BLOG

wedrowycz banner1

z moich lektur

                Przeczytałem „Pogrom w przyszły wtorek” - V tom przygód komisarza Maciejewskiego pióra Marcina Wrońskiego. Książka bardzo dobrze opracowana faktograficznie – pokazuje powojenny Lublin w całej ohydzie pierwszych lat stalinizmu. Bandyci, sowieci, szalejąca ubecja, ciemne interesy prowadzone przez ludzi ze wszystkich warstw społecznych. I na tym tle ludzie którzy jeden po drugim taplają się w tym bagnie… Za kryminałami akurat nie przepadam – więc sama intryga zeszła mi podczas lektury jakby na dalszy plan, ale miłośnik gatunku i w tej warstwie z pewnością znajdzie dla siebie masę rodzynków…

Krwawe wołyńskie noce

Minęła kolejna rocznica tzw. „Rzezi Wołyńskiej”. Geneza tych ponurych wypadków jest złożona i wielowątkowa, konflikty narastały od drugiej połowy XIX wieku, odrodzona Rzeczpospolita też dla Ukraińców bywała raczej złą macochą niż matką… Rzeź jest paskudną zadrą która będzie jeszcze przez co najmniej jedno pokolenie rzutować na stosunki Polski i Ukrainy i na stosunki Polaków do Ukraińców. Dodajmy jeszcze że popełnione zbrodnie nie zostały ani do końca zbadane ani osądzone. Do dziś nie mamy pełnego wykazu ofiar a ich liczbę historycy szacują na 40-240 tysięcy. Tak gigantyczne rozbieżności pokazują skalę zaniedbań badawczych. Do dziś przed polskim sądem nie stanął żaden upowiec odpowiedzialny za mordowanie Polaków. (ale nie oszukujmy się – skoro nie byliśmy w stanie skazać mieszkających w Polsce oprawców z UB i SB to mamy po prostu za krótkie ręce by sięgać za granicę). Z drugiej strony niepodległa Ukraina nie stara się o identyfikację i osądzenie członków AK odpowiedzialnych za akcje odwetowe. Tak jakby czuli obawę przed samym poruszeniem tego tematu. Może i oni chcą by sprawa przyschła?

                Zapadła z jednej strony zasłona milczenia, z drugiej po obu stronach granicy są ludzie którzy pielęgnują poczucie krzywdy i chęć odwetu. Oraz masa gówniarstwa i początkujących bandziorków którzy mają ofiary w rzyci, ale marzy im się zadyma więc szukają pretekstów i ideologii w którą można się „wpasować”.

                Pojednania i przeprosiny wygłaszane przez polityków są ważne – ale ludzie tego nie akceptują. Nie koresponduje to z ich potrzebą sprawiedliwości. Pokolenie które doświadczyło skutków tej swego rodzaju wojny domowej już odchodzi. Pamiętać będą dzieci, potem i to pokolenie odejdzie. Szaleństwo krwawych wołyńskich nocy stanie się abstrakcją – jak dla nas dziś abstrakcją historyczną są mordy popełnione przez Rosjan podczas powstania styczniowego. Gdzieś około roku 2040-2050-tego piaski czasu definitywnie zasypią kałuże krwi.

                Będzie to inny świat. Rosja do tego czasu przeżyje totalną zapaść demograficzną. Chiny zajmą lub odkupią Syberię. Południe zaleją muzułmanie. W Polsce może być wymarzone przez unijnych decydentów 16 milionów mieszkańców… W Europie zachodniej mogą już dymić krematoria w których „biali” będą palić śniadych, albo śniadzi „białych”. Problem w tym że z Ukraińcami dogadywać się musimy TERAZ. Za kilka lat może być na to za późno. Właściwie dogadać się powinniśmy na pocz. lat 90-tych. Tymczasem pierwszą poważna próbę podjęto dopiero za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Potem „kierunek wschodni” uległ kolejnej reorientacji – nasi politycy zamiast współpracować z sąsiadami wolą podlizywać się Imperium. Nie zostało nam już wiele czasu. Współpraca Rosji z zachodem zawsze kończyła się dla Polski źle. A wszelkie konflikty między naszymi narodami są niestety mocno na rękę Rosji.

