BLOG

wedrowycz banner1

O wnioskowaniu

Wgryzłem się w w tom publicystyki R.A.Ziemkiewicza „Uwarzałem że”. Nieodmiennie zdumiewa chirurgiczna precyzja opisu i błyskotliwość wyciąganych wniosków. Nie będę nigdy profesorem. Ta książka unaocznia mi że i na publicystę się nie wykieruję, za cienki jestem… Jak to ładnie ujął Szota Rustaweli:

                Co jest komu przypisane niech pociechę mu przynosi

                Niechaj rolnik pole orze a wojownik szablę nosi…

"Przez śmiech żelaza"

Pierwsza część wspomnień „Chrinia” wydaje mi się bardziej statyczna niż druga. Opisuje organizację struktur UPA i ukraińskiej samoobrony „od zera”. Niewątpliwie są to zagadnienia ciekawe zwłaszcza że opisał to dość dokładnie: plany takie a takie, warunki takie a takie, zrobiłem to i to przewidując rozwój wypadków w danym kierunku, uzyskany efekt był następujący. Trudno to wprawdzie uznać za podręcznik walki partyzanckiej – ale są to zagadnienia które przynajmniej teoretycznie warto poznać.

                Przed wojną w II RP Stebelski był nauczycielem (nie ustaliłem czego uczył). Widać to w jego wspomnieniach. Z belferskim zacięciem organizuje swoją czotę, potem sotnię. Parokrotnie wspomina o pomocy której udzielają jego ludziom przedwojenne uczennice.

                Problem z jego wspomnieniami jest analogiczny jak z książkami typu „Łuny w Bieszczadach”. Czytając mam ostre deja vu’ – jakbym już znał tę książkę. Obie strony krwawego konfliktu opisują wypadki jakby identycznie - tylko symetrycznie. W polskich książkach nieszczęśni polscy górale terroryzowani przez UPA wsparci przez nielicznych żołnierzy i milicjantów stawiają bohaterski opór bandytom. W książkach ukraińskich nieszczęśni Łemkowie terroryzowani przez polskie bandy rabunkowe stawiają bohaterski opór Polakom i sowietom wsparci przez nieliczne oddziały bohaterskich upowców…

                W dodatku to nie jest Wołyń – trup pada po obu stronach, ale liczba zabitych liczona jest po kilku czasem kilkunastu – a nie w dziesiątkach czy setkach. Po oczyszczeniu relacji z ideologicznych naleciałości rysuje się obraz tych walk jako rozpaczliwiej nawalanki kiepsko uzbrojonych oberwańców - wieś przeciw wsi… Starcia UPA z regularnym wojskiem to setki wystrzelonych pocisków i dziesiątki rzuconych grantów ale znowu straty własne skromne a i straty zadane „wrogom” niewielkie.

                Swego rodzaju epilogiem tej szarpaniny są wspomnienia zawarte w tomie „Za to że jesteś Ukraińcem”.

200 milionów dolców w błoto?

                Obejrzałem na dniach z żonką „Atlas Chmur”. Film ładnie nakręcony – niestety kompletnie sypie się fabuła. Poszczególne wątki zachowują sporą spójność, tu i ówdzie nawiązują do siebie - ale niestety nie splatają się w żadną sensowną całość. Wygląda jakby mieli pomysły na kilka niezłych filmów, ale nie mogąc skombinować kasy pofastrygowali wątki a to co zostało skleili do kupy. Szkoda.

Korzyść z odsiadki w łagrze...

Doczytałem „Stroną ścianę” E.Ginzburg. Jest to ewidentnie książka napisana przez kobietę chorą psychicznie. Z miłości do komunizmu nie wyleczyło jej nic. Śledztwo, tortury, odsiadka w więzieniu, deportacja na Kołymę, łagry, śmierć przyjaciółek, szykany, 18 lat katorgi. Jedyną korzyścią którą wyniosła z zesłania było zobaczenie świadectwa wiary. Zetknięcie z ortodoksyjnymi wyznawczyniami prawosławia, ewangelikami i lekarzem katolikiem, obraz niezłomności ich cnót, wprawdzie nie wyleczyły jej z miłości do komuny ale dało częściowe i dość powierzchowne nawrócenie religijne…

Zasypać wyrwę...

                Akcja A-B i Zbrodnia Katyńska, Palmiry i Katyń i – dwa miejsca symbole zagłady polskich elit. Oczywiście ludzi z wyższym wykształceniem, naukowców i oficerów niemcy i sowieci mordowali wszędzie gdzie sięgała ich władza, ale te nazwy urosły do rangi symbolu. Zagłada dosięgła około 50 tyś ludzi należących do elit intelektualnych II RP. Kolejne dziesiątki tysięcy zginęły podczas wyzwalania kraju, w walce z sowietami lub rozproszyły się po świecie. Wreszcie byli i tacy którym pozwolono żyć w kraju ale bez możliwości pracy w zawodzie. Łącznie trzeba liczyć ze ok 200 tyś wykształconych ludzi nie odegrało nigdy roli która była im przypisana.

                Dziś pora na program pozytywny. Na odwrócenie tej tragedii. Musimy zapełnić wyrwę. Jak? Trzeba odbudować elity, zapełnić te wyrwę. W każdym pokoleniu rodzą się ludzie inteligentni. Co roku tracimy większość tego potencjału bo spory odsetek tych dzieci przepada zmelony przez machinę biurokratyczna polskiej szkoły lub egzystuje w środowisku nie zapewniającym formacji intelektualnej, duchowej i moralnej. II RP prowadzała program przesiewowych testów na inteligencję dzieciaków szkolnych. (m.in. wówczas właśnie „wyłapano” St.Lema – uzyskał najlepszy wynik w kraju). Niestety nadchodząca wojna unicestwiła Projekt.

