BLOG

wedrowycz banner1

O społeczeństwie

Generalnie uważam że państwo i zamieszkujące je społeczeństwo utożsamiane z narodem to wartości w pewien sposób nadrzędne w stosunku do losu pojedynczego człowieka.

Mamy bardzo złe doświadczenia z czasów gdy byliśmy pod obcą dominacją. Borykamy się do dziś z tragiczną spuścizną wojen, okupacji, celowej demoralizacji narodu zadekretowanej przez państwa zaborcze i wdrażanej często przez kolaborantów. skutki okupacji są gorsze niż skutki wojny.

wojna to wojna. My zabijamy ich oni nas. Przykre ale po wojnie urodzą się nowe dzieci, a poległych zastąpią w pracy i na roli ich synowie. Zazwyczaj coś nam przy okazji rozwalą - to się po wojnie odbuduje. Czytelne relacje. Trzeba walić w łeb żeby ich zginęło odpowiednio więcej niż nas. I tyle. (problemem jest niestety wojna totalna gdzie morduje się cywilów kobiety i dzieci). Okupacja niesie wspomnianą demoralizację i kolaborację.

Irlandczycy nie mówią dziś po irlandzku. Gruziński usiany jest rosyjskimi słowami. Na wschodzie Ukrainy żyją ludzie którzy języka swojego kraju musieli się wyuczyć.

Widzimy że inne kraje i narody poddane obcej dominacji poniosły podobne straty jak my a wiele słabszych zostało po prostu unicestwionych.

Trzeba mieć własne państwo. Trzeba znać historię, dbać o własne tradycje i język ojczysty. I warto nauczyć się strzelać - na wszelki wypadek.

Dbanie o własny język to także używanie słów bez oglądania się na mody. Jak kolo ma czarną skórę to mówimy Murzyn. A jak jest śniady to mówimy Cygan. Bez kaleczenia ojczystej mowy potworkami językowymi.

***

Fajnie jest mieć państwo w którym wszystko jest na swoim miejscu.
I w którym każdy ma swoje miejsce i mniej więcej wie gdzie jego miejsce.

W którym większość nie depcze mniejszości a mniejszość nie podgryza większości.

Gdzie każdy przedstawiciel legalnej religii może się w swojej świątyni modlić jak chce, do czego chce i kiedy chce.
(obrzezania i ubój rytualny to kwesta do rozważenia).

Kraj w którym dajmy na to geje mogą sobie urządzić zamknięty kongres w ośrodku wczasowym i zarazem kraj gdzie homoseksualista wie że jak będzie zbyt długo stał przy płocie szkolnego boiska to dostanie wpierdol pałami od policji i założą mu kartę obserwacji.

Kraj w którym potomkowie nazistów, komuchów i banderowców zanim nabędą jakichkolwiek praw będą musieli pracą na rzecz wspólnoty udowodnić ze są tych praw choć w minimalnym stopniu godni.

A ci na świeczniku - prawa powinni mieć identyczna a drobne przywileje powinny być niebudzącym zastrzeżeń społecznych dowodem uznania dla ich pracy. Ergo: żeby każdy kto się dowie że podseł bilet na pendolino ma gratis mógł powiedzieć "a nich się cieszy, tyra chłop dla dobra nasz wszystkich - zasłużył sobie".

***

W obronie kraju, narodu, społeczeństwa czasem trzeba sięgnąć o adekwatne środki. Prawo powinno to dopuszczać i regulować. Bo czasem trzeba powiesić bandytę czy pedofila. Wykastrować gwałciciela. Powiedzieć temu i owemu by wrócił do kraju pochodzenia i więcej nie przyjeżdżał. Powinno być też prawo pozbawienia obywatelstwa stosowane wobec zdrajców. niech ich przygarnie kraj którego polecenia były dla nich ważniejsze niż interes własnej Ojczyzny.

Powinny istnieć regulacje uniemożliwiające działanie organizacji antypaństwowych lub realizujących programy destrukcyjne społecznie. (niemcy po latach chowania głowy w piasek zdelegalizowali organizacje propedofilskie). Powinny być regulacje umożliwiające odbieranie koncesji mediom działającym w obcym interesie - jeśli ten interes jest sprzeczny z naszymi interesami.

W uzasadnionych przypadkach państwo powinno mieć prawo do ściągnięcia podwyższonych danin czy wprost - sięgnięcia po mienie obywatela. Ale znowu to powinno być uzasadnione, pokwitowane i w miarę możliwości wynagrodzone. Gdy w sierpniu 1939 przyszli po konie dla wojska chłopi klęli ale oddawali - bo wiedzieli że trzeba. Dawali lepsze uzdy, cugle, kto miał dawał siodło - wojsko tego nie zażądało ale ludzie wiedzieli że to się żołnierzom przyda. Nie znam w Wojsławicach przypadku żeby ktoś konia schował czy żeby trzeba było zabierać siłą.

