BLOG

 

upior-w-ruderze

Galeria

Jak widzę po licznikach odwiedzin moja galeria robi furorę. Będę ją jeszcze rozbudowywał – samych fotek do podkatalogu „kraina racjonalnej świadomości” mam jeszcze ok 80-ciu.           Jedyny problem to chroniczny brak czasu…

Nadchodzi rocznica

Zbliża się rocznica tragedii Smoleńskiej. Media elektroniczne zapluwają się z wściekłości. Ostatnio wypowiedział się J.Machulski – w dodatku uczynił to w sposób szokująco chamski i prymitywny. Przyznam że byłem zaskoczony, uważałem go za człowieka na nieco wyższym poziomie kultury.

                Gdybym był w 100% przekonany że doszło tam jedynie do wypadku, na widok tego pospolitego ruszenia cwelebrytów i pseudoautorytetów z miejsca nabrałbym podejrzeń… Chcę wierzyć że był to jedynie wypadek. Niestety to chyba nie będzie mi dane.

 

Zimny grób wśród gwiazd

                Minęła kolejna rocznica śmierci Jurija Gagarina. Upływający czas nie przyniósł odtajnienia danych na temat radzieckiego programu kosmicznego… A ja rozmyślam nad dziwną poszlaką. W grupie testowanej i trenowanej w Gwiezdnym Miasteczku na kilkanaście miesięcy przed lotem J.Gagarina był niejaki Walentin Bondarenko. Urnę z jego prochami zamurowano we wnęce muru moskiewskiego Kremla.

                Wedle przecieków zginął w okolicznościach następujących: Kilka miesięcy przed lotem Gagarina Bondarenko przechodził dziesięciodniowy test w komorze ciśnieniowej. W komorze znacznie obniżono ciśnienie a żeby tester się nie udusił dopompowano tlenu. Bondarenko przypadkowo zaprószył ogień upuszczając watę na płytę kuchenki elektrycznej. Nie zdołał stłumić pożaru. Nim rozhermetyzowano kapsułę doznał poważnych poparzeń i zmarł w szpitalu. Dlaczego jego rodzina otrzymała tzw. „kosmiczną” rentę? Dlaczego „fajtłapę” który nawet nie poleciał w kosmos pochowano z honorami w najważniejszym bolszewickim panteonie?

                Wedle oficjalnych danych przed lotem Gagarina zniszczeniu uległy co najmniej trzy statki kosmiczne. Jeden utracono – zamiast wejść na orbitę oderwał się ulatując w kosmos. Jeśli kiedyś go znajdziemy – co zastaniemy wewnątrz?

                Są też dane nieoficjalne – dwaj bracia z Turynu radioamatorzy Gian i Achilles Judica-Cordiglia dysponują bogatym archiwum taśm magnetofonowych na których nagrywali sygnały przelatujących radzieckich i amerykańskich pojazdów kosmicznych. Jakość nagrań jest bardzo różna, jednak najprawdopodobniej byli świadkami śmierci trzech radzieckich kosmonautów, w tym jednego wystrzelonego kilka miesięcy przed lotem Gagarina. Kilka podobnych zagadkowych narań posiadają też amerykańscy radioamatorzy…

                Prawda o początkach podboju kosmosu wciąż czeka na swoich odkrywców…

O emeryturach

                Zastanawiam się nad problemem OFE. Z różnych mediów płyną doniesienia że 250-270 miliardów złotych które ludzie zgromadzili na II filarze budzi niezdrowe zainteresowanie ministra finansów… Ministra nie lubię ale OFE to dla mnie też instytucja mocno podejrzana. Co wiemy?

                Cześć naszej składki emerytalnej (zdzieranej pod przymusem) trafia do prywatnych firm których zadaniem jest jej lokowanie i pomnażanie, a w przyszłości wypłacanie nam w postaci emerytur. Firmy te otrącają sobie część wpłacanych pieniędzy na koszta własne a resztę próbują rozmnożyć. Zatrudniając najlepszych macherów od pomnażania uzyskują dla nas przyrost kasy rzędu około 6% rocznie (czyli porównywalny z poziomem inflacji).

                Pieniądze na kontach OFE są nasze – ale jakoby ich nie było – zanim nie osiągniemy wieku emerytalnego nie możemy ich naruszyć. Człowiek który nagle stracił pracę nie może ich wycofać by spłacić kredyt mieszkaniowy. Człowiek który nagle ciężko zachoruje nie może sobie nimi sfinansować leczenia ratującego życia lub chroniącego przed trwałym kalectwem.

