BLOG

wedrowycz banner1

Przed laty...

Znajomy pokazał mi jak sprawdza się monety "na słuch". 

I co? Stara żydowska metoda wraca do łask... w postaci aplikacji na smatfona...

https://www.youtube.com/watch?v=9UIuXcmK-F4

"koledzy" ?

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sedziowie-z-calej-europy-krytykuja-projekt-zmian-w-krs-podwaza-zaufanie-niezbedne-do/fchq9rs

Sędziowe z UE zatroskali się o los kolegów z Polski. Khm... Drodzy "zagaraniczniacy - poczytajcie trochę - i pomyślcie - czy warto się do takich "kolegów" w ogóle przyznawac?  

Polscy sędziowie… Jak sami się określają „Nadzwyczajna kasta ludzi”. Co wywinęli w ciągu ostatnich kilku lat?

-Kradzieże w sklepach

-Jazda po pijanemu (a jedna prokurator to nawet wjechała na bani po schodach w przejście podziemne).

-Skazanie kozła ofiarnego by chronić krewniaka pana ministra.

-Przedterminowe zwolnienie gwałciciela sadysty.

-Przedterminowe zwolnienie pedofila-porywacza.

-Wyroki w zawieszeniu dla uczestników gwałtu zbiorowego.

-Zasądzenie 5 tyś odszkodowania dla ofiary trwale okaleczonej przez bandziorów

-Kwalifikacja zabójstwa widłami i siekierą jako „pobicia ze skutkiem śmiertelnym…”

etc. etc. etc.

Z drugiej strony gdy czytam o wyrokach które szwedzkie i angielskie sądy zasądzają muzułmańskim pedofilom, gwałcicielom i mordercom widzę niepokojące pokrewieństwo poglądów i postaw… Podobną pogardę dla ofiar i pobłażliwośc dla sprawców…

Kościoły Stav

Kościoły stav, zwane u nasz masztowymi, lub klepkowymi budowano w XII i XIII wieku. Prawdopodobnie powstało ich w Norwegii około tysiąca. Niestety - do naszych czasów przetrwało zaledwie 28. Do tej listy doliczyć trzeba dwie rekonstrukcje oraz jeden egzemplarz który skutkiem pewnych perypetii historycznych mamy dziś u nas - w Polsce. 

Niektórzy uczeni podejrzewają że kościoły stav przypominają wcześniejsze świątynie wikingów. Nie jest to wykluczone – kościół na terenach gdzie prowadził misje chętnie korzystał z miejscowych wzorow i miejscowych fachowców. Efekty widać zwłaszcza w epoce baroku – efektem jest zaskaujący  barok peruwiański nawiązujący do architektury inkaskiej czy barok chiński którego najciekawszym chyba zabtkiem jest fronton katedry w Macao.

Czy w średniowiecznej Norwegii było podobnie? Jestem skłonny w o uwierzyć. Konstrukcja masztowa sprawia że nawy są naprawdę wysokie. Można sobie w necie wygrzebać schematy budowy. Tu nadmienię tylko że na masywnej ramie z belek legarowych osadzano wysokie słupy spięte u góry drugą – podwójną ramą belkowania a na tym opierano jeszcze bardzo strzelistą konstrukcję dachu… Całość wspierano ukośnymi belkami wspartymi o ziemię i górną ramę, do których przybijano deski lub belki ścian. Taka konstrukcja mimo swojej wysokości jest zaskakująco mocna i dobrze opiera się najbardziej porywistym wiatrom. Kościoły stav pachną lekko żywicą i starym drewnem. Wielka szkoda że zostało ich tak niewiele. Wielka też szkoda ze ich wyposażenie niejednokrotnie padło ofiarą luterańskiego inkonoklazmu…  

                Pierwszy kościół stav - Gol widziałem w 1999 roku przez płot – stał w Oslo, na terenie skansenu „królewskiej kolekcji budynków”.

Drugi obejrzałem z bliska (niestety tylko z zewnątrz) w ...Karpaczu. Świątynia Wang – bo o niej tu mowa to najcenniejszy i zarazem chyba jedyny zabytek norweskiej architektury znajdujący się poza Norwegią. Pierwotnie kościół ten stał w miejscowości Vang nad jeziorem xxxx. W pierwszej połowie XIX wieku parafia przystąpiła do budowy nowego murowanego kościoła który miał pomieścić rosnącą liczbę mieszkańców gminy. Starą świątynię rozebrano. Podobny los spotkał w tym okresie setki podobnych średniowiecznych drewnianych kościołów. Ten ocalał. O jego rozbiórce dowiedział się Johan Christian Clausen Dahl – norweski malarz pracujący jako profesor Akademii w Dreźnie. Namówił cesarza Prus – Fryderyka Wilhelma IV do zakupu rozebranej budowli. Kościół pierwotnie miał po zrekonstruowaniu stanąć w Berlinie, ale mieszkańcy Karpacza akurat byli w palącej potrzebie i rozsyłali gdzie tylko mogli listy z prośbą o wsparcie finansowe na budowę własnej świątyni. Jeden z listów otrzymała ich krajanka - zakumplowana z cesarzem hrabina i ostatecznie Ślązacy zamiast datku o który prosili dostali norweski kościół do samodzielnego montażu.

