BLOG

wedrowycz banner1

O szcześliwym dziecku...

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4807997/raport-z-polnocy/opinia/44080991#opinia44080991

Jakaś kobieta - machnęła recenzję "Raportu z północy". Można sobie rzecz jasna przeczytać całość, dla zabawy lub nauki, ja zacytuję kilka krótkich fragmentów. I skomentuję - bo mnie parę stwierdzeń mocno ubodło. 

I tak jak książki fiction pokazują jego najlepsze talenty, tak książka z licznymi wątkami de facto autobiograficznymi pokazuje go jako potwornie zakompleksionego, sfrustrowanego człowieka. Co rusz autor przyznaje (będąc bądź co bądź dorosłym od którego w zdrowym układzie można oczekiwać nieco więcej dystansu do życia),

Czytam jej wywód... Co widzę? Widzę szczęśliwe dziecko urodzone po 1989-tym roku, dziecko bogatej rodziny, dziecko z dużego miasta... Które miało możliwości znacznie szersze niż ja, znacznie większe niż moje pokolenie urodzone w blokach i czynszówkach, żyjące w szarym siermiężnym świecie gdzie telefon czy samochód były luksusem.

że ma nieprzepracowane anse do całego świata, z których największa dotyczy rzekomego gnębienia przez nauczycieli.

„Rzekomego”? A co ona o tym może wiedzieć? To ja tam byłem nie ona. To ja np. dostałem od belfra tzw. plaskacza w czoło za użycie pilnika do metalu przy obróbce drewna. To mnie zawleczono do pedagoga szkolnego i godzinę przekonywano żebym wycofał papiery składne do liceum o moje miejsce jest w zawodówce.  Do rana by o tym – a po co?

Drugi wątek maruderski to obwinianie w niewybredny sposób, że znalazł się wśród gorszych klasowo kolegów w szkole na Szmulkach, nie przebierając zupełnie w dosadnych opisach tego, dlaczego był, jest i będzie od nich lepszy.

To pisze szczęśliwie dziecko które uczęszczało do normalnej szkoły, niezdolne do pojęcia że istnieją (mam nadzieję już nie istnieją!) placówki w których  za czytanie książki na przewie można po prostu oberwać. Dziecko szczęśliwie - które nigdy na oczy nie widziało patologii jaka lęgła się na warszawskiej Pradze. Tak, byłem od nich lepszy. Nie biłem, nie kradłem, nie plułem, nie rzucałem mięchem, nie paliłem petów w szóstej klasie, nie obmacywałem koleżanek, nie rysowałem kolegom numerów obozowych na rękach, a do tego jeszcze czytałem książki.

I nie mówmy o klasach społecznych – dobrze dogadywałem się z chłopakiem którego matka była bodaj sprzątaczką, o ojcu niewiele ktokolwiek wiedział (poszedł w Polskę i przepadł). Moi najlepsi przyjaciele to były dzieci rolników.  

Trzeci wątek to wina i frustracja, że jak miliony innych Polaków komuna pozbawiła go możliwości godnego jego talentom i całej reszcie przymiotów rozwoju. Bo: nie mogli jeździć z rodzicami za granicę,

Dziecko na swoje szczęście kompletnie niezdolne do zrozumienia czym była komuna.  Niezdolne do zrozumienia „głodu świata” przemożnej a niezaspokojonej chęci zajrzenia za horyzont… Niezdolne do zrozumienia jak żyło się w świecie gdzie bomby na głowę nie spadały i kartofli w sklepie nie brakowało a gdzie jednocześnie wszyscy żyli na ćwierć gwizdka… I z pełną bolesną świadomością że żyją na ćwierć gwizdka.

Talenty? Mój Dziadek i Ojciec byli znaczniej bardziej przegrani. Ja miałem w porównaniu z nimi ogromne szczęście – gdy skończyłem 15 lat PRL zdechł. Fakt – padlina śmierdzi do dzisiaj…    

Szczytem niesmaku było dla mnie ukrycie zjadliwe podziękowanie z puentą moralizatorską skierowane...do Opatrzności? ludzi? kij wie...które mówi o tym, że jak tylko odrobinę życzliwości otrzymał od osoby, która rekomendowała go do pracy w redakcji Feniksa to od razu światu mógł objawić się długo skrywany talent (w podtekście - gdybym otrzymał więcej życzliwości to wcześniej bym mógł wam się objawić drodzy czytelnicy).