Gdy tusk zajumał nasze oszczędności z II filara nie wiem czy ktokolwiek w Polsce uznał że sytuacja kraju jest taka że trzeba kasę oddać. Zabrał na chama bo mógł zabrać - ale nikt nie powiedział sobie "tak trzeba - dla Polski, dla narodu, dla dobra kraju i społeczeństwa".

***

W dobrym państwie urzędnik nosi orzełka na czapce. On odpowiada za swoje decyzje. Państwo odpowiada za to że temu właśnie człowiekowi udzieliło odrobinę władzy.

Trafiają się sytuacje nadrzędne. W uzasadnionych przypadkach policja czasem musi strzelać. Czasem niestety nawet na oślep. I czasem trzeba wsolić demonstrantom pałami na odlew - jak inaczej się nie da. Czasem trzeba wywalić z technikum samochodowego dzieciaka po którym widać że uczy się tylko po to by skuteczniej kraść samochody. Czasem trzeba kogoś wywłaszczyć by zbudować drogę. Czasem trzeba wysadzić wał przeciwpowodziowy by puścić wodę w bok. By zniszczyć 3 wioski ale uratować Wrocław.

dlaczego nie uratowano Wrocławia? Bo ludzie wiedzieli że stracą dorobek całego życia a państwo im tego w żaden sposób nie zrefunduje. Że urzędnik który stoi na wale i obiecuje odszkodowania prawdopodobnie kłamie. I że państwo nie weźmie odpowiedzialności za realizację obietnic które ten człowiek składa w jego imieniu. Że się wypnie.

Smutne to... Okupacji już nie ma - ale mentalność kolaborantów pozostała...

jeszcze o misji

Mamy dwie możliwości – albo dopuszczamy inżynierię społeczną – albo uważamy ze społeczeństwo rozwijać się będzie samo.
Jeśli zakładamy istnienie inżynierii społecznej pojawia się pytanie – kto będzie się tym zajmował, jaką ma wizję, dokąd chce nas zaprowadzić. Jeśli zajmuje się tym bandyta albo moralny śmieć – efekty mogą być bardzo poważne. Część z nich obserwujemy za oknem. Pewien procent tego zezwierzęcenia i zbydlęcenia odziedziczyliśmy w spadku po komunie, część to produkt obecnych czasów, a część dostaliśmy w pakiecie z dotacjami i normami od UE.

***

Inżynieria społeczna de facto stosowana jest od zawsze. Propagandę sukcesu stosowali już egipscy faraonowie – kując na murach świątyń sceny z nie swoich zwycięstw odniesionych na wojnach których nawet nie było. Albo ołtarz Pergamoński którego wewnętrzny dziedziniec ukazywał zmitologizowane sceny z dziejów panującej dynastii…
Rola wdrażania inżynierii społecznej spoczywała z reguły na kapłanach. Ci przekazywali ludziom pewne wzorce zachowań. Społeczeństwa których religie opierały się na podobnym do naszego systemie wartości przetrwały. Społeczności które wyzwały wartości oparte na prymitywnej przemocy aprobowanej przez bogów upadły. Niektóre miały swoje 5 minut nim sczezły.
Wedle prof. Niwinskiego podobieństwa religii egipskiej i naszej są dość uderzające. Nie milei wprawdzie 10 przykazań – ale ogromna masa prac teologicznych okresu nowego państwa idzie podobnymi ścieżkami jakimi 1500 lat później poszło chrześcijaństwo. Religia egipska przetrwała 3500 lat. A ile czasu przetrwała Fenicja ze swoim Baalem i ofiarami z dzieci? Ile czasu przetrwały imperia inków i Azteków? Ile czasu przetrwały kraje programowo ateistyczne? Co zostało ze Sparty? Kupka kamieni i trochę legend. Nie mieli nawet własnych pisarzy którzy głosiliby chwałę ich oręża… Nie mieli rzeźbiarzy którzy wykuliby zwycięskich wodzów w marmurze.
Poszukiwanie dobra, prawdy, piękna, wiara w dobrych bogów którzy karzą zło a nagradzają dobre uczynki okazała się cywilizacyjnie wyższa. Sztuka ukazująca bohaterów oparta na kanonach piękna okazała się ponadczasowa.

***

Inżynieria społeczna obecnie znajduje się w znaczniej mierze w łapach postmarksistów. I opiera się w znacznej mierze na prymitywnej destrukcji i negacji wszystkiego co wypracowała nasza cywilizacja przez tysiąclecia. Cała postmodernistyczna pleśń opiera się „nowych odczytaniach” i konwergencji mitów i wzorów kultury - czyli na powolnym trawieniu tego co wypracowały poprzednie pokolenia…
Z teologicznego punktu widzenia – marksizm jest odmianą satanizmu – typowy kult zła, destrukcji i chaosu. To siłą rzeczy nie będzie twórcze gdyż diabeł nie posiada mocy kreacji. Umie tworzyć tylko karykatury…
Przemiany zachodzące w dzisiejszym świecie niepokoją. A część jest w ogóle odrażająca.