                Świątynia Wang rzecz jasna nie jest tak do końca prawdziwa. Szacuje się że norweskiego zabytku jest w niej 7-15%.  Niektóre belki były zbyt zniszczone by je wykorzystać. Część elementów konstrukcyjnych zaginęła podczas demontażu, składowania w Niemczech i transportu. Podczas odbudowy świątynię trochę przedłużono, trochę poszerzono, dodano wieżę której oryginalnie nie posiadała, opodal postawiono jeszcze dzwonnicę… Jednak elementy konstrukcji i większa część detali rzeźbiarskich ocalały. To paradoks. Kościół katolicki zbudowany 800 lat temu w Norwegii, zrekonstruowany w Prusach, służy dziś protestantom w Polsce. Swoją drogą wyobrażam sobie jak mieszkańcy Vang plują sobie dziś  w brodę gdy wspomną „złoty interes” swoich antenatów… A obrazy Johana Dahla polecam. Można je sobie obejrzeć  w necie. 

                /.../

Przy sklepiku jest mini muzeum w którym wyeksponowano kilka starych elementów drewnianych zdobień dachu – zdemontowanych podczas prac konserwatorskich i zastąpionych replikami. Można tu też obejrzeć zabytki pozyskane z wykopalisk wokół kościoła, kilka starych ksiąg i sprzętów liturgicznych. Co bardzo fajne jest też makieta ukazująca szczegóły konstrukcji świątyni. Wnętrze kościoła jest dość jasne, choć pod strzelistym dachem zalegają głębokie cienie. Można usiąść w ciasnej ławce, pomodlić się w miejscu gdzie przez setki lat modlili się norwescy katolicy a potem luteranie. Można oglądać dziesiątki ciekawych detali wystroju wnętrza. W spokojniej kontemplacji sztuki przeszkadza tylko tłum turystów… 

                Nie potrafię powiedzieć który z tych dwu kościołów podobał mi się bardziej. Chyba jednak ten w Lom.  Oba posiadają zniewalający urok…

                Jeszcze kilka słów by zamknąć temat. W 1995 roku na wykopaliskach w Płocku poznałem magistra Andrzeja Gołembnika. Był moim kierownikiem. Wcześniej przez kilka lat prowadził wykopaliska w Norwegii, m.in. w Bergen. Gadaliśmy trochę o Skandynawii nad szklanką wina. Opowiedział mi historię następującą. Pewnego dnia w 1992 roku mając nieco czasu pojechał na przedmieścia miasta i wykonał sobie kilkadziesiąt fotografii kościoła stav Fantoft. Świątynia pochodząca z ok. 1100 roku została przeniesiona do Bergen w latach 80-tych XIX w. Zachowało się w niej bogate wyposażenie oraz zachwycające przykłady wikińskiej snycerki wokół drzwi i okien. Było co fotografować przez wiele godzin. Tej samej nocy archeologa obudziło kilka niewytłumaczalnych głuchych telefonów. Rankiem dowiedział się że kościół nocą spalono.

Sprawcą był prawdopodobnie Varg Vikernes norweski muzyk-satanista. Zdjęcie ruin spalonego kościoła zamieścił na okładce swojej płyty. Stanął przed sądem – ale twardych dowodów zabrakło. Udowodniono mu jednak podpalenia 3 innych zabytkowych kościołów, oraz morderstwo popełnione na koledze po fachu. Skazano go na 21 lat pozbawienia wolności. Po 16 latach odsiadki został wypuszczony. To historia bez happy endu – zwolniony z więzienia wyjechał do Francji. Wolnością nie cieszył się zbyt długo. Aresztowano go za posiadanie nielegalnej broni i materiałów wybuchowych. Znów coś kombinował… Ponoć potem się uspokoił. Kościół Fantoft odbudowywano przez wiele lat i dziś znów cieszy oko turystów – niestety jest to tylko rekonstrukcja… Już na zakończenie jedna ciekawostka w 2004 roku w miejscowości Gol powstała kolejna rekonstrukcja kościoła typu stav. Mieszkańcy postawili go na miejscu starego – który ich pradziadowie niefrasobliwie sprzedali do skansenu w Oslo. Szkoda że chrześcijaństwo jest tu tak słabe – gdyby Norwegowie stawiali tyle kościołów co Polacy i gdyby mieli podobny jak my stosunek do historii własnego kraju zapewne podobnych rekonstrukcji powstałoby więcej. 

