BLOG

 

upior-w-ruderze

Szukając złota

Skracam sukcesywnie kolejkę tekstów do przeczytania. Poszłoby trochę szybciej gdybym miał choć trochę więcej czasu. Teksty lepsze i gorsze – ale średnia jakość nie powala – w większości brak tego „błysku”. Umiejętność składania zdań w tekst literacki jest chyba rzadsza niż przypuszczałem. Myślę o płukaniu złota – szlam, miska i godzin spędzone nad strumieniem w oczekiwaniu że wśród ciemnych drobin błyśnie żółty okruch szlachetnego kruszcu. A przecież trzeba.

Buty bez szwu...

Tak ma marginesie opowiadania "Bunt szewców" - kliknijcie sobie w link - grupa zapaleńców odtwarza zapomnianą technologię produkcji butów z jednego kawałka skóry. 

http://macaronitomato.natemat.pl/15619,lot-sikory-czyli-w-poszukiwaniu-swietego-graala

Stosik "do przeczytania"

Doczytałem „Demona Ruchu” Grabińskiego. Opowiadania w warstwie fabularnej nieco się zestarzały – ale nadal bronią się godnie – choć to już raczej fantastyka historyczna. Sukcesywnie obniżam stos książek „do przeczytania”.

Patrzę wstecz i stwierdzam że właściwie nigdy nie miałem wystarczającej ilości czasu na lekturę. W podstawówce czas kradła mi na potęgę szkoła. Wtedy jednak czytałem chyba najwięcej. Z drugiej strony często wracałem do ulubionych książek zamiast iść do przodu. Brakowało mi też rozpaczliwie wskazówek co warto czytać. Sam poszedłem kilkoma ciekawymi tropami poznając Nienackiego, Szklarskiego, Edigeya, Verna, potem Zajdla, Bułyczowa (że wymienię najważniejszych) – ale np. nie odkryłem prozy Aleksandra Grina – choć zachwyciło mnie jedno z jego opowiadań zamieszczone w miesięczniku literackim „Fikcje i fakty”. Do niektórych pozycji o których słyszałem po prostu nie miałem dostępu. Innych nie miał mi kto wskazać.

Liceum było jedną czarną dziurą. Po przełomie w 1989-tym zaczęły się ukazywać tłumaczenie wielu niedostępnych wcześniej pozycji ale brakowało czasu by się w nie wgryźć, do tego brakowało pieniędzy by je kupować a wiecznie niedoinwestowane biblioteki w tym okresie ograniczały zakupy. W dodatku ogromną ilość czasu pochłaniała nauka pisania, to mozolne zaczernianie kolejnych stron zeszytów które zaprocentowało dopiero po latach. Na studiach też było kuso z czasem… I dziś też mam go mniej niż bym chciał i potrzebował. 20 książek czeka na przeczytanie (mniej więcej pół na pół naukowych i beletrystyki). Muszę znaleźć na to czas…

Jesteśmy frajerami

Po tragedii Smoleńskiej powtarzano jak mantrę że rząd zdał egzamin. Na czym dokładnie to zdawanie polegało dokładnie nie wiadomo. Zastępcy poległych płynnie przejęli ich obowiązki – tu nie da się złego słowa powiedzieć. Urzędy centralne nie przerwały pracy. Nie zabrakło ciepłej wody. Było jasne kto przejmuje które funkcje. Nie wyprowadzono wojska ani liczniejszych patroli policji na ulice.

Kursowały PKS-y. Akurat jechałem z córką do zakopanego. U celu przez chwilę biłem się z myślami czy po prostu nie wskoczyć w pierwszy powrotny by jak najszybciej znaleźć się w domu. Ale wszędzie było spokojnie – tylko radiowcy po ok 40 minutach od potwierdzenia informacji o katastrofie ocknęli się że wypadałoby zmienić muzykę na mniej rozrywkową.

Z punktu widzenia psychologii władza postąpiła słusznie. Gdybym zobaczył wojsko pilnujące obiektów strategicznych, lub Policję obstawiającą dworzec PKS – zapewne bym się zaniepokoił. Ktoś inny mógłby spanikować. A obstawienie siedziby władz miasta Zakopanego policjantami z prewencji nie miało przecież żadnego sensu. Ale gryzie mnie pytanie - czy ogłoszono tajny alarm dla służb mundurowych? Nie wydaje mi się. A chyba należało...