***

Cenzura teoretycznie nie istnieje. To nie oznacza że nie prowadzone są działania cenzorskie. Są i to na ogromną skalę. Dziennikarz związany przed laty z „Najwyższym czasem” wspominał mi że w czasopiśmie nie mieli reklam. Jeździł po firmach ludzi otwarcie sympatyzujących z UPR i wszędzie słyszał to samo: dam wam reklamę to będą kłopoty. Kontrole, kontrolne spisy towarów etc.
To przykład cenzury w postaci ofensywnej. Zazwyczaj stosowano bardziej miękkie środki. Np. zbiorowe napiętnowanie kogoś jako faszysty, rasisty, antysemity etc. Przez lata monopol decydowania co jest „zacofaniem & obciachem” a co „piękne & postępowe” miała wybiórcza. Doskonale opisał te mechanizmy D.Wildstein w książce „Dolina nicości”.

Tą metodą końcu lat 90-tych przeczołgano Cejrowskiego. (przypuszczam że wtedy zwariował). Stracił swój program w TV. Skala hejtu przeciw niemu była ogromna. W czasopismach wiedzieli – tego pana się nie drukuje - bo nie dość że wyleją na nas wiadra pomyj to jeszcze nawet czytelnikom się to nie spodoba. Artykuły podróżnicze musiał publikować pod pseudonimem.
Nawet dziś łatwo udupić niepokornego pisarza czy publicystę. Przede wszystkim – po wejściu vat na książki branża cieniej przędzie. Nakłady spadły drastycznie – ale – być może znów w ramach inżynierii społecznej biblioteki dostały zastrzyk pieniędzy na zakupy książek i na spotkania autorskie. Korzystam i jeżdżę gdzie zaproszą bo zawsze to parę groszy ekstra. Wyobraźmy sobie jednak sytuację gdy dyrektor biblioteki powiatowej spotyka się na bankiecie z okazji lokalnej rocznicy czegoś z urzędnikiem który rozdziela pieniądze na kulturę. I urzędnik mimochodem wyraża zaniepokojenie „kogo wy tam do biblioteki zapraszacie na spotkania”. Bibliotekarz jako odwieczny petent w urzędzie wie że musi z nimi dobrze żyć. Wie z jakiej są opcji i tym samym kogo nie lubią…
Ten kto daje kasiorę ma swoje oczekiwania. Jeśli kasiorę daje bydlę to siłą rzeczy nie będą to oczekiwania generujące dobro i piękno tylko jakby wręcz przeciwnie…

Jeśli dana opcja trzyma kasę na kulturę na poziomie lokalnym ale w skali całego kraju, to na pewne rzeczy pieniędzy nie będzie. Np. praktycznie wcale nie było obchodów okrągłej rocznicy powstania styczniowego. Nie było obchodów centralnych, a lokalne skromniutko i po cichu. U nas w Wojsławicach konkurs piosenki powstańczej…
To też inżynieria społeczna.

Ale literaci i tak obrywają przez grubą poduszkę. Wydawnictwa dostają forsę za to że sprzedają książki. Branża filmowa jest kompletnie deficytowa. Wiszące na niej pijawki muszą ssać państwową kasę. I tu twórców mamy do wyboru i do koloru. Za głupi milion złotych nakręcą co sobie urzędnik zażyczy. Te wszystkie „Idy”, „Pokłosia”, „Pokoty” powstały za nasze pieniądze. Był urzędnik gotów dać kasę na plucie Polakom w twarz i byli ludzie gotowi merdać ogonkami by ją na ten cel dostać.
Fantastyka w ogóle ma idealne warunki rozwoju – urzędasy uważają nas za świrów i w ogóle nie wpadli na pomysł by nas kupować. Bo jakby wpadli to myślę że niejeden sensowny twórca obudziłby w swojej duszy szczura…

***

Mając środki i widząc konkretne potrzeby można prowadzić inżynierię społeczną. Można dość łatwo zmieniać nastawienie ludzi do pewnych spraw. Np. chcemy tolerancji dla gejów – idzie forsa na seriale i filmy pokazujące ich w pozytywnym świetle, dofinansowuje się homopublikacje, rozdaje granty naukowcom i nagłaśnia wyniki ich badań. Odbywają się debaty telewizyjne i temu podobne. Da się to zrobić szybko i w miarę tanio. Za tym idzie czasem wprowadzanie nowych przepisów czasem reinterpretacja starych. I po 10 latach miękkich oddziaływań geje z pogardzanej grupy ściąganej przez milicję i słusznie podejrzewanej o nadmierne zainteresowanie młodymi chłopcami nagle awansują do poziomu świętych krów.