 

fragmenty zapisków do ksążki podrózniczej pod roboczym tytułem "Spojrzenia na północ".

myśl jak czerw...

W Polsce zabytkowych aut i motocykli zachowało się bardzo niewiele. Przetoczyły się fronty. Przeciągnęły okupacyjne armie rabujące wszystko co tyko się dało. Czasy powojenne nie sprzyjały ani ratowaniu zabytków techniki ani nie sprzyjały nabywaniu prywatnych aut. Wszystko co mało cztery kółka eksploatowano aż do stanu kompletniej śmierci technicznej, a potem demontowano by odzyskanymi częściami ratować inne – jeżdżące jeszcze egzemplarze… Jeszcze w latach 50-tych wykorzystywano pojedyncze egzemplarze polskiego przedwojennego auta C.W.S. Niestety do naszych czasów NIE ZACHOWAŁ SIĘ ANI JEDEN.

złota myśl...

"Rosjanie to nie przyjaciele, tylko bracia. Bo przyjaciół można sobie zmienić, jak nas wpienią"

 

- cytując swojego Ojca podał użtkownik "Szopen" z weryfikatorium.

Minęła rocznica

72 lata temu skapitulowała III rzesza 

wczoraj obchodziliśmy rocznicę "europejską" dziś - "radziecką" 

(biega o to że przy pierwszej kapitulacji nie było przedstawiciela ZSRR, więc dzień później Rzesza skapitulowała jeszcze raz...)

*

W Polsce rocznica przeszła bez echa. 

A to przecież TEN DZIEŃ. Dzień kiedy nasi Dziadkowie mogli odwiesić karabiny i wrócić do domu.

może po prostu zmęczyła i zatruła nas purrysowość zwycięstwa?

Nie dość że wylaliśmy morze krwi to jeszcze nie udało się odzyskać wolności...

Przegoniliśmy jednego okupanta ale na jego miejscu rozpanoszył się nowy - niewiele lepszy... ale lepszy.

Rusek nas przynajmniej nie gazował i nie palił w krematoriach... 

*

 Tak czy imaczej warto naszym znicz zapalić.

Czy palić też Sowietom którzy polegli na naszej ziemi walcząc z niemcami?

Dobre pytanie. Ja nie zapalę - ale rozumiem tych którzy czują taką potrzebę. 

Smutne

Janusz Korwin-Mike przegrał proces i będzie musiał zapłacić 20 tyś.

Za co?

W listopadzie 2014r. europoseł m.boni został przez niego publicznie spoliczkowany.

Ten proces obnaża patologie III RP.

a) ubecki kapuś może być posłem do europarlamentu

b) człowek który publicznie łgał o swojej przeszłości spokojnie kontynuuje karierę polityczną.

c) człowiekowi który kablował ubecji nie można nawet dać w mordę.  

d) a jak ktoś da - to sąd dowala horrendalną grzywnę

Papier...

Porządkując różne domwe papiery znalazłem list z II filaru OFE z 2012 roku. 

Popatrzyłem na widniejące tam kwoty. Dziś jest tam 1/3... Połowe zanitrasił tusk, resztę nadgryzła dekoniunktura... 

Było i nie ma... 

*

Ok 24% populacji naszego kraju nadal chce głosować na tych ludzi...

Nie ma głupich?

W sobotę ulicami Warszawy w "Marszu wolności" przemaszerowało ok. 12 tyś zwolenników PO, Nowoczesnej i KOD. Wśród maszerujących zauważono kilka postaci mocno skompromitowanych jak np. poseł nitras. 

Organizatorzy nastawiali się na frekwencję dziesięciokrotnie większą ale ludzie ich olali. Nie pomogło dowożenie chętnych autokarami. Były kłopoty z dyscypliną - na wiecu przed marszem byo ok 9 tyś uczestnikow, trochę dołączyło na trasie, a częśc się rozeszła grubo przed końcem. 

To pokazuje rozpaczliwą słabość tzw. opozycji. U progów rządu PiS byli jeszcze w stanie skrzyknąć dzieiątki tysięcy pożytecznych idiotów - dziś to już nie przejdzie... 

Ludzie poszli po rozum do głowy - widzą i wzrost gospodarczy i spadek bezrobocia i efekty 500+. Z drugiej strony ostra retoryka antypisowska którą epatują od miesięcy media też już się przejadła - po prostu nastapiło zmęczenie nieustannie podgrzewanym tematem. 

Opozycja nie potrafi wykrzesać z siebie żadnego programu pozytywnego - nie proponuje niczego co rozpaliłoby wyobraźnię potencjalnych zwolenników. 

