BLOG

wedrowycz banner1

a tak dla odmiany

http://honorataksiazkiipankot.blogspot.com/2013/06/wampir-z-mo.html?showComment=1370598287878

- tu mnie jakaś Dama gani za ...brak humoru. 

O wojnie

wrzucam mój felietn. Może i stary - ale aktualny...

*

-/.../ ale karabin, ludzie poginą.

        -Humanista się znalazł, po to jest wojna żeby ludzie poginęli!

(W.Wojnowicz)

Przeszło siedemdziesiąt lat temu nasi przodkowie poszli na wojnę. Skoro czytacie te słowa wasi Dziadkowie w większości z wojny wrócili, ale ich bracia i kuzyni już niekoniecznie. Wojny wybuchają z różnych przyczyn. Zazwyczaj jedna ze storn napada, a druga się broni. Zazwyczaj jedna prowadzi wojnę sprawiedliwą a druga nie. Czasem obie mają swoje racje a czasem bywa i tak, że żadna racji nie ma.

Przeszło sześćdziesiąt lat pokoju z jednej strony było błogosławieństwem, drugiej straszliwie nas rozmiękczyło. Dziś na dźwięk słowa „wojna” większość ludzi wzdryga się z ze strachu lub obrzydzenia. Nikt nie traktuje jej jako męskiej przygody, okazji zwiedzania świata, czy próby charakteru. Popularne stały się postawy pacyfistyczne, a szereg osobników histerycznie domaga się wycofania polskich kontyngentów służących w dalekich krajach i dalszej redukcji naszych i tak skromnych sił zbrojnych. I tak nie jest źle – w latach 80-tych w krajach EWG szalał ruch domagający się ...jednostronnego rozbrojenia atomowego.

Wojna polega zasadniczo na tym, że strzela się do ludzi noszących inne mundury i zazwyczaj mówiących innym językiem. Strzela się do nich po to żeby ich zabić. I oni strzelają do nas aby zabić. Na początku wojny trafiają się humaniści, którzy strzelają tak by wroga ranić. Takie szlachetne odruchy przechodzą im w chwili, gdy zobaczą jak nieodbity wróg otwiera ogień do ich towarzyszy broni. Wojna toczy się tak długo aż jedna ze stron oberwie w stopniu uniemożliwiającym dalszą walkę. Im sprawniej likwidujemy wrogów tym krócej trwa wojna i tym większe szanse, że wrócimy z niej cało do domu. Na wojnie obowiązują pewne zasady. Nie strzela się do poddających się, nie zabija cywilów, kobiet i dzieci. Z drugiej strony wolno strzelać uciekającym wrogom w plecy, wolno zastawiać zasadzki, podkładać zamaskowane ładunki wybuchowe. Wolno zwiększyć swoją przewagę nad przeciwnikiem – założyć hełm i kamizelkę kuloodporną. Strzelcy wyborowi mogą walić z ukrycia, używają też tłumików, noktowizorów, celowników optycznych i laserowych.

We wrześniu 1939-tego polska armia klasyfikowana jako szósta w rankingu ramii świata przez miesiąc samotnie stawiała czoła dwu najsilniejszym. Przeszło czterdzieści tysięcy niemców oraz kilkanaście tysięcy ruskich (dokładne dane są do dziś owiane mgłą tajemnicy) napaść na Polskę przypłaciło życiem. Zostali zastrzeleni, spaleni żywcem w swoich czołgach, rozerwani granatami, wleźli na miny, albo zakłuto ich po wsiach widłami. Fakt że strzelali do naszych jest przykry ale zrozumiały. To była wojna. Na wojnie wolno do siebie strzelać, więc gdy tamci do nas walą nie ma się o co obrażać tylko należy odpowiedzieć ogniem.

Niestety starcie dwu zwaśnionych stron nie zawsze przebiega gładko. Zazwyczaj szybko okazuje się że zgrzeszyliśmy nadmiernym optymizmem uznając przeciwnika za honorowego... Wtedy też z naszych wrogów szybko wyszło bydlę. Wermacht jeszcze we wrześniu wystrzelał około 40 tysięcy polskich jeńców. Ostrzeliwano kolumny uchodźców. Bombardowano dzielnice mieszkaniowe. Przypomnę: Warszawa mimo 18 dni szturmu nie została zdobyta – poddano ją by ratować masakrowaną nalotami ludność cywilną. Sowieci od początku zachowali się jak bydło. Brali zakładników. W Grodnie używali dzieci jako żywych tarcz, a potem był jeszcze Katyń. Nasi wrogowie pokazali, że elementarne zasady wojennej przyzwoitości mają gdzieś. Podeptali i opluli własny honor. Tym samym poniekąd rozwiązali naszym przodkom ręce.