Oczywiście trzeba do takich zadań mieć swoich ludzi. Najlepiej takich którzy w daną bzdurę wierzą. Jak jeszcze dostaną kasę będą stawali na rzęsach by wykonać zadanie. Można też kupić twórców bezideowych – którzy będą wiernie służyli za kasę. Którzy za kasę rzucą się na tego kogo sponsor wskaże brudnym paluchem. Wystarczy dać czytelny sygnał – karaluchy wypełzną z każdej dziury.
Do tego każdy kto kwestionuje zalecany dogmat szybko wypada z obiegu. Nie trzeba dawać u w łeb – wystarczy naukowca przyzwyczajonego do pewnych rzeczy nagle przestać zapraszać do telewizji jako eksperta. Seksuolog Lew Starowicz nie wahał się pisać o homoseksualizmie jako o zboczeniu i o sposobach terapii tej choroby. Amen – w latach 80-tych był ekspertem. A potem przestał być. Dla decydujących o kasie na cele i zadania to już nie był „swój człowiek”.


Rzecz jasna ten kto u żłoba decyduje o przepływach pieniędzy. Dlatego janda dostawała od PO 2 miliony złotych rocznie na prywatny teatr. Była „swoim człowiekiem”. Nowa władza uznała że „to nie jest nasz człowiek” a zarazem uznała że całkiem zabrać kasę to jednak obciach więc dała jej „tylko” 200 tysięcy. Ja osobiście dałbym jej bilet w jedną stronę za granicę, ale nie ja decyduję.
Czasem jednak trafia kosa na kamień – jak w przypadku Owsiaka. Lansowano go latami. A on umiał się odwdzięczyć. Ale wystarczyło że przyszedł znikąd jeden Wielgucki i legenda „wielkiego filantropa” mocno się posypała. WOŚP to tez element inżynierii społecznej. Podobnie jak patriotyczny zwrot który reorganizuje środowiska kibolskie – z bezrozumnej tłuszczy tworząc stopniowo tłuszczę nadal niezbyt lotną intelektualnie ale zainteresowaną przeszłością, bohaterami, Polską. Ktoś to dobrze wymyślił.

**

Podstawowe zadanie społeczeństwa polega na tym by tam u koryta i w miejscach gdzie dzieli się pieniądze na różne projekty byli ludzie z głową na karku i wyznający poglądy które nie będą dla społeczeństwa trucizną.
Podstawowe zadanie ludzi to uzyskanie maksymalnej niezależności finansowej. Jak wejdzie nieoficjalny zakaz zapraszania mnie na spotkania autorskie to wzruszę ramionami. Po prostu uciułam mniej. Jak wlepią mi zakaz druku to kupię maszyny i będę szył torebki w oborze u kuzyna.

Ale są pisarze którzy sprzedają rocznie mniej książek i dla nich jak pojadą gdzieś raz na miesiąc to znaczące podreperowanie budżetu… Każde zniewolenie, każdy kompromis, każde uwikłanie bierze się z braku kasy. Dziewczyna pracująca w markecie daje się obmacywać kierownikowi zmiany bo boi się stracić robotę. Ludzie na budowach robią po 12 godzin za psie pieniądze – bo wiedzą że na ich miejsce w każdej chwili można przyjąć kogoś nowego. Urzędnik wspiera swojego patrona w podkładaniu świni innym bo wie że jak ten co nad nim poleci to i dla niego nie będzie miejsca…

Szczur płodzący antypolskie paszkwile też łasi się do sponsorów bo wie bez nich nie istnieje.
Dla fundacji k.Jandy brak tych 2 milionów zł w ok 5 milionowym budżecie to było bolesne zacięcie batem…

***

Niestety bywa tak że sensowni ludzie pewnych rzeczy nie dostrzegają. PiS lekceważy sprawy kultury. Pierwszą decyzją tego powinno być zniesienie vat na książki.

***

Twórca – dajmy to literat – ma w każdym ustroju i systemie trzy drogi.

Po pierwsze: Może iść do kolesi d/s kultury pomerdać ogonkiem, połasić się, przekonać ich że jest „swój” a potem pisać produkcyjniaki po linii partii/władzy. Takich sprzedajnych literatów mieliśmy w historii na pęczki.

Po drugie: może iść na przeczekanie – pisać rzeczy neutralne licząc że dla władzy będzie „przeźroczysty”. Tylko w takim przypadku konfitur w postaci zamówień, grantów, stypendiów, szmalcownych nagród etc. nie dostanie. Ale na spotkania jeszcze pewnie pojeździ.

Po trzecie: może iść na udry – pisać jak mu w duszy gra – choć władza każe myśleć inaczej. Pisać po swojemu dla sobie podobnych „moherów”, „faszystów” etc. To już droga trudniejsza – bo można i w łeb dostać i zakaz druku i inne przykrości mogą człowieka spotkać. Poczytajcie jak komuchy po wojnie udupili Kornela Makuszyńskiego albo jak skończył Aleksander Grin gdy odmówił zwalczania religii piórem.

Pisałem po swojemu zawsze. Raz próbowano mnie kupić. Konfitur nie dostałem nigdy choć popierałem PiS zanim stało się to modne ???? i nie oczekuję. Gdy PiS straci władzę nie wydaje mi się by kolejna ekipa zechciała mnie jakoś „skarcić”.

