BLOG

 

upior-w-ruderze

I nic...

                Minął już ponad rok od odkrycia resztek trotylu na wraku rządowego tupolewa. I co? I nic. Sprawa która powinna mieć bezwzględny priorytet nadal pozostaje niewyjaśniona. 

O tęczy

                Organizatorzy Marszu Niepodległości odżegnują się od podpalenia „tęczy” – pseudoartystycznej instalacji na pl.Zbawiciela. Na dowód swojej niewinności prezentują zdjęcie – przedstawia początek pożaru, na fotce wśród niewyraźnych sylwetek podobno jest policja, za to brak w pobliżu pożaru jakichkolwiek grup demonstrantów. Wybiórcza ripostuje pokazując swoje zdjęcie gdzie demonstranci są i ponoć blokują przejazd straży pożarnej…

                Ujmę to tak – gdy lewacy podpalili pomnik R.Dmowskiego – szczycili się tym w necie do obrzydliwości. Uważają jednego z architektów II RP za faszystę – i ten domniemany faszyzm zwalczają co poprawia im samopoczucie.

                Prawicy symbol gejowski gra na nerwach – ale zwalczają go jakby wstydliwie krzycząc głośno „to nie my”. Jeśli ogólnie pojmowanej prawicy tęcza przeszkadza to po podpaleniu powinni zamieścić komunikat – choćby anonimowy co do konkretnego sprawstwa – ale pokazujący twardo: jesteśmy dumni z naszego czynu. Np. „spaliliśmy tęczę bo nie życzymy sobie promocji homoseksualizmu. Zwłaszcza nie życzymy sobie tego przed kościołem. Usuńcie resztki i nie próbujcie jej odbudowywać bo kolejną też spalimy”. Byłoby to uczciwe postawienie sprawy. Mamy swoje konkretne poglądy i będziemy ich bronić.    

                Oczywiście równie prawdopodobne jest że tęczę spalili prowokatorzy. Albo lewicowi albo policyjni. Dla kilku organizacji ten pożar skwapliwie filmowany przez telewizje „przypadkiem” obecne na miejscu to świetna okazja by wysępić trochę brukselskiej kasy na walkę z polskim „faszyzmem”.

                A tęcza zniknie – wcześniej czy później… 

A to ci dopiero...

Nagroda imienia ...hitlera! Będzie przyznawana tym którzy walczą o prawa zwierząt a jednocześnie gardzą ludźmi...

Ci, którzy zostaną „wyróżnieni” nagrodą, otrzymają tablicę ze zdjęciem przedstawiającym Adolfa Hitlera, który głaszcze sarny przed bramą Auschwitz.

Cała informacja:

http://www.fronda.pl/a/nagroda-im-hitlera-dla-obroncow-zwierzat,31934.html

Tchórze i idioci kradną nam wolność

W epoce masowości mediów niemal każdą istotną informację da się zmarginalizować poprzez pokrycie jej szumem tysięcy informacji nieistotnych. Jednak wolność słowa połączona ze znajomością języków, i swobodą surfowania po internecie daje nam mimo wszystko spore możliwości. Jesteśmy w stanie wyszukać infomacje na interesujący nas temat, z grubsza zweryfikować ich prawdziwość, kopiować powielić, przełożyć na inny język i przekazać podobnie myślącym. Oczywiście ta odrobina wolności jest od dawna solą w oku naszej władzy – która przywykła że monopol medialny trzymają w ręku jej wynajęci propagandyści. Chwilowo władza może niewiele. Wolność słowa jest zapisana w konstytucji i szeregu aktach prawnych UE i ONZ. Pewne tematy przebijające się do mediów daje się zmarginalizować oczerniając inicjatorów jako antysemitów, rasistów, faszystów (tzn. nazistów), homofobów etc. Ale list dyskusyjnych praktycznie nikt nie jest w stanie cenzurować. Ten problem za nasze służby rozwiązują moderatorzy. Nie wiem w jakiej fabryce i z czyjego materiału genetycznego ich klonują. Bez przerwy usiłując spokojnie podyskutować w necie trafiam na zlewaczałe idiotki i idiotów którzy robią pod siebie na samą myśl że temat rozmowy mógłby się nie spodobać władzy… Najpierw zabronią nam dyskutować o łajdactwach naszych władz. Potem nie pozwolą pisać o wyczynach mniejszości seksualnych. Jak szybko osiągniemy poziom zidiocenia właściwy dla krajów skandynawskich? I jak skrzykniemy się do samoobrony jeśli nie zdołamy nawiązać kontaktu z osobnikami o podobnych poglądach? Wolność traci się po kawałeczku. Pierwsze kawałki odbierają nam tchórze. Kolejne wydrą nam siłą...

Lekarstwo na Downa...

