznych szczęściarzy których ominęły kule plutonów egzekucyjnych – piekło łagrów na Kołymie i w Workucie.  

                Przetrwali upowcy którzy:

Wycofali się wraz z niemcami i wpadli w ręce amerykanów, przy czym byli na tyle ciekawi dla wywiadu że nie deportowano ich do ZSRR. (przed 1947-mym większość deportowano).

Zdołali po 1947-mym przedrzeć się przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej (nieliczna garstka)

Odsiedzieli wyroki w Polsce – a potem zdołali wyjechać na zachód (w praktyce było o prawie niemożliwe – skazanym nie dawano paszportów – jeśli jednak mieli tam rodziny które solidnie posmarowały cuda się zdarzały)

Ukryli przynależność do UPA, lub objęła ich amnestia po 1956-tym i zdołali opuścić PRL. (np. Omelajn Płeczeń).

Odsiedzieli wyroki w ZSRR i dziś mieszkają na Ukrainie lub w innym kraju WNP.

Zdołali zatrzeć swą przeszłość i żyli w ZSRR a ujawnili się po 1991-szym (garstka).

*

                Zdecydowaną większość ujętych sowieci wykończyli bez litości. Po naszej stronie granicy też się nie cackano. W dodatku biologia zrobiła swoje. Kluby weterana UPA istniejące na Ukrainie i w Kanadzie grupują dziś głównie ludzi których z racji wieku nazywa się z przekąsem „kombatantami prenatalnymi”. Tą sprawą należało się zająć 20 lat temu. Ale jakby dobrze poszukać…          Jeśli podchodzimy do tematu poważnie – sprawców należy ścigać. Ale najpoważniejszy orędownik pomordowanych o ściganiu nie mówi…

*

A ja czytam zbiór wspomnień upowców i domniemamych upowców "Za to że jesteś Ukraińcem". Ta książka dobrze obrazuje jaką karę ponieśli uczestnicy mordów... 

Trzy guziki z rozporka

                Wieści z ostatnich dni.

                -Prominenci platformy „obywatelskiej” korzystali z usług firmy „cateringowej” oferującej kelnerki toples, sushi podawane na nagiej kobiecie oraz temu podobne rozbierane atrakcje. Za usługi płacili z pieniędzy podatnika – więc się rypło.

                -Rzecznikowi praw dziecka za doradcę służył zwolennik pornografii i producent filmów sado-maso (ciekawe swoją drogą co też mu doradzał). Doradcę opłacano z pieniędzy podatnika – więc się rypło.

                -Kolejna afera rozporkowa w policji. Jakiś pan policjant pozazdrościł celebrytom sushi i sado-maso, ale z braku laku bunga-bunga wypadło skromniutkie i siermięzne - zaczął się dobierać się do umysłowo opóźnionej 14-latki. Dziewczyna swój rozum jednak miała bo też się rypło.

zrobiła swoje, ale jeszcze popracuje

                Katarzyna W. szerzej znana jako „matka Madzi” została oskarżona o umyślne morderstwo córki, w dodatku zaplanowane i dokonane ze szczególnym okrucieństwem. Ekspertyzy są miażdżące. Kobiecie grozi dożywocie. Sprawa ta rozdmuchana w mediach do absurdu świetnie posłużyła PO do przykrycia prac nad wydłużeniem wieku emerytalnego oraz paru pomniejszych afer. Zapewne dlatego ekspertyzy tak dłuuuugo trwały. Przewiduję że kotlet ten zostanie jeszcze odgrzany przed wyborami – np. w postaci procesu jej partnera życiowego „w związku z odkryciem nowych okoliczności”.