Dziś widzimy jak to zdawanie egzaminu wyglądało w praktyce. Został oblany. Władza machała radośnie indeksem, ale po otwarciu okładki czerwienią błysnęły „lufy". Pomylone zwłoki ofiar złożone do niewłaściwych grobów. Brak dostępu do dowodów rzeczowych. Ślepa wiara w dobre intencje strony rosyjskiej. Karygodne zaniedbania oddelegowanych urzędników. Kłamstwa rzucane bezczelnie z mównicy sejmowej. I grzech pierworodny – totalne zlekceważenie sprawy.

Należało wkroczyć do siedziby BOR i zabezpieczyć wszelką dokumentację. Należało zwrócić się do NATO o powołanie międzynarodowej komisji śledczej. Należało prosić UE o wsparcie dyplomatyczne. Wiele spraw było oczywiste. Niezależnie czy doszło do zamachu czy splotu zaniechań i nieszczęśliwych wypadków państwo egzamin oblało. Władza mogła mydlić oczy nam – ale wynik tego egzaminu szybko poznano za granicą. I świat podszedł do tego pragmatycznie. Zostaliśmy skreśleni z listy państw poważnie traktowanych.

Amerykanie zamiast prawdziwych rakiet przysłali ćwiczebne – skoro nie upilnowaliśmy telefonów naszych generałów nie będą przecież narażać technologii. Osłabła nasza pozycja w UE. Niemcy olewając protesty naszej opozycji położyli z ruskimi rurociąg blokując dostęp do naszego portu. Rosja już wcześniej okazywała nam lekceważenie. Za rządów PiS nikt nas nie lubił – ale gdy się stawialiśmy i pobrzękiwaliśmy szabelką - przynajmniej trochę musieli się z nami liczyć. „Polityka uśmiechów" nie przynosi wyników. Wyszliśmy na frajerów, a frajerzy mają przechlapane...

o Eugenice

Obejrzałem sobie film Grzegorza Brauna o eugenice. Garść ciekawych danych historycznych – ale trochę czego innego się spodziewałem. Ładnie pokazano związki eugeniki amerykańskiej z nazistowską i jej kontynuację w postaci genetyki, aborcji eugenicznej, aż po obecnie stosowane procedury in vitro. Realizatorzy wspomnieli o rzezi osób umysłowo chorych w okupowanej przez hitlerowców Polsce – trochę zabrakło szerszego tła – informacji o programie T4 i późniejszych „karierach” jego funkcjonariuszy przy realizacji shoah. Ja o tym czytałem, więc wiem  - widz - niekoniecznie. 

Zabrakło mi także informacji – jak hitlerowskie programy eugeniczne były kontynuowane po wojnie w Europie. Wiem że realizowano je w Szwecji – w stosunku do Lapończyków i w Czechosłowacji – w stosunku do Cyganów. Coś się o tym słyszało – ale człowiek chciałby dowiedzieć się więcej. Jak było w innych krajach zachodnich? Na jaką skalę realizowano to w USA? Albo czy próbowano realizować postulaty rasistowsko-eugeniczne w Polsce po wojnie.

Myślę że przyjęto złą formułę – wciśnięto za dużo informacji w jedną godzinę projekcji, a jednocześnie żeby się pomieściły rzeczy ważne zrezygnowano ze zbyt wielu informacji które także są istotne dla właściwego zrozumienia problemu. Należało przygotować trzy odcinki a’ 60 minut.

*

O eugenice pisałem w tekscie "Spadek po wujaszku Adolfie" - jest do znalezienia po lewej z zakładce "Zbiór 2009-2020"

 

Bieda-filmy z bieda-pisemek

Przy okazji porządków zebrałem na jeden stosik filmy dodawane jako dodatek do „Gazety Polskiej” w ciągu niespełna trzech lat dzielących nas od tragedii Smoleńskiej zebrało się ich dwadzieścia. Paradoks - 20 dokumentów lub filmów historycznych, których nie chciały emitować „polskie” stacje tv... Drugi obieg informacji funkcjonujący dzięki mrówczej pracy grupy zapaleńców.. Czasopisma (tzw. „prawicowe bieda-pisemka”), książki, filmy, portale internetowe. Różne opcje a każda niewygodna władzy – uwierająca ją jak kamyk w bucie. Co z tego buntu wyrośnie za 10 lat?