                Testowany jest pierwszy lek poważnie poprawiający komfort życia ludzi cierpiących na zespół Downa. Testowana substancja poprawia kodowanie białek pamięciowych oraz przyspiesza reakcje mózgu – dzięki czemu chorzy będą mogli łatwiej się uczyć, szybciej myśleć i kojarzyć fakty, co ułatwi im także kontakty z otoczeniem. Być może lek ten da się wykorzystać także u osób z innych powodów cierpiących na niedorozwój intelektualny.

http://www.fronda.pl/a/lekarstwo-dla-osob-z-zespolem-downa-i-o-taka-nauke-chodzi,27652.html

http://odkrywcy.pl/kat,1037739,title,Odkryto-lek-na-zespol-Downa,wid,15958685,wiadomosc.html?smg4sticaid=611a8a

http://www.wykop.pl/ramka/116937/znaleziono-lekarstwo-na-zespol-downa/

                Jest to niewątpliwie ogromny przełom w nauce, a w każdym razie duży krok we właściwym kierunku. Mnie jednak gryzie pytanie: skoro ten środek tak usprawnia pracę mózgu niewłaściwie rozwiniętego to jaki byłby efekt gdyby podać go osobom zdrowym?

Znowu o mieszkaniach

                Zaczyna się powoli rozkręcać festiwal przedwyborczych obietnic. PiS oczywiście uczepił się swojego ulubionego punktu: mieszkania dla młodych… (czy to nie jest dyskryminacja z uwagi na wiek?)  Oczywiście w zainteresowaniu się tą sferą gospodarki jest wiele racji. W Polsce mieszkań baruje rozpaczliwie, a ceny istniejących i oferowanych do sprzedaży (zwłaszcza jak porównamy z zarobkami) są absolutnym skandalem.

                Niestety rozwiązania problemu proponowane przez „kaczystów” nie są dobre. Ich pomysł to swego rodzaju powtórka z programu „Rodzina na swoim” – zanalizujmy zatem. Pomysł ten sporowadzał się do tego że państwo polskie z pieniędzy budżetowych będzie dopłacało ludziom przez kilka lat pokrywając część odsetek kredytu zaciąganego na zakup mieszkania. Dzięki temu za kredyt decydowali się ludzie którzy w normalnych warunkach odkładali decyzję na święte nigdy. Kredyty stały się dzięki temu bardziej dostępne z czego do chwili likwidacji programu przez PO skorzystało ok 150 tyś rodzin.

                Problemy widzę następujące:

Po pierwsze - oferta była skierowana do ludzi średniozamożnych. Na te 150 tyś szczęśliwców składało się pospołu w swoich podatkach 12 milionów pracujących. Następował zatem przepływ pieniędzy społecznych z kieszeni biedniejszych do kieszeni bogatszych.

Po drugie – zdecydowana większość kredytów udzieliły banki zagraniczne – co spowodowało odpływ pieniędzy za granicę. Gdyby program był ograniczony do SKOK-ów i banków spółdzielczych – wpłacane raty i odsetki zasiliły gospodarkę kraju…

Po trzecie – łatwiej dostępne kredyty powodowały nie tylko wzmożony ruch na budowach – ale też drastyczny wzrost cen. Tak niestety jest z każdym towarem. Nie ma popytu – ceny są niskie. Gdy pojawia się popyt szybko wymiata zasoby i ceny skaczą. Wtedy mobilizują się producenci pojawia się na rynku nowy towar w znacznych ilościach i ceny zaczynają stopniowo spadać.

                Co należało zrobić?

                Niezłym rozwiązaniem pośrednim są ulgi podatkowe dla osób kupujących mieszkanie lub budujących dom. Z pozoru budżet na tym traci – zmniejszają się podatki – ale szybko zaczyna zyskiwać – bo przysłowiowy Kowalski daje zarobić producentom cegły i budowlańcom, przy boomie budowlanym spada też bezrobocie – a zatem są oszczędności na zasiłkach i państwowym ubezpieczeniu bezrobotnych.

                Ważne jest ułatwianie życia budującym indywidualnie i deweloperom. Im więcej firm będzie działało w branży tym lepiej – konkurencja najlepiej wymusza wzrost jakości usług i spadek cen. Firmy budowlane (poza zwykłą upierdliwością urzędasów, biurokracją i głupotą przepisów) uderzają w dwa niewidzialne mury. Pierwszym jest niewielka podaż gruntów pod budowę, drugim cena materiałów.

                Ceny najprościej obniżyć zatem odrolniając grunty, wyprzedając lub przekazując nieużytki państwowe pod budownictwo, uwłaszczając działkowców i obniżając opodatkowanie materiałów i usług budowlanych. W kraju tak ciężko dotkniętym przez okupację niemiecką i sowiecką wszelkie działania na rzecz odbudowy i rozbudowy substancji mieszkaniowej powinny znajdować się pod szczególną ochroną władz!

O odkurzaniu

                Eurokretynom najwyraźniej bardzo się nudzi – pod obrady stajni osłów w Brukseli trafia bowiem projekt ustawy o ograniczeniu mocy odkurzaczy. Początkowo zakazane będą odkurzacze po mocy powyżej 1200 wat a od 2017-tego granicą będzie 900 wat. Oczywiście cała ta ustawa to kolejny pic na wodę – nie da żadnych oszczędności energii. Jak ktoś zechce posprzątać dokładnie to przejedzie dane miejsce kilka razy.