***

Tu widzę misję – gdy robimy to co uważamy za słuszne a nie mamy konfitur i ryzykujemy że dostaniemy po uszach. Gdy piszemy ukazując świat naszych wartości a tu zewsząd wali się na nas fala hejtu. Gdy dla niektórych ludzi znajomość z nami staje się obciachem.
Mówi się że wilka nie obchodzi co myślą o nim barany. Ale z drugiej strony – tysiąc baranów stratuje nie tyko wilka ale nawet lwa… trzeba mieć cholerną odporność na krytykę. Trzeba wierzyć w to w co się wierzy by wytrzymać miesiące i lata tratowania przez barany. By wytrzymać nieustanne szydzenie z nas i z wartości które przekazujemy w naszych książkach.

By powiedzieć krytykom że ma się ich w )*(

***

Wpływ pisarzy na obecne społeczeństwo nie jest duży. Widzę jednak szansę w tym że pisarze wpłyną na elity które czytają książki. W szkole czyta regularnie ok 10% dzieciaków – i to one będą tu za 20-30 lat rządzić. To jest ten moment w którym pisarz zaczyna coś znaczyć w wielkiej machinie inżynierii społecznej. W którym dla pewnych zjawisk jest trybikiem popychającym wajche w dobrym kierunku, a dla innych zjawisk ziarenkiem piasku w trybach.

Pozytywne zmiany widać już dziś. Odeszło pokolenie dla którego Michnik był geniuszem i arbitrem elegantiarum.

o katalonii

Powiem tak - do pewnego stopnia rozumiem Katalończyków. Mają odrębny język, mają swoje tradycje i mają swojego focha że do budżetu centralnego w Madrycie odprowadzają nadwyżki które chcieliby zagospodarować sami. Sytuacja trochę jak na Śląsku który uważa że Warsiaffka na nim żeruje, podobna jak w Szkocji która ssie coraz więcej ropy z szelfu a zyski inkasuje Londyn, i poniekąd podobna jak w Donbasie którego okręgi przemysłowe i kopalnie zaopatrywały większą część Ukrainy a silnie zrusyfikowana ludność nie czuła silnych związków z Kijowem. 

Co do rozsypania się większych państw na mniejsze - jest to proces bardzo korzystny dla kultury - popatrzcie na spuściznę w postaci dzieł sztuki jaką zostawiły po sobie dziesiątki niemieckich księstewek... albo okres rozdrobnienia Włoch. Lokalni książęta i bogaty patrycjat miast kupieckich dbali o maksymalną samowystarczalność co stymulowało rozwój rzemiosła, rolnictwa oraz sztuki. 

A w Polsce przedrozbiorowej? Króla generalnie olewano. A magnaci na prowincji żyli jak udzielni książęta a ich dwory gromadziły artystów... Łańcut, Nieborów etc. - to nędzne resztki tego co kwitło zanim kraj wzdłuż i w szerz przeorały zabory, powstania, wojny 

Bo niestety wiemy jak wszystko pięknie kwitło i wiemy jak szybko się to skończyło gdy caryca wysłała armię. W razie jakiegoś zagrożenia - duży może więcej. Duży może więcej niż sojusz małych. A u nas nawet tego sojuszu nie było... 

Istnieją też zadania infrastukturalne które wymagają finansowania centralnego. Najbogatszy region raczej nie zbuduje sam elektrowni atomowej... Albo autostrady. Jedno księstwo zbuduje swój odcinek, drugie oleje, trzecie uzna że potrzebuje nie wschód - zachód ale północ - południe... 

Interesujący byłby projekt zakładający istnienie wielu małych krajów połączonych uniami celnymi i walutowymi. Ale to też droga do nikąd. 

Powiedzmy tak - idzie chyba głównie o pieniądze. O to że ośrodki lokalne muszą się pod przymusem dokładać do budżetu centralnego. co gorsza spora część tych środków jest marnowana - co szczególnie boi tych co się dołożyli. Może też o skalę tej eksploatacji. Jak trzeba wysłać do stolicy 10% to ok. 30% to już problem, a jak stolica zażąda dla siebie 50% albo 70%?

Przykład? Modernizowano szosę Krasnystaw - Hrubieszów. Nagle modernizację wstrzymano. Dlaczego? Ścięto finansowanie projektu bo tusk potrzebował 96 miliardów na inwestycje związane z euro 2012. Mieszkaniec Wojsławic stracił szanse przejechania się porządną szosą do dwu sąsiednich miast. W zamian może sobie powiesić na ścianie fotkę stadionu. :roll: 

Grabież budzi opór. Grabież regularna i na dużą skalę powoduje że ludziom się odechciewa pracować - bo po co się męczyć jak "Oni" i tak zabiorą? To jeden z powodów dla których padały kołchozy w ZSRR, a niemal identycznie zorganizowane kibuce w Izraelu przetrwały znacznie dłużej. 

