BLOG

wedrowycz banner1

Wiosna 2013

Jakoś smutno mi tej wiosny. W gazetach masa złych wiadomości. Ludzie czytają mniej książek. Nowy zbiór opowiadań o wampirach wyszedł mi jakiś taki gorzko-ironiczny. Pogoda do bani. Masa znajomych też ma różnorakie problemy. Przed nami przykre rocznice…

Bohaterowie niegodni pomnika

                Pojawiła się inicjatywa postawienia w Warszawie nowego pomnika. Stanąłby obok budowanego właśnie Muzeum Żydów Polskich a upamiętniałby Polaków którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Inicjatywa ta została nieoczekiwanie brutalnie storpedowana przez grupę naukowców z Centrum badań nad zagładą Żydów PAN. Uważają oni mianowicie że teren dawnego getta to miejsce cierpień wyłącznie żydowskich i nie nadaje się pod pomnik będący dla Polaków wyrazem „triumfu narodowego samozadowolenia”. A tak naprawdę chodzi zapewne o to by nie oglądały go zagraniczne wycieczki… Jest mi tym bardziej przykro, że jest to sprawa dla mnie poniekąd osobista - mój Dziadek w czasie wojny ukrywał trójkę żydowskich dzieci... 

                Powstrzymam się od komentarza gdyż musiałby to być komentarz skrajnie antysemicki.

Chwila zadumy

                Na stronach wp.pl zaprezentowano prace nadesłane na konkurs Pomnika Smoleńskiego. Większość to niestety kompletna kupa ale jest i kilka skłaniających do zadumy.

                http://wiadomosci.wp.pl/gid,14415813,kat,1019393,title,Konkurs-na-pomnik-w-Smolensku,galeria.html?ticaid=11058e

Propaganda w natarciu

Kolejna prowokacja? Dopiero co „uświadomiono” nas ze M.Konopnicka była lesbijką (kochankowie płci męskiej to zapewne genialna przykrywka poetki), dopiero co głęboko zakonspirowanym w homofobii gejem okazał się Jack London, a tu jak z rękawa sypią się kolejne sensacje.

                Jakieś babsko dzieli się na Onecie swoimi przemyśleniami. „Odkryła” mianowicie że dwaj bohaterowie „Kamieni na szaniec” – „Zośka” i „Rudy” byli w rzeczywistości gejami. Wydedukowała to ze sceny w której „Zośka” opiekuje się konającym „Rudym”. Do tego uświadamia nas że obaj chłopcy przed wojną uczęszczali do bardzo „faszystowskiego” liceum, w którym zrobiono antysemicką czystkę wśród kadry i uczniów, a z ich drużyny harcerskiej wyrzucano żydów.

                Oj chciała kobitka dobrze, ale ogarnięta gorączką odkryć wyrwała się za daleko przed szereg – przecież to „oczywiste” że geje nie mogli mieć nic wspólnego z antysemityzmem!

Pora łapać.

Wymyśliłem sobie co chcę w życiu robić. Wymyśliłem to mając 11 lat. Podporządkowałem życie temu celowi. Osiągnąłem go dzięki żelaznej konsekwencji i wieloletniemu oślemu uporowi, dzięki życzliwości innych ludzi i splotem szczęśliwych przypadków.

Wdrapując się na pierwszy szczyt, wiedząc że dojdę - zaplanowałem atak na przełęcz i zdobycie szczytów kolejnych. Doszedłem i okazało się że trzeba zawrócić bo brakuje tlenu, niby powinienem go mieć ale ktoś uznał że można część wykorzystać do innych celów i nie napełniono mi butli w całości a tylko do 2/3 objętości.

Po raz kolejny dowiaduję się ze krótki okres poprawy, który brałem za wstęp do naprawdę poważnego kroku naprzód w rzeczywistości był kulminacją. Który to już raz jestem uświadamiany że lepsze jutro było wczoraj a teraz będzie gorzej...

Marudzę bo mnie boli. Jest zasadnicza różnica między bezsilnym okrzykiem: "ratunku złodzieje!" a konkretnym planem działań: "łapaj złodzieja!". Na razie wszyscy wrzeszczą "ratunku". Ale liczę że gdy skutkiem kryzysu liczba desperatów wzrośnie zamiast paniki zacznie dominować wściekłość i chęć odwetu. 