PiS ze swoim programem - zarówwno w części zrealizowanej (właśnie rozszerzono listę leków refundowanych dla seniorów) jak i ogłaszanymi projektami ustaw idzie kilka kroków z przodu. 

Zapowiedzi ponownego "urealnienia" wieku emerytalnego i likwidacji 500+ z pewnością nie dodaje PO głosów. 

 

Jeszcze o Akcji "Wisła"

Mało kto z młodego pokolenia zdaje sobie sprawę z realiów życia w ZSRR. 

Przypomnę zatem: 

a) Na wsi nie istniała indywidualna własność ziemi - wszystkie grunta i lasy były własnością państwową. Wieśniacy uprawiali ziemię w ramach kołchozów i sowchozów. Kołchozy były teoretycznie spółdzielniami, sowchozy teoretycznie firmami państwowymi. Różnice były trzeciorzędne ale nadwyżki wypracowane w kołchozie teoretycznie mogły być rozdzielone pomiędzy kołchoźników.

b) Kołchoźnicy mieli prawo do posiadania niewielkich działek przyzagrodowych pod uprawę warzyw i żywego inwentarza w postaci kur i królików. (W limitowanych ilościach). To co wyprodukowali lub wyhodowali zjadali lub pokątnie sprzedawali. W latach dwudziestych wolno było posiadać własne kozy - potem już nie. Wyjątek stanowiła Gruzja i kilka krajów związkowych - tam okresowo pozwalano nawet na świnie i krowy!

c) kołchoźnicy od połowy lat dwudziestych do śmierci Breżniewa w 1979 roku NIE MIELI PRAWA POSIADAĆ NA WŁASNOŚĆ DOWODÓW TOŻSAMOŚCI. Tym samym nie mieli prawa opuszczenia kołchozu, znalezienia mieszkania czy zatrudnienia w mieście. De facto było to przywrócenie pańszczyzny i to w najbardziej restrykcyjnej formie. Dla młodego człowieka jedyną szansą wyrwania się ze wsi było pójście do wojska a po trzech latach służby załapanie się na ochotnika do brygad budujących nowe miasta kopalnie etc. wtedy już na wieś nie wracał. Kobiety tej szansy nie miały - skutkiem czego w miastach - zwłaszcza w osadach przykopalnianych i przyfabrycznych brakowało kobiet w wieku rozrodczym. 

d) mieszkańcy kołchozów edukację kończyli zazwyczaj najwyżej na tzw. „dziesięciolatce”. (szkoła 10-cio letnia) W okresach bardziej liberalnych najzdolniejszym zezwalano na zdobycie średniego wykształcenia rolniczego lub technicznego. Absolwentów tych kierunków z reguły po zdaniu egzaminów końcowych kierowano ponownie na wieś nakazami pracy. Czasem ratował ich pobór. A czasem nie. 

*

Ukraińcy których w 1944 roku objęła przymusowa kolektywizacja rolnictwa dostali w dupę totalnie. Przez kolejne 35 lat oni, ich dzieci i wnuki byli de factoniewolnikami. Podobnie niewolnikami stali się wszyscy Łemkowie i Ukraińcy deportowani do ZSRR w ramach akcji Wisła. 

Upowcy którzy uwłaszczyli się krowami, końmi, kozami i świniami pomordowanych polskich Sąsiadów cieszyli się nimi przez ...dwa lata. Jedyna korzyść - jeśli je zarżnęli i zjedli. Jeśli ich nie zjedli to zwierzęta skonfiskowano i trafiły do kołchozów... 

*

Zidentyfikowani upowcy zostali wymordowani lub wtrąceni na wiele lat do łagrów. Niezidentyfikowanych czekało życie w kołchozach. Można powiedzieć: za udział w morderstwach konkretny wyrok - 35 lat odsiadki na głodowych racjach żywnościowych + przymus pracy - tyle że w warunkach aresztu domowego. 

Kłopot w tym że obok upowców ten sam los spotkał kilka milionów nie-upowców, oraz Polaków którzy nie zdołali wyjechać z "sowieckiego raju"... 

Errata:

kolektywizacja rolnictwa postępowała z ZSRR od pocz. lat 20-tych. Stosowano początkowo system zachęt i nacisków administracyjnych oraz represji. (np domiary podatkowe i kontyngenty). Od 1929 wprowadzono ją przymusowo. Na Syberii istniały nawet kołchozy myśliwskie.

Breżniew zmarł w 1982 roku. Paszporty wewnętrzne - odpowiednik naszych dowodów osobistych kołchoźnikom zaczeto wydawać około roku 1978 przy czym proces ten obejmował terytorium ZSRR stopniowo.