Falkon w Lublinie

 

Dobiegł końca kolejny Falkon w Lublinie. Tym razem zamiast na „wyspie” - WSPIA - odbywał się na terenie Targów Lubelskich. Była okazja spotkać znajomych, pogadać, naładować akumulatory przed długą zimą… Niestety byłem na imprezie wszystkiego około 6 godzin… Największe jesienne święto fantastów w tym roku wypadło jakby troszkę skromniej, ale dotarło, jeśli dobrze policzyłem dziewięciu pisarzy. Pojawił się nawet K.T.Lewandowski rozdawał dwustronicową gazetkę będącą reklamą jego książki o alternatywnym powstaniu styczniowym – ale odniosłem wrażenie że furory nie zrobił. Na mój widok udał że mnie nie widzi i szybko się ulotnił.

Co cieszy rozwija się burzliwie działalność artystyczna naszej subkultury – kramików z wyrobami rękodzielniczymi, biżuterią (tym nawiązującą do neowiktorianizmu i steampunka) i gadgetami z roku na rok więcej. Jest już na czym oko zawiesić, ale wydaje mi się że prawdziwe triumfy dopiero przed nami. Kupiłem sobie od kowala z bractwa fajny mały nożyk z damastu.

Z nowin i nowinek – wydawnictwo Solaris uruchomiło własną drukarnię. Cieszy mnie to szalenie – raz że planuję skorzystać, dwa że nasza wesoła banda robi kolejny krok w dobrym kierunku. „Nasi ludzie” mają wydawnictwa, drukarnie, warsztaty rzemieślnicze. Teraz przydała by się jeszcze powiązana z fandomem wytwórnia filmowa! O Staszku Mąderku niestety ostatnio cicho, „Plan 9” z Poznania też jakby w letargu ostatnie filmy z 2011 roku. Żadna grupa kręcąca produkcje off-owe nie wykonała kroku naprzód i nie stała się „poważną firmą robiącą duże filmy”… W ogóle fandom powinien się mocniej skonsolidować, dokonać akumulacji i koncentracji kapitału i rzucić wyzwanie światkowi artystycznemu.

Na mojej prelekcji o St.Szukalskim cała aula pełna ludzi a i trochę pod ścianą stało. Paradoks – przyszli bo gadałem ja. O bohaterze wystąpienia słyszało …5 osób. (zapytałem).

"Matka Diabła"

Podczytuję sobie w nielicznych wolnych chwilach „Matkę Diabła” W. Suworowa. Praca bardzo ciekawa – porusza szereg aspektów o których nie miałem pojęcia. Zastanawiam się jednak czy aby na pewno ma rację twierdząc że operacja dyslokacji wojsk rakietowych na Kubę była blefem mającym wymusić finlandyzację RFN-u. Czy przypadkiem Chruszczow nie planował jednak wariackiego ataku jądrowego na USA… Przydało by się coś więcej o programie kosmicznym...

Bariera niezrozumienia

Minęła okrągła 70-ta rocznica śmierci Bruno Schulza. Z jego twórczością zetknąłem się w liceum. Akurat niedługo po tym gdy omówiliśmy jego twórczość otwarto wystawę jego prac – której główną ozdobą był jedyny znany ocalały obraz olejny jego autorstwa. Szczerze powiedziawszy nie zrozumiałem wówczas i nadal nie rozumiem na czym niby polega jego wielkość. Została nam zadekretowana na zasadzie „Mickiewicz wielkim poetą był, a Schulz choć nieco mniejszy też wielkim był”. Niebawem dowalono nam jeszcze Witkacym którego dokonań mój umysł też nie był w stanie przetrawić…

„Sklepy cynamonowe” to bezładny słowotok mający chyba w zamyśle oddać szaleńczą gonitwę myśli pisarza. Niemal identycznym stylem oddał przemyślenia bohatera I.B.Singer w mikropowieści „Sztukmistrz z Lublina”, podobną manierę znajdujemy u H.Grynberga i trochę u L.Belmondta. Czy ten „bieg” jest zatem typowy dla literatury jidysz? Czy może u wszystkich czterech stanowi subtelną autoironiczną kpinę ze sposobu mówienia niektórych współziomków? (Spośród znanych mi Żydów nikt tak nie mówił…). Gdzie jest ta wielkość? Czy zasadza się w mistrzowskim oddaniu języka unsere sztetl? Nikt nam tego nie wyjaśnił. „Sklepy cynamonowe” poza dyskwalifikującym stylem narracji mają jak dla mnie kompletnie nieczytelną fabułę i przesłanie. Czytałem, ale nie wiem o czym właściwie opowiadają.