Przemyślenia z 2010

z forum Weryfikatorum

*

zadano pytania. Mam dwie możliwości odpowiedzi:

a) chłopy i dziewczęta, pisanie jest cool, nie trzeba się wysilać, nie musicie nawet znać gramatyki. Ortografii, składni etc. też nie - wszak normą językową jest to jak gada i pisze większość. Za pierwszą książkę kupuje się wypasionego mercedesa, za drugą stawia willę, za trzecią kupuje jacht, a prywatne odrzutowce wymagają licencji pilota więc za kasę z kolejnych "dzieł" kupujcie raczej sztaby złota. I nie przemęczajcie się, jedno opowiadanie rocznie to zawyżanie normy, a kto napisze książkę częściej niż raz na pięć lat ten frajer-pracoholik.

b) pisanie jest cool ale żeby cokolwiek osiągnąć trzeba najpierw dużo kuć, napisać 300-500-700 stron wprawek, potem 10 lat zapierdalać, następne 10 już "tylko" zapieprzać, a potem ewentualnie można zwolnić tempo do dwu książek rocznie. Przez pierwsze 10 lat zarobki są gówniane, przez następne 10 w miarę przyzwoite a potem się zobaczy.

wybierzcie sobie która Wam się bardziej podoba - ale ostrzegam: jedna jest nieprawdziwa.

*

Życie to jest walka. Zawsze. Kto spocznie na laurach tego zeżrą. Sorry. Murarz na budowie musi kłaść cegły lepiej niż trzech nielegalnych Ukraińców razem wziętych. Magazynier w "biedronce" musi wykładać chemię szybciej niż inni bo w razie zwolnień to oni polecą a nie on. Pisarz musi być lepszy niż inni bo go dogonią i przegonią w wyścigu do kieszeni czytelników (a także w wyścigu po statuetki puchary i medale). Wygrywa fachowiec z talentem. Zawsze i wszędzie. Nawet przy kopaniu rowów.

Społeczeństwo mamy pasywne. Nie możecie zarażać się tą pasywnością. Nie możecie dać się zgnoić. Mnie zgnoiło liceum. Zgnoiło do tego stopnia że swoją pisaninę odważyłem się pokazać światu mając 22 lata!!! Totalny brak perspektyw wydania książki sprawił że gdy pojawiła się szansa współpracy z "fabryką" miałem w zapasie 1500 stron maszynopisu - wyłącznie opowiadania... I 2 tomy Norweskiego dziennika wymagające jeszcze pracy...
cała reszta musiała powstawać w biegu.

Gdybym nie dał się skopać, gdybym sobie szeregu rzeczy nie odpuścił, gdybym nie przerwał na rok pisania po tym jak mi dziewczyna pokazała drzwi dziś miałbym 30 książek a nie 21 (i 3 rozgrzebane). Kto wie, może nawet dostałbym kredyt na zakup willi?

Walka z gnojeniem przez ludzi, warunki, rzeczywistość jest ważna ale najcięższa i najważniejsza jest walka ze sobą. Ze zmęczeniem, lenistwem, rozmamłaniem, ze skutkami gnojenia. Jeśli ją wygracie to wygracie wszystkie pozostałe. Nawet jeśli nie zostaniecie pisarzami to nie zmarnujecie życia.

Motywacje mogą być różne. Żądza kasy, chęć zdobycia prestiżowego zawodu (czytaj żądza sławy), strach przed wdeptaniem w glebę, chęć zaimponowania dziewczynie, rodzinie, kumplom.

Motywacja religijna może być dla niektórych z Was kluczowa: Nowy Testament narzuca wprost przykazanie by nie chować światła pod korzec i nie zagrzebywać talentu w ziemi. Bo Pan kiedyś wróci do domu i sługi rozliczy...

Niezależnie od tego co robicie o sukcesie decydują dwie rzeczy: baza - czyli przygotowanie ataku i sam impet ataku. Pojawia się szansa trzeba ją capnąć. Czasem dogonić. Skoczyć do gardła. Skręcić kark i jednocześnie hojnie rozdawać kopy na lewo i prawo aby konkurencje wiedziała gdzie jej miejsce w kolejce do łupu. Uświadomcie sobie, zacytuję komiks "Gwiezdne bezdroża": "Świat czeka żebyśmy go złupili i wychędożyli".

To czy się uda w 90% zależy wyłącznie od Was. A jak się nie uda - to przynajmniej będziecie wiedzieli że walczyliście. I sami ocenicie czy była to mordercza walka do upadłego, czy też sobie za wcześnie odpuściliście...

Gdy utarg jest bogiem...

Święta Wielkanocne – najważniejsze dni w roku liturgicznym dominującej w kraju religii – mijają obchodzone jakby na ćwierć gwizdka. Czas zadumy i refleksji należałoby odpowiednio uczcić. Niestety. W Wielki Piątek większość zakładów pracy jest normalnie czynna. Podobnie – w wielką sobotę masa sklepów była czynna jeszcze do 15 a niektóre normalnie. Czynne były sklepy w wódą, czynne lombardy. Pluję na pracodawców którzy zagapieni na kilkaset zł utargu nie dają ludziom wolnego w takie dni…

Do poczytania...