                Może pora do tego wrócić? Wyszukiwać i zapewniać opiekę. Utworzyć fundusz - „Stypendia Katyńskie”. Być może dla wychwyconych stworzyć sieć kilku naprawdę elitarnych szkół? Absolwentom zapewnić sfinansowanie nie studiów hobbystycznych jak politologia, bibliotekoznastwo czy archeologia, ale kierunków od których zależy rozwój kraju: potrzebujemy inżynierów, lekarzy, fachowców…

                Zapewnijmy warunki dla 5-10 tyś najzdolniejszych dzieciaków rocznie. Zapewnijmy im po ukończeniu studiów tanie kredyty na rozpoczęcie działalności i powiedzmy 10 letnie zwolnienie od podatków. Niech stworzą i rozwiną swoje interesy tu w Polsce. Niech wrosną w kraj. Po 10-15-20 latach będziemy mieli odbudowaną elitę. Będziemy też mieli mniejsze i większe firmy dające ludziom pracę. Stać nas na to. Wystarczy wywalić z „pracy” 20-30 tyś kompletnie zbędnych urzędasów. Bo Rosja raczej się nie dorzuci… A może?

Przegapiłem Dzień Zwyciętstwa

                Przegapiłem Dzień Zwycięstwa. Zawsze dostawałem sms z życzeniami od znajomego Rosjanina, ale w tym roku nie przysłał i zapomniałem...

              8 maja hitlerowcy skapitulowali przed aliantami. Ponieważ wsórd przyjmujących kapitulację nie było przedstawicieli ZSRR następnego dnia zrobiono „dokrętkę”. Od tamtej pory kraje wolnego świata obchodziły zakończenie wojny 8 maja a kraje bloku sowieckiego – dzień później. W Polsce moglibyśmy obchodzić dwa dni – kolejny długi weekend.

                Problem w tym że nie bardzo mamy co obchodzić. Zwycięstwo nad nazizmem było niewątpliwie ważne. Skończyły się masowe egzekucje, zatrzymały się wentylatory komór gazowych, wygasły krematoryjne piece. Kraje Europy zachodniej odzyskały wolność. ZSRR pokonał wroga zdobył łupy, powiększył terytorium. Stało się to wprawdzie kosztem około dwudziestu milionów ofiar – ale jak to mawiali na Rusi „nas mnogo” – a dla Stalina ludzie nie liczyli się nigdy.

                Kraje Europy środkowej nie miały powodów do radości. Nie odzyskały wolności. Jednego okupanta zastąpił inny. Dotychczasowych kolaborantów rozstrzelano, nowi objęli funkcje. Konfidenci prawie się nie zmienili – agentura pracująca dla gestapo gorliwie służyła nowej władzy by zmazać swe winy (w Polsce słynny przypadek Ludwika kalksteina-stolińskiego).

                Z drugiej strony – nie świętować? Przecież to nasi Dziadkowie brali udział w tym zwycięstwie. Poszli do Berlina. Nakosili szkopów jak zboża. Odpłacili się nazistom za okupację. I wylali morze krwi by pozbyć się sługusów Hitlera z naszej ziemi. Wrócili do domu z medalami na piersi. Niejeden zostawił na szlaku bojowym ojca, syna, brata, przyjaciela. Łupy – też uzyskaliśmy. Skromne i pokrywające może 5% strat spowodowanych przez wojnę ale jednak. A tu… Nie ma wielkich państwowych obchodów. Nie ma defilady. Nie ma dekorowania żyjących jeszcze weteranów przez prezydenta. Jakby ich ofiara już się nie liczyła.

                A może jeszcze inaczej? W II RP w rocznicę Cudu nad Wisłą obchodzono Dzień Wojska Polskiego. Za komuny święto to przesunięto na 12 października (rocznica bitwy pod Lenino), na początku lat 90-tych przewędrowało na 8 maja, obecnie wróciło na pierwotny termin sierpniowy… To może w rocznicę kapitulacji niemiec wprowadzić nowe - Ustanowić np. Dzień Bohaterów i Ofiar Wojny. Będzie okazja do godnego obchodzenia. Bo jednak jest to ważna data. Niedobrze byłoby o niej zapomnieć.

Naród mnie kocha

wzruszyłem się 

http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/1871/plebiscyt-na-oczekiwanego-autora-4-warszawskich-targow-ksiazki-zakonczony

Na zaostrzenie apetetytu

przed premierą "Wampira z M.O."

- Czeka was, obywatelu, rewizja – wyjaśnił milicjant.

- Mogę zobaczyć nakaz?

- Nie potrzebujemy. – Dzielnicowy wzruszył ramionami. - Wkraczamy do mieszkania w związku z podejrzeniem przestępstwa w toku

 - A konkretnie jakie przestępstwo popełniam?

 - A to się dopiero okaże.

Swoją drogą...

..ciekawe jak Księżniczkę Marsa zgarłaby Michalina Olszańska? 

http://michalina-olszanska.pl/

 

 

 

 

O mnie

na ukraińskiej wikipedii

http://uk.wikipedia.org/wiki/Анджей_Піліп'юк