                W Polsce i na Ukrainie nie brakuje ludzi gotowych skoczyć „wrogom” do gardeł. Te nastroje powinny być tonowane – ale są niestety politycy którzy różnych powodów chronią lub popierają ekstremistów. Granica patriotyzmu, nacjonalizmu i szowinizmu staje się nagle bardzo płynna. Rosyjska agentura wpływu z pewnością radośnie zaciera ręce. Ujawnienie zbrodni i osądzenie winnych – sprawy nie załatwi. Wydaje mi się że należy podejść do problemu pojednania od jeszcze innej strony – ustanowić wysokie odznaczenie państwowe i przyznawać je Ukraińcom którzy ratowali, ukrywali lub ostrzegali Polaków. Oszacować liczbę ofiar ale też pokazać uratowanych. Sąsiedzka pomoc, ludzka przyzwoitość – to fundament pozwalający przerzucać mosty nawet nad tak głęboką raną. Pokazać drugą stronę medalu. Wielu uhonorować należałoby pośmiertnie ale zrobić to powinniśmy.

O lojalności

                ZSRR i PRL w latach 80-tych były krajami skrajnie dziadowskimi. Różnice poziomu życia między nimi a najsłabiej rozwiniętymi krajami Europy zachodniej były szokujące. „Kapitaliści” bili nas w absolutnie każdej dziedzinie. Lodówki, pralki, telewizory – to wszystko u nich po prostu się kupowało, od ręki na dogodne raty, bez zapisów, kolejek społecznych, losowania. Samochód dla nich był normalnym środkiem transportu prostego robotnika a nie dobre luksusowym… Paszport dostawali od ręki, bez konieczności składania podań, zaświadczeń, opinii z miejsca pracy etc. Zresztą poruszanie się po sporej części Europy w ogóle nie wymagało paszportu. Bili nas o głowę średnią długością życia, średnim wzrostem nastolatków, przeżywalnością noworodków i temu podobnymi parametrami.

                Ktoś z naszej strefy kto popracował miesiąc na czarno na zachodzie i uciułał choćby 500 dolarów wracał ze świadomością że miesiąc pracy tam daje zarobki jak dwa lata przepracowane w Polsce. Ktoś kto zetknął się ze starą emigracją wracał kompletnie zdruzgotany świadomością jak żyją tam Polacy którzy zostali po wojnie na zachodzie lub uciekli i zdołali uzyskać azyl.

                PRL wysyłał do krajów wolnego świata tabun szpiegów i dyplomatów. Jedni kradli tajemnice wojskowe, inni zdobywali dokumentację techniczną różnych urządzeń. Jeszcze inni łasili się do tamtejszych decydentów by wydębić kredyty lub wymieniać nasze surowce na towary których kraje socjalistyczne z racji zacofania technicznego nie były w stanie samodzielnie wyprodukować.

                Większość tych ludzie służyła komuchom lojalnie – liczba ucieczek była znikoma, nieliczni tylko dali się przewerbować obcym wywiadom. Praktycznie nikt z nich nie współpracował z opozycją by przyspieszyć krach systemu. Pracowali z pełną świadomością że służą parszywemu opresyjnemu reżimowi który upadla i zniewala miliony ludzi. W tej świadomości utwierdzał ich każdy mijany sklepik. Odczuwali ją za każdym razem gdy szukali miejsca do zaparkowania wśród aut tubylców. Gryzie mnie pytanie dlaczego? Mi aby odrzucić socjalizm wystarczyły okruchy wiedzy i nieliczne przedmioty z tamtego wolnego świata. Im nie pomogło codzienne doświadczenie zetknięcia z rzeczywistością krajów EWG. Jak komuna kupowała ich lojalność? 