                Pieniądze te zostają powierzone firmom na rozmnożenie – ale zarazem są lokowane wedle ścisłych wskazówek kochanej władzuchny. OFE mają obowiązek lokowania określonego procenta kasy w obligacje skarbu państwa. Czyli de facto władza pokrywa deficyt budżetowy naszymi własnymi pieniędzmi za pośrednictwem zagranicznych podmiotów. W razie bankructwa państwa 150 miliardów zł czyli 2/3 zgromadzonych środków pójdzie się bujać.

                Wszystko to śmierdzi na kilometr… Dlaczego uważam że to szwindel? Przede wszystkim dla tego że jest przymusowe...

Wiosna 2013

Jakoś smutno mi tej wiosny. W gazetach masa złych wiadomości. Ludzie czytają mniej książek. Nowy zbiór opowiadań o wampirach wyszedł mi jakiś taki gorzko-ironiczny. Pogoda do bani. Masa znajomych też ma różnorakie problemy. Przed nami przykre rocznice…

Bohaterowie niegodni pomnika

                Pojawiła się inicjatywa postawienia w Warszawie nowego pomnika. Stanąłby obok budowanego właśnie Muzeum Żydów Polskich a upamiętniałby Polaków którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Inicjatywa ta została nieoczekiwanie brutalnie storpedowana przez grupę naukowców z Centrum badań nad zagładą Żydów PAN. Uważają oni mianowicie że teren dawnego getta to miejsce cierpień wyłącznie żydowskich i nie nadaje się pod pomnik będący dla Polaków wyrazem „triumfu narodowego samozadowolenia”. A tak naprawdę chodzi zapewne o to by nie oglądały go zagraniczne wycieczki… Jest mi tym bardziej przykro, że jest to sprawa dla mnie poniekąd osobista - mój Dziadek w czasie wojny ukrywał trójkę żydowskich dzieci... 

                Powstrzymam się od komentarza gdyż musiałby to być komentarz skrajnie antysemicki.

Chwila zadumy

                Na stronach wp.pl zaprezentowano prace nadesłane na konkurs Pomnika Smoleńskiego. Większość to niestety kompletna kupa ale jest i kilka skłaniających do zadumy.

                http://wiadomosci.wp.pl/gid,14415813,kat,1019393,title,Konkurs-na-pomnik-w-Smolensku,galeria.html?ticaid=11058e

Propaganda w natarciu

Kolejna prowokacja? Dopiero co „uświadomiono” nas ze M.Konopnicka była lesbijką (kochankowie płci męskiej to zapewne genialna przykrywka poetki), dopiero co głęboko zakonspirowanym w homofobii gejem okazał się Jack London, a tu jak z rękawa sypią się kolejne sensacje.

                Jakieś babsko dzieli się na Onecie swoimi przemyśleniami. „Odkryła” mianowicie że dwaj bohaterowie „Kamieni na szaniec” – „Zośka” i „Rudy” byli w rzeczywistości gejami. Wydedukowała to ze sceny w której „Zośka” opiekuje się konającym „Rudym”. Do tego uświadamia nas że obaj chłopcy przed wojną uczęszczali do bardzo „faszystowskiego” liceum, w którym zrobiono antysemicką czystkę wśród kadry i uczniów, a z ich drużyny harcerskiej wyrzucano żydów.

                Oj chciała kobitka dobrze, ale ogarnięta gorączką odkryć wyrwała się za daleko przed szereg – przecież to „oczywiste” że geje nie mogli mieć nic wspólnego z antysemityzmem!

Pora łapać.

Wymyśliłem sobie co chcę w życiu robić. Wymyśliłem to mając 11 lat. Podporządkowałem życie temu celowi. Osiągnąłem go dzięki żelaznej konsekwencji i wieloletniemu oślemu uporowi, dzięki życzliwości innych ludzi i splotem szczęśliwych przypadków.

Wdrapując się na pierwszy szczyt, wiedząc że dojdę - zaplanowałem atak na przełęcz i zdobycie szczytów kolejnych. Doszedłem i okazało się że trzeba zawrócić bo brakuje tlenu, niby powinienem go mieć ale ktoś uznał że można część wykorzystać do innych celów i nie napełniono mi butli w całości a tylko do 2/3 objętości.

Po raz kolejny dowiaduję się ze krótki okres poprawy, który brałem za wstęp do naprawdę poważnego kroku naprzód w rzeczywistości był kulminacją. Który to już raz jestem uświadamiany że lepsze jutro było wczoraj a teraz będzie gorzej...

Marudzę bo mnie boli. Jest zasadnicza różnica między bezsilnym okrzykiem: "ratunku złodzieje!" a konkretnym planem działań: "łapaj złodzieja!". Na razie wszyscy wrzeszczą "ratunku". Ale liczę że gdy skutkiem kryzysu liczba desperatów wzrośnie zamiast paniki zacznie dominować wściekłość i chęć odwetu. 