Dokonania Schulza na niwie sztuk plastycznych – podobnie – odrzucają mnie. (aj waj to pewnie podświadomy antysemityzm). Pokraczne postaci, karykaturalność sylwetek, przerysowane krajobrazy, chaos linii. Mistrzowskie cieniowanie zdradza że człowiek umiał rysować i to znacznie lepiej niż ja kiedykolwiek będę potrafił. Część prac wykonana w dziwnej technice rytowania na płytach fotograficznych. Ale do mnie to kompletnie nie trafia. Słynne freski z Drohobycza (a raczej to co z nich zostało…) też rażą – tym razem nieznośną pstrokacizną barw.

Schulz przed swoją planowaną a niedoszłą ucieczką z getta porozdawał papiery i szkice znajomym z prośbą o przechowanie. Większość z tego przepadła w zawierusze wojennej, zazwyczaj trop urywa się wraz ze śmiercią przechowujących. Czy znamy cały ocalały dorobek autora?

Na wspomnianą wystawę trafił nieznany wcześniej obraz. Podobno w latach 90-tych emerytowany kagebista oferował za 10tyś dolarów maszynopis zaginionej powieści „Mesjasz”. W 2001 roku pod warstwami farby odkryto freski. Zapewne niejedno jeszcze wypłynie. Patrzę na to z życzliwą obojętnością. Skoro komuś się to podoba, skoro stanowi jakąś wartość – jestem za odszukaniem wszystkich istniejących okruchów.

Gryzie mnie jednak pytanie: Dlaczego ten autor znalazł się w kanonie lektur szkolnych? Czy można go uznać za najwybitniejszego przedstawiciela polskiej literatury żydowskiej tego okresu? A jeśli zdecydowano się nam przybliżyć twórczość mniejszości narodowych II RP to dlaczego skoncentrowano się na jednym przedstawicielu jednej mniejszości?

Pożytek z terrorysty

Szykowano zamach na prezydenta i sejm. Tak przynajmniej twierdzi ABW. Aresztowano jakiegoś technika z Krakowa który przygotowywał ładunki wybuchowe i szykował grupę terrorystyczną. Palikot już ogłosił że winny jest PiS i rozbudzona przez „Kaczystów” nienawiść. Komentarze onetowego bydełka poniżej wszelkiej krytyki, dno i dwa metry mułu. Zakładam że kolejnym krokiem władzuchny kochanej będzie udowodnienie że terrorysta był zwolennikiem/sympatykiem PiS.

Sprawa zamachowca budzi jednak szereg moich wątpliwości. Khm… Faceta aresztowano ponoć 11-tego listopada. „Możliwe są dalsze zatrzymania”. Już ta informacja budzi mój niepokój. Jak macie ich namierzonych to ich aresztujcie a nie trąbcie o tym na prawo i lewo…

Moja teoria? Szalona… Obłędna… Ale skoro jestem pisarzem od SF. Władza już wie że kłamstwo smoleńskie się sypie. Coraz więcej ludzi – i to poważnych – wskazuje na wybuch w Tupolewie. Zatem… Możliwości są dwie: albo zaprzeczać jak długo się da a potem spakować walizki i szybko drapnąć, albo przetasować karty, wywołać sztorm – ale kontrolowany i spróbować w zawierusze utrzymać się na stołkach.

„Znaleźć” na wraku ślady trotylu. (tyko ostatni idiota użyłby łatwo wykrywalnego trotylu do takiej akcji). Jakiś czas potem pokazać światu schwytanego świra militarystę knującego zamach. Ogłosić że faktycznie doszło do zamachu na Prezydenta a potem postawić przed sądem „winnego” – człowieka który podłożył bombę w Tupolewie, a potem zabrał się do szykowania kolejnego wielkiego zamachu terrorystycznego. Rodziny ofiar przeprosić. Świr oczywiście stał na czele siatki która po jego aresztowaniu rozpierzchła się na wszystkie strony. Tropienie, śledzenie, łapanie. Może próba odwetu za strony kumpli aresztowanego. Własna krajowa grupa terrorystyczna - prawdziwa lub domniemana daje władzy wspaniałe możliwości. Można zwalczać terroryzm. Można efektownie zlikwidować tego i owego (np. konkurenta do stołka) i zwalić winę na „terrorystów”. Można uzasadnić dalszą głębszą inwigilację społeczeństwa. Można niszczyć opozycję „udowadniając” jej powiązania z zamachowcami. Słowem robić to wszystko co robiła carska Ochrana „hodując” sobie organizację bojową eserów czy grupki terrorystyczne bolszewików. Taki scenariusz jest możliwy.