Dziecko wykształcone i ustosunkowane. Niezdolne do zrozumienia jak to jest gdy człowiek latami odbija się od ściany szukając najmniejszego wyłomu pozwalającego przedrzeć się na  drugą stronę... Niezdolne to pojęcia tego jak bardzo kopie po żebrach niemożność zdobycia jakiejkolwiek sensownej pracy, nie wiedzące jak to jest gdy kompletuje się śmieciówkowe pity od 27 pracodawców (mój rekord) z bodaj 1998-mego.

Tak dostałem szansę. Szansę za którą będę Pawłowi Siedlarowi i Jarosławowi Grzędowiczowi wdzięczny do grobowej deski. Wykorzystałem tę szansę – uchwyciłem się źdźbła słomy – postawiłem wszystko, uwierzyłem w moje gwiazdy, wtopiłem morze wysiłku i wygrałem.  I tylko ja wiem ile harówki, ćwiczeń i pracy samokształceniowej mnie to kosztowało.

od zawsze zafascynowany nieosiągalną i wymarzoną Skandynawią nie zrobił nic, żeby tam się udać (pracować, studiować) - mając takie możliwości, a zamiast tego wybrał archeologię, po której faktycznie rozumiem, że mógł nie być najbardziej rozchwytywanym pracownikiem na rynku... Trudno nie odnieść wrażenia, że winy za dalsze niespełnione koleje losu nie widzi we własnych wyborach, a nieustannie w okolicznościach zewnętrznych.

To znów pisze szczęśliwe dziecko - niezdolne do zrozumienia ile czasem trzeba poświęcić by zdobyć wykształcenie. I na swoje szczęście niedolne do zrozumienia co czuje się gdy po latach wyrzeczeń u końca studiów, tuż przed obroną magisterki człowiek dowiaduje się że zmiana przepisów właśnie zamieniła jego dyplom – jeszcze nawet nie otrzymany - w papier toaletowy.

Bo ja kilka razy w życiu miałem tak że zrobiłem swoje. A gdy byłem gotów wykonać pierwszy krok okazywało się że się nie da bo ktoś tak postanowił. Ot tak. Nie będziesz archeologiem – bo nie. I kilka razy wyrwano mi dywan spod nóg, lub spróbowano to zrobić…

 Pisarz, który powinien być ciekawy świata, czerpać z obcych kultur inspiracje i mądrość okazuje się kierować w środku własnym ..za przeproszeniem zaściankiem.

A to już kompletnie mnie zdumiało. Przecież cały „Raport z północy” jest właśnie o ciekawości i czerpaniu z obcych kultur! O głębokiej fascynacji Skandynawią. O małym chłopcu który chciał zajrzeć za horyzont a po latach dopiął swego i zajrzał. Pojechałem do Marbacka i Vimmerby by zobaczyć domy kobiet których książki kiedyś czytałem. Pojechałem do Bullerbyn by stanąć i popatrzeć na trzy domy o których kiedyś czytała mi Mama. Byłem tam. Stałem i patrzyłem. Podniosłem z ziemi garść kamyków dla tych którzy też by chętnie stanęli koło mnie, ale nie mogli tam być ze mną. O tym jak inspirowały mnie najpierw marzenia a potem odwiedzane miejsca i ludzie których losy poznałem dzięki swoim zainteresowaniom. Opowiadania „2586 kroków” i „Reputacja”, cykl powieściowy „Oko Jelenia” – to właśnie hołd składany tamtym krainom! To pokłosie moich wypraw! Cały „Raport…” to ciekawostki które poznałem, zebrałem i zaprezentowałem. Jak niby miałbym to zrobić gdybym nie był najpierw ciekaw!? Książki o nieznanej sobie kulturze o objętości 650 tyś znk. nie napisze się w pół roku. „Raport…” to efekt 35 lat ciekawości, dociekliwości, grzebania…

Przy okazji zaś – jako pisarz posiadający takie a nie inne pochodzenie – ileż to razy nawiązywałem w moich utworach do historii, kultury i folkloru mniejszości narodowych! Do Ukraińców, Kozaków, Żydów, Cyganów (jak kto woli Romów). Ileż to razy eksplorowałem mitologię Rosyjską – choćby opowiadania o „dzwonie wolności”, czy zaginionym klasztorze Kiżlak! Poszedłem nawet krok dalej – opowiadanie „Aparatus” przybliża czytelnikowi kulturę okupanta, zaborcy, kulturę nieznanej nam „carskiej” warszawy z je 47 cerkwiami i kaplicami prawosławnymi! To fascynujący zaginiony ląd – Atlantyda skazana na unicestwienie (poniekąd słusznie skazana) przez odrodzone państwo polskie.