O zwycięstwie

Moim zdaniem nasze zwycięstwo polega na tym że fantastyka to tym momencie jedyna prawdziwa literatura. A w każdym razie przejęliśmy i protezujemy wszystkie jej funkcje i podgatunki

chcemy poczytać powieść historyczną - mamy fantastykę historyczną
chcemy się uhecować - mamy fantastykę humorystyczną
chcemy poczytać o twardym ale pełnym przygód żołnierskim życiu - fantastyka eksploruje klimaty kilkudziesięciu różnych wojen w tym takich które dopiero będą. I możemy się też dowiedzieć co by było gdybyśmy tę przegrane wojny jednak wygrali.
chcemy poczytać jak chłopak wyrasta na mężczyznę a dziewczyna staje się kobietą - proszę bardzo.
chcemy kryminału? do wyboru do koloru.
powieść dla moherów? tylko u nas...
dla dzieciaków? cała półka...
nawet dla gejów coś tam "nasi" napisali.
i o lesbijkach której jeżdżą parowym czołgiem autostradą do Poznania.
a jak ktoś się obraca w klimatach narodowo patriotycznych to tylko fantastyka go dopieści - bo tylko u nas poczytać można jak Polacy nadupcyli całemu złemu światu.

;)

W ślad za tym idą inne sztuki.

Popatrzcie na książki nurtu głównego. Im bardziej "wybitna" i "problemowa" treść tym gorszy bohomaz na okładce. A u nas od razu widać gdzie smok a gdzie goła babka z mieczem...

Polskiego kina fantastycznego nie ma i pewnie jeszcze przez dłuższy czas pewnie nie będzie - ale liczę że i tego się doczekamy.

/wypowiedź z dyskusji na Forum Farenheita/

Niezłomny hart ducha!

Aleksander kwaśniewski wystąpił jako gwiazda na konferencji prasowej struktury Europa Plus, na której prezentowano działaczy szczebla wojewódzkiego. Należy podziwiać hart ducha - były Prezydent mimo kolejnego ciężkiego ataku choroby filipińskiej nie przerwał wystąpienia.

POżegnanie z OFE?

Władza głosi że OFE nie sprawdziły się. Trudno nie przyznać tu racji. Fundusze to jeden wielki przekręt. Z drugiej strony czy mogły sprawdzić się lepiej? Zanalizujmy. Fundusze działać musiały w ściśle określony sposób – wyznaczono wprost za ile procent pieniędzy mają obowiązek kupować obligacje naszego hłe hłe skarbu państwa, ile muszą ulokować w akcjach naszych dziadowskich firm… Tym samym OFE nie mogły zarobić ani na skoku cen nieruchomości, ani na wzroście cen złota… Na gorączce budowlanej w Polsce zarobiły więc fundusze inwestycyjne z Hiszpanii.

                III filar podobnie zawiódł oczekiwania. Przyrost pieniędzy w lepszych latach nieznacznie przekraczał poziom inflacji. W praktyce – zyski towarzystw oscylują w okolicach oprocentowania obligacji, jedyną korzyścią jest ubezpieczenie na życie (pochłaniające część składki). A o emeryturze pod palmami możemy sobie pomarzyć.

                Przypuszczam że w ciągu najbliższych miesięcy będziemy regularnie bombardowani informacjami o katastrofalnej sytuacji finansowej II filaru, o groszowych emeryturach etc. Nie łudźmy się. Władza informuje nas nie dla naszego dobra ale by zyskać legitymację społeczną do rabunku zgromadzonych pieniędzy.

                Czy mamy bronić OFE? To dobre pytanie. Wydaje mi się że mimo wszystko tak. To co zdołaliśmy tam uciułać jest przynajmniej de jure nasze. Dostaniemy to po osiągnięciu wieku emerytalnego (pewnie nie wszystko i w ratach i dodatkowo opodatkowane). Jak na razie środki te nadal podlegają dziedziczeniu przez nasze dzieci czy współmałżonków (pewnie i tu coś wykombinują, np. kolejny spec-podatek…). Jednak mamy jakieś tam prawa do tych pieniędzy. To co trafi do ZUS szybko znajdzie się poza jakąkolwiek naszą kontrolą.

złota myśl

piekło istnieje

- raz w roku najwredniejsze diabły, takie które przekraczają nawet piekielne normy sadyzmu, są za karę golone, obcina im się ogony i rogi, piłuje pazury i kopyta a potem zsyła karnie do Polski gdzie zostają dożywotnio krytykami literackimi.