Tak to niestety działa. I w skali makro i w skali mikro. Ilu ludzi pozamykało firmy w Polsce i otworzyło ja na nowo w Anglii? 
Może po prostu katalończycy mają dość.

 

O e-bookach

Generalnie e-booki powinny być znacznie tańsze. Odpada koszt druku (ok 10% ceny okładkowej). Odpada koszt transportu, składowania, marża księgarska etc. To powinna być całkowicie zautomatyzowana  maszynka do zarabiaia przyzwoitych pieniędzy zarazem pozwaljąca czytelnikom na spore oszczędności... 

Niestety wysoką cene generuje kilka czynników.

Po pierwsze - platformy które zajmują się dystrybucją liczą sobie za tę usułgę sporo. Próby przełamania monopolu jak do tej pory nie przyniosły efektu. 

Po drugie - płatność z e-booki np. przy pomocy sms-ów to kolejny koszt, telefonie za taką możliwość liczą sobie spore prowizje. 

Po trzecie nasze złodziejskie państwo rąbie od ceny koncowej 23% vat.    

Efektem jest niestety masowe piractwo które rykoszetem uderza w sprzedaż książki papierowej...

*

Może to się kiedyś ucywilizuje... Na razie nie widzę nawet światełka w tunelu..

warsiaffka "bufetowej"

70 śledztw.

200 zagarnięetych nieruchomości 

4-5 miliardów złotych zagarniętych przez mafie w jednym mieście w ciągu zaledwie kilku lat. 

Tak rzadziło PO. 

http://niezalezna.pl/205486-nowe-fakty-w-sprawie-afery-reprywatyzacyjnej-cba-prowadzi-ok-70-sledztw-dot-200-lokalizacji 

*

Jestem realistą - w PiS też trafią się ludzie którzy będą kraść.

Ale czym inym jest partia polityczna w której sporadycznie trafiają się przestepcy, a czym innnym zorganizowana grupa przestępcza udająca partię polityczną. Inną jakością są politycy któzy narobią szkód z głupoty, a czym innym cwaniaczki którre narobią szkód celowo by przy okazji kraść.  

 

o pleśni

 

ok. teraz pytanie co robić z ludźmi szczerze wierzącymi w nazizm, feminizm, komunizm, ekologizm etc. a do tego posiadającymi talent literacki? (o sposobach oczywistych nie piszę).

 

Weźmy takie dwa przykłady: 

 

W okupowanej Norwegii ich pisarz noblista Knut Hamsun pisywał felietony chwalące III Rzeszą i Quislinga. Zgłosił Geobbelsa do nagrody Nobla - a gdy kandydaturę utrącono wysła mu na pocieszenie swój własny medal. Na koniec kariery dowiedziawszy się o samobójstwie hitlera machnął mu jeszcze nekrolog w którym nazywał go bodaj "apostołem nowej ewangelii". Po wojnie wsadzono Hamsuna do psychiatryka by sprawdzić czy z głową u niego wszystko w porządku... Pisarz o ogromnym autorytecie zalegitymizował rządy morderców i kanalii...

 

Zwróćcie też uwagę - to w demokratycznym USA gdzie wolność słowa jest czczona niczym złoty cielec ukazała się książka Rahel Carson "milcząca wiosna" - będąca swego rodzaju manifestem wojujących ekonazistów. Efektem była delegalizacja DDT i globalna recydywa malarii co na przestrzeni ostatnich 60-ciu lat zabiło ok 100 milionów ludzi. Rahel Carson jest więc największa zbrodniarką XX wieku bijącą dokonania Mao Stalina i Hitlera razem wziętych. 

 

Ergo: wiara w różne rzeczy nie może być dla pisarza carte blanche na wyłączenie zdrowego rozsądku. Powiem bardziej brutalnie - pisarz też czasem musi się walnąć w łeb klapą od kibla i rozejrzeć wokoło. Ocenić komu służy, co to za ludzie, co sobą reprezentują. Ocenić w co wierzy i co przekazuje w swoich książkach. Czy to co uznaje za wartości faktycznie jest wartościowe. Czy jest dla ludzi dobre, a jeśli tak to dla kogo jest dobre a dla kogo niedobre lub niewygodne. 

 

Pisarz powinien też patrzeć kto jeszcze służy tej samej sprawie. Jeśli spostrzeże że ramię w ramię z nim maszerują różne kanalie musi zadać sobie pytanie: czy chcę iść gdziekolwiek w takim towarzystwie. Czy cel który mi wydaje się dobry na pewno jest dobry skoro przyciąga takich ludzi. Czy właściwie oceniłem to w czym biorę udział. 

 

*

 

Piszę tu o ludziach którzy się pomylili. Którzy czegoś nie zrozumieli, coś źle wydedukowali, albo dali się przekonać cwanym manipulantom.
Bo oczywiście obok tych którzy zbłądzili maszerować będzie cała banda tych którzy przyszli z ofertą "będziemy wam służyli za pieniądze".