Doczytałem sobie „W Przededniu” – prequel do Gry Endera. Fabularnie – niczego sobie – choć rozbicie fabuły na trzy - w zasadzie niezależne - wątki z których jeden dodatkowo do samego końca nie splata się z pozostałymi nie jest dobrym rozwiązaniem. Konstrukcja wskazuje że będzie kontynuacja. Przyzwoite czytadło.

zapateryzm?

                Święta Wielkanocne to dla wszelakiej internetowej gówniarzerii okres wzmożonej aktywności. Parszywymi komentarzami sypnęło na wszelkich forach. Zakładając nawet że spory odsetek „pracuje” w ten sposób na swoje judaszowe 10 euro za 100 wpisów a głosy przeciwne są wycinane przez moderatorów to i tak skala zjawiska i powszechność przyzwolenia na nie - szokuje. Do tego onet uczcił Wielką Sobotę waląc na głównej stornie artykuł o nowym motocyklu „nergala” (poprzednia ksywa „holocausto”).

                Mamy zapateryzm w rozkwicie – i to nawet bez oficjalnego „błogosławieństwa” władz.

Skiepściłem?

                Moje życie to nieustanna pogoń. Stawiałem sobie cele, realizowałem, stawiałem kolejne. Kilka razy czułem że łapię wiatr w żagle. Z reguły zaraz potem okazywało się że straszliwie się przeliczyłem. Zmieniliśmy mieszkanie, poszedłem do nowej szkoły. Wydała mi się lepsza. Lepiej wyposażona. Nagle poprawiły mi się oceny z matematyki, historii, geografii. Klasa też była fajna a wychowawczyni – wydawała się sensowna. Było z kim pogadać – a dziewczyny mieliśmy chyba najładniejsze w szkole. Niestety zanim pierwszy raz w życiu zostałem kujonem pełną gębą w wyniku reorganizacji trafiłem z deszczu pod rynnę – po pół roku skutkiem reorganizacji z fajnej klasy przeniesiony do nieformalnej kolonii karnej.

                Potem liceum. Liczyłem że po marnej szkole trafię wreszcie w inne środowisko. To miał być ten stopień z którego się odbiję by iść w górę. I znowu wziąłem w łeb od belferstwa… Liczyłem na rozwój intelektualny tymczasem trafiłem do cichego grobu mysi ludzkiej… Za oknem padła komuna. To wprawiało mnie w stan euforii. Nagle zaczęto dawać paszporty każdemu. Liczyłem ze teraz wreszcie Europa i Świat znajdą się w zasięgu ręku. Niestety zarobki rosły rozpaczliwie wolno - świat pozostał daleki, za drogi…

                Na studia szedłem z nastawieniem że teraz wreszcie coś... Przecież 12 lat mordowałem się by zdobyć ten różowy papierek do pokazywania w dziekanacie. Uniwersytet – krynica mądrości, szacowni profesorowie, zaciszne biblioteki wypełnione skarbami ludzkiej wiedzy. I znowu poszło coś nie tak. Spotkałem wprawdzie kilku wybitnych uczonych a i w bibliotekach swoje odsiedziałem, ale to mimo wszystko nie było to. By naprawdę wgryźć się w temat zabrakło mi głupiej biegłości w kilku językach obcych. Byłem w stanie rozszyfrować hasła w encyklopediach i leksykonach – na tyle starczyło mi znajomości angielskiego i niemieckiego… Mogłem pić wiedzę pełnymi haustami ale tym razem to nie rzeczywistość spłatała mi figla tylko okazałem się zbyt cienki…

                W lutym minęła 17 rocznica mojego debiutu literackiego. Tu także nie poszło tak jak planowałem. Ale tu przynajmniej jest pół na pół – w połowie zawiniły czynniki zewnętrzne w połowie to ja okazałem się za cienki. A może jestem ok. a tylko inni okazali się znacznie lepsi? Skiepściłem „Norweski Dziennik” – ta książka miała być moim taranem. Lata przemyśleń zrodziły powieść która zła nie jest ale daleko jej do arcydzieła mającego wprawić czytelników w zachwyt i osłupienie.. Podobnie z „Okiem Jelenia” intensywne studia, duża wiedza teoretyczna, praktyka w tworzeniu tekstów literackich. A jednak nie trafiłem w gusta. Nie zdołałem stworzyć bestselera który wstrząsnąłby podwalinami gatunku.

                W 2016-tym roku przypadnie dwudziesta rocznica mojego debiutu. Będę musiał obejrzeć się wstecz i ocenić chłodno co zdołałem zdziałać… Boję się tego bilansu.