Homo Bimbrownikushomo bimbrownikus

 

 

Nastąpił długo oczekiwany powrót znanego degenerata, hieny cmentarnej i egzorcysty – amatora. „Homo bimbrownikus” to już szósty zbiór opowiadań o Jakubie Wędrowyczu, chyba najbardziej rozpoznawalnej postaci polskiej literatury fantastycznej. Mamy w nim wszystko, do czego przyzwyczaił nas Andrzej Pilipiuk, czyli dosadny humor, niekonwencjonalne metody działania bohaterów, barwne postaci, sugestywną wizję świata nawiedzanego przez tałatajstwo z innych wymiarów, no i samo tałatajstwo – bardzo urozmaicone. Aż się wierzyć nie chce, że istnieje taka mnogość bytów bionekrotycznych! Kolejny raz stwierdzam z podziwem i przerażeniem, że wyobraźnia Autora rozszerza się wraz z wszechświatem.

 

Pilipiuk sam przyznał w jednym z wywiadów, że pisze językiem „przezroczystym” – przystępnym dla każdego czytelnika. Istnieją jednak charakterystyczne cechy jego stylu, oparte na komizmie słownym: żarty językowe, zaskakujące puenty i złote myśli („Husky. Fajne kudłacze, zawsze chciałem skosztować udko takiego” czy: „Socjalizm to pseudonaukowa odmiana satanizmu, więc uniformy jego siepaczy zawierać mogą pewien ładunek energii ciemnej strony mocy”), nagłe przejścia z języka kolokwialnego do pseudonaukowego żargonu („Co tak gały wytrzeszczasz? Zwykła influencyjna telepatia indukcyjna”). Mimo, że akcja tytułowej mikropowieści toczy się w różnych miejscach, wątki fabularne ładnie się splatają i całość „trzyma się kupy”. Dodatkowym smaczkiem są nawiązania do twórczości innych pisarzy (osobiście wytropiłam Ćwieka).

 

Książkę czyta się jednym tchem – tzn. jeden dech na jedno opowiadanie. Tu kryje się niebezpieczeństwo uduszenia, ponieważ zbiór składa się z trzech krótkich opowiadań i jednej mikropowieści, którą należy przeczytać na wdechu. Zakończenie jest tak zaskakujące, że wypchnie nam powietrze z płuc wraz ze słowami: „Ale jak to?!” Zalecam wytrwanie do końca bez podglądania, co tam dalej.

 

A kto (lub co) zaludnia strony? Duchy, diabły, czarnobylskie mutanty, polska szlachta i chłopstwo minionych wieków, wyznawcy i kapłani pogańskich kultów, małpiszony z Dębinki – przemili mieszkańcy znanej i lubianej wioseczki, materiał budowlany o nadprzyrodzonej proweniencji, inkwizycja, normy ISO… Mało? Reszta w książce!

 

I na koniec jedna z moich ulubionych perełek tego tomu - uprawdopodobnienie psychologiczne postaci (Jakuba i Semena) poprzez stosowanie specyficznej miary czasu: „- Pamiętasz ten program, co w zeszłym roku leciał w knajpie na telewizorze? - Wtedy, co się Eustachy Bardak zakrztusił korkiem od jabola?” I jak ich tu nie kochać?

 

 

Agnieszka Dumańska