Okupacja oznaczała dalszą rzeź ludności cywilnej i bezlitosny rabunek podbitych ziem, ale zarazem niosła wrogom straty podobne do tych poniesionych w walce. Polacy nie dali się prowadzić jak barany na rzeź. Wróg lekceważąc honorowe zasady prowadzenia wojny zmusił nas do kroku wstecz. Nasi przodkowie sięgnęli więc po metody niekoniecznie czyste i etyczne, ale pozwalające na skuteczny opór. Niemcy i sowieci byli zabijani w zasadzkach, truci mąką ze sporyszem, ślepli od lewego samogonu, a garstkę nawet zarażono różnymi paskudnymi bakcylami. Specjalizowała się w tym ...jednostka bakteriologiczna AK przy AM w Poznaniu. Bardziej chałupniczą metodę zastosował jeden z mieszkańców Wadowic który zaraziwszy się celowo tyfusem poszedł na ochotnika pracować w szpitalu polowym wermachtu...

Z naszego bezpiecznego „dzisiaj” możemy dokonać rozbioru logicznego sytuacji. Nie wszyscy, którzy nas napadli byli źli. Zapewne spory odsetek szkopów zamiast narażać się na polskie kule wolałaby siedzieć w szynkach, pić sznapsa i zagryzać wurstem... Ale przyszli tutaj i spoczęli w ziemi, na którą wkroczyli bez zaproszenia. Nasi dziadkowie i pradziadkowie zastosowali wobec okupanta odpowiedzialność zbiorową ale mieli do tego prawo. Bronili siebie, swojego kraju, swoich rodziców, żon i dzieci. Bronili dorobku swojego życia, fajnego kraju, który nie szczędząc wysiłków budowano przez 20 lat niepodległości. Mieli prawo strzelać do niemców i ruskich. Mieli prawo podrzynać im gardła, truć metanolem i zarażać tyfusem.

Wreszcie karta się odwróciła. W pościgu za umykającymi szwabami wkroczono na terytoria etnicznie niemieckie. By dobić hitlerowskiego gada miażdżono kolejne rubieże obronne obsadzone emerytami i gówniarstwem z hitlerjugend.

W czasie okupacji wymuszono na nas krok w tył. Teraz znowu zatriumfował Honor. Nawet po czterech-pięciu latach bezlitosnych prześladowań nasi zazwyczaj nie strzelali do niemieckich kobiet i dzieci a ci, z niemców, którzy się poddali zamiast spocząć w masowych mogiłach trafili do sowieckich łagrów. Postępowanie naszych wojsk ostatecznie wykazało naszą wyższość cywilizacyjną i moralną tak nad pokonanymi giermańcami, jak i nad naszymi przymusowymi sojusznikami...

Od zakończenia wojny nasi wiele razy wojowali na obcej ziemi. Najpierw w wojskach stabilizacyjnych ONZ, potem w ramach NATO. W chwili, gdy piszę te słowa polskie wojsko bierze udział w kilku misjach z dala od naszego terytorium. Polscy żołnierze w Iraku i Afganistanie robią to co robi się na wojnie. Strzelają do ludzi i sami regularnie giną od kul oraz min. Cóż to jest wojna. Na wojnie ponosi się straty.

Obecność naszej armii w tych krajach nie przynosi nam korzyści gospodarczych, politycznych, militarnych ani strategicznych. Z tych wojen nie będzie łupów. Nawet niewolników nie nałapiemy, bo już nie wolno. Dołożymy do tego interesu i to sporo... Ale jestem dumny z faktu że nasi tam walczą. Czy Saddam pracował nad bronią masowego rażenia? Czy to talibowie stali za zamachami na WTC? Szczerze powiedziawszy nie obchodzi mnie to szczególnie. Nie rozumiem po co w ogóle społeczność międzynarodowa szukała pretekstów. Po prostu uważam, że Saddam był łajdakiem, a talibowie to swołocz gorsza od nazistów. Za to co zrobili kulka w łeb im się po prostu należała. Rozumiem, że polscy żołnierze są tam potrzebni by im w naszym imieniu te kulki sadzić. Choć de facto nie jest to nawet nasza wojna...

Zagadka z minionej epoki

                Gryzie mnie pytanie: Dlaczego 13 grudnia 81 nie było „Teleranka”? Wiadomo ogłoszono stan wojenny. Generał kilka razy wygłaszał w tv swoje orędzie. Ale… Co im szkodziło? Przecież „Teleranek” trwał bodaj 30 minut (+film). Jakby zachodziła potrzeba można go było przerwać. Nie szedł na żywo – to nie była przecież epoka telewizji śniadaniowej. Nagrywali go wcześniej, zatwierdzali etc. Wojsko miało budynek pod kontrolą. Pilnowali pracowników. Wystarczyło wyjąć odpowiednią taśmę beta z półki i wsadzić do maszynki… Jakiś mundurowy mógł siedzieć z automatem przy monitorach i pilnować czy leci na pewno teleranek a nie dajmy na to „Piątek z Pankracym”.