A co do zaścianka… Moja postawa życiowa wynika po części z lektury „Kobzara” swego rodzaju Biblii ukraińskiej kultury. Na tych kartach ukraiński wieszcz narodowy Taras Szewczenko sformułował myśl: CUDZEGO SIĘ UCZCIE - SWEGO NIE ZAPOMNIJCIE. To mądra i głęboka zasada. Rekomenduję ją każdemu narodowi.

Nie chce mi się więcej cytować… Przeczytała dziewczyna moją książkę i co? Nic z niej nie pojęła… Nie jest zdolna do pojęcia argumentów kogoś kto głosi prawdy o życiu odmienne od jej doświadczenia… Ocenia powierzchownie i wedle swoich wyobrażeń o tekście, a nie tego co naprawdę tam zawarłem. Ocenia mnie – równie powierzchownie, bez wczucia się co mogłem przeżywać, o czym mogłem myśleć, bez krzty empatii.

Pokazałem w pierwszych rozdziałach „Raportu…” moją drogę – jak trudno mi było, z jak głębokiej studni zdołałem wygrzebać się na powierzchnię. Jak bardzo pod górkę miałem ja i moje pokolenie. I jak dopiąłem swego. To książka o sile umysłu, szukającego drogi do celu. Szukającego wolności. To książka o marzeniach. O nierealnym celu i długiej drodze do niego. To optymistyczne przesłanie – zresztą zawarłem je już w motto: „mali ludzie nie upadają bo mają wielkie marzenia”.

Wpieniła mnie ta recenzja bo jest idiotyczna, powierzchowna i napisana przez osobę o diametralnie odmiennych doświadczeniach. Czy mam się obrażać na Autorkę? A po co? Wolę jej zazzdrościć. Ja w życiu oberwałem po żebrach. Ją to ominęło. Szczęśliwie dziecko. Cieszmy się szczęściem naszych bliźnich… 

W odpowiedzi Grzegorzowi...

Uważam że warto było głosować na PiS.  Jest lepiej niż było za PO. Odsunięcie tuska i jego kumpli od koryta było dla mnie celem nadrzędnym. (choć gdyby odsuwać miało np. SLD to bym głosu nie oddał). Zagłosowałem na PiS. Namawiałem też znajomych by zagłosowali na PiS. Nie wstydzę się i mam nadzieję nie będę musiał się tego wstydzić w przyszłości. Jednocześnie podkreślę: wybieraliśmy mniejsze zło.   

GŁUSUJMY ŚWIADOMIE. Ja świadomie oddałem głos na mniejsze zło by pozbyć się większego. Chętne poparłbym ludzi głoszących lepszy program – ale takich po prostu nie było.  

Obecny rząd ma swoje za uszami ale jest o niebo lepszy od poprzedniego. Z drugiej strony poprzedni był tak zły że nie jest to duża sztuka. Głosując miałem swoje oczekiwania. Większość pozostała i pozostanie niespełniona. PiS to socjaliści. Czyli wilka w kurniku zastąpiliśmy lisem.  Dżumę zastąpiliśmy cholerą. Lis zeżre mniej kur. Cholerę da się przeżyć…  Radykalne zmiany na lepsze? Nie w tej kadencji. Nie w kolejnej. Nie z tą partią.

Drobne zmiany na lepsze? Tak. Kosmetyczne zmiany na lepsze będą. Są. Na koncie mam już dziś ciut więcej pieniędzy. Już nie musze podbierać z oszczędnościowego jak za czasów kopacz. Książki znów się ciut lepiej sprzedają. Ciut.

Strat wywołanym wprowadzeniem podatku vat nie odrobiliśmy jeszcze. Nie liczę na wiele. Liczę że rząd PiS będzie kradł połowę tego co rząd PO a pieniądze z podatków wyda o połowę rozsądniej niż poprzednicy. To już będzie ogromna zmiana na lepsze… I zarazem nadal będzie to zmiana poniżej naszych oczekiwań. Poniżej możliwości naszego państwa i społeczeństwa.

Polacy to wspaniały naród. Bystry, pomysłowy, wykształcony, pracowity. Wie o tym niemal każdy pracodawca w zachodniej Europie. Polacy to wulkan energii i przedsiębiorczości. Wystarczy zapłacić im po ludzku i nie przeszkadzać w robocie a przenoszą góry. Szkoda że władza tego kompletnie nie może zrozumieć. Nawet ta władza „kaczystowska” na której powrót czekałem z utęsknieniem przez 8 lat PO-muny.  

