BLOG

 

upior-w-ruderze

Rongo-rongo

                Thor Heyerdahl w książce „Aku-Aku” wspomina że od tubylców z Wyspy Wielkanocnej wycyganił (to i tak łagodne określenie…) dwa „słowniki” – spisy symboli pisma rongo-rongo wraz z tłumaczeniami co oznaczają. I… i jakoś nic o nich nie słychać – czy okazały się bezwartościowe dla badaczy usiłujących złamać zagadkę pisma?  http://www.rapa-nui.net/index.php/rongorongo

                Swoją drogą w muzeum Kon-Tiki eksponatów etnograficznych jest w sumie niewiele… Kolekcje zoologiczne i botaniczne otrzymał Uniwersytet w Oslo – może zatem przedmiotów z Polinezji też trzeba szukać gdzie indziej?

Paradoks...

                Na E-bay licytowano pasiak więźnia Auschwitz. Nim aukcję zdjęto cena osiągnęła 13 tyś dolarów. Moja ciocia – więźniarka innych obozów - przechowywała swój pasiak na pawlaczu, wreszcie jeszcze w latach 80-tych zdecydowała się go zniszczyć… (Szkoda, mógł wzbogacić zbiory muzealne…). Zastanawiam się nad tym paradoksem – te 13 tyś dolarów to niemal taka kwota jaką otrzymywali byli więźniowie od fundacji polsko-niemieckie pojednanie. Jeśli ktoś z dawnych więźniów - biedujących dziś na polskiej dziadowskiej emeryturze - chciałby sprzedać taką pamiątkę uważam że należy mu pozwolić - z zastrzeżniem by trafiła w godne ręce...

Kon Tiki...

                Podczytywałem sobie trochę „Wyprawę Kon-Tiki” Thora Heyerdahla i nagle uświadomiłem sobie jaki będzie kolejny cel lewicowych kretynów… Po Jacku Londonie, Marii Konopnickiej, oraz „Zośce” i „Rudym” biografowie zapewne niebawem „odkryją” homoseksualną orientację uczestników wyprawy. To nic że nie Thor miał żonę. Sześciu muskularnych mężczyzn, 97 dni samotnych w ciasnym szałasie na tratwie… - są niestety ludzie dla których interpretacja takich faktów może być tylko jedna…

tiki

Wierna replika tratwy Kon-Tiki w muzeum w Oslo.

 

Czarny Wygon tom III

                Przeczytałem „Bisy” – trzeci tom „Czarnego wygonu” Stefana Dardy. Zrobiło na mnie nieco mniejsze wrażenie niż tom pierwszy – zabrakło trochę elementu zaskoczenia – ale nadal jest to kawał mocnej literatury. Atmosfera z kartki na kartkę gęstnieje jak zupa, a bohaterowie miotają się jak w sennej malignie… Każda decyzja okazuje się albo zła albo jeszcze gorsza – zupełnie jak czasem w życiu…

bisy

O żałobie

                Ogłoszono żałobę narodową po śmierci Tadeusza – „gruba kreska” – Mazowieckiego. Komentarze na Onecie nie zostawiają na zmarłym suchej nitki. Jeden wpis ciekawy – ktoś postuluje by żałobę narodową obchodzić po śmierci Niziurskiego i Chmielewskiej – znacznie bardziej zasłużyli…

Wrażenia cmentarne

cholera               

Kapliczka choleryczna na Pradze. 

 

 

W sobotę odwiedziłem Warszawę. Na Powązkach zapaliłem znicze przodkom i krewnym, potem pojechałem na Cmentarz Brudnowski i próbowałem odnaleźć jeszcze jeden grób. (głupio nie podpytałem krewnych o dokładna lokalizację…). Wyszedłem z cmentarza na ulicę św. Wincentego i oniemiałem.

                W Krakowie przy okazji Wszystkich Świętych wokół cmentarzy rozkładają się istne bazary. To normalne a nawet na swój sposób potrzebne. Można kupić na miejscu znicze, kwiatki i elementy dekoracji nagrobnej. Jasne że ciut się przepłaca – ale za to nie trzeba dźwigać siatki zniczy czy doniczek chryzantem przez całe miasto. Obok zniczy handlarze oferują też precle, miodek turecki, tabliczki imbirowe i misie grylażowe – taka tradycja… W Warszawie na Powązkach można nabyć tzw. „pańską skórkę” zagadkowe cukierki dostępne w zasadzie tylko raz w roku robione wedle ściśle tajnej receptury… To już też tradycja.

                Na św. Wincentego poczułem się jak w Meksyku… Zaraz obok bramy cmentarza wielki grill. Hmm… No cóż jak ktoś zgłodnieje, zmarznie – ok. to jeszcze zrozumiałe. Po drugiej stronie ulicy knajpa zwana potocznie „Pod trupkiem” – dla tych którzy khm… naprawdę zmarzli. Obok stoisko z czapkami i szalami – to jeszcze też zrozumiałe – choć jesień ciepła w tym roku. Dalej kolejne stoiska wywołujące coraz większe zdziwiena a w końcu głęboki niesmak. Co można nabyć przy okazji wizyty na cmentarzu? Obrusy. Balony z gazem. Zabawki. Biżuterię. Indiańskie łapacze snów. Afrykańskie maski… Zniczy i kwiatów trochę – ale nie były dominującym towarem na tym bazarze…Na cmentarzu też nieprzyjemnie - dwie paskudne baby głośno komentowały znicze palone przy figurze N.M.P.  - używając gęsto słowa "pogaństwo". Nie wiem czy protestantki czy jehowitki - wyglądało to na jawną prowokację. 