Cytacik smakowity

„Nigdy nie dopuściłem do tego, aby szkoła przeszkadzała mi w kształceniu się.” Jack London

a ja niestety dopuściłęm...

ech

        Obejrzałem do końca "Casa Muda". Rozczarowanie pełne. Film stracił resztę sensu… Jeśli pozostałe dzieła kina urugwajskiego prezentują zbliżony poziom to nie wróży to dobrze…

a tu to dopiero chwalą!

http://efantastyka.pl/art_wampir-z-mo-andrzej-pilipiuk

Jeszcze o Karakorum

                Coś się gmatwa w kwestii tragedii na Broad Peak – z wczorajszej wypowiedzi kierownika wynika że była grupa asekuracji zejścia – stanowili ją …ci dwaj którzy zginęli. Tzn. Mieli czekać na zejście kumpli w umówionym miejscu - ale poniosła ich fantazja i zaatakowali szczyt. Tylże że za późno i nie zdążyli zejść na czas…

                Albo faktycznie tak było albo prokuratura dobiera mu się do tyłka…A na onecie znowu dyskutuje nastoletnie gówniarstwo o tym że w górach wolno porzucać kumpla na śmierć i że nie mają sensu żadne wyprawy ratunkowe bo i tak znajduje się tylko trupy. Pozostaje mieć tylko nadzieję że tacy jak oni nigdy nie wyjdą na szlak...

Długie ręce ubecji...

                Przy okazji „nocy teczek” wraca wspomnienie innej ohydnej sprawy. Ubecja na początku lat 90-tych była jeszcze przerażająco silna. Przypominam sobie sprawę ucieczki Moniki Kern i to jak wykorzystano naiwną nastolatkę by zniszczyć karierę polityczną jej ojca – powszechnie szanowanego, zasłużonego opozycjonisty, obrońcy w procesach politycznych, wicemarszałka sejmu, mecenasa Andrzeja Kerna.

Pamiętam też rolę jaką odegrali w tej akcji cynlge z "wybiórczej"

Smutna rocznica

                Nadeszła kolejna rocznica „nocy teczek” vel „nocnej zmiany” – bezprecedensowego zamachu na legalnie działający rząd… Obudziłem się rano nieświadomy tego że nocą coś się stało. W wybiórczej tego ranka był jakiś bełkotliwy artykuł o uniknięciu destabilizacji. W warunkach totalnej kontroli mediów, przy braku internetu, nastolatek taki jak ja wówczas nie wiedział nawet że ubecka agentura dokonała nocą zamachu stanu… Książki „Przerwana Premiera”, „Lewy czerwcowy” i film „Nocna Zmiana” pojawiły się zbyt późno a ich odziaływanie było zbyt słabe. To co najbardziej mnie zdumiewa to dwa fakty.

                Po pierwsze narada nad obaleniem rządu była zupełnie otwarcie filmowana. Ci ludzie nie wstydzili się tego co robią. Nie zadbali nawet by nagranie nie wyciekło.

                Po drugie – w każdym normalnym kraju każdy z polityków zamieszanych w taką akcję były dożywotnio skończony. U nas jeden z siedzących przy tamtym stole jest obecnie premierem.

Podzwonne dla Beginaży

                Parę miesięcy temu zmarła ostatnia na świecie beginka. Tym samym na naszych oczach umarła tradycja licząca sobie 700 lat. Osobom niezorientowanym wyjaśniam że ruch beginek było to żeńskie stowarzyszenie skupiające kobiety samotne i wdowy – przeważnie starsze wiekiem. Beginki zamieszkiwały razem, składały śluby czystości ubóstwa i posłuszeństwa, nosiły też specjalne stroje – nie były jednak siostrami zakonnymi. Mogły opuścić zgromadzenie czy np. ponownie wyjść za mąż. Zajmowały się modlitwą ale też pomagały w różnych dziełach miłosierdzia, opiekowały się ubogimi, tkały i haftowały czym zarabiały na swoje utrzymanie i kontynuowanie misji. Reguła panująca w beginażach była znacznie luźniejsza niż zakonna.

                Tak na logikę w dzisiejszych czasach ruch beginek powinien przeżywać rozkwit. Starszych pań owdowiałych lub samotnych, a przy tym pobożnych niekiedy do przesady mamy nieprzeliczone mrowie. Nie wszystkie słuchaczki Radia Maryja mają ochotę od razu wstępować o klasztorów – luźniejsza reguła zgromadzeń, z jednoczesnym zapewnieniem opieki duszpasterskiej wielu by odpowiadała. Beginaże funkcjonowały na zasadach podobnych co dziś wspólnoty mieszkaniowe. Wspólne zamieszkanie –– zapewniłoby znacznie niższe koszta utrzymania, co przy żałośnie niskich emeryturach nie jest bez znaczenia… Działalność charytatywna też pozwoliłaby zabić nudę emeryckiego życia – i to z większym pożytkiem niż robi to telewizor…