Zasadniczo – drodzy i zacni. Jesteście już dorośli to powinniście to wiedzieć. Nie możemy liczyć że jakakolwiek „nasza” władza nas utuli popieści i da kieszonkowe. Każdy musi dobijać się swego w krwawym pocie i trudzie. Chodzi mi o to by władza nam nie przeszkadzała.  Ups! Zbyt optymistycznie… No może lepiej sformułuję oczekiwanie realistyczne: „żeby władza przeszkadzała trochę mniej”.

Odsunięcie PO i powrót „kaczystów” to  zatrzymanie się na krawędzi przepaści. Uważam że warto było głosować na PiS - by zatrzymać się przed runięciem w przepaść. Taka  jak mawiali komuniści – mądrość etapu. Za 2 lata kolejne wybory.

Nie namawiam by ponownie głosować na PiS. Sam nie wiem czy będę ponownie głosował na PiS. Namawiam by głosować świadomie. By zrobić audyt. Z jednej strony by podsumować mijającą kadencję – co dobrego zrobili dal kraju co spieprzyli, co ukradli etc. Z drugiej strony by zrobić audyt swoich planów i osiągniętych celów. Chciałem zrobić to i to. To się udało, a to się nie udało. To nie wyszło bo sam spieprzyłem a to by wyszło gdyby nie urzędasy i przepisy. Władza tu przeszkodziła, tu pomogła – a tu na szczęście miała mnie w d… i nie przeszkadzała. Mi na razie audyt na półmetku kadencji wyszedł ostrożnie in plus. Ale to już musi każdy sam ocenić. WAŻNE BY NIE ULEGAĆ PROPAGANDZIE ANI PROPISOWSKIEJ ANI ANTYPISOWSKIEJ. I nie dać się złapać na obietnice ludzi którzy już kiedyś byli u koryta i nam zaszkodzili. POLITYCY SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. Garbatego tylko grób wyprostuje… I jak mówił ksiądz Maliński GŁOSUJMY TAK ŻEBY SIĘ POTEM NIE WSTYDZIĆ. także przed samym sobą... 

Jeśli większość uzna że pod władzą „kaczystów” jest lepiej  to zagłosuje ponownie. Jeśli większości dopieką to ludzie nie zagłosują. Na tym polega demokracja. Dodam jeszcze że cholernie nie lubię demokracji… Idea że głos menela i profesora w urnie są sobie równe jakoś budzi mój opór – choć jak popatrzę na niektórych naszych profesorów to może i dobrze jest tak jak jest? 

smutne...

Policja rozpracowała i ujęła szajkę oszustów stosujących metodę "na wnuczka"

Wyroki? Teoretycznie mogli iść siedzieć na 10 lat ale sędzia był dobry i  dał symboliczne... Mózg szajki oddsiedzi rok...

Zamiast surowej kary i odstaszającego przykładu - daleko posunięta pobłażliwość dla zdegenerowanych bandytów

http://niezalezna.pl/214337-skazani-za-oszustwa-na-wnuczka-i-na-policjanta 

Smutne że mamy takich sędziów.

Smutne że zasądzane wyroki nie odzwierciedlają społecznych

oczekiwań i nijak się mają do ludowego poczucia sprawiedliwości...

sprawa jest o tyle bulwersująca że jest to przestępstwo o szczególniej szkodliwości

społecznej i nie powinno być tu absolutnie żadnego pobłażania.

trochę chwalą...

trochę ganią...

http://opetaniczytaniem.pl/recenzje/raport-z-polnocy-andrzej-pilipiuk-fabryka-slow-2017.html

z Kuźni

Zapukali do drzwi. Wampir zwany Profesorem otworzył i zdumiony gapił się na nich przez jakieś pięć sekund.

                -No nie! – westchnął wreszcie. – To znowu wy!?

                -Nie dokończyliśmy wczoraj naszej mokrej roboty – wyjaśnił z godnością prezes.

                -Ale tym razem jesteśmy lepiej przygotowani – warknął agent Chrupek.

                -A nie możecie po prostu odpuścić? – westchnął wampir. – Po co to wszystko, kołki, zabijanie, jeszcze ta altówka, wilgoć taka w powietrzu instrument może się zniszczyć… Napiszcie protokół z mojej likwidacji, ja wam pokwituję i zawieziecie tym całym Coolleom.  Wilk będzie syty i owca cała.