                W dodatku cała ulica zamknięta dla ruchu autobusowego – trzeba drałować chyba z kilometr od bramy – co dla wielu starszych ludzi z pewnością było znacznym utrudnieniem… Ktoś z władz dzielnicy chyba się z kapustą na głowy zamienił…

                Zaszedłem jeszcze na dawny cmentarzyk „choleryczny” na wałach. Dla odmiany tu przeżyłem przyjemne zaskoczenie. Rekonstrukcja wykonana wzorowo. Założenie funeralne w niczym nie przypomina żałosnych ruin sprzed 10-ciu lat. Zrekonstruowano pomnik, odbudowano ogrodzenie, oczyszczono „kurhan”. Wszystko otoczono solidnym parkanem. Paliły się nawet 4 znicze.  

Skrzywienie

                Śniło mi się coś w rodzaju „Parku jurajskiego”. Byłem w czymś w rodzaju skansenu albo parku rozrywki. Tyranozaur wyrwał się z klatki. Ukryłem się w domku kempingowym a wraz ze mną dwie Japonki (a może Chinki, Wietnamki, Koreanki – w każdym razie ładne, żółte i skośnookie) w piżamach – alarm wyrwał je z łóżek. Trzęsły się ze strachu, ja zresztą też, na zewnątrz dinozaur zjadał dwu elektryków którzy przyszli coś naprawić.

                Po przebudzeniu naszła mnie refleksja. To co z kultury dalekiego wschodu dociera do nas to jakiś syf niesiony przez fale. Manga, anime, nieliczne inne filmy (nawet obsypany nagrodami „Atlas Chmur”) formatują nas w beznadziejnym kierunku. Zaczynamy patrzeć na dziewczyny z tamtego kręgu rasowego wyłącznie jak na obiekty seksualne… Dziwi tylko że oni taki właśnie obraz wysyłają na eksport... 

O oszustach...

                R.A.Ziemkiewicz przytacza w jednej ze swoich książek następująca anegdotę: zapytano zawodowego oszusta odsiadującego wyrok: kogo nigdy nie udało mu się oszukać? Odpowiedział że nie zdołał nigdy oszukać naprawdę uczciwego człowieka – ludzie robili z nim interesy bo albo widzieli w tym okazję do wspólnego przeprowadzenia szwindlu, albo sądzili że zdołają go wyrolować. Wydaje mi się że to trochę wyidealizowany obraz – a co najważniejsze – wszyscy przekręceni wiedzieli że mają do czynienia z krętaczem… Przecież masa uczciwych ludzi pada ofiarą oszustów… (nie mówiąc o o oszustach w garniturach którzy nazywają się politykami…).

O emeryturach

                Rada dla naszych pedudopolityków. W obliczu pewnego już bankructwa ZUS sugeruję:

  1. Wygospodarować pilnie miliard złotych.
  2. Nakręcić za te pieniądze 20 wysokobudżetowych filmów kinowych pokazujących martyrologię Polaków w czasie II wojny światowej ze szczególnym uwzględnieniem wątków jak ratowano Żydów i co za to groziło.
  3. Za pomocą funduszu łapówkowego rozdystrybuować to po świecie ze szczególnym uwzględnieniem krajów anglosaskich.
  4. Na fali zrozumiałego oburzenia zażądać od niemców (wzorem Izraela) comiesięcznych rent po kilkanaście tyś euro dla każdej żyjącej jeszcze ofiary jakichkolwiek prześladowań.
  5. Będzie to też nasz oręż do dalszych rozmów wewnątrz UE – wszelkie protesty niemców można zgasić krótkim pytaniem „Co szkopy, znowu zaczynacie”?
  6. Przy okazji będzie to świetna okazja do torpedowania wszelakich niewygodnych dla nas układów z Rosją…

Matura?

Dawno dawno temu, w czasach naszych pradziadków, były licea. Przed wojną zasadniczo były za darmo - ale żeby się dostać trzeba było przejść morrrrrderczy egzamin. Dalej - było ciągle pod górkę - kaligrafia, łacina i inne zapomniane dziś tortury.

Mająć 17 lat dostawało się maturę. Z maturą mogłeś wszystko.Mogłeś zostać urzędnikiem państwowym, zostać nauczycielem na wsi czy w majątku, iść na studia...

W każdym razie 17-latek z maturą to był GOŚĆ.

BYŁO JASNE ŻE JAK MA TEN PAPIER TO JEST KIMŚ.


(poczytajcie "Kamienie na szaniec" - całą ta konspiracja etc to była robota kolesi po 18-19 lat i ich belfra)

 

Oczko wyzej były studia. Zasadniczo uczelnie miały autonomię - nie musiałeś pokazywać matury w dziekanacie.

Każdy kto zdał morrrrderczy egzamin wstępny mógł studiować. A kto skończył ten był PAN I WŁADCA.

To była przepustka do naprawdę lepszego życia. Warto było 5 lat spać na strychu w jesionce i nie dojadać, byle tylko zdobyć dyplom.

Dziś maturę ma każdy, licencjata zrobić łatwo, magistrów jest na pęczki i nawet zrobienie doktoratu niewiele daje...

Inflacja dyplomów... może dla masy ludzi lepiej byłoby w wieku lat 14-tu zrobić papiery spawacza czy na wózki widłowe?