 

*

 

Moje książki znów sprzedają się -odpukać- nie najgorzej. To oznacza że prości zwyczajni ludzie - przedstawiciele naszej spauperyzowanej inteligencji mają pieniądze by je kupować... Wyciągam ostrożnie wnioski.

Mimo licznych zastrzeżeń do obecnej wałdzy nadal nie żałuję oddanego głosu...

 

 *

 

Rozwijając myśl:

może się zdarzyć że ktoś niezbyt rozgarnięty ale z talentem literackim służy złej władzy. Legitymizuje ją w oczach ludzi. czasem - dziesiątek tysięcy ludzi.

w okresie II wojny św. nie mamy w Polsce podobnych przypadków - tzn. żaden z przedwojennych literatów wysokiej klasy nie zgłupiał na tyle by zabrać się za wychwalanie hitlera i nazizmu. A jakby się zabrał to by się ludzie popukali w czoło - bo codzienna rzeczywistość trwale impregnowała ich na takie zagrywki. Dodajmy że hitlera Polacy obchodzili tyle co zeszłoroczny śnieg, byli zaraz po Żydach w kolejce do krematorium i takich "artystów" po prostu nie potrzebował.

Ale po wojnie - sowieci mieli plany mniej eksterminacyjne - wystarczyło że gwizdnęli i masa ludzi malowniczo się zeszmaciła. Szmacili się pospołu ludzie przed wojną znani lubiani i szanowani - jak Jan Brzechwa. A obok szmaciły się całymi stadami młode zdolne siusiumajtki jak Szymborska.

Wielcy ale niezłomni - np. Kornel Makuszyński - zostali skazani na niebyt. Gdzieś tam wykańczali się na prowincji, a ich książki wycofywano w bibliotek i niszczono.

ergo: komuchy doprowadzili do drastycznego ograniczenia oferty czytelniczej. Z jednej strony - szwaby ułatwiły im robotę paląc tysiące bibliotek. (w tym zdecydowaną większość bibliotek szkolnych). Z drugiej czerwoni jednych skaptowali innych skazali na zapomnienie, oraz dokooptowali sobie świeży narybek.

Produkcyjniaki zdominowały rynek.

*

Sytuacja dziś przypomina trochę tamtą. Sprzedać się łatwo. Trudniej niż 3-4 lata temu ale nadal łatwo.
można się zeszmacić i mieć z tego pieniądze albo będąc szmatą jeszcze na tym zarobić.

Szeroko pojęta kulturą nadal rządzi lewica. W tym monolicie czynione są coraz to nowe wyłomy ale zasadniczo dopóki lewaki siedzą po instytucjach kultury i dysponują jakimikolwiek pieniędzmi sytuację mamy taką: początkujący pisarze prawicowi muszą z mozołem wyrąbywać sobie drogę kilofem, walczyć o każdy metr, podczas gdy po tamtej stronie matrixa wystarczy umieć w miarę składnie składać zdania by iść świecą do góry.

Wystarczy wiedzieć jak i komu przywalić oraz mieć znajomości w odpowiednich kręgach. Reklama za frajer gdzie tylko się da. Zyski z debiutanckiej powieści pozwalające kupić mieszkanie. Ekranizacje. Przekłady (dotowane...). Nagrody literackie po kilkadziesiąt tyś złotych. Granty, stypendia etc.

Nalot dywanowy.

Wolność słowa w Polsce po 1989-tym wielokrotnie przegrywała wobec zjawiska masowości informacji suflowanych przez tą drugą stronę.

Literatura kojarzona z prawicą i konserwatywnymi wartościami z trudem wygrzebuje się z niszy.

Do tego dodajmy uwarunkowania specyficzne - w 2011-tym popełniono zbrodnię na polskiej kulturze jaką był vat na książki. (w dodatku wprowadzony w warunkach lawinowo rosnącego bezrobocia). To było nagłe wyszarpnięcie dywanu spod nóg. Mi nakład siadł o 1/3. Rąbałem kilofem granit i jakoś powoli szło a tu nagle bazalt...

Połowa księgarni nie przetrwała okresu 2007-2015.

Czy głośni lewicowi twórcy zamilkli? Nie. Schudli? Też nie. Im to na dziesiątki sposobów zrefundowano.

*

walka z tą pleśnią zajmie całe dekady... I nie jest powiedziane kto wygra.

o dupie.

Polskie piłkarzyki wygrali mecz i w nagrodę pierwszy raz od 12 lat jadą na mistrzostawa świata.

Pomijam problem ile nas kosztuje ta banda i pasożytujaca nie niej klika "działaczy sportowych".

POLSCY PIŁKARZE POJADĄ NA MŚ DO MOSKWY

- DO STOLICY AGRESYWNWGO TOTALITARNEGO KRAJU

PROWADZACEGO WOJNĘ Z KRAJEM SĄSIEDNIM 

MŚ pokazują potworną hipokryzję tzw "organizacji sportowych" - rosja powinna być od dawna - co najmniej od aneksji Krymu - wykluczona z MKOL, FIFA, UEFA etc.