                -Ale jak podpiszesz protokół będąc unicestwiony? – zdumiał się szef łowców.

                -Nie będę. Napiszecie że mnie stuknęliście bez stuknięcia. Normalna kreatywna sprawozdawczość. Nie znacie tego w USA?

Obaj łowcy popatrzyli po sobie zdezorientowani. A potem bezradnie rozłożyli ręce.

                -Ło w mordę. To widzę że musze wam to wyjaśnić łopatologicznie. Klient zamawia likwidację wampira. Piszecie protokół żeście go zlikwidowali, ewentualnie fałszujecie dowody rzeczowe, inkasujecie kasę i po sprawie. Wydział Z zawsze tak robi.

                -Jakieś ostatnie życzenie? – zapytał konkretnie agent Chrupek unosząc kuszę. 

O książkach

Spotkałem wczoraj czytelnika który pochwalił się że po przeczytaniu wywiadu ze mną sięgnął po powieść Nodara Dumbadze „Gagatek” i bardzo mu się podobała.

Zastanawiam się ile jest fajnych książek – napisanych 50-75-100 lat temu po które warto by sięgnąć a których nie znamy, o których nawet nie słyszeliśmy.

I z drugiej strony – jak zmieni się nasza recepcja literatury – czy ulubione książki naszych dziadków nadal by się nam podobały. 

180 ofiar "reżimu"

Wczorajsza „wybiórcza” alarmowała na pierwszej stronie że już ok 180 uczestników protestów antyrządowych miało nieprzyjemności z sądami i policją a niektórych wyzwała na rozmowę wychowawczą ABW. Te „szokujące” liczby to oczywiście dowód na zanik demokracji i budzący się kaczystowski totalitaryzm.

Gdzie byli ci złotouści obrońcy „praw człowieka” podczas akcji „widelec”? Być może jeszcze w przedszkolu… 

Raz jeszcze o Owsiaku

Ale to już mam nadzieję ostatni na dłuższy czaś...

Na akucję WOŚP wystawiono krawaty człowieka który dokonał samospalenia pod Pałacem kultury protestując przeciw rządom PiS.

To jest smutne i głęboko chore... 

 Równie chore jak licytowane w latach ubiegłych obrazy trynkiewcza... 

Z kuźni

Jakubowa lekcja astronomii i geografi....

 

-Czego chciał? – zagadnął Jakub gdy za akwizytorem zamknęły się drzwi.

-Zbiera pieniądze na projekt naukowy który ma udowodnić że ziemia jest płaska – wyjaśnił Piotruś.

-To niech spada idiota. Nie zamierzam tracić mojej ciężko uciułanej kasiory na udowodnianie rzeczy całkowicie oczywistych – prychnął egzorcysta.

-A wiesz że większość ludzi jest przekonana że ziemia jest kulą? – zagadnął prawnuk. - Nawet w szkole nas tego uczą.

-To miałem rację ze w porę się pożegnałem z tą instytucją! Popatrz mi w oczy potomku i powiedz co widzisz?

-Przekrwione…

-To od bimbru. Nie o oto pytam. Powiedz jakiego są kształtu.

-No takie wypukłe.

-No właśnie. W tym cały problem. Jak oko jest wypukłe to siłą rzeczy obraz który dociera do mózgu jest zniekształcony jak oglądany przez szkło powiększające albo denko butelki… Wszystko wydaje nam się nieco wypukłe i stąd idiotyczne przeświadczenie że ziemia jest kulą. Jakie jeszcze jest oko?

-Okrągłe?

-No właśnie. Przez to ograniczenie wydaje nam się że i horyzont otacza nas ze wszystkich stron jakby kołem. A wystarczy popatrzeć na byle jaką mapę by przekonać się że cała powierzchnia jest pocięta na trójkąty oraz kwadraty miedzami, szosami, równikami i biegunami!

Ech.

Posmęciłem jak widać straszliwie... To może coś optymistycznego na koniec tygodnia?

W ciągu najbliższych 5 dni planuję zakończyć prace nad 3 tomem przygód wampirów z Warszawskiej Pragi. 

Tytuł roboczy "Wampir z KC" i jak na razie nie planuję ciągnąć sagi dalej. Na końcu bedzie tradycyjnie happy end dla wszystkich którzy go dożyją ;)

A zaraz potem siadam do dziewiątego tomu przygód Jakuba Wędrowycza i do dziesiątego tomu opowiadań bezjkubowych.