Przemyślenia z 2010

z forum Weryfikatorum

*

zadano pytania. Mam dwie możliwości odpowiedzi:

a) chłopy i dziewczęta, pisanie jest cool, nie trzeba się wysilać, nie musicie nawet znać gramatyki. Ortografii, składni etc. też nie - wszak normą językową jest to jak gada i pisze większość. Za pierwszą książkę kupuje się wypasionego mercedesa, za drugą stawia willę, za trzecią kupuje jacht, a prywatne odrzutowce wymagają licencji pilota więc za kasę z kolejnych "dzieł" kupujcie raczej sztaby złota. I nie przemęczajcie się, jedno opowiadanie rocznie to zawyżanie normy, a kto napisze książkę częściej niż raz na pięć lat ten frajer-pracoholik.

b) pisanie jest cool ale żeby cokolwiek osiągnąć trzeba najpierw dużo kuć, napisać 300-500-700 stron wprawek, potem 10 lat zapierdalać, następne 10 już "tylko" zapieprzać, a potem ewentualnie można zwolnić tempo do dwu książek rocznie. Przez pierwsze 10 lat zarobki są gówniane, przez następne 10 w miarę przyzwoite a potem się zobaczy.

wybierzcie sobie która Wam się bardziej podoba - ale ostrzegam: jedna jest nieprawdziwa.

*

Życie to jest walka. Zawsze. Kto spocznie na laurach tego zeżrą. Sorry. Murarz na budowie musi kłaść cegły lepiej niż trzech nielegalnych Ukraińców razem wziętych. Magazynier w "biedronce" musi wykładać chemię szybciej niż inni bo w razie zwolnień to oni polecą a nie on. Pisarz musi być lepszy niż inni bo go dogonią i przegonią w wyścigu do kieszeni czytelników (a także w wyścigu po statuetki puchary i medale). Wygrywa fachowiec z talentem. Zawsze i wszędzie. Nawet przy kopaniu rowów.

Społeczeństwo mamy pasywne. Nie możecie zarażać się tą pasywnością. Nie możecie dać się zgnoić. Mnie zgnoiło liceum. Zgnoiło do tego stopnia że swoją pisaninę odważyłem się pokazać światu mając 22 lata!!! Totalny brak perspektyw wydania książki sprawił że gdy pojawiła się szansa współpracy z "fabryką" miałem w zapasie 1500 stron maszynopisu - wyłącznie opowiadania... I 2 tomy Norweskiego dziennika wymagające jeszcze pracy...
cała reszta musiała powstawać w biegu.

Gdybym nie dał się skopać, gdybym sobie szeregu rzeczy nie odpuścił, gdybym nie przerwał na rok pisania po tym jak mi dziewczyna pokazała drzwi dziś miałbym 30 książek a nie 21 (i 3 rozgrzebane). Kto wie, może nawet dostałbym kredyt na zakup willi?

Walka z gnojeniem przez ludzi, warunki, rzeczywistość jest ważna ale najcięższa i najważniejsza jest walka ze sobą. Ze zmęczeniem, lenistwem, rozmamłaniem, ze skutkami gnojenia. Jeśli ją wygracie to wygracie wszystkie pozostałe. Nawet jeśli nie zostaniecie pisarzami to nie zmarnujecie życia.

Motywacje mogą być różne. Żądza kasy, chęć zdobycia prestiżowego zawodu (czytaj żądza sławy), strach przed wdeptaniem w glebę, chęć zaimponowania dziewczynie, rodzinie, kumplom.

Motywacja religijna może być dla niektórych z Was kluczowa: Nowy Testament narzuca wprost przykazanie by nie chować światła pod korzec i nie zagrzebywać talentu w ziemi. Bo Pan kiedyś wróci do domu i sługi rozliczy...

Niezależnie od tego co robicie o sukcesie decydują dwie rzeczy: baza - czyli przygotowanie ataku i sam impet ataku. Pojawia się szansa trzeba ją capnąć. Czasem dogonić. Skoczyć do gardła. Skręcić kark i jednocześnie hojnie rozdawać kopy na lewo i prawo aby konkurencje wiedziała gdzie jej miejsce w kolejce do łupu. Uświadomcie sobie, zacytuję komiks "Gwiezdne bezdroża": "Świat czeka żebyśmy go złupili i wychędożyli".

To czy się uda w 90% zależy wyłącznie od Was. A jak się nie uda - to przynajmniej będziecie wiedzieli że walczyliście. I sami ocenicie czy była to mordercza walka do upadłego, czy też sobie za wcześnie odpuściliście...