To także ostrzeżenie dla nas - jak rosja znów napadnie na Polskę swiat bedzie miał to jak zwykle w DUPIE. 

o kłamstwie...

Jesienią 2010-tego wiedziano już że dokumentacja przekazana przez Rosjan ma luki i błędy. Wiedziano że część ofiar katastrofy Smoleńskiej  została błędnie zidentyfikowana.

Wzburzoną opinię publiczną w znacznym stopniu uspkoił artykuł ks. Błaszczyka "Zamykałem smoleńskie trumny".

Wiedziano już że premier kopacz dopuściła się ordynarnego prymitywnego kłamstwa.  

Nikt nie sądził że podobnie bezczelnie kłamać może ksiądz katolicki. 

Kolejne lata obnażyły prawdę. Ksiądz zamiast publicznie przeprosić i powiedzieć jak to wyglądało motał się coraz bardziej...

https://wpolityce.pl/smolensk/342479-perfidia-klamstw-ks-blaszczyk-w-imieniu-po-zapewnial-ze-byl-przy-kazdej-trumnie-a-ciala-owinieto-w-jedwabne-caluny-dlaczego-sa-w-workach-na-smieci?strona=2 

*

W normalnym kraju winni takich zaniedbań powinni WISIEĆ. 

jeszcze o misji pisarza

Moim zdaniem trzeba pisać tak żeby patriotyzm, honor, wierność zasadom poruszały czytelnika. Żeby widział wybory bohatera i je akceptował. 

Polityczna poprawność to w ogóle nowotwór myśli ludzkiej - jeszcze bardziej odrażający niż feminizm czy genderyzm. Tak zwana tolerancja umocowana prawnie jako zakaz dyskryminiacji. To niestety nieustanna gonitwa do nikąd - nieustanne cofanie się z zajmowanego pola oddawanie go jakimś popaprańcom próbującym podpalać nasz świat. 

Tak - trzeba słuchać siebie. Trzeba umieć odrzucać toksyczne ideologie. Warto je poznać by identyfikować ich nowe mutacje - ale moim zdaniem nie wystarczy być dajny na to antyrasistą - trzeba wiedzieć dlaczego jest się antyrasistą i wiedzieć co to jest ten rasizm. Gdy murzyn gwałci i morduje nie bać się mówić o tym ze jest czarny. 

Trzeba też patrzeć co robili nasi przodkowie. Zanim zaorzemy stary świat musimy ocenić czy aby na pewno był gorszy od nadchodzącego nowego. Zanim odrzucimy tradycję - musimy być świadomi co odrzucamy i co przyjmujemy na jej miejsce. 

Owszem - są pewne błędy, zabobony, wady i przywary ciągnące się za nami przez dziesięciolecia które warto i należy skorygować. 

Są też zachowanie potępiane jako ciemniackie które wręcz przeciwnie warto ocalić - wbrew naciskowi "ą, ę, nowoczesności" . 

POLACY MUSZĄ PRZEDE WSZYSTKIM ZAPOMNIEĆ O JEDNYM PARSZYWYM PRZYSŁOWIU "MĄDRY GŁUPIEMU USTĘPUJE" 
ile nieszczęść z tego wynikło. O ile lepszy byłby świat gdyby mądry zamiast ustępować pola siekł tego głupiego nahajką przez pusty łeb... 

Ja nie ustępuję. Staram się nie ustępować. 

W mojej literaturze bohaterowie nie ustępują. Mogą się cofnąć wobec przewagi, pobici... bo czasem ucieczka jest jedynym wyjściem. Ale gdy tylko mogą ignorują durni a jak ci wystąpią otwarcie to bohaterowie trzymają pole. Walczą o swoje. Na różne sposoby. Jeśli zachodzi konieczność z rewolwerem czy szablą w ręce.

doktor Skórzewski walczy ze złem twarzą w twarz. Ma za sobą potęgę medycyny ale też posrebrzone ostrze ukryte w lasce. Potrafi stanąć na przeciw demona, potrafi zadźgać bandytę zaczepiającego go na ulicy. Robert Storm ma rewolwer. Stanisława Kruszewska widząc bandytę z nożem goniącego dziewczynę bez wahania rozwala mu łeb czekanikiem. Wychodzę z założenia że czasem trzeba.

 

Referendum w Katalonii

Katalonczycy zorganizowali referendum w sprawie oderwania się od Hiszpanii. 

efekt: 800 ludzi pobitych przez policję, ponad 300 w szpitalach zniszczone lokale referendalne, skonfiskowane urny. hiszpaństa demokracja pełną gebą...

Z tego co udało się ocalić i przeliczyć - ok 42% mieszkańców wzięło udział mimo szykan

90% było za niepodległością Katalonii. 

*

Zobaczymy co na to powie UE. I na tę niepodległość  i na akcję hiszpanskiego ZOMO. 

*