Rocznica odkrycia grobów Katyńskich

Ferdynand Goetel - wybitny przedwojenny publicysta i podróżnik - jeden z Polaków których niemcy zawieźli do Katynia od samego początku w opracowaniu dla władz polski podziemnej wysnuł tezę że to odkrycie nie było przypadkowe.

Że niemcy rozkopali groby dopiero zagrożeni zbliżającym się frontem (na zasadzie "teraz albo nigdy - możemy to zrobić puki panujemy nad tym miejscem") - ale od początku świetnie wiedzieli gdzie szukać - bo po prostu obserwatorzy z gestapo i SS byli jako goście NKWD obecni podczas kaźni.

Swoją drogą wyobraźmy sobie że zrobiliby to wcześniej - zaraz po zajęciu ziemi smoleńskiej latem 1941. Czy stalin dostałby wówczas równie łatwo od Amerykanów wojskowe ciężarówki i resztę pomocy?

Przegląd prasy "obciachowej"

Poczytałem sobie „obciachową” (tzn. „Gazetę Polską”) – ciekaw co też ciekawego przygotowano na III Rocznicę. Generalnie dużo dobrych artykułów, wywiady, cytowania przemówień śp. Lecha Kaczyńskiego. Z „mocniejszych” informacji – niewiele. Zespół Macierewicza wrócił do problemu „Rannych ze Smoleńska” (jak pamiętamy w pierwszych informacjach była może że 3 osoby przeżyły katastrofę i przewieziono je do szpitala). Kilku świadków słyszało to bezpośrednio od Rosjan. Kilka osób widziało odjeżdżające na sygnale karetki. P.Turowski który był jedną z pierwszych osób na wrakowisku wspomniał że kilka ofiar dawało jeszcze słabe oznaki życia (potem się z tego wycofał). Przypomniano sprawę ustawienia przetargu na remont tupolewa.

                W zasadzie w gazetach nie było niczego sensacyjnego – żadnych prób „podgrzania krwi ciemnego pisowskiego ludu” - tylko konsekwentne przypominanie ustaleń, tu i ówdzie niewielkie pogłębienie i rozbudowanie tematu. Spokojnie, rzeczowo, bez biacia piany.

O filmie

                Obejrzałem film „Prezydent” dodany do wczorajszej Gazety Polskiej. Bardzo dobrze zrobiony trochę materiałów archiwalnych i wspomnienia współpracowników. Była scena wiecu w Tbilisi i równie ważne przemówienie z Westerplatte. Myślę że niejednemu głupkowi karmiącemu się oficjalną propagandą dałby ten film trochę do myślenia.

                Trochę słabo moim zdaniem jest zarysowana wizja polityki regionalnej śp. Prezydenta – a to przecież było szalenie ważne. Podobnie zabrakło podsumowania okresu rządów obu Bliźniaków – a uważam że można było to podkreślić. Minęło 6 lat – do wyborów pójdzie kilka roczników które już tego okresu nie pamiętają. Spadek bezrobocia w dwa lata z ok 18% do ok 9% to sukces na miarę światową. Tu warto by nakręcić kolejny film.

                Zastanawiają mnie analogie historyczne – Rosja po reformach Stołypina. Fantastyczny wielopłaszczyznowy rozwój. Polska po wyborach 2005-tego – mimo wycofania się PO z rozmów koalicyjnych też ruszyła do przodu. W 1913-tym jedna kula zmieniła historię. W 2010-tym straciliśmy szansę na powrót do polityki suwerenności i samostanowienia.