                A w polskich sklepach z pewnością szybko znajdą się w sprzedaży „odkurzacze do sprzątania obiektów przemysłowych” tak jak dziś używamy w domach żarówek warsztatowych… 

O obrazie...

Według onetu uczestnicy marszu nieśli transparenty z obraźliwymi hasłami. Spisane ze zdjęć:

Sprzedaliście niepodległość w traktacie lizbońskim

-hmm… no cóż – traktat wprawdzie podpisał lubiany przeze mnie Lech Kaczyński, ale nie da się ukryć… Sprzedali nas. I to tanio! Hasło ewidentnie anty-PiS-owskie. Czego oneciarze się czepiają? Przecież portal jest prorządowy do obrzydliwości....

Koczownicy dość szczucia nas na Rosjan

To chyba hasełko przeciwko grupie Solidarni 2010, ergo: prorządowe… (spora część narodowców jest na stopie wojennej z PiS) tylko czemu nazwano ich koczownikami? Że niby namiot rozstawiali? No i znowu - onet atakuje ludzi z prorządowym hasłem? 

Norymberga za okrągły stół

-Na to nie wpadłem, ale nie sposób odmówić słuszności temu postulatowi…

Czy Polska ma być drugą Palestyną?

-Tu chyba chodzi o to żeby powstrzymać imigrację islamistów do naszego kraju. Jestem za.

Bo chyba najgłupszy skinhead nie wierzy że Żydzi najadą nas zbrojnie i będą okupować jak Plaestyńczyków? 

KL Warschau trwa

-Tu zdecydowanie ze zbyt grubej rury – mamy implozję demograficzną i potworny kryzys,nasz naród jest planowo i metodycznie wyniszczany, ale nikt nas nie gazuje ani nie pali w krematoriach!

 

No i gdzie tu niby kogoś obrażają? 

Zapomniane święto

marcin

 

                Dzień św. Marcina już za nami. Była pieczona gęś, ale bez rogali w tym roku… Serce boli gdy myślę jak bardzo Polacy zapomnieli o tym pięknym święcie i związanymi z nim tradycjami... 

 

żywot świętego znajdziecie tutaj: http://siomi1.w.interia.pl/11.listopada.html

 

O Chińczykach

                Dziewięć lat temu ukazało się polskie tłumaczenie książki Gavina Menzies - „1421 rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat”. Pamiętam że czytałem ją głęboko zaskoczony. Główna teza: za czasów cesarza Yongle z Chin wyruszyła mega ekspedycja naukowo badawcza – kilkadziesiąt wielkich dżonek - okrętów o długości po 60 metrów. Ekspedycja popłynęła na zachód, odwiedziła Afrykę (ominęła jednak Etiopię – w każdym razie etiopskie kroniki nie notują chińskich odwiedzin), opłynęła Afrykę ale na wysokości Nigerii zrezygnowano z kursu w stronę Europy i pożeglowano na zachód – do Ameryki. A potem były jeszcze inne przygody które trwały kilka lat ale w wyniku tych wpraw Chińczycy mieli zbadać niemal cały świat… W kolejnej książce autor dowodzi że w 1434 roku mniejsza flota popłynęła do Egiptu, przez kanał dostała się na Morze Śródziemne, wreszcie dotarła do Włoch gdzie zapoczątkowała Renesans a mapy chińskich admirałów zaiwanili biali i na nich oparli wiedzę kartograficzną.

                Autor wymyślił swoją teorię bardzo sprawnie i elegancko. Przekonująco. Był lepszy od Denikena. Stwierdziłem po lekturze - zgrabnie wymyślone. Do pewnego stopnia prawdopodobne. Poczekajmy jednak na DOWODY.

                Jeśli zgodnie z tą teorią przed niespełna 600 laty po świecie tłukła się gigantyczna chińska ekspedycja badawczo-kolonizacyjna to te kilkadziesiąt okrętów musiało nasiać rozmaitych śladów… Chińska porcelana powinna znaleźć się w grobowcach indiańskich wodzów, oraz w warstwach kulturowych prekolumbijskich osad na wschodnim wybrzeżu USA. Wraki powinny zalegać w piaskach amerykańskich plaż. Monety tsien powinny znaleźć się jako element biżuterii odwiedzanych ludów.

                Wizyta Chińczyków w Rzymie czy Wenecji też raczej nie przeszłaby niezauważona – źródeł na ten temat mielibyśmy setki. Niestety. Tego nie ma. Czekałem. Zaglądałem na stronę  http://www.1421exposed.com/ ale i tam niewiele się działo.

                Na dniach przeglądając książkę Ian A. Wendt „Skarby kartografii” (wyd. Arkady) trafiłem na mapy średniowieczne w tym mapę Fra Mauro która dla Menziesa była jedną z kluczowych poszlak. Patrzę na nią i widzę że pomijając dziwną orientację nie odbiega jakoś drastycznie od innych europejskich map z tego okresu – analogiczny sposób odwzorowania powierzchni, Jerozolima jako centrum świata, podobna idea że zamieszkałe lądy tworzą okrąg. To nie jest kopia chińskiej mapy – to jest nasze, do bólu tradycyjnie europejskie.